Tutivillus, tajny agent niebios

Ujrzałem go cztery lata temu na południowo-wschodnich krańcach Polski w drewnianym, niepozornym kościółku śś. Stanisława i Wojciecha w osadzie Poręby Dymarskie.
Wszedłem do środka razem z miejscowym proboszczem. Swoim zwyczajem zajrzałem do każdego kąta. Kiedy odsunąłem ławy pod amboną, spojrzał na mnie...diabeł. W pierwszej chwili wydawało mi się, że skrzydlata, rogata, nadstawiająca czujnie ucha i bacznie dookoła rozglądająca się postać jedzie na baranie, bo pergamin, który trzymał w ręku, wziąłem za rogi zwierzęce. Poprosiłem o światło...

Proboszcz opowiadał, że świątynia stała od 1660 r. w Cmolasie k. Kolbuszowej na miejscu spalonej podczas szwedzkiego potopu poprzedniczki. Dwadzieścia pięć lat temu niszczejącą budowlę rozebrano belka po belce i przeniesiono do sąsiednich Poręb. Po skuciu 200-letnich tynków na modrzewiowych belkach ukazał się demon i data 1674 r.

W Cmolasie jest jeszcze jeden drewniany kościół z połowy XVII w. W czasie potopu był dopiero w stanie surowym. Szwedzi nie mieli go z czego okraść, więc go oszczędzili. Stoi dzisiaj na tym samym miejscu, z którego zabrano kościół z szatanem.

Dziwnie łatwo udało mi się go zidentyfikować. Przypadkiem trafiłem na egzemplarz angielskiej książki o związkach teatru z plastyką, a w niej na opis demona nazwanego Tutivillusem - najsłynniejszego diabła średniowiecza. Przypomniało mi się jego pełne napięcia, baczne spojrzenie z kościółka w Porębach. Czekał na mnie niespokojnie, próbując dać mi jakiś znak. Zrozumiałem i przy pomocy przyjaciół rozpocząłem poszukiwanie śladów Tutivillusa w różnych zakątkach Europy.

Po dwóch latach błądzenia złapałem dobry trop. W Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego na półce z książkami o czarach znalazłem rosyjską publikację, a w niej wieści o Tutivillusie i odsyłacze do innych dzieł. Jeszcze tego samego dnia miałem w rękach około 100-stronicową amerykańską rozprawę wymienioną w tym z opracowaniu. Musiałem pożyczyć od bibliotekarki nożyk, którym obierała jabłko, bo kartki czasopisma były nierozcięte. Dowiedziałem się z niego, jak diabła precyzyjnie rozpoznawać.

Pierwowzorem Tutivillusa był Diabeł Piszący. Siedział u wrót kościoła i zapisywał spóźnialskich. W przeciwieństwie do cmolaskiego szatana był postacią całkowicie pozbawioną poczucia humoru. Zachował się taki u wejścia do kościoła w Millstatt w austriackiej Karyntii.

Opowiastka o Tutivillusie powstała w XII w. jako klasztorny kawał. Ówcześni mnisi zbierali się na godzinne modły siedem razy w ciągu doby. Za każdym razem kończyli je odśpiewaniem czterech psalmów, podczas gdy myślami byli już na przytulnej pryczy. Niejeden zasnął ze zmęczenia. Tak mógł powstać dowcip o niewidzialnym diable-podsłuchiwaczu, który siedział w kościelnym prezbiterium z workiem na plecach lub piórem w ręku i zapisywał (lub zbierał do worka) uchybienia i grzeszki mnichów. Jakiś czas później dowcip wykorzystali dla swoich celów wędrowni kaznodzieje. Nie mogąc zapanować nad roztargnionymi słuchaczami, posłużyli się pomocnikiem z piekła, by wymusić skupienie i posłuch. Mnisi chodząc od miasta do miasta, opowiadali z kolei, że diabeł brał najchętniej na cel kobiety plotkujące w kościele. Powiedzenie Fragmenty (próżnych) słów Tutivillus zbiera godzinami zrobiło zawrotną karierę w salonach ówczesnej Europy. W formie inskrypcji wisiało w wielu kościołach, napominając wiernych i strzegąc czystości modlitwy.

Cmolaski Tutivillus, jedyny w Polsce, zawitał do nas późno, bo dopiero w 1679 r. Nie wiadomo, kto i dlaczego go namalował. Może jakiś przybysz z Zachodu zgorszony zachowaniem naszych rodaków w kościołach? Polacy modlą się głośno, a podczas podniesienia uderzają się wzajemnie, biją głowami o podłogę lub o ławki. Polacy podczas podniesienia głową biją o mur, uderzają siebie samych w twarz, wyją i strasznie głośno chrapią lub charkają - jak pisali w XVII w. Francuzi, obserwując wiernych w kościołach Warszawy.

W XVI wieku w Anglii "ty tutivilu" znaczyło: "ty prostaku", "ty chamie". Po Soborze Trydenckim (1545-63) pamięć o komediancie zniknęła. Ślady jego popularności można znaleźć w "Henryku IV" i "Wieczorze Trzech Króli" Williama Shakespeare'a. Występujące tam "tilly-fally" (czy "tillyvally") to nie tylko nasze "tirli-firli" (czy tere-fere), lecz także czytelna jeszcze wówczas (ok. 1600 r.) aluzja do wielkiej sławy Tutivillusa. W Anglii, Szwecji, Danii, Finlandii, Francji, Niemczech, Austrii, Czechach, Estonii i Szwajcarii odnalazłem 59 przedstawień naszego diabła, przede wszystkim na malowidłach ściennych. Wszystkie poukrywane w maleńkich miejscowościach, gdzie "diabeł mówi dobranoc". Tutivillusowa sława nie przeminęła jednak bez śladu. Słychać ją wokół nas i dziś. To przecież Tutivillus był właśnie tym diabłem, który "tkwił w szczególe", a także i tym, któremu zapis "nie chciał się zmieścić na wołowej skórze".

Dojazd

Samochodem - z szosy nr 9 (Radom - Opatów - Nowa Dęba - Kolbuszowa - Rzeszów). W Majdanie Królewskim, tuż za Nową Dębą, stoi drogowskaz na Poręby Dymarskie. Ignorujemy go, mijamy Majdan Królewski i jesteśmy w Cmolasie. Za restauracją Jagienka skręcamy w lewo. Mijamy wieś, skręcamy w lewo i asfaltówką przez las dojeżdżamy pod kościół.

Autobusem - z Kolbuszowej kursują do Poręb Dymarskich (pod kościół) cztery autobusy - dwa rano i dwa po południu.

Proboszcz Tadeusz Kukulski ma klucze do kościoła: tel. (0-17) 283 71 54 lub 0-502 253 914

http://poreby.dymarskie.rzeszow.opoka.org.pl