Wodne przygody na nizinach. Kajakiem przez rzeki Mazowsza

Kto powiedział, że kajaki to tylko na pojezierzach? Atrakcyjne i zupełnie niezatłoczone rzeki można znaleźć choćby na Mazowszu.
Mówisz kajaki, myślisz - Krutynia. To chyba najpopularniejszy z polskich szlaków: piękny, malowniczy i łatwy, ale równocześnie zatłoczony, w świąteczne czy wakacyjne weekendy czasem ruch tu taki jak w centrum miasta. W dalszej kolejności wymienia się Czarną Hańczę, Rospudę czy rzeki Kaszub i Pomorza, a ktoś tam jeszcze słyszał o możliwości pływania kajakiem po Narwi czy Biebrzy. Tymczasem trasy na spływy można znaleźć prawie w każdym zakątku Polski.

Oto kilka propozycji z Mazowsza - rzeki mniej znane, ale nie mniej atrakcyjne, malowniczo meandrujące, z pięknymi widokami i wrażeniami godnymi spływów górskich, choć wokół rozciąga się kraina płaska jak deska. Na każdej bez problemu można wypożyczyć kajaki. Nieco trudniej jest z noclegami, bo zorganizowanych kempingów z domkami jest jak na lekarstwo, czasem można znaleźć gospodarstwo agroturystyczne. Zwykle jednak zostaje namiot albo powrót do domu - wiele mazowieckich rzek (czy ich odcinków) jest świetnymi pomysłami na spływy jednodniowe.

W okolicach stolicy

Na sobotnią albo niedzielną przygodę na wodzie można ruszyć choćby na Jeziorkę, czyli dziką rzekę płynącą niemal na obrzeżach stolicy. Liczy sobie około 60 km, ale pływa się zwykle z Zalesia Dolnego albo Piaseczna do Starej Papierni w Konstancinie: to kilka godzin po wąskiej i krętej rzece, z brzegami porośniętymi gęstą zielenią i czasem zwalonymi pniami. Końcowy odcinek przebiega przez Park Zdrojowy w Konstancinie; można tu na chwilę zostawić kajaki na brzegu i wyskoczyć do tężni albo na placki ziemniaczane i piwo z lokalnych browarów w barze nad stawami. Po przeniesieniu kajaków przez jaz przy papierni można też popłynąć dalej - kilka kilometrów aż do Wisły - ale ten odcinek jest już uregulowany, prosty jak strzała i otoczony wysokimi wałami, z których przez pola rozciąga się panorama na stołeczne city.

Rzeka Jeziorka/ Fot. domena publiczna/ Albertyanks/ Wikimedia Commons

Łąki i lasy, grody i legendy

Niezłym pomysłem na mało wymagający i leniwy spływ jest Bzura wpadająca do Wisły w okolicach Wyszogrodu. Niektórzy płyną nią trzy dni od Łowicza, ale chyba najpopularniejszy jest dolny odcinek w sąsiedztwie Puszczy Kampinoskiej: łatwy, szeroki, w sam raz na kilka godzin. Dużo bardziej wyczynowo jest na Rawce, czyli jednym z dopływów Bzury wpadającym do niej między Łowiczem i Sochaczewem. - Niezła przygoda - podsumowują krótko ci, którzy nią spłynęli. Bo Rawka to jedna z ostatnich dzikich rzek Mazowsza, pod względem trudności zaliczana do górskich: z bystrzami, progami, rwącym prądem i ostrymi meandrami - tylko dla wytrwałych. Drzewa są tu powalone, za to widoki - powalające: Rawka początkowo meandruje w terenie pagórkowatym, by wpłynąć w Bolimowski Park Krajobrazowy słynący z rozległych polan, bagien, bogatej zieleni i imponującego świata zwierząt: można tu wypatrzyć choćby sarny, daniele, bobry, a z ptactwa - czaple, żurawie czy bociany. W Sochaczewie do Bzury uchodzi Pisia: to właściwie ciekawostka, o której wspomina się głównie ze względy na nazwę, bo rzeczka tworzy się z dwóch innych: Pisi Tucznej i Pisi Gągoliny. Ta druga bywa początkiem spływów dla wyczynowców: wąska, z jazami i przenoskami, za to z jednymi z najładniejszych meandrów w tym zakątku Polski.

Wymagający i zdradliwy Liwiec

Jedną z najpiękniejszym rzek nizinnych, płynącą granicą historycznego Mazowsza i Podlasia jest Liwiec - to lewy dopływ Bugu, którym można popłynąć dalej, ale to już rzeka szeroka i wymagająca uwagi, bo zdradliwa. Liwcem da się płynąć jakieś 100 km, a najpiękniejsze odcinki zaczynają się w górę od Węgrowa: woda jest czysta, rzeka silnie meandruje czasem płynąc leniwie, a innym razem przyspieszając (trzeba uważać, bo bywa sporo podwodnych pni i gałęzi), gdzieniegdzie rozlewa się szeroko na łąkach, gdzie indziej wrzyna się w wysokie brzegi, a wszędzie bez kłopotu można znaleźć ładne miejsce na piknik albo niedużą plażę. Czasem warto wysiąść z kajaka na dłużej: na odcinku przed Węgrowem na prawym brzegu jest Sowia Góra (czyli najwyższe wzniesienie w okolicy), a wcześniej na lewym - ziemne wały pozostałe po potężnym XI-wiecznym grodzisku wybudowanym na pograniczy ówczesnego Mazowsza, najpewniej dla obrony przed najazdami ze strony Rusi i Jadźwingów. Ze wzniesień rozciąga się świetny widok na okolicę, meandrujący Liwiec i znajdujące się nad nim kilka kilometrów dalej ruiny gotyckiego zamku książęcego w Liwie. Do dzisiaj zachowała się potężna wieża bramna, w której co niektórzy widzieli Żółtą Damę - to duch kasztelanowej Ludwiki Kuczyńskiej, którą mąż rozkazał ściąć posądzając o zdradę. Niesłusznie, bo pierścienie z klejnotami, które miała według niego podarować kochankom, kilka dni później znaleziono w gnieździe sroki.

Liwiec / Fot. CC BY SA 3.0/ Lucas skywalker/ Wikimedia Commons

Dla leniwych mieszczuchów: Świder i Pilica

Kolejna kajakowa rzeka to Świder: początkowo nudny, bo uregulowany, najciekawszy jest na dolnym odcinku: ostatnie 40 km przed ujściem do Wisły to rezerwat przyrody. Są tu starorzecza, momentami wysokie brzegi, mnóstwo ptaków, a na czystej wodzie kwitną grążele. Jednak uwaga: przy niskim stanie wody kajaki szorują o kamieniste dno, a na kilku jazach trzeba je przenieść.

Pięknie jest też na szerokiej, płytkiej i meandrującej Pilicy (tu jesienią też łatwo wpłynąć na mieliznę, jest również dużo łach). To najdłuższy lewy dopływ Wisły płynący od Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej po Nizinę Środkowomazowiecką z trzema parkami krajobrazowymi. Dolny odcinek to łatwa i malownicza trasa, w sam raz na weekendowy wypad dla leniwych mieszczuchów.

Przezroczysta Skrwa Prawa

Na koniec - perełka i wyzwanie. Skrwa Prawa, choć płynie granicą historycznego Mazowsza i Ziemi Dobrzyńskiej przez krainę płaską jak patelnia, jest rzeką niemal górską. Najbardziej ekscytujący jest jej ostatni odcinek, zanim tuż przed Włocławkiem wpadnie do Wisły. Wcina się tu głębokim jarem w Brudzeński Park Krajobrazowy: na wysokich skarpach rosną piękne drzewa, podcinający je nurt obmywa ich korzenie. Pełno tu zwalonych pni i bystrzy, a meandrująca rzeka jest tak czysta, że widać jak na dnie pasami układa się zieleń.