Majorka: wakacje na wyspie

Dla większości turystów pobyt na Majorce zaczyna się od Palmy. Właśnie na obrzeżach stolicy znajduje się główne lotnisko wyspy. Rozmiarami wręcz szokuje: 240 stanowisk odprawy bagażowej, 120 prowadzących do samolotów gateów, kilometrowe korytarze... Od razu widać, jak ważna jest tutaj turystyka.
Ciekawe miejsca na Majorce

Są miejsca przereklamowane, które po przyjeździe rozczarowują, i takie, które wręcz przeciwnie - zaskakują pozytywnie. Majorkę śmiało można zaliczyć do tych drugich. Wbrew obiegowym opiniom ta największa ze śródziemnomorskich wysp archipelagu Balearów ma do zaoferowania dużo więcej niż tylko plaże i ciągi nadmorskich hoteli. Jeśli lubimy zwiedzać albo jesteśmy miłośnikami aktywnego wypoczynku, okaże się, że na plaże nawet nie będziemy mieli czasu.

Dla mnie niewątpliwym hitem Majorki jest trudno dostępna wioska Sa Calobra. Można tam dopłynąć statkiem albo - tak jak my - dojechać wijącą się niczym wąż drogą. - 12 km, 200 zakrętów, różnica poziomów 800 m - informuje przewodniczka. I już żartem dodaje: - Statystycznie dziennie spada w przepaść jeden autobus, ale złom jest szybko uprzątany.

No cóż, cieszę się, że to nie ja jestem kierowcą... Niektóre fragmenty serpentyn mają swoje nazwy - jest np. Zawiązany Krawat, Zakręt Teściowej, Jelito... Zwyczajowo przyjęte jest, że zjeżdżać w dół można tylko do godziny 13.30. Po tej godzinie rozpoczyna się ruch pod górę - w ten sposób próbuje się uniknąć kłopotliwego mijania. Pełen emocji zjazd z widokiem na najwyższy szczyt Majorki (Puig Major, 1443 m n.p.m.) kończy się przy malutkiej wiosce nad samym morzem. Stąd jeszcze krótki spacer częściowo przez wykute w skale tunele i dochodzimy do tzw. wrót do raju - potężnych skał, między którymi niczym w wielkim oknie błękit nieba zlewa się z błękitem morza. Na żwirowej plaży liczni turyści urządzają sobie pikniki, ja jednak podciągam nogawki (trzeba przejść przez wodę) i idę jeszcze dalej wzdłuż potoku Torrent de Pareis. Jeśli mamy dobre buty i jesteśmy jako tako sprawni (w wielu miejscach trzeba się nieco powspinać), możemy wędrować malowniczym wąwozem ok. 4 km. Ale tylko w porze suchej - po ulewnych deszczach przybierający potok może być wręcz niebezpieczny.

Wycieczkę do Sa Calobry można połączyć z wizytą w klasztorze Llulc. Dla miłośników wycieczek górskich jest to punkt startowy na rozchodzące się stąd szlaki, dla pobożnych mieszkańców Majorki stanowi natomiast odpowiednik Częstochowy. Najważniejsza jest tu otoczona kultem La Moreneta, czyli "Czarnulka" - faktycznie ciemna, mająca 61 cm wysokości figurka Matki Boskiej. Aby się spełniły nasze życzenia, powinniśmy pogłaskać Madonnę po kolankach. Jak opowiada legenda, w XIV wieku posążek znalazł na żwirowisku miejscowy pastuszek. Trzy razy próbowano przenieść figurkę do kościoła i trzy razy wracała do miejsca, gdzie ją znaleziono. W końcu uznano, że to znak od niebios - na żwirowisku wybudowano odwiedzany teraz tłumnie klasztor. Warto przyjechać do niego o 11.15 - usłyszymy wówczas koncert "bławatków", czyli ubranych w błękitno-białe stroje chłopców z przyklasztornego chóru.

A co jeśli wrócimy z Sa Calobry statkiem? Dopłyniemy wówczas do Port de Soller - skąd zabytkowym tramwajem możemy dostać się do rozlokowanego na wzgórzach Soller właściwego. To z kolei docelowy punkt słynnej wąskotorówki doprowadzonej w 1912 roku ze stolicy - Palmy. W ciągu mniej więcej godziny wypełniony turystami pociąg pokonuje 28 km, przemierzając przy tym 13 tuneli (najdłuższy - 3 km). Największe wrażenie na trasie robi widok na położone w tzw. pomarańczowej dolinie Soller. Ale tak naprawdę to nie pomarańcze, lecz migdałowce są na wyspie ważniejsze. Można je zobaczyć dosłownie wszędzie, choć najbardziej rzucają się w oczy w lutym, czyli w porze kwitnienia. Jak głosi legenda - obsypane białym kwieciem migdałowce stanowiły prezent miejscowego księcia dla jego skandynawskiej żony żalącej się, że tęskni za widokiem śniegu. Migdały to jeden ze sztandarowych produktów Majorki - te najsłodsze, z drzew kwitnących na biało, zjada się (polecam ciastka migdałowe!) bądź wykorzystuje do produkcji likieru. Odmiany gorzkie (z drzew o różowych kwiatach) wykorzystuje się w kosmetyce.

Spacerkiem po Palmie

Ze względu na wymiary wyspy (maksymalna długość - 100 km) bez problemów możemy się wybrać do każdego jej zakątka w ramach jednodniowej wycieczki. Palmę, będącym zarazem największym tutejszym miastem (ok. 613 tys. mieszkańców), odwiedzić trzeba koniecznie. Urokliwe położenie tej metropolii, nad zatoką, z górami w tle, najlepiej docenić ze wzgórza z zamkiem Bellver. Jednak, by poczuć atmosferę miasta, trzeba po prostu pokluczyć wąskimi uliczkami jej starówki. Najważniejszą budowlą jest w jej rejonie La Seu - olbrzymia katedra, najlepiej prezentująca się od strony parku z jeziorem. Świątynię postawiono na polecenie XIV-wiecznego króla Jaumea I, wdzięcznego niebiosom za ocalenie podczas sztormu na morzu oraz za zwycięstwo nad Maurami. Stojący obok Palau de S`Almudaina to po części muzeum, ale służy on też jako siedziba dowództwa wojskowego i rezydencja Juana Carlosa I - króla Hiszpanii, który przynajmniej raz w roku odwiedza Majorkę.

Pomijając położone nieco dalej od centrum muzeum Joana Miró, którego z Majorką łączyły dość ścisłe więzy (stąd pochodziły jego matka i żona, a poza tym artysta wielokrotnie podkreślał, że wyspa stanowiła inspirację dla kolorowych dzieł), pozostałe ciekawostki mamy w promieniu co najwyżej kilkunastu minut spaceru od katedry. Łaźnie Arabskie (Banys Arabs) mogą wprawdzie nieco rozczarować (niewiele się z nich zachowało), za to kościół św. Franciszka i przylegające do niego gotyckie krużganki - wręcz przeciwnie. Mają też co podziwiać miłośnicy secesji - zapewne najbardziej oczaruje ich fasada Gran Hotelu. Palma jest też często celem wypadów... zakupowych (buty, kosmetyki), choć tak naprawdę w licznych, konkurujących ze sobą sklepach w przyplażowych wioskach turystycznych ceny są według mnie atrakcyjniejsze.

W sąsiedztwie sław

Nie zdziwmy się, gdy spacerując po Palmie, natrafimy na plac Chopina i umiejscowione tam popiersie kompozytora. Majorkijczycy są dumni z naszego kompozytora, nie mówiąc o biznesie, jaki dzięki niemu teraz robią. Do sztandarowych propozycji biur podróży należą wycieczki do położonej ok. 20 km od Palmy Valdemossy, gdzie w 1838 roku, w miejscowym klasztorze Kartuzów, Chopin spędził sześć zimowych tygodni.

Lista znanych osób, które były na Majorce, jest zresztą długa. W położonej w pobliżu Valdemossy miejscowości Deia przez długie lata zamieszkiwał angielski powieściopisarz Robert Graves ("Ja, Klaudiusz", prace poświęcone greckiej mitologii). Po śmierci w roku 1985 Graves został pochowany na miejscowym cmentarzu, nic więc dziwnego że w Deia tak dużo turystów angielskich. Majorka to także jedno z ulubionych miejsc wypoczynku gwiazd - filmu, sportu, muzyki, świata mody. Bywali tu m.in. Errol Flynn, Charlie Chaplin, Jack Nicholson, Claudia Schiffer, zaś swoje posiadłości na wyspie mają Michael Douglas, Boris Becker (choć należący do niego młyn ma teraz tabliczkę "na sprzedaż"). Nietypowy pomysł miał Rudi Völler, który w Calla Milor założył sygnowaną swoim nazwiskiem szkółkę dla dzieci. Słynny piłkarz sam wprawdzie zajęć nie prowadzi - robią to wyszkoleni przez niego instruktorzy, ale nie brak rodziców, którzy chętnie zapłacą, by móc powiedzieć, że ich pociechy "grały u Völlera".

Najlepiej rowerem

Na północy głównym ośrodkiem turystycznym jest Alcudia. Na obrzeżach otoczonej murami starówki znajdują się ruiny starożytnego miasta, w tym rzymskiego amfiteatru. Zabudowany hotelami nadmorski kurort (30 tys. miejsc noclegowych) upodobali sobie nie tylko miłośnicy plaż i wakacyjnych rozrywek (aquapark, rejsy, puby, dyskoteki, etc.), ale także windsurfingowcy oraz rowerzyści. Nieraz podziwialiśmy peletony dzielnie pedałujących w słońcu emerytów (na ogół Niemców), aż pewnego dnia sami też wypożyczamy jednoślady. W wyborze trasy nad wyczyn jazdy po górskich drogach przedkładamy jednak przyjemny relaks, robiąc sobie wycieczkę po okolicy Alcudii, gdzie jedną z atrakcji jest rezerwat S`Albufera. Rozległe moczary przyciągają co roku 10 tys. wędrownych ptaków. Dla turystów (i rowerowych, i pieszych) wyznaczono szlaki biegnące wzdłuż porosłych sitowiem kanałów. Korzystają też okoliczni rolnicy - podmokłe tereny wykorzystują do upraw ryżu.

Sympatyczną wycieczką z Alcudii może być też wypad do jaskiń. Na Majorce jest ich kilka - wszystkie na wschodnim wybrzeżu. Wprawdzie najsłynniejszą są jaskinie Smocze (Cuevas del Drach) z wielkim podziemnym jeziorem, po którym można popływać łódką, jednak my wybieramy wizytę w mniej zatłoczonych, a wcale nie mniej ciekawych Coves d`Arta. Stalaktyty i stalagmity (- W ciągu stu lat narasta jedynie 1 cm stalaktytu - informuje przewodnik) przybierają tu niesamowite formy - jest Sala Flag, Piekło i Niebo, a także nacieki wydające odgłosy dzwonu. Wizyta w grotach zainspirowała ponoć Juliusza Verne do napisania "Podróży w głąb ziemi". Niezbyt pochlebnym epizodem w historii jaskiń są czasy rekonkwisty, kiedy hiszpańscy żołnierze za pomocą dymu wypędzili z nich ukrywających się Maurów, których potem wymordowali.

Zagwizdać na szczęście

Na wschodnim wybrzeżu turystów jest zdecydowanie mniej, co nie znaczy, że oprócz grot, nie ma tu co oglądać. Na pewno warto zobaczyć przepięknie położone miasteczko Arta z cytadelą na szczycie, zjeść lody figowe albo typowe majorkińskie ensamanda (ciasto francuskie z dodatkami) w marinie Portocristo, wjechać (lub wejść) na szczyt Puig de Sant Salvador (509 m) z potężną figurą Chrystusa i klasztorem. Bardziej w głębi lądu możemy zahaczyć o Manacor - drugie co do wielkości miasto wyspy. Ubogie w zabytki jest głównym punktem wyrobu majorkińskich pereł. Kupić je możemy wprawdzie wszędzie, ale wizyta w fabryce Majorica w Manacorze to okazja, żeby zobaczyć, jak się je wyrabia (produkcja dzienna - 2 mln perełek). Wymyśloną w roku 1925 recepturę do tej pory utrzymuje się w tajemnicy, choć wiadomo, że podstawą jakości jest nanoszona na szklane kulki lepka maź z rybich łusek. Perły z Majorki są ponoć trwalsze od prawdziwych, a w stosunku do naturalnych różnicy raczej nie dostrzeżemy. Ale perły to nie jedyna pokusa zakupowa Manacoru, tuż obok fabryki znajdują się bowiem sklepy kuszące pamiątkami, ceramiką, wyrobami z drewna oliwkowego, a przede wszystkim - likierami, z których Majorka słynie. Przed zakupem możemy próbować trunków do woli i za darmo. Najbardziej typowe to anyżkowy hierbas oraz karmelowy, barwiony owocami z drzewa świętojańskiego palo, ale są też o smaku np. malinowym, kawowym i wielu innych. Ja wybieram migdałowy, bo głównie z tymi drzewami kojarzy mi się teraz Majorka. Sympatyczną pamiątką z wyspy może być też tzw. siurells - niewielkie gliniane figurki, będące zarazem gwizdkiem, które dawniej panowie dawali wybrankom serca - jeśli kobieta gwizdnęła, oznaczało to akceptację partnera. Siurells bardzo ponoć lubił Joan Miro, ale jak widać w sklepach - pomalowane w zielone i czerwone cętki postaci na osiołkach na brak popularności ciągle nie mogą narzekać.

Majorka - informacje praktyczne:

Dolot: Na Majorkę docierają z Polski samoloty czarterowe. Lot trwa ok. 3,5 godziny. Jeśli chodzi o połączenia rejsowe, za pośrednictwem latającej z portów niemieckich linii Air Berlin podróż będzie kosztować nas jedynie ok. 70 euro.

Język: hiszpański oraz kataloński.

Przewodniki: Z polskojęzycznych przewodników można polecić zawierającą miniatlas samochodowy "Majorkę" z serii Marco Polo oraz "Majorkę i Minorkę" - tłumaczenie serii Rough Guide. Obie książki ukazały się dzięki wydawnictwu Pascal.