Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Wyspa kotów

Monika Witkowska
29.07.2003 , aktualizacja: 29.07.2003 00:24
A A A Drukuj
Cypr to wyspa kotów. Wąsate czworonogi są dosłownie wszędzie. Sprowadziła je tu w IV wieku Święta Helena


Klasztor Świętego Mikołaja od kotów (Agios Nikolaos ton Gaton) na półwyspie Akrotiri położony jest nieco na uboczu od standardowych szlaków, po których jeżdżą odwiedzający Cypr turyści. Kiedy przyjeżdżam tu w środku dnia, tuż przed sjestą, miejsce sprawia wrażenie wymarłego.

Historia monastyru jest bardzo długa - wzniesiono go w 325 r., choć mury, które teraz widzimy, to już efekt XIII-wiecznej przebudowy. W niewielkiej cerkwi panuje półmrok, w świetle kilku palących się świec lśni pozłacany ikonostas.

Spaceruję po terenie klasztornym, wszędzie dochodzi mnie charakterystyczny koci zapach, ale kotów nie widzę. Znajduję je w końcu na zapleczu, skryte w cieniu otaczających ogród krużganków. Jest ich mnóstwo - szare, bure, rude...



Tradycja zobowiązuje

Koty przywieziono na Cypr w bardzo konkretnym celu - do walki z jadowitymi wężami i żmijami, które w IV wieku rozpanoszyły się na wyspie. Inicjatorką pomysłu była Helena, matka bizantyjskiego cesarza Konstantyna Wielkiego, która zatrzymała się na wyspie w drodze powrotnej z Jerozolimy. Bogobojna kobieta, późniejsza święta, do Ziemi Świętej wybrała się w poszukiwaniu krzyża, na którym poniósł śmierć Chrystus - misja została zresztą wypełniona. W każdym razie na Cyprze nie były to dobre lata - 36 lat suszy bardzo dało się tutejszym mieszkańcom we znaki, i jak pisał ówczesny poeta: "Ludzie umierali, ale rodziły się żmije".

Koty przywieziono na Cypr statkami. Przylądek, do którego flotylla przybiła (południowy kraniec wyspy) i gdzie koty wypuszczono, nazwano Kocim (Kapo Gata). Zwierzętami zaopiekowali się mnisi z założonego w tych okolicach klasztoru, od tej pory nazwanego Kocim albo Monastyrem św. Mikołaja od kotów. Z czasem miejsce mnichów zajęły ubrane na czarno mniszki. Nie kryją, że kotami zajmują się już tylko ze względu na tradycję. - Tyle ich tutaj, brudzą, trzeba je wyżywić, same kłopoty - narzeka jedna z nich, podsuwając spasionemu zwierzakowi miskę z jedzeniem. Pytam, ile kotów mieszka w monastyrze. - A kto by je tam zliczył - może 60, a może więcej - pada odpowiedź.



Z wojskiem na stopa

Na komunikację autobusową na półwyspie Akrotiri nie ma co liczyć. Jeśli się nie ma samochodu lub choćby roweru, pozostaje tylko autostop. Na szczęście na Cyprze nie ma problemu z tą formą przemieszczania się. W pewnym momencie podwozi mnie nawet wojskowy gazik. - Podrzucimy cię do głównej drogi, ale dalej nie możemy, bo będziemy mieli nieprzyjemności, że wieziemy dziewczynę - tłumaczą żołnierze. To Brytyjczycy. Ich obecność nie jest tu przypadkowa - właśnie w tym rejonie znajduje się jedna z dwóch ulokowanych na Cyprze baz wojskowych Wielkiej Brytanii (uwaga! wjeżdżając tutaj, podlegamy prawu brytyjskiemu!). Swoją drogą Cypryjczycy na ogół nie lubią Brytyjczyków (przez długie lata, od roku 1825 aż do proklamowania niepodległości Państwa Cypryjskiego, była to kolonia brytyjska), za to Brtyjczycy czują się tu niemal jak u siebie.

Na oblanym wodami Morza Śródziemnego półwyspie Akrotiri do Brytyjczyków nawiązuje nawet lokalna plaża nazwana Lady's Mile. Nawiązuje ona do imienia klaczy jednego z angielskich oficerów, który często urządzał sobie przejażdżki wzdłuż wybrzeża. Miejsce to o tyle urokliwe, że w przeciwieństwie do plaż niedalekiego, widocznego zresztą Limassolu ciągle jest jeszcze nie zatłoczone.



Zakonna spuścizna

Z okien samochodu przyglądam się białej tafli słonego jeziora zajmującego dużą część półwyspu Akrotiri. Zimą, kiedy tę dawną morską lagunę wypełniają deszczowe wody, zlatuje się tu liczne ptactwo. Są wśród nich także różowe flamingi, choć ich liczba w ostatnich latach raptownie spadła (ornitolodzy szacują, że z 18 tys. osobników tych dostojnych ptaków zostało już tylko 3 tys.). Latem jezioro wysycha - można po nim wówczas jeździć, co skwapliwie wykorzystują miłośnicy samochodów terenowych.

Ja tymczasem mam jeszcze jeden cel - wypad do kociego klasztoru warto połączyć z obejrzeniem ponoć najładniejszego na wyspie zamku krzyżowców Kolossi. Wzniesiono go w 1191 r., choć wygląd obecny to już raczej efekt XV-wiecznej odbudowy po zniszczeniach ze strony Genueńczyków i muzułmanów. Po dawnym zwodzonym moście wchodzę do masywnej wieży. Z jej szczytu roztacza się widok na okolicę porośniętą cytrusowymi gajami i winnicami. Zamek Kolossi w szczególny sposób przysłużył się cypryjskiej tradycji - to właśnie w nim mieściła się siedziba wielkich mistrzów zakonu joannitów, czyli komandoria, a że zacni rycerze piciem trunków bynajmniej nie gardzili - znalazło to odzwierciedlenie w nazwie słodkiego, najsłynniejszego cypryjskiego wina (commandaria).



Informacje praktyczne:

Położenie: klasztor znajduje się ok. 13 km na południe od Limassol (ok. 2 km od głównej drogi), zamek Kolossi - w podobnej odległości, tylko bardziej na zachód (przy głównej drodze).

Zwiedzanie: klasztor otwarty jest od świtu do zmierzchu z przerwą w godzinach 12-15 (wypada mieć odpowiedni strój - zakryte kolana), zamek - codziennie od 7.30 do 19.30 (między październikiem a majem do 17.30). Wstęp do zamku jest płatny.

Brak komentarzy

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Bestsellery