Wyprawa nie dla każdego: krótki poradnik duchowego włóczęgi

Duchowy włóczęga nie musi być ascetą. Po tygodniu medytacji nie zaszkodzi tydzień byczenia się na plażach albo nurkowania
Nigdy w historii nie było tylu możliwości wyboru techniki medytacji i nauczyciela, nigdy nie było też tylu ślepych ścieżek. W duchowym supermarkecie buddyzmu łatwo się pogubić. Skakanie od półki do półki (od techniki do techniki) najczęściej nie przynosi dobrego skutku. Czytaj różne książki, próbuj różnych technik, ale w końcu zdecyduj się na jedną. Medytacja buddyjska, bez względu na tradycje, zmierza do osiągnięcia wglądu w nietrwałość rzeczywistości, niemożność zaspokojenia pragnień i brak jaźni. Potem nie jest już tak prosto. Wokół pytania, jak wgląd osiągnąć, narosły setki odpowiedzi, a w efekcie - technik medytacyjnych. Co do jednego wszyscy są zgodni - wglądu nie osiąga się czytaniem książek, trzeba usiąść na poduszce medytacyjnej.

Po nirwanę najlepiej jechać do Azji Południowo-Wschodniej zimą, od października do lutego. Upały są lżejsze niż wiosną, a latem w tej części globu leje. Pleśń pokryje wszystkie twoje rzeczy. Nie musisz brać ich dużo - sweter, luźne ubrania, najlepiej białe. W luźnych spodniach lepiej niż w dżinsach krąży krew w czasie siedzenia na poduszce medytacyjnej, a biały kolor pochwala buddyjska tradycja. Wszystko inne, od śpiwora po pastę do zębów, można zamówić u mnicha z działu zaopatrzenia.

W buddyjskim klasztorze theravady możesz zamknąć się na parę dni lub parę lat. Za naukę medytacji nie płacisz. Niektóre centra biorą drobne opłaty za jedzenie, klasztory najczęściej nie. Jesz to, co wyżebrzą mnisi.

Jeśli masz dziesięć wolnych dni, zaaplikuj sobie kurs w jednym z centrów Goenki rozsianych po całym świecie (najgęściej w Azji). Mają one świetną stronę internetową http//:www.dhamma.org. Szybciej nie wprowadzi cię w medytację wglądu nikt na świecie.

Jeśli masz miesiąc, polecam klasztor Wat Ram Poeng w Cziang Maj, gdzie oferują 28-dniowy kurs vipassany (medytacji wglądu). W Tajlandii możesz zostać przez trzy miesiące na wizie turystycznej. Nie ryzykuj owersteju, czyli przekroczenia terminu wizy - przy wyjeździe zapłacisz karę za każdy dzień (można próbować przekupić urzędników na lotnisku, ale to też kosztuje i nie jest zgodne z duchem buddyzmu).

Jeśli chcesz być w Tajlandii dłużej (legalnie), masz dwie możliwości - zrób sobie wycieczkę pociągiem do Malezji, np. do Penang (gdzie jest najlepsza księgarnia buddyjska na świecie). Wracając, na granicy dostaniesz wizę na kolejne trzy miesiące. Druga możliwość - zostań mnichem. W buddyzmie theravady możesz przyjąć święcenia nawet na kilka dni. Władze Tajlandii będą przedłużać za darmo twoją wizę dopóty, dopóki nie porzucisz szat.

Chcesz medytować jeszcze dłużej, jedź do Birmy. Tylko nie szukaj klasztoru na oślep! W wielu z nich przyjmą cię chętnie, a drugiego dnia zaproponują, żebyś został mnichem. Birmańczycy wierzą, że nakłonienie kogoś do tego wytwarza dobra karmę. Potem może okazać się, że w klasztorze w ogóle sie nie medytuje, a twoje zadanie to recytacja świętych tekstów w języku Pali i rytuały. Znajdź więc klasztor w sieci lub w przewodnikach "Lonely Planet", napisz list do opata (unikaj kontaktu przez internet, bo jest on w Birmie bardzo drogi, a kosztami obciążysz klasztor). Stamtąd przyślą ci zaproszenie, na które dostaniesz wizę nawet na rok i będziesz mógł małym kosztem ją przedłużyć. Najbliższa ambasada Birmy jest w Berlinie, a jej urzędnicy są szybcy i skuteczni.

Informacje o buddyjskich klasztorach i centrach medytacyjnych theravady: http://www.dharmanet.org, http://www.buddhanet.net