Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Zielona Góra miastem etapowym Wyścigu Pokoju

Cezary Konarski
12.05.2003 , aktualizacja: 12.05.2003 11:49
A A A Drukuj
Czterdzieści lat temu tysiące zielonogórzan przeżyło pierwsze emocje związane z przejazdem przez miasto kolarzy startujących w Wyścigu Pokoju
Tradycyjna majowa impreza wywoływała niegdyś ogromne zainteresowanie wśród kibiców. Przez ponad 40 lat charakterystyczny dźwięk czołówki Wyścigu Pokoju elektryzował wszystkich fanów kolarstwa we wschodniej Europie. Dziś u jednych hasło "Wyścig Pokoju" budzi wstręt i kojarzy się z dawnym systemem, u innych jednak wspomnienia o ucieczkach i finiszach kolarzy wywołują uśmiech sympatii. Zawody wykorzystywano do celów propagandowych, gdyż spełniały wszelkie przesłanki, by stać się sztandarową imprezą i wizytówką socjalistycznego sportu.

Zatruty po sukcesie

Peleton Wyścigu Pokoju bardzo często przejeżdżał przez Ziemię Lubuską, ale mieszkańcy naszego regionu rzadko mieli okazję emocjonowania się walką o etapowe zwycięstwa. Kilka razy miastem etapowym była Zielona Góra. Po raz pierwszy Gród Bachusa gościł kolarzy 19 maja 1963 roku. Już na kilkanaście dni przed imprezą rozpoczęto sprzedaż biletów, których rozprowadzono ok. 20 tys. "Gazeta Zielonogórska" tak zachęcała mieszkańców miasta do udziału w kolarskim święcie: "(...) Wszystkich mieszkańców gromad i osiedli, przez które przejedzie Wyścig Pokoju, Komitet Organizacyjny prosi o masowe wyjście na trasę i serdeczne powitanie uczestników tej wielkiej imprezy. Publiczność powinna ściśle podporządkować się poleceniom służb porządkowych. Prosimy nie wypuszczać poza parkany i ogrodzenia gospodarcze zwierząt i ptactwa, które mogą spowodować kraksę na trasie (...)."

Meta etapu z Poznania usytuowana została na stadionie przy ul. Sulechowskiej, gdzie kibice zbierali się już siedem godzin przed przybyciem kolarzy. Zielona Góra okazała się szczęśliwa, a zarazem trochę pechowa dla polskiej reprezentacji. Pierwszy na mecie zameldował się Józef Beker, który jako jedyny z Polaków wygrał etap w 1963 roku. W nagrodę za etapowe zwycięstwo otrzymał motorower Komar. Zaraz po zielonogórskim wyścigu kilku reprezentantów naszego kraju zatruło się. Z imprezy wycofał się m.in. Beker.

Winiarnia dla Rumunów

Stadion przy ul. Sulechowskiej ponownie witał kolarzy sześć lat później. Tym razem zielonogórzanom nie dane było oklaskiwać zwycięstwa Polaka. Najlepszy z naszych reprezentantów - Ryszard Szurkowski zajął drugie miejsce. W 1969 roku po etapie z Poznania do Zielonej Góry kolarze mieli dzień przerwy. Cykliści poszczególnych ekip nie mieli jednak zbyt wiele czasu na odpoczynek. Musieli obowiązkowo uczestniczyć w wycieczkach po zielonogórskich zakładach pracy. Dla przykładu Rumuni zwiedzali Lubuską Wytwórnię Win i Lubuską Wytwórnię Wódek Gatunkowych, Meksykanie - Zjednoczenie Przemysłu Terenowego, Algierczycy - Wojewódzki Związek Gminnych Spółdzielni, a Marokańczycy - Wojewódzki Związek Spółdzielni Pracy.

Kolarze zamiast żużlowców

Dwukrotnie, w latach 1974-75, kolarze finiszowali na zielonogórskim stadionie żużlowym przy ul. Wrocławskiej. Za każdym razem rywalizację o etapowe zwycięstwo oglądało kilkanaście tysięcy kibiców. Nasze miasto okazało się szczęśliwe dla Stanisława Szozdy, który w 1974 roku zajął drugą lokatę, a rok później nie dał się już wyprzedzić.

Po przeobrażeniach ustrojowych w krajach bloku wschodniego ranga imprezy gwałtownie zmalała. Wyścig jechał dalej, lecz tylko najwierniejsi sympatycy śledzili jego przebieg. Często impreza ograniczała się do kilku etapów. Od paru lat ci, którym wyścig jest szczególnie bliski, przywracają imprezie dawną świetność.

Zobacz więcej na temat:

Brak komentarzy
  • Wycieczki
  • Loty