"Jak się nie boisz, jesteś martwy". Bear Girl w królestwie niedźwiedzi [ROZMOWA]

Samotnie przejechała Kamczatkę na rowerze, potrafi zrobić makaron z kory brzozy, a niedźwiedzie "traktuje jak koty". Myślisz, że Bear Grylls (brytyjski podróżnik i mistrz przetrwania) jest twardy? Nie poznałeś jeszcze Bear Girl.
"Ja się boję tych niedźwiedzi, a ona traktuje je jak koty" - powiedziała o niej Magdalena Skopek, zdobywczyni Kolosa za Podróż Roku. Kamila Kielar ma 28 lat i zaledwie 163 cm wzrostu. Nie przeszkodziło jej to jednak zwiedzić 60 krajów na 6 kontynentach, samotnie przemierzyć dzikie ostępy Kamczatki i zostać specjalistką od niedźwiedzi.

Agata Włodarczyk: Zwiedziłaś już 60 krajów, byłaś na Alasce, przejechałaś na rowerze półwysep Kamczacki, nieraz spotkałaś się oko w oko z niedźwiedziami. Zacznijmy jednak od początku. Jak to wszystko się zaczęło?

Kamila Kielar: Zaczęło się, kiedy miałam 20 lat i studiowałam dziennikarstwo. Starałam się o wyjazd na Erasmusa do Turcji, nie udało się, ale w zamian zaproponowano mi uniwersytet Fiński. Pomyślałam: czemu nie? I w ten sposób dowiedziałam się, że tereny subpolarne są jednymi z najciekawszych miejsc na świecie.

A na Erasmusie, no cóż - kto by tam poświęcał czas na naukę, gdy wokół wszystko nowe, nieznane, ciekawe. Postanowiłam wykorzystać okazję, którą zgotował mi los i pojeździć stopem po krajach nordyckich.

A.W.: Już wtedy podróżowałaś samotnie?

K.K.: Tak, podróżowałam autostopem i bez towarzystwa. Dokładnie wiedziałam, w jaki sposób chcę podróżować - autostopem, bez planu i pośpiechu, nocując u napotkanych po drodze ludzi. To, że wybrałam się w tę podróż sama, wynikało z tego, że większości osób, które studiowały ze mną, albo nie chciało się w ogóle ruszać poza miasto akademickie, albo - chciały jeździć na krótko i spać w hotelach. A ja uważałam (i do tej pory uważam), że wyciąganie kogoś na siłę na wyjazd zupełnie się mija z celem i potrafi skutecznie zniszczyć każdą wyprawę. Podróżowanie z kimś na siłę, tylko po to, by nie podróżować samemu, jest bez sensu. To jeden aspekt.

Drugi jest taki, że lubię niezależność i decyzyjność, jaką dają mi samotne podróże. Przede wszystkim lubię dać się ponieść wydarzeniom, które spotykają mnie po drodze. Przy większej grupie możliwość ta jest dużo bardziej ograniczona, a tym samym sporo tego, co najciekawsze dla mnie w podróży - spotkania z ludźmi i naturą - umyka.

Po trzecie, pomimo, że jestem bardzo towarzyska, lubię też być sama, nawet przez dłuższy czas. Sprawa mi to zwyczajnie przyjemność i pozwala poukładać kłębiące się w głowie myśli.



"A pani do kogo?" / Fot. Kamila Kielar

A.W.: Podróżowałaś już wcześniej sama?

K.K.: Była to moja pierwsza samotna podróż.

A.W.: Nie bałaś się?

K.K.: Nie. Może dlatego, że już wcześniej sporo jeździłam i nowością był dla mnie jedynie brak towarzystwa, a nie podróż jako taka.

A.W.: Od tej podróży się zaczęło. Co takiego ta podróż zmieniła w Tobie?

K.K.: Nie było wielkich przełomów, ale utwierdziłam się w przekonaniu, że chcę podróżować i robić to dłużej, częściej i bardziej intensywnie. Odkryłam też, że tereny subpolarne, z pozoru puste, nieciekawe, odpowiadają mi najbardziej ze wszystkiego, co do tej pory widziałam. Że tam się najlepiej i najspokojniej czuję.

Najfajniejsza była konfrontacja z ludźmi - wydaje się, że w takiej poznanej, na wskroś cywilizowanej Finlandii nic człowieka w kwestii kultury i ludzi nie może zaskoczyć. A tu nagle odkrycie - w samym środku bardzo laickiego kraju trafiłam na rodzinę wyznania laestadiańskiego, bardzo konserwatywnego odłamu luteranizmu.

Wtedy odkryłam, że dla takich właśnie zdarzeń, historii, spotkań z ludźmi warto podróżować. Nie bez znaczenia było też odkrycie, że w podróży wcale nie chodzi o zaliczanie znanych miejsc. Że można całymi dniami wędrować po tajdze i że dostarcza to więcej bodźców niż niejedna wieża Eiffla.



Puste przestrzenie Alaski/ Fot. Kamila Kielar

A.W.: Dwie swoje największe podróże - przez Alaskę i Kamczatkę - odbyłaś nie tylko samotnie, ale i dosłownie o własnych siłach - na rowerze. Dlaczego wybrałaś właśnie ten środek transportu?

K.K.: W czasach studenckich brałam udział w kilku wyjazdach rowerowych. Na przykład po krajach nadbałtyckich, ale jeszcze wtedy nie przywiązywałam wagi do tego, że poruszam się na dwóch kółkach, ot - środek transportu, jak każdy inny. Prawdziwy rowerowy szał zaczął się od udziału w rowerowym projekcie "Afryka Nowaka" (http://afrykanowaka.pl/en/). To wtedy, jadąc przez Tunezję, zakochałam się w dwóch kółkach. I jak widać, jest to miłość na całe życie

A.W.: No tak, ale od Tunezji do Alaski i Kamczatki droga daleka...

K.K.: Już kiedy po raz pierwszy byłam w Laponii wiedziałam, że tam wrócę i wracałam wielokrotnie - do Laponii i innych krajów nordyckich. W mojej głowie tworzyła się też lista innych "północnych kierunków", miejsc, w które chciałam pojechać. Istniał tylko jeden problem - kierunki, o których marzyłam, są niestety drogi. Musiało więc minąć kilka lat, zanim trafiłam na Alaskę i Kamczatkę.

A.W.: Co Cię pociągało w tych kierunkach?

K.K.: W Laponii pokochałam puste przestrzenie i dałam się zauroczyć dzikości przyrody, klimatowi i specyfice "twardego życia" ludzi, którzy mieszkają tam na co dzień.

A.W.: To dlatego postanowiłaś wjechać rowerem na wulkan Awiaczyński?

K.K.: Nie dlatego. Chciałam tam wjechać dlatego, że on tam był, po prostu. A że nie pomyślałam wcześniej, że wysoko w górach jest lodowiec i część trasy musiałam pokonać "na Nowaka" (pchając rower - red.)... No cóż, na Kamczatce trzeba się szybko przystosowywać.



Lodowiec, w drodze na wulkan Awiaczyński / Fot. Kamila Kielar

A.W.: Tak zrodziła się fascynacja niedźwiedziami?

K.K.: Tak, niedźwiedzie były już w Laponii, chociaż tam tylko o nich słyszałam. Ale to wystarczyło - zaczęłam interesować się bardziej tematem niedźwiedzi i północnej przyrody w ogóle. Poznawać charakterystyczne rośliny tundry, odróżniać rośliny jadalne od trujących. Uczyłam się, jak przetrwać w dziczy. W Laponii po raz pierwszy usłyszałam historie o niedźwiedziach opowiadane przez lokalsów. Zaintrygowało mnie to, że dla nich spotkania z niedźwiedziami były czymś zwyczajnym, że traktują niedźwiedzie jak element krajobrazu.

A.W.: Miałaś wcześniej do czynienia z niedźwiedziami? Spotkałaś je w Polsce?

K.K.: Nigdy oko w oko, miałam przyjemność zobaczenia niedźwiedzi w Tatrach, ale tylko z dużej odległości. Nie było to prawdziwe spotkanie.

A.W.: A jakie było prawdziwe?

K.K.: Pierwszego niedźwiedzia spotkałam dopiero na Alasce, w parku Denali. Byłam bardzo podekscytowana - grizzly na wolności, mój pierwszy grizzly! Oczywiście było tak głównie dlatego, że on był w bezpiecznej odległości, jakieś 150 m ode mnie i wiedziałam, że nic mi nie grozi. Zrobiłam mu kilka zdjęć i na tym się skończyło. Potem były oczywiście kolejne spotkania, czasem w odległości dziesięciu metrów, czasem nawet trzech.

A.W.: Nie bałaś się?

K.K.: Nie. Byłam dobrze przygotowana do tych spotkań. Zachowałam się tak, jak w takiej sytuacji należy - zadziałałam automatycznie. Niedźwiedź również działał automatycznie i tak, jak powinien. Szedł ścieżką nad brzegiem jeziora. Kiedy go zobaczyłam, zeszłam z drogi, w bok, do lasu. Niedźwiedzie są bardzo wygodnickimi zwierzętami, dlatego kiedy spotykamy miśka na ścieżce, nie ma co się cofać, bo on wtedy będzie szedł za nami. Tym bardziej nie ma sensu iść na niego. Należy po prostu zejść mu z drogi, zrobić miejsce.

A.W.: Magdalena Skopek - zdobywczyni Kolosa, prestiżowej podróżniczej nagrody, powiedziała o Tobie: " Ja się ich boję, a ona traktuje niedźwiedzie jak koty". Tak jest zawsze, czy zdarzyło Ci się mniej przyjemne spotkanie z niedźwiedziem?

K.K.: Nie bardzo. Już przy spotkaniu z niedźwiedziem trzeba działać spokojnie, nie dać się ponieść emocjom. Na Kamczatce usłyszałam: "Jeśli się nie boisz, jesteś martwy". Strach jest potrzebny, bo dzięki niemu unika się głupich błędów, strach każe się rozglądać, mieć w świadomości, że na takiego niedźwiedzia można trafić niespodziewanie - a wtedy faktycznie spotkanie może być niebezpieczne. To strach sprawia, że precyzyjnie wybieramy miejsce na nocleg. Jednak najważniejsze to nie dać się panice i ten strach ujarzmić, tak, żeby działał na naszą korzyść, a nie nas paraliżował. Ja byłam do spotkania z niedźwiedziami dobrze przygotowana.

A.W.: Co to znaczy dobrze przygotowana?

K.K.: Wiem, jak zachować się w stosunku do niedźwiedzi, by były to spotkania bezpieczne zarówno dla mnie, jak i dla nich. To, czy niedźwiedź jest niebezpieczny, zależy przede wszystkim od tego, czy w danym miejscu jest dużo czy mało jedzenia. Niedźwiedź brunatny (a więc i grizzly, jego podgatunek) nie poluje na człowieka, nie ma go w jego menu. Niedźwiedzie potrafią być agresywne, jeśli są głodne, brakuje im pożywienia. Lub - co zdarza się najczęściej - jak się je zaskoczy.

Z kolei nasze niedźwiedzie tatrzańskie, w odróżnieniu od tych alaskańskich, są nauczone przez człowieka głupich zachowań (turyści którzy podchodzą, karmią je, zostawiają w pobliżu domów czy schronisk resztki jedzenia) i dlatego potem mogą zachowywać się w stosunku do człowieka inaczej, nienaturalnie.



Niedźwiedź na Alasce/ Fot. Kamila Kielar

A.W.: Jak więc należy zachować się, gdy spotkamy niedźwiedzia na swojej drodze, np. na tatrzańskiej ścieżce?

K.K.: Najlepiej zejść mu z drogi, na bok, tak by mógł spokojnie iść dalej wybraną przez siebie ścieżką. Nie uciekać. Niedźwiedzie mają słaby wzrok, warto więc też pokazać, ze jesteśmy ludźmi - czyli czymś, czego się nie jada. Można zacząć mówić spokojnym głosem, zamachać rękami lub też podnieść plecak nad głowę, by pokazać, ze jesteśmy więksi. Niedźwiedź, który stoi na dwóch łapach, nie atakuje, ale sprawdza, z kim ma do czynienia, węszy. Należy więc odpowiednio mu się przedstawić. W razie sytuacji kryzysowych warto mieć specjalny gaz na niedźwiedzie.

A.W.: Oglądałaś film "Grizzly man"? Bohater tego filmu też nie bał się niedźwiedzi...

K.K.: Tak, widziałam. Grizzly Man to był facet, który znał doskonale zachowania niedźwiedzi. Wiedział też, że jeden z nich zaczyna się denerwować ich obecnością, i nawet jest takie nagranie, na którym mówi, że jeśli nie odejdą, to ich ten niedźwiedź zaatakuje. Wybrał dalszą obserwację.

Mnie interesuje północna przyroda jako całość i niedźwiedzie jako jej najważniejszy punkt. Ale nie skupiam się jedynie na nich, tak jak Grizzly Man. Więc nie chcę ryzykować i gdy poczuję się zagrożona, odejdę.

A.W.: Skąd czerpiesz taką wiedzę?

K.K.: Trochę z książek, ale przede wszystkim od lokalsów i "rangersów" parkowych.

A.W.: Jednak samotne przetrwanie na terenach subarktycznych to nie tylko spotkania z niedźwiedziami, ale codzienne zmaganie się z przyrodą i swoimi słabościami. Jak sobie z tym radzisz?

K.K.: Przetrwanie w dziczy ćwiczyłam już wcześniej, przed Alaską, podczas innych wypraw. Aby przetrwać w tundrze, przede wszystkim trzeba mieć mocną psychikę. Nie poddawać się, wierzyć we własne siły. Podobno duża część ludzi, którzy nie przeżywają różnych katastrof to ci, którzy już na początku się załamali.

Po drugie: trzeba wiedzieć, co ze znalezionych roślin można zjeść - latem w tundrze jest wiele jagód, grzybów, rzeczy, które my też znamy. Są jednak i zupełnie inne - na przykład jagody, których nie znamy. To ważne, żeby je rozróżniać. Są też części rośli, o których wiadomo, że można jeść (np. ze spodniej warstwy kory brzozy można zrobić makaron). Jest mnóstwo ryb, które można złowić nawet bez wędki, zwłaszcza w okresie, gdy łososie płyną na tarło - robi się wtedy proste pułapki (choć lokalsi łapią ryby nawet rękami).

Jeśli nie mam wody, potrafię ją uzyskać. Umiem budować różnego rodzaju schronienia, w zależności od terenu i podłoża, na którym przyjdzie mi spać (podłe jest zwłaszcza spanie na wiecznej zmarzlinie) oraz budować różne typy ognisk, w zależności od tego, co jest potrzebne - czy dużo ciepła, czy ogień tlący się całą noc, czy ciepło skierowane dokładnie w kierunku śpiącego.

Umiem rozpoznawać ślady i tropy zwierząt, co daje mi wiedzę o dalszym ich postępowaniu. Potrafię zrobić naczynia, zbudować kuchnię polową, nawigować bez kompasu. Znam też podstawy pierwszej pomocy łącznie z szyciem ran czy robieniem stelaży z gałęzi.



Susły to bardzo ciekawskie stworzenia/ Fot. Kamila Kielar

A.W.: Umiejętności, jakich nie powstydziłby się Bear Grylls. Gdzie można się tego nauczyć?

K.K.: Podstawy dało mi harcerstwo, potem - własne przygody i zgłębianie wiedzy w praktyce. Nauka przychodzi łatwiej, gdy ma się świadomość, że taka wiedza może kiedyś uratować tyłek, dlatego staram się dużo czytać, nawet jeśli coś wydaje się na pierwszy rzut oka nieprzydatne. Kilka lat działałam też jako ratownik Maltańskiej Służby Medycznej, stąd umiejętności pomocy przedmedycznej.

A.W.: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość. Kolejna podróż?

K.K.: W przyszłym roku chciałabym zaangażować się w prace na rzecz niedźwiedzi w jednym z parków narodowych w USA.

A.W.: A jak Twoi najbliżsi przyjmują Twój sposób na życie, nie martwią się o Ciebie?

K.K.: Chyba się już przyzwyczaili. Zresztą - wiedzą, że dzięki temu jestem szczęśliwa, że żyję naprawdę.

Chcesz wiedzieć więcej o Bear Girl? Wejdź na jej bloga: kamilakielar.pl

Komentarze (139)
"Jak się nie boisz, jesteś martwy". Bear Girl w królestwie niedźwiedzi [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • matka.siedzi.z.tylu

    Oceniono 344 razy 298

    Dziewczyno, jeżeli czytasz wpisy na forum to zlej je i rób swoje. Dla mnie i dla wielu innych osób jesteś świetną dziewczyną, której te forumowe pajace do pięt nie dorastają. Zuch Dziewczyna! Mi zaimponowałaś. Twój wybór budzi szacunek.
    Spędzenie nocy w lesie w Polsce jest dla niektórych nie do przyjęcia a co mówić o odległych nieznanych nam stronach. Zapraszam cwaniaków w Beskid Niski w Okolice Dukli. Wychodzi się po zapadnięciu zmroku i wraca przed świtem...żeby było fajniej. Pochwalcie się a wtedy możecie cokolwiek pokomentować.

  • Krzysiek Kosowski

    Oceniono 173 razy 135

    Nic tylko pogratulować, odwagi, pasji, konsekwencji w dążeniu do celu. Dzikie niedźwiedzie nie są groźne, nie znają ludzi więc się ich boją, ośmiel się stwierdzić, że bardziej niebezpieczne są niedźwiedzie w Tatrach, przyzwyczajone do karmiących ich ludzi.
    Najgorsze co można napotkać, to nie dzika zwierzyna tylko ludzie, smutne. Mam nadzieję, że nie przyjdzie Ci dziewczyno do głowy samotnie objechać Indii.

  • eryn_7

    Oceniono 59 razy 43

    Gratulacje przygód i odwagi!
    Co do niedźwiedzi, to w Kanadzie co roku dochodzi do jakichś wypadków z niedźwiedziami, gdzie człowiek jest ofiarą. Przestrzeda się przed zaskoczeniem niedźwiedzia swoja obecnością, stąd jazda na rowerze może być niebezpieczna, bo jest stosunkowo szybka - można zaskoczyć niedźwiedzia, a także sprowokować go swoją rowerową "ucieczką". Sprzedawane są turystom wędrującym po szlakach dzwonki na niedźwiedzie, przypominające dzwonki jakie na szyjach noszą owce na wypasie. Większość konfrontacji z niedźwiedziami to wejście na teren gdzie przebywa niedźwiedzica z małymi. Wtedy zaleca się nieruchomość - nie należy uciekać. Najniebezpieczniejsze są niedźwiedzie młode - ciekawskie i nadal potrafiące wspinać się na drzewa. Znany jest przypadek, gdzie czteroletni grizzly (są znacznie większe od niedźwiedzi czarnych i polskich niedźwiedzi brunatnych) pożarł spacerowiczkę idącą po podmiejskim deptaku w Canmore w Górach Skalistych, która schroniła się na drzewie. Niedźwiedź, wcześniej, przez jakiś czas, podążał śladem jej i jej dwóch towarzyszek, którym udało się dotrzeć do zabudowań bezpiecznie. Niebezpieczne są również niedźwiedzie przyzwyczajone do zjadania odpadków z ludzkich obozowisk. Po tym jak park narodowy zmienił wszystkie śmietniki na zamykane w sposób niedostępny dla niedźwiedzi, młody czarny niedźwiedź, jak stwierdzono w autopsji wygłodzony, bo przyzwyczajony do wyjadania ze smietników i nie potrafiący znaleźć sobie pożywienia w inny sposób, zabił cztery osoby podróżujące na Alaskę, spacerujące po ścieżce wokół przydrożnego parkingu. Odległość kilku metrów od niedźwiedzia, to zdecydowanie za blisko - nie należy wchodzić w ich sferę bezpieczeństwa. Niedźwiedzie to bardzo szybkie zwierzęta, wbrew wyglądowi i reputacji "ospałych miśków". Na niedługich odcinkach potrafią biegać z prędkością do 60 km/h, więc się im nie ucieknie. Tym niemniej niedźwiedzie lubią przebywać w terenach zabudowanych i niedźwiedzie czarne często spaceruja po miejscowościach turystycznych jak Whistler, czy Canmore. Znoszą do swoich nor rozmaite śmiecie, trzeba mieć dobrze zamykane pojemniki, bo potrafia zrobić niezły bałagan. Znam przypadek, gdy niedźwiedź przyszedł na taras zwabiony zapachem rosołu wystawionego w garnku z przykrywką za próg, w celu ostudzenia. Z rosołu były nici, a niedźwiedzia trzeba było przepędzić zrzucając mu na łeb z balkonu kłodę przygotowaną do palenia w kominku.

  • Michal Mikulicz

    Oceniono 40 razy 30

    Ja z podróży na Alasce pamiętam swoje poszukiwania wśród ludzi odpowiedzi na pytanie: Co zrobić jak spotka się niedźwiedzia? Odpowiedzi padały różne: nic nie rób, podnieś ręce i zacznij do niego mówić, ale jedną z tych które najbardziej zapadła mi w pamięci była żartobliwa odpowiedź człowieka wyglądającego na około 70-80. Mówi: Jeśli jesteś w grupie ludzi i wiesz, że nie biegasz najwolniej... uciekaj. Z artykułu jednak wynika, że podnieść ręce i gadać do niego nie było by złym wyborem ;)

  • wald2013

    Oceniono 500 razy 422

    Zastanawia mnie potrzeba głupawego komentowania czyjejś aktywności, tym bardziej, że ona nikomu, nie szkodzi. Domyślam się, że autorami głupawych komentarzy są polscy faceci z przydużymi brzuszkami, dla których wyjście po piwo do sklepu to szczyt trekingu, zazdroszczący odważnej, filigranowej dziewczynie fajnych przygód :)

  • fuqu

    Oceniono 259 razy 245

    jestem z zawodu marynarzem, pływam od 1976-go roku, czyli długo.
    Na początku zwiedzałem różne zabytki.
    Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że one są nudne.
    Krajów pewnie odwiedziłem więcej niż 60, ale to nie jest to samo co u tej dziewczyny.
    Moje odwiedziny są bardzo powierzchowne (na ogół, nie zawsze, ale na ogół)
    Tak jak Bear Girl widzę, że to co jest ciekawe, to ludzie.
    Z racji zawodu, mój kontakt z ludźmi jest jednak niestety ograniczony,
    a poza tym, ja, w odróżnieniu od Bear Girl mam zawsze za
    plecami bezpieczne schronienie.

    Moim marzeniem była podróż przez Syberię, pewnie już się nie ziści :(
    ale miło się dowiedzieć, że są ludzie odważniejsi niż ja.
    Ludzie spełniający swoje marzenia.

    Zazdroszczę (zazdrość to uczucie pozytywne, negatywna jest zawiść).

    Może jeszcze pojadę, ten gość, co przepłynął Atlantyk na kajaku jest ode mnie starszy.
    (Też zazdroszczę)

  • arbazil

    Oceniono 183 razy 157

    Super dziewczę tak trzymaj świat należy do takich jak Ty. Tej Kamczatki bardzo zazdroszczę.

  • z10pietra

    Oceniono 179 razy 145

    fajna kobitka, jedyne, co mi przeszkadza, to to głupie i uwłaczające określenie "lokalsi". Jest takie piękne polskie słowo: "miejscowi" - nie ma w sobie też tego ziarenka pogardy, co "lokalsi".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX