Australia. Parę słów wstępu przed podróżą do kraju uśmiechniętych ludzi

Australia to stolica urodzonych optymistów. Nigdzie indziej nie widziałem tylu uśmiechniętych ludzi! To kraj oszałamiającej przyrody i ogromnych przestrzeni. Ostatni kontynent odkryty przez Europejczyków. Ale czy na pewno odkryty?
Dzisiaj wieczorem zjemy najlepsze owoce morza w Australii - Marek obiecuje smakowitą kolację, uśmiechając się przy tym nieco tajemniczo. - A gdzie? Tu, w Perth? A może we Fremantle? - dopytuję, oblizując się na samą myśl o małżach w winnym sosie, pysznej rybie z grilla i zimnym piwie. - Oj, niedaleko, kawałek dalej - tłumaczy. - A dokładnie? - nie daję mu spokoju, węsząc jakiś podstęp. - No... tak z 300 km na północ, ale samochodem to moment - zdradza z niewinnym uśmiechem.

Australia. Przestrzeń

Ta rozmowa, która naprawdę miała miejsce, doskonale wprowadza w pojęcie przestrzeni - celnie definiujące kontynent położony po drugiej, niezbyt często oglądanej części globusa. A przestrzeń tutaj wymyka się wyobraźni. No bo jak zrozumieć, że do najbliższego większego miasta - Port Augusta - jest z Perth 2,3 tys. km? Czyli tyle, ile z Warszawy do Barcelony. Jak wyobrazić sobie, że dalej, do Melbourne, trzeba dodać jeszcze 1,1 tys. km, czyli tyle, ile musielibyśmy pokonać, by dotrzeć ze wspomnianej Barcelony chociażby do Lizbony?

Ale te odległości to nic albo prawie nic, bo kluczem do australijskiej przestrzeni jest pustka: middle of nowhere, Outback, ogromne obszary porośnięte buszem. I niczym więcej.Tę pustkę na co dzień przecinają tylko gigantyczne ciężarówki (road trains) unoszone przez 50 kół i mierzące ponad 50 m długości. Albo srebrne, skrzące się w słońcu wagony kultowego już pociągu Indian Pacific, który z Sydney do Perth wiezie na dystansie 4,3 tys. km wszystkich tych, którzy zamiast szybkiego przelotu samolotem zdecydowali się na pociąg, zyskując dzięki temu możliwość zobaczenia sporej części Australii.

ZOBACZ TAKŻE: Oszałamiająca Australia: 12 miejsc, których nie możesz ominąć

Uluru, święta góra Aborygenów/ Fot. Shutterstock

Odważni - do których nieskromnie zaliczam również siebie - wybierają się w tę pustkę samochodem. Ale nie jednym! Samotne wypady w Outback to głupota i dowód na zupełny brak wyobraźni. W dwa, trzy czy cztery samochody, wyposażeni w wodę, jedzenie, mapy i świetną prognozę pogody - to rozumiem. Największym wrogiem australijskich bezdroży jest bowiem nie upał, ale deszcz, który suchą czerwoną ziemię zamienia w lepkie, ciężkie i nieprzejezdne bagno, więżące śmiałków na długie tygodnie.

Jeszcze niedawno - jeśli za początek osadnictwa na kontynencie uznamy 1788 r. - te nieprzyjazne, półpustynne tereny interioru przemierzali Aborygeni, gospodarze australijskiej ziemi. Pozostały po nich setki miejsc z rysunkami naskalnymi, malowidłami i dowodami na oryginalność ich kosmologii i wiary. Miejsc - co najważniejsze w tym kontekście - wskazujących na całkowity brak elementów wspólnych z tymi wartościami, które biały człowiek przywiózł na kontynent. I które, niestety, próbował wdrożyć jako uniwersalne.

ZOBACZ TAKŻE: Australia. Outback. W środku niczego

Pośrodku niczego, Outback/ Fot. Shutterstock

Oszołamiająca Australia

Australia oszałamia. To chyba najlepsze słowo opisujące stan, w jaki wpada się, obserwując obłędnie rozgwieżdżone niebo oraz płaski krajobraz wyglądający tak, jakby ktoś wziął matrycę i kopiował wszędzie taki sam fragment: krzaczek twardego jak stal eukaliptusa, spieczoną czerwoną ziemię czy jakiś niewielki kwiatek tryskający kolorami w czasie australijskiej wiosny. Wszędzie to samo.

Namiastka cywilizacji zaczyna się tam, gdzie docierają turyści. Położone w centrum kontynentu Uluru - aborygeńskie miejsce spotkań - o zachodzie słońca przypomina deptak w centrum miasta. Pojawiają się tu dziesiątki kamperów, setki osób i drugie tyle aparatów fotograficznych. Wszyscy śledzą cień i słońce, barwę i blask tego mitycznego "głazu", który właśnie o tej porze wygląda najbardziej atrakcyjnie. I gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to szybko można dojść do wniosku, że to bardzo znamienny obrazek, bo Australia to przede wszystkim natura. Ona jest tu najważniejsza i ona tu przyciąga. A lista miejsc godnych zobaczenia jest długa: Pinnacles Desert z setkami kamiennych słupów w okolicy Perth; interior ze słynnymi trasami i skalnymi atrakcjami, takimi jak Wave Rock, Uluru i Kata Tjuta; Alpy Australijskie na południu, z Górą Kościuszki i niesamowitą Great Alpine Road; tereny wspinaczkowe w Grampians; Wielka Rafa Koralowa na wschodzie czy Kakadu National Park na północy, rozsławiony brawurowymi przygodami słynnego filmowego Krokodyla Dundee.

ZOBACZ TAKŻE: Australia. Mekka surferów i nurków

Rafa kolarowa / Fot. Shutterstock

Do tego tysiące gatunków zwierząt, które rozwijały się tu w odosobnieniu - blisko 90 proc. przedstawicieli miejscowej fauny nie znajdziemy nigdzie poza kontynentem. Tylko tutaj w swoim naturalnym środowisku żyją kangury i strusie emu, dziobaki i kolczatki, koale i wombaty. A jeśli doda się do tego inne niezwykłości - jak najsłynniejszą rafę koralową, najdłuższy na świecie płot (1833 km) chroniący Australię Zachodnią przed królikami czy najdłuższy prosty odcinek trasy kolejowej (478 km) - mamy pełny obraz tego kontynentu.

W poprzek Australii

W tym kontekście aż dziw bierze, że ponad połowa z 22 mln Australijczyków chowa się w czterech największych miastach i nie ma za bardzo ochoty się z nich ruszać. Gdy z wielką mapą w ręce (z wyrysowaną na niej trasą biegnącą z Perth przez środek Australii na szczyt Góry Kościuszki) stałem na ośnieżonym wierzchołku tej najbardziej z polskich gór, Australijczycy spoglądali na mnie z mieszaniną podziwu, przerażenia i zaskoczenia. Żaden z nich nie pokonał kontynentu w poprzek. Mimo że mieszkali tu od urodzenia.

Ta międzynarodowa społeczność chełpi się swoją różnorodnością. Nikogo nie dziwi, że w radiu można usłyszeć audycje po polsku, chińsku albo włosku. Międzynarodowa mieszanka australijskich obywateli tworzy kolory miast i nadaje ton publicznym dyskusjom. A jeśli komuś to nie odpowiada albo chce sobie zrobić przerwę, rusza w pogoń za słońcem. Kempingi dookoła Australii pełne są kamperów, za których kierownicą przesiadują emeryci. Bo najbardziej odjazdowym - dosłownie - pomysłem na spędzenie starości na tym niesamowitym kontynencie jest wyprzedaż majątku i wyruszenie w podróż dookoła kraju, ciesząc się cały czas z pięknych słonecznych dni.