"Nie pojadę do Indii, bo się boję, tam gwałcą". Słuszne obawy czy psychoza? [ROZMOWA Z POLKAMI W INDIACH]

Liczba turystek przyjeżdżających do Indii w 2013 r. spadła o 35 proc., a turystów obojga płci - o jedną czwartą w porównaniu z 2012 r. Czy jest się czego bać? O gwałtach i bezpieczeństwie w Indiach rozmawiamy z trzema Polkami, które mieszkają tam na stałe.
Połowa marca 2013, New Delhi, Indie. Wraz z moim partnerem planujemy dwumiesięczną wędrówkę przez indyjskie Himalaje - z namiotem i na własna rękę - kiedy media podają informację o brutalnym zbiorowym gwałcie. Kolejnym. Tym razem ofiarą pada turystka ze Szwajcarii, która wraz z mężem podróżowała przez Indie rowerem. Nie pomogło, że była w towarzystwie mężczyzny, napastnicy zgwałcili ją na jego oczach.

- Nie boisz się? Będziecie tylko we dwoje, w namiocie na pustkowiu - pytali znajomi z Polski. Oczywiście, że się bałam. Tak, jak bałam się codziennie przez trzy miesiące spędzone w Delhi.

Do Delhi przylecieliśmy miesiąc po tym, jak światową opinią publiczną wstrząsnęła informacja o gwałcie na 23-letniej studentce. Od pierwszych dni w tym mieście czułam się jak w klatce. Przez całe trzy miesiące nigdy (poza krótkimi spacerami z psem w obrębie strzeżonego osiedla) nie wychodziłam sama, nigdy też - z nagimi ramionami ani w krótkich spodenkach. Czyżbym dała się porwać wszechobecnej histerii?

Hinduska studentka, która zmarła wskutek odniesionych ran, Szwajcarka napadnięta i zgwałcona na oczach jej męża, Brytyjka ratująca się przed napaścią skokiem z okna budynku na drugim piętrzem - to tylko najgłośniejsze ze spraw. Kilka dni temu media doniosły o kolejnym przypadku. Według rządowych statystyk w Indiach średnio co 20 minut dochodzi do gwałtu, a wiele z nich jest tak brutalnych, że ofiara umiera. 

Jak podaje wyborcza.pl, liczba turystek przyjeżdżających do Indii w 2013 r. spadła o 35 proc., a turystów obojga płci - o jedną czwartą w porównaniu z 2012 r. Trudno się dziwić. Jednak Indie wciąż pozostają miejscem, które Polki wybierają nie tylko jako cel krótkotrwałych podróży, ale również miejsce do życia. Zapytałam trzy z nich o to, czy w Indiach czują się bezpiecznie.

Agata Włodarczyk: Jak trafiłyście do Indii?

Karolina (31 lat, w Indiach od czterech): Po raz pierwszy przyjechałam do Indii w 2009 roku. Miałam kryzys zawodowy. Przyleciałam w towarzystwie Ajaya, sympatycznego Hindusa poznanego w Niemczech. Był to najbardziej inspirujący tydzień w moim życiu. Wracając do Warszawy wiedziałam, że wracam tylko na chwilę, żeby się spakować, dokończyć pootwierane projekty i chcę przyjechać do Indii na dłużej. W międzyczasie Ajay, pierwotnie tylko zaufany przewodnik i przyjaciel, stał się partnerem, dziś jest moim mężem.

Magdalena (42 lata, w Indiach od dwóch lat): Podróż do Indii zaczęła się od "Księgi Dżungli`". Ten egzotyczny kraj pełen tygrysów, słoni i monumentalnych świątyń zawładnął moją wyobraźnią. Potem były "Kamienne tablice" Żukrowskiego i fantastyczny film "Monsunowe wesele". I tak powoli z marzenia wyrosła obsesja. W końcu dwa lata temu mój mąż postanowił poszukać pracy za granicą. Braliśmy pod uwagę Francję, Belgię, Anglię, ale któregoś dnia pojawiła się oferta z Hajdarabadu. Dopełniliśmy formalności wizowych, spakowaliśmy w klatkę naszego psa i wylądowaliśmy w Indiach.

Katarzyna (37 lat, mama dwóch dorastających córek, w Indiach od dwóch lat): W życiu przychodzi taki moment, kiedy trzeba sobie odpowiedzieć na wiele ważnych pytań. Jedno z nich to: gdzie chcę mieszkać? Odpowiedź była prosta: w Indiach, w Himalajach. Na tyle wysoko, by mieć widok na góry i na tyle blisko cywilizacji, by moje córki mogły uczęszczać do dobrej szkoły.

Gdzie mieszkasz i co robisz w Indiach? Jak długo planujesz tu zostać?

Karolina: Mamy z Ajayem własną szkołę jogi, kształcimy nauczycieli z całego świata. Szkolenia prowadzimy w dwóch miejscach - w stanie Goa i w Himalajach. Myślę, że zostaniemy w Indiach przez najbliższe 7-10 lat, a potem osiedlimy się gdzieś w Europie, najpewniej w Niemczech, odwiedzając jednak Indie zimą, bo Ajay raczej nie wytrzyma 4 miesięcy poniżej 10 stopni Celsjusza.

Magda: Mieszkamy w Hajdarabad, 12-milionowym mieście, które znajduje się właściwie w samym środku Indii, w stanie Andhra Pradesh. Co robię? Przyjechałam jako mebel. Mój mąż podpisał kontrakt na dwa lata, ja towarzyszę mężowi bez prawa do pracy - tak napisano w mojej wizie. Za kilka miesięcy minie nasz drugi rok tutaj, ale już wiemy, że zostajemy na dłużej. Dwa, może nawet trzy lata... Indie podziałały na nas jak narkotyk

Kasia: Mieszkam w Dehra Dun - tak jak chciałam, na przedgórzu Himalajów. Z balkonu mam widok na wzgórza. Studiuję grafikę w lokalnej szkole artystycznej. Poza tym - zajmuję się córkami, zaangażowałam się też w działalność społeczną na rzecz kobiet, dzieci i zwierząt. Mieszkamy tu już ponad rok i na pewno zostaniemy jeszcze kilka. Dziewczynki chodzą tutaj do szkoły.

Czy w miejscu, którym mieszkasz czujesz się bezpiecznie?

Karolina: Tak, zdecydowanie tak. Jestem świadoma kilku potencjalnych zagrożeń, ale myślę, że wiem, jak się tu poruszać, czego unikać, jak to bezpieczeństwo sobie zapewnić. Było kilka sytuacji, które nauczyły mnie bycia uważną, ale zdecydowanie nigdy nie czułam żadnego poważnego zagrożenia. Oczywiście Indie to nie jest najłatwiejsza rzeczywistość, ale z drugiej strony nie jest też najgorzej. Jeśli wykluczymy węże, których wciąż unikam, w zasadzie nie ma czegoś, czego się boję. Od początku jednak dość rzadko podróżuję sama, a jeśli tak - to raczej samolotem albo pociągiem, ale to również z uwagi na ogromne odległości. W Indiach zawsze używam też sprawdzonych metod - na przykład jeśli biorę taksówkę w dalszą podróż, to jest to zawsze ktoś, kto jest polecony przez naszych znajomych albo kogo sprawdziliśmy wcześniej. Unikam sytuacji "przypadkowych", kiedy nie ma ze mną Ajaya. No i jest jeszcze jedna rzecz - ja zawsze mam kilka numerów w razie jakiegokolwiek problemu - Ajay, jego rodzina, nasi przyjaciele, więc nigdy nie czuję się bezradna. Zdecydowanie nie boję się ludzi i wiem, komu mogę zaufać. Nigdy nie zapuszczam się w zaułki których nie znam.

Magda: W ciągu dnia tak. Kiedy mąż jest w pracy przemieszczam się taksówkami albo rikszami. Nigdy nikt mnie nie zaczepił, nie dotknął, nie był w stosunku do mnie niegrzeczny. Owszem, miejscowi patrzą się na mnie i mojego psa, ale ja nie ściągam ich specjalnie wzrokiem ani uśmiechami, które tutaj są zaproszeniem. Do czego? Wolę nie sprawdzać granic.

W zeszłym roku podróżowałam razem z mamą i kuzynką po północnych Indiach. Owszem, miałyśmy do dyspozycji kierowcę, ale spacerując po Amritsarze (Punjab) czy Jaipurze (Radżastan) nie miałyśmy poczucia zagrożenia.

Na co dzień ubieram się raczej skromnie. Chodzę w długich spodniach i luźnych t-shirtach albo tunikach. Szanuję obyczaje miejsca, w którym się znajduję. Nie mam potrzeby manifestowania swojej wolności i niezależności pokazywaniem ud, ramion czy ogromnego dekoltu. Nie łapię też taksówek na ulicy, a zamawiam je z dużej korporacji, nie wsiadam do dzielonych riksz, nie jeżdżę miejskimi autobusami. Kiedy wybieram się gdzieś wieczorem, zawsze jestem w towarzystwie męża i nigdy nie zapuszczamy się w ciemne uliczki. Wolimy też zamówić taksówkę, niż niepotrzebnie ryzykować. Noc, czy w Indiach, czy w Warszawie, czy w Londynie, bywa zdradliwa.

Kasia: W Dera Dhun czuję się bezpieczniej niż w Łodzi. W Polsce znam kilka osób, które padły ofiarą przemocy: napaści czy gwałtu. Tutaj, kiedy pytam sąsiadów i znajomych o to, czy znają osobiście kogoś, komu przydarzyło się coś złego, zawsze słyszę: - Nie, znam takie przypadki tylko z gazet Tak, znam statystyki, ale kiedyś sprawdziłam też statystyki polskie. Zapadło mi w pamięć, że statystycznie w Polsce co drugi dzień jakaś kobieta ginie z rąk własnego męża.

Moje córki też czują się tu dobrze. Wreszcie nikt ich nie piętnuje za wegetarianizm (co w Polsce zdarzało się dość często). Oczywiście każę im zachować ostrożność, ale to zwykła ostrożność matki ("rób to", "nie rób tego"). Dziewczyny codziennie dojeżdżają do szkoły, a ja czuję, że są tu bezpieczniejsze niż w Polsce, gdzie ich rówieśnicy piją alkohol, imprezują, wcześnie zaczynają uprawiać seks. Tu jest to nie do pomyślenia. Dzieci dłużej pozostają dziećmi. Relacje koleżeńskie są więc bezpieczniejsze.

Czy uważasz, że Indie to bezpieczny kraj?

Karolina: Indie to olbrzymi kraj i każda generalizacja jest według mnie fałszywa. Nie moge powiedzieć ani, że Indie to bezpieczny, ani że niebezpieczny kraj. Na tle Europy na pewno znacznie trudniej tu o egzekucję zasad - policja jest dość skorumpowana, ludzie i przepisy nie zawsze idą w parze, ale doświadczyłam też wielu pozytywnych historii. Myślę, że obraz Indii, w którym każda kobieta jest w niebezpieczeństwie, jest bardzo niesprawiedliwy. Są tu naprawdę wspaniali ludzie, tylko ponieważ tłum jest większy trochę trudniej ich dostrzec od razu. Myślę, że to, czy Indie są bezpieczne, czy nie, zależy gdzie, z kim i o jakiej porze będziemy je zwiedzać. Moi teściowie mieszkają w Punie na osiedlu chronionym, przeznaczonym dla emerytowanych oficerów indyjskiej armii. Nie znam bezpieczniejszego miejsca niż to osiedle, ale 15 minut dalej znajduje się getto i tam nie jest już tak sielankowo. Czujesz inną energię, że jesteś inna, ludzie się gapią i to nie jest komfortowe. Nie lubię, kiedy o Indiach mówi się generalnie, że to niebezpieczny kraj, ale z całą pewnością trzeba się nauczyć, jak tu funkcjonować - czego unikać, gdzie i jak się poruszać. Myślę, że wszystko tu jest podobne do innych krajów, tylko proporcje są kompletnie odmienne, a nawet zaburzone, bo liczba ludności jest naprawdę ogromna. Mam kilku przyjaciół, z którymi chodzę na zakupy (wciąż nie umiem się targować), do kina albo na koncert, i nigdy nie przytrafiła mi się żadna nieprzyjemna akcja. Szczególnie po głośnym gwałcie w Delhi policja kilkakrotnie zatrzymywała nas, żeby sprawdzić, czy wszystko jest ok, raz zatrzymali mojego przyjaciela, żeby się upewnić, czemu jesteśmy razem. Są też miejsca, do których nigdy nie pojechałabym sama, jeśli w ogóle. W stanie Bihar, zwanym "dzikim zachodem Indii", chłopcy potrafią wylać kwas solny na twarz koleżanki, jeśli ta odmawia bycia razem.

Magda: To na pewno kraj inny: inna religia, inna kultura, inne wzorce zachowań, inna moralność. To także kraj niezwykle skomplikowany i skorumpowany. To trzeba mieć na względzie wybierając się do Indii, szczególnie jeżeli jest się kobietą.

Kobiety, przez tysiące lat traktowane w Indiach przedmiotowo i pełniące wyłącznie rolę inkubatora, sprzątaczki i kucharki bez prawa głosu, od stosunkowo niedawna aktywnie walczą tutaj o polepszenie swojego losu. Ale i tak rocznie giną tysiące dziewczynek, wdowy uznawane są za zły omen i skazane na społeczny ostracyzm, a w małych wioskach w Radżastanie nadal praktykuje się - mimo oficjalnego zakazu - nikczemne sati, czyli palenie wdów żywcem razem ze zwłokami męża. Wiele młodych kobiet wciąż cierpi z rąk okrutnych teściowych czy wyzutych z uczuć mężów. Kobiety są podpalane, polewane kwasem, bite, kopane, poniżane, gwałcone.

Kasia: To przede wszystkim bardzo duży kraj. Są miejsca bardziej i mniej bezpieczne. Ja, tak jak już mówiłam, czuję się tu bezpiecznie - zarówno jako kobieta, jak i matka nastoletnich córek.

Czy medialne doniesienia o gwałtach wpłynęły jakoś na Twoje poczucie bezpieczeństwa? Czy coś się zmieniło w Twoim zachowaniu, sposobie ubierania, codzienności?

Karolina: Nie, nie sądzę żeby te newsy i szum medialny zmieniły cokolwiek w moim zachowaniu. Obserwuję jednak, że wiele kobiet obawia się tu przyjechać, nasze studentki proszą o pomoc w organizacji bezpiecznego transportu. Osobiście uważam, że szum wokół gwałtów (które zapewne zdarzały się wcześniej) podnosi świadomość społeczną i ostrożność zachowań. Nasze studentki często chodziły na randki z poznanymi tutaj Hindusami (romanse z taksówkarzami, właścicielami restauracji, etc.). Obecnie jest tych relacji znacznie mniej, co w zasadzie oznacza, że nie jest tak łatwo zaufać i dać się zaprosić na kolację. Dla mnie to dobry znak. Selekcja w byciu adorowaną jest niezwykle ważna. Dla mnie więc niewiele się zmieniło - zarówno wcześniej, jak i teraz byłam i jestem bardzo uważna. Mój mąż i nasi znajomi nauczyli mnie paru istotnych rzeczy, które sprawdzają się jak dotąd bez zarzutu - po pierwsze nie pozwalam na kontakt wzrokowy, jeśli wyczuwam jakąkolwiek nieprzyjemną energię. Jeśli mężczyzna gapi się na mnie, ignoruję go kompletnie albo używam dość mocnych słów w hindi, żeby przestał. Oczywiście to zależy, kogo dotyczy sytuacja. Wielu Hinduskich chłopców i mężczyzn nie zdaje sobie sprawy z tego, że ich zachowanie może nam przeszkadzać, zwykle biała kobieta to egzotyka, rodzaj marzenia połączonego z ciekawością, więc nieświadomie wodzą za nami wzrokiem lub próbują nawiązać kontakt. Oczywiście są też namolni młodzi mężczyźni, którzy zawsze spróbują zagadnąć, "hi, how are you, what is your name", ale takich pamiętam też z warszawskich klubów, więc nie jest to duży szok kulturowy. Kiedyś Ajay powiedział ciekawą rzecz: przez lata jedyne filmy pornograficzne dostępne w Indiach to były filmy erotyczne z Zachodu, w wyniku czego wizerunek białej kobiety "wyzwolonej" utrwalił się jako wizerunek gwiazdy pornograficznej - wyuzdanej, otwartej, zawsze gotowej... Sposób, w jaki się poruszamy czy ubieramy, rzeczywiście jest odmienny od typowego tradycyjnego zachowania kobiety w Indiach, i większość społeczeństwa nie ma zielonego pojęcia, jak się do tego odnieść. Na szczęście generacja młodych kobiet tworzy nowe wzorce i zachowania, zmieniając tę kliszę, ale to potrwa wieki.

Magda: Słysząc o gwałtach w ostatnich kilkunastu miesiącach za każdym razem zastanawiałam się, czy i jak ofiary mogły tego uniknąć. Absolutnie nie usprawiedliwiam tych potwornych aktów, ale wystarczy pomyśleć zanim się, na przykład, wsiądzie do ciężarówki na pustkowiu w środku nocy. Na nasze nieszczęście jesteśmy skazane na bestialstwo zwyrodnialców w każdym miejscu na świecie. Trzeba zastanowić się więc, jak zminimalizować ryzyko. Jeżeli nie robią tego za nas rządy krajów i policja, musimy zatroszczyć się o własne bezpieczeństwo same. To bardzo przykre i niesprawiedliwe, ale taka jest, niestety, rzeczywistość.

Jak myślisz - dlaczego napaści na kobiety w Indiach jest tak dużo?

Karolina: Myślę, że seks jest wciąż największym tabu w Indiach. Seks przedmałżeński jest zakazany, kulturowo zabroniony, a edukacja seksualna w zasadzie nie istnieje. Pocałunek w miejscu publicznym jest niedozwolony. Kilka lat temu głośna była akcja pewnej policjantki, która przyczajała się w parku, by złapać na gorącym uczynku młodych ludzi - przeważnie studentów, którzy umawiali się tam na randki. Jeśli coś, co jest naturalne, staje się zakazane i wykluczone, "zamiecione pod dywan" - to musi jakoś wypłynąć na wierzch....

Mężczyzn jest znacznie więcej i są "ważniejsi", więc Indie to niemal wyłącznie męski świat. To nie jest tak drastyczne, jak brzmi, ale spotkać w Indiach kobietę silną, niezależną (finansowo, emocjonalnie, etc.) to prawdziwa rzadkość. Pozycja kobiety w Indiach to w ogóle osobny temat, coś, co jest mi tu najtrudniej zaakceptować. Wiadomo, że cokolwiek zostanie stłumione, musi znaleźć inne ujście, i w wypadku stłumienia seksualności najczęściej mamy do czynienia z dewiacją lub agresją. Wiele szkół w Indiach kultywuje podział na szkoły męskie i żeńskie - brakuje koedukacji, która może przełamałaby tę sztuczną separację między młodymi ludźmi. To potęguje niezrozumienie i tabu, razem z cichą fascynacją i wzrastającą potrzebą. Aranżacja małżeństw w tym nie pomaga - młodzi ludzie lądują w związkach, które ktoś wybrał za nich, więc prawdopodobieństwo zadowolenia seksualnego jest dość niskie. Ten brak świadomości i edukacji powoduje, że ludzie nie rozumieją i nie potrafią kontrolować emocji i potrzeb, które nimi rządzą. Nie chciałabym być źle zrozumiana, bo ani przez chwilę nie usprawiedliwiam gwałcicieli, ale myślę, że w Indiach w których poziom analfabetyzmu jest naprawdę wysoki, a system policyjny i sądowy skorumpowany, i tak nie jest tak drastycznie, jak mogłoby być. Nie znam statystyk, ale nie wydaje mi się, żeby istniał jakikolwiek kraj, w którym gwałt się nie zdarzył, a w porównaniu do innych krajów poziom edukacji czy standardów życiowych w Indiach jest naprawdę niski.

Myślę, że tutaj biała kobieta to wciąż największe marzenie, i największy przedmiot pożądania. Wciąż silna jest fascynacja białą skórą, jasną karnacją, Zachodem w ogóle. Moje włosy blond cały czas przyciągają wzrok dzieci, kobiet, mężczyzn, starszych pań... My jestesmy inne niż kobiety w Indiach - bardziej wyzwolone, pewne siebie, niezależne. Inne też są nasze normy zachowań. Dla nas pokazanie kolan to nie jest nic szczególnego, dla tradycyjnych Indii to prowokacja albo zachowanie łamiące normy. Jeśli kobiece nogi są tu tabu, to chyba mamy do czynienia z naprawdę wielkim stłumieniem. My dorastamy w kulturze, w której odkryte ciało nie oznacza perwersji z samej definicji.

Bardzo trudno znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie, bo jeśli zwiększymy karalność za gwałt (nawiasem mówiąc sprawcy słynnego gwałtu w Delhi zostali powieszeni, o czym już media nie informują tak szeroko), to w zasadzie zwiększamy tylko proces stłumienia, zamiast pracować na głębszym poziomie.

Magda: Czy sprawiedliwe jest mówienie, że większość mężczyzn w Indiach jest "zbydlęcona", jak to ujął jeden z redaktorów portalu Na Temat? W tym kraju nie ma edukacji seksualnej w szkołach. Mężczyźni, szczególnie ci reprezentujący biedne warstwy społeczeństwa, mają pierwszą styczność z kobiecym ciałem w noc poślubną. Nikt ich nie uczy szacunku dla kobiet. Patrząc, jak ojciec bije i poniża matkę, a często słysząc odgłosy nocnych na niej gwałtów, dorastają i przyjmują to za normę. Musimy też pamiętać, że to kraj ponad miliarda ludzi, z których olbrzymi procent żyje w absolutnym ubóstwie - bez dachu nad głową i żadnych środków do życia. Bieda rodzi przemoc. Bieda wyzwala też rozgoryczenie i zawiść. Coraz więcej kobiet zajmuje poważne stanowiska. Mężczyźni nie mogą znieść faktu, że kobiety zarabiają więcej, że odbierają im pracę. Pełne nienawiści komentarze i groźby wobec niezależnych kobiet są na porządku dziennym. Napaści na kobiety, nie tylko gwałtów, jest na pewno więcej w Indiach niż w Polsce, ale tutaj żyje 30 razy więcej ludzi. Nie demonizowałabym więc Indii. W Polsce też jest mnóstwo przypadków przemocy w rodzinie i gwałtów. O wielu nigdy się nie dowiemy, bo kobiety milczą, a policja nie miesza się w domowe kłótnie. To samo ma miejsce w innych krajach.

Kasia: Wydaje mi się, że duży wpływ na całą sytuację ma dostęp do alkoholu. W ciągu kilkunastu - kilkudziesięciu lat Indie zamieniły jogę na alkohol. Teraz doświadczamy skutków tej wymiany. Do tego jeszcze sposób, w jaki kulturę zachodnią przedstawia się np. w amerykańskich filmach. Alkohol i szybki seks - tak jesteśmy postrzegane. Dlaczego gwałt dotknął akurat tych kobiet? Nie wiem, może przez kuszenie losu, nieodpowiedni ubiór, źle wybraną trasę spaceru. My w Polsce w miastach, w których żyjemy, też mamy "złe" miejsca, gdzie nie należy chodzić po zmroku. Chodzi o jakiś rodzaj intuicji, wyczucia, gdzie można bezpiecznie się poruszać, a gdzie nie może to zawiodło? A dlaczego o gwałtach jest tak głośno w mediach? Bo wbrew temu, co sądzi opinia publiczna, w większości społeczności w Indiach gwałt nie jest akceptowany. Taki facet, sprawca w swoim środowisku, nie zostanie poklepany po przyjacielsku po plecach.

Czy widzisz różnice w traktowaniu kobiet pochodzenia hinduskiego i kobiet przyjezdnych?

Karolina: To też zależy od sytuacji. Na pewno jest dużo różnic. Przede wszystkim Hinduski wiedzą jak i z kim należy rozmawiać. Jak się do kogo zwracać. Właśnie wróciłam dziś z biura imigracyjnego, gdzie przedłużam wizę, i spotkałam tam bardzo miłą Hinduskę załatwiającą czyjeś papiery - ona wie o co, kogo i w jaki sposób spytać, mnie zawsze zajmuje to dziesięć razy więcej czasu, bez względu na to czy się uśmiecham czy nie, więc domyślam się, że i dla drugiej strony to wygląda inaczej. Myślę, że zrozumienie rzeczywistości pomaga w poruszaniu się po niej.

Magda: Kobiety przyjezdne traktowane są bardzo różnie. Tradycjonaliści są przekonani, że jesteśmy źródłem wszelkiego zła i złym przykładem dla indyjskich kobiet. Zachęcamy do palenia papierosów, picia alkoholu, niezależności, a na plażach rozbieramy się do skąpegoh bikini. Ale z drugiej strony przywozimy ze sobą pieniądze. Jedni nas w związku z tym uszanują, inni nami pogardzą.

A czy zauważyłaś różnicę w traktowaniu turystek będących w danym miejscu tylko przejazdem i białych kobiet, które, mieszkają w lokalnej społeczności dłużej, tak jak Ty?

Karolina: Informacja, że jestem mężatką i że mój mąż jest Hindusem zmienia zawsze ton rozmowy. Ja wówczas staje się dla nich BHABHI - żoną BRATA. Zmieniają formę z Madam na Bhabhi. Ochrona żony brata i dbanie o żonę brata jest ich obowiązkiem. To braterstwo jest całkiem popularne - nawet w drobnych sytuacjach codziennych. Ja widzę ogromną różnicę w zachowaniu rodziny Ajaya przed i po naszym ślubie. Ten drobny rytuał sprawił, że cała rodzina, nawet dalsza, zaakceptowała mnie znacznie łatwiej, otworzyła przede mną drzwi i serca - co nie jest oczywiste, ponieważ Ajay pochodzi z kasty Brahminów, a poślubił kogoś spoza kasty. Rodzice Ajaya są bardzo nowocześni, ale już starsza siostra mamy nie do końca, więc dopiero po ślubie zaprosiła nas do swojego domu i przyjęła mnie do grona swoich dzieci. Myślę, że zrozumienie tej kultury pomaga w obustronnym dialogu, i że fakt że jestem częścią tutejszej rzeczywistości, częścią rodziny, a więc i społeczeństwa, przynosi więcej szacunku i pomocy. Trudniej jest też mnie oszukać na cenę albo trasę taksówki. No bo jestem w końcu żoną brata. Nie wiem, czy ktoś kto nie jest związany rodzinnie z Indiami, ale mieszka tam na dłużej, ma podobny przywilej, ale sądzę, że my wszyscy im lepiej rozumiemy tę kulturę, tym łatwiej jest nam w niej uczestniczyć. I to jest obustronne, bo także turystki traktują wiele tutejszych osób inaczej niż kobiety mieszkające tu na stałe.

Magda: Nie zauważyłam, żeby traktowano mnie po dwóch latach inaczej. To raczej ja stwardniałam. Nie daję pieniędzy żebrakom i targuję się z rikszarzami. Indyjscy mężczyźni nie są przyzwyczajeni do kobiet stawiających na swoim. Łatwo ich onieśmielić, a łzy potrafią poruszyć góry.

Kasia: Nie zauważyłam różnicy, nie znam Hindi.

Co możecie poradzić turystkom wybierającym się do Indii? Jechać czy nie? Jak się zachowywać, ubierać, czego nie robić?

Karolina: Jechać, jechać, ale ja radzę się najpierw zastanowić po co i dokąd, zrobić research i przygotować się do tej podróży. Są fora, na których ludzie polecają hotele, miejsca, pociągi. Zawsze warto się zastanowić, jakie są opcje do wyboru - czasem lepiej nie oszczędzać pieniędzy, a wybrać bardziej sprawdzony hotel. Jeśli chodzi o podróżowanie, najbardziej polecam samolot. Jest miło, czysto, szybko i bezpiecznie. Zapewne lepiej i milej podróżować w towarzystwie - i to nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale i dla rozrywki - w Indiach jest milion zabawnych, nonsensownych sytuacji, więc fajnie jest je przeżywać razem. Strój zależy od regionu. Plaże Goi pozwalają na bikini, choć już w normalnym mieście ja ubieram się dość zachowawczo. W innych stanach kolana nie powinny być odsłonięte, a ilość odkrytego ciała zredukowałabym do minimum. W miastach takich jak Delhi noszę często tradycyjne ubrania jak inne Hinduskie kobiety, bo to redukuje te skojarzenia z "wyuzdanym zachodem" (oczywiście nie mówię tu o sari, bo ja w sari wyglądam raczej jak z hollywoodzkiego teledysku). Czuję się lepiej, mniej "odstaję" od reszty, no i z natury wówczas nie ma odkrytego ciała. W Punie, która jest znacznie spokojniejszym miastem, z bardziej przyjaznymi i nowoczesnymi ludźmi, przeważnie spotkasz mnie w spodniach i kolorowym t-shircie. Nie odsłaniam ramion, chociaż można, bo nie chcę wywoływać pewnych skojarzeń, ale to też w zasadzie zależy gdzie idziemy - jeśli do popularnego lokalu na kolację lub party, oczywiście odkryte ramiona są ok, ale ja chodzę tam z mężem lub przyjaciółmi, więc jest superbezpiecznie. Nie nawiązuje nigdy kontaktu wzrokowego z mężczyznami, nie odpowiadam na zaczepki, generalnie staram się być w mojej własnej przestrzeni, nawet będąc w tłumie. Zachowuję się normalnie i unikam przyciągania uwagi. Wiem, że jestem silna, i dam sobie radę, nawet gdy ktoś mnie zaczepi. No i przeważnie mam blisko najlepszego bodyguarda na świecie - wiem, że kiedy Ajay jest ze mną, nie mam się czego bać. Od dwóch miesięcy mam też psa - i choć jest to słodki szczeniak beagle - wiele osób boi się Mai, bo w Indiach ludzie boją się psów z natury. Spotkasz więc wysokiego silnego mężczyznę w kolejce po chleb, który na widok beagla biegnącego by się z nim przywitać, zacznie przed nim uciekać. Moja rada byłaby chyba taka, żeby nie dać się zastraszyć. Indie to inspirująca rzeczywistość, ale trzeba zachować uważność. Kiedy nie ufasz komuś, słuchaj intuicji. Kiedy ktoś coś ci proponuje, pomyśl czy to jest komfortowe. Jeśli jesteś w miejscu, które ci się nie podoba, lepiej znajdź inne. I pamiętaj, że jest wielu ludzi wokół, którzy mogą ci pomóc, jeśli tego potrzebujesz, więc warto prosić o pomoc. Warto też mieć kilka numerów w telefonie, które mogą przydać się w sytuacji zagrożenia. Indie są skorumpowane, ale wciąż są sposoby, by zapewnić sobie bezpieczeństwo, takie jak women helpline number 1091.

Magda: Indie to piękny kraj i warto je odwiedzić, ale trzeba zachować ostrożność, czytaj zdrowy rozsądek: nie włóczyć się po zmierzchu, nie rozmawiać z przypadkowo spotkanymi mężczyznami, ubierać się skromnie, nie przyciągać niepotrzebnej uwagi.

Kasia: Na co dzień trzeba być miłym i pokornym - wtedy zwykle nie ma problemu.

Komentarze (124)
"Nie pojadę do Indii, bo się boję, tam gwałcą". Słuszne obawy czy psychoza? [ROZMOWA Z POLKAMI W INDIACH]
Zaloguj się
  • mikel21

    Oceniono 565 razy 503

    Długi artykuł a ja po przeczytaniu tego fragmentu ,,Dziewczyny codziennie dojeżdżają do szkoły, a ja czuję, że są tu bezpieczniejsze niż w Polsce, gdzie ich rówieśnicy piją alkohol, imprezują, wcześnie zaczynają uprawiać seks. Tu jest to nie do pomyślenia. Dzieci dłużej pozostają dziećmi. Relacje koleżeńskie są więc bezpieczniejsze'' postanowiłem zakończyć dalsze czytanie.
    Dzieci dłużej pozostają dziećmi? Niech ta pani powie to indyjskim dziewczynkom zmuszanym do ślubu w wieku 10-11 lat. Już chyba nawet nie trzeba wspominać o ,,tradycji'' zabijania dzieci płci żeńskiej po urodzeniu czy braku jakichkolwiek praw dziecka..No ale widać Polska dla dzieci zła za to Indie to prawdziwy raj :)

  • candied

    Oceniono 451 razy 401

    Te kobiety brzmią jakby je ktoś wyprał z własnej woli. Ja się tam w Polsce nie muszę oglądać za siebie, pilnować by zawsze być w towarzystwie, unikać kontaktu wzrokowego i zawsze pamiętać by zakryć ramiona. Mówienie, że w kraju też jest niebezpiecznie w kontekście tych opisów jest po prostu śmieszne.

  • culebre

    Oceniono 396 razy 368

    "Słuszne obawy czy psychoza?" I jedno i drugie, ale wypowiedzi Kasi o tym, że w Indiach dzieci dłużej pozostają dziećmi i kobietach gwałconych przez "kuszenie losu, nieodpowiedni ubiór, źle wybraną trasę spaceru" odpowiadają bardziej na pytanie czy ta pani jest po prostu głupia.

  • sabiniona

    Oceniono 258 razy 238

    "Wydaje mi się, że duży wpływ na całą sytuację ma dostęp do alkoholu. W ciągu kilkunastu - kilkudziesięciu lat Indie zamieniły jogę na alkohol. Teraz doświadczamy skutków tej wymiany. Do tego jeszcze sposób, w jaki kulturę zachodnią przedstawia się np. w amerykańskich filmach. Alkohol i szybki seks - tak jesteśmy postrzegane."
    Jasne, wszystkiemu winna cywilizacja zachodnia, miejscowa kultura nie miała wpływu na sposób myślenia dzisiejszych facetów w Indiach - mam wrażenie, jakbym czytała o micie "niewinnego tubylca" - J.J. Rousseau się kłania.

  • secateur

    Oceniono 271 razy 235

    "Kasia: Zapadło mi w pamięć, że statystycznie w Polsce co drugi dzień jakaś kobieta ginie z rąk własnego męża".

    Czyli w roku przestępnym miałyby w Polsce ginąć 183 żony zabite przez swoich mężów? Chyba upał indyjski przygrzał tej Kasi za mocno.

  • kleklektyk

    Oceniono 191 razy 147

    No, to jest kraj prawdziwych facetów! Nie zniewolonych genderem i poprawnością polityczną, silnych i dzikich niczym górski goryl! To jest kraj, o którym niejeden polski biskup pomyśli z łezką tęsknoty w oku! (Ironia zamierzona)

  • wilma.flintstone

    Oceniono 141 razy 133

    "No i przeważnie mam blisko najlepszego bodyguarda na świecie - wiem, że kiedy Ajay jest ze mną, nie mam się czego bać."

    Z teg oco kojarze, to zarowno Szwajcarka jak i zgwalcona studentka, ktora zmarla, mialy ze soba mezczyzn...Panie z wywiadu chyba stosuja technike zwana wyparciem, ale jakos trzeba sobie radzic.

  • tele-morele

    Oceniono 188 razy 122

    " Owszem, miejscowi patrzą się na mnie i mojego psa "

    Patrzą i zastanawiają się, który z was jest bardziej atrakcyjny?

  • secateur

    Oceniono 171 razy 121

    Ale się popisałaś Gazeto Wyborcza. Żeby zrobić wywiad z takimi... już sobie daruję wpisanie odpowiedniego słowa.
    Czy nie lepiej było zrobić wywiad na przykład z Krzysztofem Mroziewiczem? On w ramach swojej miłości do Indii przynajmniej wie, co mówi o tym kraju i jego obyczajowości.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX