Rowerem dookoła morza

Dwaj studenci geografii Uniwersytetu Łódzkiego postanowili objechać na rowerach Morze Północne. Do pokonania mieli 6 tys. km! Wyruszyli 12 lipca. Odwiedzili siedem krajów europejskich. Wrócili szczęśliwi i zwycięscy. Ich podróż trwała dokładnie 80 dni.
1. dzień - Niemcy

Pierwsze straty. Licznik Witka padł. Nie wiadomo, dlaczego.

Po drodze znaleźliśmy się na Zoologischer Station w Berlinie wśród bardzo kolorowej i ekscentrycznej braci niemieckiej, szykującej się na Love Parade.

3. dzień - Niemcy

Jak na razie wszystko jak z płatka. Ruszyliśmy na spotkanie morza. Dotychczas poruszaliśmy się równolegle do ujścia Łaby. Wreszcie w Otterndorf dokonaliśmy zaślubin! Trafiliśmy na przypływ. Okazało się, jacy jesteśmy niedoświadczeni, nie przewidując prędkości przybierania wody. Na szczęście paroletni Niemiec uratował nasze klapki oraz torbę z dokumentami i aparatami!

7. dzień - Holandia

Nocujemy w ogródku u gościnnej rodzinki. Bierzemy pierwszy prysznic podczas tej wyprawy - myjemy się pod ogrodowym wężem.

11. dzień - Holandia - Amsterdam

Zgłębiamy zakamarki miasta milionów rowerów, m.in. dzielnice czerwonych latarni. Nie możemy się nadziwić ilości coffee shopów. Michał nie omieszkał zapuścić się w tzw. Red Light District, czyli dzielnice rozkoszy. Najbardziej zaskoczyło go oficjalne biuro informacji Red Light District, gdzie można było dowiedzieć się, czego można spróbować w poszczególnych lokalach, bez względu na płeć i upodobania seksualne.

15. dzień - Belgia

Brugia to jedyne miejsce na północy Belgii, które możemy polecić do zobaczenia. Miasto ma ogromną starówkę z pięknymi flamandzkimi kamienicami, wielkim rynkiem i górującym nad nim ratuszem. Największe tortury przeżywaliśmy przed witrynami sklepów ze słynną belgijską czekoladą.

25. dzień - Anglia

Za Colchester zostajemy rozpoznani jako Polacy przez naszych rodaków, pracujących na pobliskiej farmie. Zostajemy poczęstowani sytym posiłkiem, między innymi domowej roboty pierogami ruskimi!

28. dzień - Anglia

W Holkham zwiedzamy potężny pałac książąt rodu Lancaster. Jednak nie to wzbudza naszą największa ciekawość. Na dziedzińcu stoi parowy samochód z 1897 roku, w dodatku jest ciągle na chodzie. Niesamowite uczucie zobaczyć jedyny taki egzemplarz na świecie. Ten wehikuł osiąga 25 m/h!

Potem jedziemy jeszcze do Hunstanton (fragment wielobarwnego pasiastego klifu). Na plaży zafrapował nas widok Koreanek, szukających czegoś pod kamieniami. Panie zbierały ostrygi. Nie pozostawało nic innego, jak ruszyć w ich ślady. Na kolacje mieliśmy owoce morza!

29. dzień - Anglia

Rutynę rannych przygotowań do jazdy przerwał atak silnego bólu, jakiego doznał Michał. Jedziemy do przychodni. Stamtąd Michał zostaje zabrany ambulansem do szpitala w King's Lynn. Po jednodniowej hospitalizacji wraca. Najbardziej prawdopodobnym powodem ataku bólu były kłopoty z nerkami (kamień w prawej nerce).

38. dzień - Anglia

Wczesnym rankiem znajdujemy się przy wieży obronnej w miejscowości Preston, gdzie w bezpłatnej toalecie (w Anglii nie znają zawodu babci klozetowej) Michał znajduje gniazdko elektryczne. Wreszcie po dwóch tygodniach przerwy może użyć swojej elektrycznej maszynki do golenia.

40. dzień - Szkocja

Rano na naszą część pastwiska zawitały krowy z sąsiedniej części (Witkowi oblizały kask). Przejeżdżający na motocyklu właściciel pola powiedział, że nie ma żadnego problemu, iż rozbiliśmy się na pastwisku. Ostrzegł nas tylko przed bykiem, bo to "big boy".

44. dzień - Szkocja

Do tej pory przejechaliśmy dokładnie 3212 km. Wyjeżdżając z Aberdeen trafiamy na ślub z kobietami w kapeluszach i mężczyznami w kiltach!

46. dzień - Szkocja

Rano po raz pierwszy spotykamy się z meszkami, które dobierają się nam do skóry. Ma to tę dobrą stronę, że nic nas nie zatrzymuje dłużej w miejscu noclegu i szybko je opuszczamy.

48. dzień - Szkocja

Zajeżdżamy do Tomatin, gdzie za darmo ze specjalnym oprowadzaniem zwiedzamy destylarnie whisky. Naszą przewodniczką jest Sally, studentka kierunku podobnego do naszego (zarządzanie turystyką, w Glasgow). Po degustacji whisky - dwunastoletniej, i wyprodukowanego na jej bazie likieru decydujemy się na zakup pamiątkowych buteleczek ze szlachetnym trunkiem.

W świetle słonecznym przebijającym się przez warstwę chmur jawi nam się widok Loch Ness, położonego w głębokim obniżeniu, obrzeżonym z przeciwnej strony wysoką na ponad 300 m ścianą skalną. Nic dziwnego, że tak duże i położone w tak widowiskowym otoczeniu jezioro pobudza ludzką wyobraźnię do tworzenia legend. Wieczorem kąpiemy się w wodach Loch Ness!

52. dzień - Szkocja

Decydujemy się zboczyć ze szlaku, aby dotrzeć do Strathy Point, drugiego najdalej na północ wysuniętego przylądka Wielkiej Brytanii. Warto było. Na dłuższą chwilę wypogodziło się, wiał silny północno-zachodni wiatr napędzający fale, które rozpryskiwały się o skały przylądka. Najpiękniejsze miejsce, w jakim do tej pory byliśmy!

64. dzień - Skandynawia

W drodze do Olso decydujemy się na odwiedzenie Preikestolen ("skała pulpit"). Jest to ograniczona trzema równymi krawędziami platforma skalna, wieńcząca ścianę wznoszącą się 600 m ponad Lysefjorden. Najpierw musimy podjechać na położony 300 m niżej parking. Tam zostawiamy rowery i zważywszy na późną porę zaczynamy pośpieszne podchodzenie kolejne 3,5 km. Już po zachodzie słońca docieramy na to miejsce, zawieszone nad fiordem. Oszołomieni widokiem docieramy do rowerów i już przy pełni księżyca rozbijamy namiot. Tej nocy naszym gościem jest mysz. Efekt - trzy dziury w podłodze.

65. dzień - Skandynawia

Michał zrywa się o piątej rano, by jeszcze raz przy świetle księżyca wejść na Preikestolen. Udaje mu się zdążyć na wschód słońca!

78. i 79. dzień - Dania

Przed nami ostatnie, jak oceniamy, 250-300 km. Mamy je pokonać w ciągu dwóch dni. Chcemy zdążyć na pociąg, dlatego podejmujemy decyzję o jeździe bez noclegu, dzień i noc. Wyjazd przeciąga się do godz. 9, gdyż dwie niemieckie pary, które zatrzymały się ze swoimi karawanami na tym samym rastplad (urządzone miejsce odpoczynku), były tak miłe, że zaprosiły nas na kawę. Gdy Niemcy dowiedzieli się, co nas czeka, postarali się o coś jeszcze, byśmy na dobry początek "mieli coś ciepłego w żołądkach" (zupa pomidorowa).

80. dzień - Hamburg

Gdy naszym oczom ukazuje się budynek, przy którym zaczynaliśmy naszą wyprawę, wpadamy w euforię. Witek chwyta za telefon i zdaje bezpośrednią relację mamie. Poza tym tak jak to sobie obiecał, rozbiera się do pasa, czym wzbudza wesołość wśród turystów i przechodniów. Potem leje się szampan, łączymy się telefonicznie z kolejnymi bliskimi nam osobami w Polsce i odbywamy sesję zdjęciową. Wspaniałe chwile!

Podsumowanie

Z wyprawy przywieźliśmy niezapomniane wrażenia. Nie tylko. Zostało nam też kilka budyni, które przejechały całą trasę, i których nie było okazji zjeść. Co jeszcze? Zrobiliśmy 2 tys. zdjęć. Michał schudł 3 kg.