Rowerem przejechał całą Afrykę, bał się luksusów pierwszej klasy. 150 niepublikowanych zdjęć z legendarnej podróży Kazimierza Nowaka trafiło do internetu

03.07.2014 15:51
Przejechał samotnie Afrykę z góry na dół i z powrotem, pokonując w sumie 40 tys. kilometrów w większości na wysłużonym, siedmioletnim rowerze. Jego wspomnienia weszły do klasyki reportażu. 150 niepublikowanych dotąd zdjęć z legendarnej wyprawy Kazimierza Nowaka przez Afrykę udostępniło właśnie Narodowe Archiwum Cyfrowe. Wszystkie można oglądać za darmo w internecie.
Oni objechali busem świat bez pieniędzy i doświadczenia. Przeczytaj >>

A warto, bo gdy uświadomić sobie, czego Kazimierz Nowak dokonał, człowiek łapie się za głowę. Pokonanie samotnie całego kontynentu afrykańskiego z północy na południe niemal wyłącznie na rowerze (drogę powrotną - gdy rower rozpadł się na części - przebył pieszo, konno, na wielbłądzie, czółnem, pociągiem i znów rowerem), nawet dzisiaj uchodziłoby za wyczyn. A Nowak - zapalony cyklista, podróżnik, fotograf, ale w tamtym kryzysowym czasie przede wszystkim bezskutecznie szukający pracy kochający mąż i ojciec dwójki dzieci - pojechał do Afryki pierwszej połowy lat 30. XX wieku. Skolonizowanej i niemal nietkniętej cywilizacją (jej nieskażoną dzikość pokochał najbardziej). Pojechał bez szumu i sponsorów - całym wsparciem, jakie dostał, było kilka kompletów opon przesyłanych przez firmę Stomil. Pieniędzy praktycznie nie miał - przez całą drogę biedował, kombinował, targował się. Drobne kwoty za sprzedane w Polsce relacje i zdjęcia, które ratowały go od skrajnej nędzy, wysyłała mu ukochana żona. Gdy wracając już z Afryki, dotarł do Francji, pieniądze na bilet kolejowy i transport roweru pożyczył od polskiego konsula (próbował zarobić, sprzedając zdjęcia z wyprawy i fotografując górników, ale nie znalazł zainteresowania). I to tylko dlatego, że znowu poręczyła firma Stomil.

W czasach, gdy szalał wielki kryzys, a do władzy dochodzili faszyści, oczy świata skierowane były gdzie indziej. Na nieustraszonego podróżnika z Polski patrzyli tylko oszołomieni mieszkańcy Afryki, a niekiedy kolonialni urzędnicy, wojskowi, poszukiwacze złota. Dla jednych i drugich widok osmaganego słońcem brodatego mężczyzny na rozlatującym się wehikule, z szeroko otwartymi oczami, w stroju khaki i kasku, musiał być równie nierealistyczny, co fatamorgana. Trudno jednak znaleźć w historii polskich (i światowych) podróżników kogoś bardziej prawdziwego i oddanego swemu przedsięwzięciu. I kogoś, kto zapłacił za to równie wysoką cenę.



Podróżnik Kazimierz Nowak z rowerem stoi przy namiocie poszukiwaczy złota. Kongo Belgijskie, 1933 rok. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygnatura: 1-S-3542, autor nieznany

Z Contaxem do Tuaregów

Mały Kazik Nowak przyszedł na świat w 1897 roku. Podróżniczy wirus tkwił w nim od zawsze - pierwszą samodzielną zagraniczną wyprawę - do Watykanu - odbył, mając 15 lat. Jako środek transportu ukochał sobie rower - zjeździł na nim całą Polskę. Gdy w 1922 roku ożenił się z Marią Gorcik i objął urzędniczą posadę, a na świat przyszła dwójka dzieci, nie zaprzestał wycieczek. Pierwsze szlify jako korespondent prasowy i fotograf zdobywał w Europie - rowerem objechał spory jej kawał, przez Węgry, Rumunię i Turcję, posuwając się na południe i docierając aż do ogarniętej wojną Trypolitanii w Afryce Północnej. To wtedy zakiełkował w nim pomysł, by pewnego dnia wsiąść na rower i przejechać całą Afrykę. Zrealizował go kilka lat później - widząc w tym szansę i konieczność. Niemal dokładnie po 10 latach był z powrotem w domu.

Wyruszył 4 listopada 1931 roku. Trasę podróży opracował sam, choć nie obyło się bez korekty - w niespokojnej Afryce Północnej włoskie władze w Cyrenajce już na starcie kazały mu zawracać do Egiptu. Afrykę z północy na południe pokonał niemal w linii prostej, jadąc wzdłuż Nilu, szlakiem Wielkich Jezior Afrykańskich, aż na oddalony o kilkanaście tysięcy kilometrów Przylądek Igielny. Ten cel osiągnął pod koniec kwietnia 1934 roku, po ponad dwóch i pół roku podróży. Ale to nie była jeszcze nawet połowa drogi.

Przez całą podróż cierpiał biedę, być może dlatego tak dobrze rozumiał walkę o przetrwanie autochtonicznych plemion. Starał się być jak najbliżej lokalnej ludności. Dotarł do Tuaregów, egipskich fellachów, żyjących pośród bagien Szilluków, dumnego ludu Watussi, Pigmejów, Burów z Transwalu, Hotentotów, Buszmenów, karłów Babinga, dzikich Abasalampasu, Murzynów Haussa i wielu innych. Poznawał obyczaje i dialekty. Wszystko i wszystkich fotografował małoobrazkowym aparatem Contax, paczki z materiałami fotograficznymi dosyłała mu żona według szczegółowych wskazówek. Za to Europejczyków starał się unikać, w odważny, bezkompromisowy sposób krytykując ich imperialną postawę, której w ciągu kilkuletniej podróży mógł się przyjrzeć dokładnie. Był wielkim przeciwnikiem kolonializmu, a w tamtym czasie kolonialne ambicje miała także Polska (działała Liga Morska i Kolonialna, której przedstawiciele upatrywali w Nowaku swojego sojusznika, ale ten szybko wyprowadził ich z błędu). Być może dlatego nie otrzymał żadnego finansowego wsparcia z ojczyzny.



Podróżnik Kazimierz Nowak w Lesie Równikowym Ituri z członkami plemienia Mbuti (charakteryzują się niskim wzrostem). Według opisu redakcji jest to fotografia wykonana przez Kazimierza Nowaka w trakcie jego podróży przez Afrykę. Uganda, 1937 rok. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygnatura: 1-S-3559, autor Nowak Kazimierz (podróżnik przez Afrykę 1931-1936)

Rysiem i Marysią do domu

Alpiniści mówią, że wejście na górę to dopiero połowa drogi, w dodatku ta łatwiejsza. I w tym przypadku podróż powrotna do Poznania okazała się trudniejsza niż dotarcie na kraniec Afryki. Najpierw, pośród pustkowi Afryki Południowo-Zachodniej Nowakowi rozleciał się rower. Uratował go wtedy inny Polak - Mieczysław Wiśniewski - ofiarowując konia Rysia, do którego Kazimierz dokupił bagażowego konia Żbika. Dalszą drogę pokonuje kolejno: pożyczonym rowerem, tubylczym czółnem (które traci w katastrofie na kapryśnej rzece), pieszo (setki kilometrów), kolejną łodzią (którą nazywa Maryś - imieniem żony), na dromaderze (pięć miesięcy, w tym przeprawa przez Saharę) i znów rowerem (ostatnie 1000 km). W listopadzie 1936 roku kończy liczącą przeszło 40 tysięcy kilometrów podróż. Za ostatnie pieniądze kupuje ciepłe ubranie oraz bilet na prom do Marsylii. Stąd już prawie blisko do rodziny, ale przygód to nie koniec. Stęsknieni czekają na niego w półmroku poznańskiego peronu. Jest 23 grudnia 1936 roku, wrócił dzień przed Wigilią. Mógł być dużo wcześniej, przypłynąć statkiem w kajucie pierwszej klasy (proponowali mu to Brytyjczycy), ale nie chciał. W wywiadzie udzielonym jakiś czas później "Dziennikowi Poznańskiemu" przyznał, że "ogarnął go lęk". Mimo że miał puste kieszenie i nie był zdrowy, wsiadł na rower i uciekł - od wizji eleganckich pasażerów i jazzbandu. W namiocie, głodując, ale otoczony nieskażoną przyrodą i obcymi plemionami, czuł się lepiej.

Przedwojenny antyglobalista

Artykuły i zdjęcia, które Kazimierz Nowak przesyłał z Afryki, znalazły uznanie w prasie, polskiej i zagranicznej. Dzięki staraniom żony trafiły m.in. na łamy "Światowida", "Naokoło świata", "Na Szerokim Świecie" (drukowanym przez zakłady graficzne "Ilustrowanego Kuryera Codziennego"). W swoich korespondencjach opisywał osobiste przeżycia, piękno krajobrazu, bogactwo przyrody (i jej grozę) i duchowego życia kontynentu, ale też dawał wyraz swojej świadomości i zaangażowaniu - pisał o kolonializmie i globalizacji. Po powrocie nie zaprzestał działać na rzecz Afryki - jeździł z odczytami, przy okazji planując kolejną wyprawę, tym razem do Indii i Azji Południowo-Wschodniej.

Nie wiadomo, czego by jeszcze dokonał, gdyby nie nabyta w Afryce nawracająca malaria. Ale jest w tym pewna ironia, że to w polskim szpitalu nabawił się zapalenia płuc, a tego było już za wiele dla wycieńczonego potwornym wysiłkiem organizmu. Kazimierz Nowak umarł w niespełna rok po powrocie z Afryki, 13 października 1937 roku. Miał 40 lat. Został pochowany na cmentarzu Matki Boskiej Bolesnej na poznańskim Górczynie, w swym stroju podróżnym, z kaskiem kolonialnym złożonym na piersi.

Dziś Kazimierz Nowak jest szeroko znany. Jego relacje z Afryki zebrane przez Łukasza Wierzbickiego i wydane w 2000 roku w książce "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" (książka doczekała się wielu wydań) Ryszard Kapuściński nazwał klasyką polskiego reportażu. Rowerzyści mogą sięgnąć po "Polskę Kazimierza Nowaka", pierwszą biograficzną książkę o podróżniku napisaną w formie rowerowego przewodnika, a dzieci - po "Afrykę Kazika".

Podczas swojej podróży Kazimierz Nowak zrobił ponad 10 tysięcy zdjęć. 150 niepublikowanych dotąd fotografii (część odbitek opatrzona jest jego odręcznymi notatkami) właśnie udostępniło w swoich zbiorach Narodowe Archiwum Cyfrowe. Wybrane zdjęcia możecie obejrzeć w naszej galerii, a całość kolekcji w Zbiorach NAC online.

Pisząc artykuł korzystałam z biografii Kazimierza Nowaka zamieszczonej na stronie: www2.kazimierznowak.pl

Komentarze (77)
Rowerem przejechał całą Afrykę, bał się luksusów pierwszej klasy. 150 niepublikowanych zdjęć z legendarnej podróży Kazimierza Nowaka trafiło do internetu
Zaloguj się
  • caoba

    Oceniono 457 razy 453

    Jakim cudem ten człowiek nie jest patronem co najmniej kilku poznańskich szkół? Kiedy tak trudno o wzory dla młodych ludzi, on mógłby się doskonale sprawdzić w takiej roli.

  • mejerewa

    Oceniono 187 razy 181

    Polecam książkę "Afryka Kazika" - moje dzieci się nią zaczytywały. Oparta na reportażach Kazimierza Nowaka, w wydaniu dla dzieci. Człowiek, który podróżował rowerem był naprawdę blisko ludzi oraz przyrody i opisuje je z wielkim szacunkiem i respektem.

  • pdiering

    Oceniono 123 razy 121

    Wielki Szacun Panie Kazimierzu!

  • augenthaler

    Oceniono 45 razy 41

    Ten rower to chyba trekingowy (ostatnie zdjecie) ;)
    Miał krótkie życie, ale intensywnie spędzone. I coś wartościowego po sobie pozostawił, bo zdjęcia są bardzo interesujące.

  • moja_jest_racja

    Oceniono 57 razy 39

    W porownaniu z "teraz" to w latach 30tych taka podroz byla bardzo bezpieczna. Mowie oczywiscie o reakcjach ze strony miejscowych. Fakt, ze nie bylo gps, telefonow satelitarnych i szansy na ratunek helikopterem ale dzisiaj to chyba najwieksze zagrozenie byloby ze strony ludzi

  • 2kotunia1

    Oceniono 32 razy 32

    Nie do odrzucenia rola Łukasza Wierzbickiego, który za namową P. Kapuścińskiego oddał "serce sprawie", ale "pierwsze skrzypce" należą się, chyba, Pani Irenie Gołębiowskiej, bez której wiele faktów o Kazimierzu nigdy nie ujrzałoby światła dziennego. Dziękuję Wydawnictwu "Sorus", telewizji Regionalnej Poznań i wielu innym osobom, dzięki którym osoba Kazimierza Nowaka stała się znana.
    PS.
    Gościu, który pisze, że był sługusem Watykanu, mówię- mylisz się facet- takie wtedy były realia.

  • Rafał Urbanowicz

    Oceniono 26 razy 26

    Czytałem "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" REWELACJA !!!.
    Jeżeli ktoś ma choć chwilę czasu to polecam bardzo.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Hotele
  • Szukaj hotelu

  • Szukaj hotelu w Zurychu

  • Szukaj hotelu w Bazylei