Maroko TOP 10: Tanger - niegrzeczne miasto na jednodniową wycieczkę

Henri Matisse, Tennessee Williams, Truman Capote, William Burroughs, Allen Ginsberg, Francis Bacon, Brion Gysin, Jane Bowles, Paul Bowles Jeśli na dźwięk tych nazwisk podnosisz z zaciekawieniem głowę i czujesz dreszczyk emocji, być może zechcesz odwiedzić Tanger. Choć postaci te wpisują się w obraz miasta, które już nie istnieje - przeminęło wraz ze zmianami politycznymi i obyczajowymi - trudno oprzeć się pragnieniu podążania za ich legendą. Wybierz się śladem legend współczesności i nie tylko.
Tanger. Wrota Afryki

Pierwsi turyści przyjeżdżali do Tangeru już w XIX wieku, kuszeni łaskawym klimatem - w okolicach przylądka Spartol upały nie dają się tak mocno we znaki i choć dokucza czasem wschodni wiatr - sirocco, ciepło i pogodnie bywa tu przez znakomitą część roku. Wcześniej bywali tu - choć w zdecydowanie innym charakterze - Fenicjanie, Rzymianie, Wandalowie, Bizantyjczycy, Wizygoci, Arabowie. Strategiczne położenie miasta - w Cieśninie Gibraltarskiej - od zawsze bowiem gwarantowało mu popularność i zainteresowanie na scenie politycznej. W 1906 roku, gdy o miasto i port kłóciły się Francja z Hiszpanią, uzyskało ono status strefy międzynarodowej - kolejne 50 lat, do 1956 roku, gdy Tanger stał się częścią niepodległego państwa marokańskiego, to okres, w którym miasto zyskało swą szczególną, niezbyt chlubną reputację.

Fot. Shutterstock

Dzisiejszy Tanger przyciąga na jednodniowe wycieczki rzesze spragnionych egzotyki turystów wypoczywających w Hiszpanii, latem zjeżdżają tu także Marokańczycy z centralnej i południowej części kraju. Nikt nie zaprząta sobie głowy dekadenckim klimatem sprzed ponad pół wieku - istotniejsza wydaje się walka o najlepsze miejsce na plaży, w restauracji czy hotelu. Na szczęście intensywnie rozbudowujące się miasto dba o zapewnienie turystom odpowiedniej infrastruktury - znaczna część wybrzeża to obecnie długi plac budowy, na którym powstają kolejne hotele.

Kazba i fragment przytulonej do klifu starej dzielnicy Tangeru/ Fot. Shutterstock

Tanger. Pół wieku rozkoszy i występku

W Tangerze warto przyjrzeć się kolonialnej architekturze - przejść się po głównych placach (Place de France, Grand Socco) i ulicach (Boulevard Pasteur), pospacerować po dzielnicy żydowskiej (mellah), a przede wszystkim zwiedzić barwną medynę i kazbę, z której roztacza się jedyny w swoim rodzaju widok na port i Cieśninę Gibraltarską - przy dobrej pogodzie widać stąd niezły kawałek hiszpańskiego wybrzeża.

Jeśli jednak pamiętamy o tym, że przez 50 lat ubiegłego wieku Tanger był strefą międzynarodową, strefą w pewnym sensie niczyją, zawieszoną w przestrzeni "pomiędzy" i "poza": poza prawem, moralnością, narodowymi powinnościami, wolną od podatków i uciążliwej administracji - mamy szansę zobaczyć inne miasto. Miasto o wątpliwej acz pociągającej wielu sławie - mekkę bon vivantów, szpiegów, homoseksualistów, przemytników, milionerów, heroinistów, oszustów, artystów. Miasto burdeli, spekulacji walutowych, palarni kifu, trwających dniami i nocami dyskusji o sztuce. Miasto, w którym mógł zdarzyć się każdy występek - i każdy cud. Miasto, w którym wiele z nich się zdarzyło.

I choć w 1956 roku Tanger musiał przejść na odwyk, definitywnie zerwać z przeszłością, zmienić nawyki i obyczaje, rozwijać się, unowocześnić, sporządnieć - jeszcze dziś w ucywilizowanej tkance miasta można odnaleźć ślady tamtej atmosfery i czasów.

Miasto malarzy, pisarzy, narkomanów i milionerów

Niepowtarzalna atmosfera Tangeru przyciągała artystyczne dusze od zawsze. W 1832 roku gościł w mieście Eugene Delacroix, do Francji zabrał z tej wizyty wspomnienia, wizje i szkice marokańskich ulic, które przysłużyły się powstaniu całej serii obrazów o tematyce orientalnej. W 1912 i 1913 roku "czystości światła" szukał w Tangerze Henri Matisse. Miał trochę pecha - podczas pierwszej wizyty zimą 1912 roku trafił na kilka deszczowych tygodni, podczas których z utęsknieniem wypatrywał słońca, na co nie omieszkał poskarżyć się w pocztówce do Gertrudy Stein: "Czy kiedykolwiek zobaczymy słońce w Maroku? Od godz. 15 w poniedziałek, kiedy przyjechaliśmy, do dziś - soboty - pada nieustannie. Nie sposób wyjść z pokoju!". Deszczowym dniom, które uwięziły malarza i jego żonę Amélie w hotelu, zawdzięczamy jego pierwsze marokańskie prace, w tym "Wazę z irysami" i kilka widoków z okna. Grand Hotel Villa de France, w którym artysta mieszkał - i z konieczności tworzył, zanim ruszył w uliczki medyny - stoi do dziś, choć popadł w ostatnich latach w straszną ruinę.

Zanim deszcze w Tangerze minęły i Henri Matisse mógł ruszyć w uliczki medyny, malował w Grand Hotel Villa de France - "Irysy w wazie" i widoki z okna

Jedną z najważniejszych postaci literackich związanych z Tangerem był niewątpliwie amerykański pisarz, tłumacz i kompozytor Paul Bowles, który spędził tu większą część swojego życia - aż do śmierci w 1999 roku. Bowles po raz pierwszy przybył do Tangeru w 1931 roku, o jego decyzji osiedlenia się tu na stałe w 1947 przesądził jednak dopiero sen, który uświadomił pisarzowi, jak bardzo magicznym - a tym samym właściwym do życia - miastem jest Tanger. Bowles był już wtedy żonaty z Jane, która wkrótce do niego dołączyła - zamieszkując wraz ze swoją kochanką Corą w hotelu Rembrandt. Małżonkowie darzyli się wyjątkową sympatią i przyjaźnią, nie mieszkali jednak razem. Paul związał się z marokańskim malarzem Ahmedem Yacoubim, potem z Mohammedem Mrabetem, Jane porzuciła Corę dla namiętnego związku z praktykującą magię marokańską przekupką Cherifą, a następnie z księżniczką Marthe Ruspoli. Zanim autorka niezrównanych "Dwóch poważnych dam" i "Prostych historii" zachorowała na depresję i została umieszczona przez męża w szpitalu w Maladze, miała okazję pocieszać w 1956 roku Tennessee Williama, znanego z takich dramatów, jak "Tramwaj zwany pożądaniem" czy "Kotka na gorącym blaszanym dachu", który szukał w Tangerze - w jej towarzystwie dokładniej - ukojenia po rozpadzie 14-letniego związku z Frankiem Merlo.

Pisarze czerpali inspiracje z życia tutejszego półświatka, w Tangerze powstały m.in. tak znane utwory, jak "Nagi lunch" czy "Samotność długodystansowca"

Najbardziej znana powieść Paula Bowlesa - "Pod osłoną nieba" - sprowadziła z kolei do Tangeru Williama Burroughsa. Pisarz, podobnie jak i inni artyści, upodobał sobie speluny przy Petit Socco (na końcu Rue as Siagin), gdzie spędzał mnóstwo czasu w najbardziej podejrzanym towarzystwie, chłonąc i współtworząc atmosferę miejsca, które stało się inspiracją do napisania jego najsłynniejszego dzieła. Tyleż skandaliczny i obrazoburczy, co kultowy "Nagi lunch" powstawał właśnie tu - na tarasie Café Central, i w pokoju nr 9 hotelu Muniria przy Rue Magellen. W tym ostatnim, dość depresyjnym i obskurnym miejscu gościli także często Allen Ginsberg i malarz Francis Bacon.

Podejrzane kafejki przy Petit Socco upodobali sobie bitnicy. To stąd William Burroughs czerpał inspiracje do skandalizującego "Nagiego lunchu"/Fot. Anka S. Kowalska

Najbardziej znanym lokalem, który przetrwał do dziś i funkcjonuje w niemal niezmienionym kształcie, choć już bez rezydujących tu Bowlesa i bitników - Burroughsa, Ginsberga czy Jacka Kerouaca, jest położona przy Place de France Café de Paris. Niegdyś centrum życia towarzyskiego, świadek niejednej gorszącej sceny, awantury, uniesienia czy dyskusji o literaturze, dziś gości głównie oryginalny miks podstarzałych homoseksualistów i zaciekawionych turystów. Można także poszukać Café Hafa przy ulicy Hadi Mohammed Tazi, tuż nad klifem, z widokiem na Cieśninę Gibraltarską - to ulubione miejsce Paula Bowlesa.

Fot. Shutterstock

Legenda Tangeru utkana jest z wielu smaczków, literackich i artystycznych tropów, plotek, skandali i wieloznacznych uśmieszków. Zabawił tu dwukrotnie Jean Genet (w 1969 i 1970 roku), w położonej na Old Mountain Villi Gazebo Allan Sillitoe napisał "Samotność długodystansowca". Na salonach brylował syn hrabiego Pembroke David Herbert, a dziedziczka fortuny Woolwortha - Barbara Huston - sprzątnęła sprzed nosa gen. Franco położoną tuż przy kazbie willę Sidi Hojni. Do dziś wspomina się nieprawdopodobne przyjęcia urządzane w tej rezydencji - jej tarasy można oglądać z kawiarni Café Baba (gdzie wisi zdjęcie Keitha Richarda palącego kif) - oraz rolls-royce Barbary, dla których trzeba było poszerzyć uliczki medyny.

I choć nocne życie Tangeru wciąż jest wyjątkowo bujne na tle pozostałych miast Królestwa, takiego Tangeru jak ten z opowieści o Williamie Burroughsie, Allanie Ginsbergu czy Barbarze Hutton już nie ma, to jasne jak tangerskie słońce. Po zwiedzeniu standardowych atrakcji warto być może jednak zmrużyć oczy, ścisnąć w ręku jedną czy drugą książkę i zaryzykować wycieczkę śladem tego, co po nim zostało. Choćby tylko w wyobraźni.