Auroville - indyjski sen, który stał się rzeczywistością [JEST TAKIE MIEJSCE]

05.08.2013 16:06
Indyjskie Auroville. Świątynia Matki

Indyjskie Auroville. Świątynia Matki (fot. CC BY-SA 2.0 devaiah pa/Flickr.com)

Choć trudno w to uwierzyć, na południu Indii istnieje miasto, którego mieszkańcy żyją w zgodzie i harmonii. Sami także o sobie decydują. To założone od podstaw Auroville - utopia, która przybrała realne kształty. Do raju na Ziemi jednak jej daleko.
Wszystko zaczęło się od spotkania dwóch niezwykłych osób. On, urodzony w Kalkucie Aurobindo Ghosh, miał już za sobą 14-letni pobyt w Anglii. Do ojczyzny wrócił w wieku 21 lat i natychmiast zaangażował się w działalność polityczną, której celem było wyzwolenie Indii spod panowania brytyjskiego. Trafił do więzienia. Tam oddał się lekturze świętych ksiąg: Bhagawadgity oraz Upaniszad, a także praktyce medytacji i jogi. Po wyjściu na wolność w 1910 r. osiadł w Pondicherry w Tamilnadu, gdzie w miesięczniku "Arya" zaczął publikować teksty o jodze, znaczeniu Wed, duchowym dziedzictwie cywilizacji indyjskiej oraz koncepcjach unifikacji ludzkiej rasy. Bardzo szybko zgromadzili się wokół niego młodzi ludzie łaknący jego wiedzy. W taki sposób narodziła się aśrama Sri Aurobindo.

W 1914 r. do Pondicherry przyjechała ona, Mirra Alfassa. Urodzona we Francji, głęboko uduchowiona malarka i pisarka, dopiero co wróciła z Algierii, gdzie zgłębiała tajniki okultyzmu. Gdy ujrzała Sri Aurobindo, momentalnie poczuła, że spotkała mistrza, który wskaże jej właściwą ścieżkę duchowego rozwoju. Wybuch I wojny światowej zmusił ją jednak do powrotu do Francji. Ponownie pojawiła się w Pondicherry w 1920 r. Została już na zawsze, by w pełni poświęcić się współpracy z mistrzem. Wkrótce przejęła od niego obowiązki prowadzenia aśramy. Odtąd nazywana była Matką.

W 1954 r. napisała tekst zatytułowany "Sen". Postulowała w nim, że gdzieś na Ziemi powinno powstać miejsce, w którym wszyscy ludzie dobrej woli mieliby warunki do uważnego wsłuchiwania się w potrzeby duszy. Naczelnymi zasadami stałyby się braterstwo i harmonia, a wszelkie instynkty walki wykorzystywano by wyłącznie w celu zwalczania przyczyn cierpienia i niedoli. Matka wiedziała, że jej sen szybko się nie ziści. Sama zresztą podkreśliła, że Ziemia nie jest jeszcze na to gotowa. Mimo to zdecydowała się podjąć próbę realizacji swojej wizji na małą skalę, w aśramie Sri Aurobindo. Nie zdawała sobie sprawy z tego, na jak niezwykle podatny grunt rzuciła ziarno. Niespełna 12 lat później, w lutym 1968 r., odbyło się nadzwyczajne widowisko. Wokół samotnego drzewa 10 km na północ od Pondicherry zebrali się przedstawiciele 124 krajów świata i wszystkich indyjskich stanów. Każdy przywiózł garstkę ziemi ze swojej ojczyzny, by następnie złożyć ją w ogromnej urnie w kształcie kwiatu lotosu. Był to symboliczny początek Auroville.

Czy Auroville to raj na ziemi? Dla wielu mieszkańców na pewno. Fot. CC BY 2.0 Johan Bichel Lindegaard /Flickr.com

Szaleńcy, którzy podważyli prawa przyrody

To, co nastąpiło później, można uznać za akt czystego szaleństwa. Grupa śmiałków zadrwiła z praw rządzących przyrodą i bezczelnie odmówiła ich uznania. Była zdeterminowana, by wprowadzić na ich miejsce własne. Przyszli mieszkańcy Auroville rozpoczęli walkę o przywrócenie stanu naturalnego ziemi, na której chcieli wybudować swoje wyśnione miasto. Było to wyzwanie karkołomne - skrajnie wyjałowiona gleba ulegała postępującej erozji, a jej wyschniętą na wiór powierzchnię przecinało coraz więcej szczelin. Płaskowyż zamieniał się w pustynię. Oni postanowili odwrócić ten proces. Brak doświadczenia w rekultywacji ziemi miała zrekompensować im nieustępliwość w dążeniu do celu.

Głównym zadaniem, z którym przyszło im zmierzyć się na samym początku, było zalesienie terenu. Zaczynali od zera - musieli nauczyć się niezbędnych technik inżynieryjnych, poznać lokalne odmiany roślin i zasady ich uprawy, stworzyć bazę gatunków drzew, które zniosłyby upalny klimat Tamilnadu, oraz przygotować sadzonki. Kopali doły i studnie, sadzili nasiona, nawadniali roślinność. Wszystko na przekór logice, która podpowiadała, że nie mają szans w starciu z siłami przyrody.

Najwidoczniej jednak marzenia nie poddają się prawom logiki. Natura wynagrodziła osadnikom ich dramatyczną walkę o rekultywację terenu. Obecnie w Auroville rośnie ponad 2 mln drzew, a strefa zieleni nazywana Zielonym Pasem wciąż się rozrasta. Docelowo ma okrążyć całe miasto.

Fot. CC BY-SA 2.0 Ajay Tallam /Flickr.com

Kwiat lotosu, złote dyski i nowa galaktyka

Okiełznanie natury stanowiło zaledwie pierwszy krok na długiej i wyboistej drodze. Następnym miało być rozpoczęcie budowy samego miasta. Plan naszkicowała Matka, nadając mu kształt kwiatu o czterech płatkach. Roger Anger, francuski architekt, którego zaprosiła do współpracy, przekształcił go w galaktykę, zachowując jednak podział na cztery odrębne strefy: mieszkalną, industrialną, międzynarodową i kulturalną. Geograficznym centrum Auroville, a zarazem jego duszą, miał być Matrimandir (Sanktuarium Matki), wzniesiony w Parku Jedności. Projekt zakładał, że miasto zajmie obszar 20 km2 i przyjmie do 50 tys. mieszkańców.

Gdy plan już powstał, można było przystąpić do wznoszenia domów. Początkowo były to raczej chatki, z dachami z liści bananowców. Prace konstrukcyjne na dużą skalę rozpoczęto w 1971 r. Priorytetem był Matrimandir - budowla rodząca się z potrzeby ciszy i duchowości, która miałaby ułatwić odnalezienie sensu, spokoju i koncentracji. Anger nadał jej kształt kwiatu lotosu, którego 12 płatków symbolizuje Boską Świadomość. Nie jest to przypadek, bowiem wszystko w Auroville zawiera w sobie ukryte znaczenie. Skalę przedsięwzięcia oddaje fakt, że Matrimandir wsparto na czterech kolumnach, z których każda ważyła 830 kg i miała wysokość 8,5 m. Wnętrze zdominowała pogrążona w półmroku komnata, w której centrum umieszczono kryształową kulę. Nieustannie oświetla ją struga światła wpadająca przez otwór w dachu. Co ciekawe, również w pochmurne dni oraz w nocy. Efekt ten udało się osiągnąć dzięki wykorzystaniu heliostatu kontrolowanego przez system komputerowy. Z zewnątrz budynek pokryto ponad 1400 ogromnymi złotymi dyskami, co nadało mu spektakularny, nierealny wygląd. Prace ukończono w 2008 r.

Równolegle w Auroville powstawały drogi, domy, szkoły i przychodnie. Doprowadzano elektryczność i kanalizację. Aby zaopatrzyć miasto w żywność, zakładano farmy. Wybudowano też tzw. słoneczną kuchnię, aby mieszkańcy mieli możliwość wspólnego spożywania posiłków. Obecnie zasila ją największa bateria solarna na świecie. We wszystkich pracach pomagali mieszkańcy okolicznych wiosek. Wspólnymi siłami stworzyli swój raj na Ziemi. Obecnie zajmuje on 8 km2, a jego mieszkańcy to ok. 2160 osób pochodzących z 45 krajów, z czego jedną trzecią stanowią Hindusi.

Fot. CC BY-SA 2.0 Aleksandr Zykov /Flickr.com

Między ideałem a realiami

Życiu w raju od samego początku towarzyszyły problemy całkiem przyziemne. Jednym z najbardziej naglących było pytanie, jak zarządzać taką wspólnotą? Matka uznała, że zadanie to należy powierzyć grupie od czterech do ośmiu osób, wybieranych w sposób intuicyjny. Sama jednak wiedziała, że wprowadzenie tej koncepcji w życie sprawi niemałe trudności. Jak bowiem wyłonić reprezentantów całej społeczności, polegając jedynie na intuicji? Długo szukano odpowiedzi. Ostatecznie od 1988 r., kiedy to parlament Indii zatwierdził akt fundacyjny Auroville, miasto zarządzane jest przez dwie rady: administracyjną oraz doradczą. Ich członków mianuje rząd Indii oraz zgromadzenie mieszkańców.

Polem konfrontacji ideałów z rzeczywistością stała się też edukacja. Zarówno Matka, jak i Sri Aurobindo uważali, że nauczyciel powinien jedynie pełnić funkcję przewodnika, udzielając sugestii i naprowadzając ucznia, ale niczego nie nakazując. Ogólne sformułowania tej koncepcji nie zostały jednak poparte praktycznymi propozycjami, czym zastąpić tradycyjne metody nauczania. Doprowadziło to do trwającej przez wiele lat patowej sytuacji, kiedy w Auroville nie było ani szkół, ani jakichkolwiek instytucji zajmujących się kształceniem. Obecnie dzieci mają wybór, a w Auroville istnieją już tradycyjne szkoły. Uczęszczają do nich głównie dzieci planujące kontynuować edukację na indyjskich uczelniach wyższych. Alternatywą jest tzw. Ostatnia Szkoła. Nie przeprowadza się w niej żadnych sprawdzianów, dążąc do wprowadzenia w życie koncepcji Sri Aurobindo. Pozostaje też trzecia możliwość - nauka w szkołach poza Auroville.

Wreszcie największym wyzwaniem okazało się stworzenie wspólnoty w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Mieszkańcy Auroville spotykają się trzy razy w roku: w Nowy Rok, w rocznicę powstania miasta oraz w dniu urodzin Sri Aurobindo. W amfiteatrze, który powstał obok Matrimandiru, zgromadzeni wokół ogromnego ogniska razem oddają się medytacji. Poza tymi trzema okazjami widują się co najwyżej przy posiłkach w słonecznej kuchni. W rezultacie większość z nich zna jedynie swoich najbliższych sąsiadów. Trudno mówić o rzeczywistej wspólnocie.

Fot. CC BY-SA 2.0 Ajay Tallam /Flickr.com

Byle dalej od przystani

Auroville nie chroni swej utopii wysokim murem. Absolutnie każdy ma prawo tu przyjechać. Wybudowano nawet centrum dla zwiedzających, w którym można zapoznać się z podstawowymi faktami dotyczącymi miasta, zasadami, na jakich funkcjonuje, obejrzeć film dokumentalny o jego powstawaniu oraz kupić publikacje na ten temat. Można nawet wejść do wnętrza Matrimandiru, ale w tym celu konieczne jest uzyskanie pozwolenia, na które trzeba czekać ok. trzech dni.

Ci, którzy ulegną urokowi Auroville, mają możliwość włączenia się w życie wspólnoty jako wolontariusze (na okres od kilku tygodni do 12 miesięcy). Mogą też przenieść się tu na stałe. I wcale nie trzeba być uczniem Sri Aurobindo i Matki. W zasadzie są tylko dwa warunki do spełnienia: dążenie do urzeczywistnienia ideału ludzkiej jedności oraz przejście odpowiedniej procedury. Ta składa się z kilku etapów: pierwszym jest uzyskanie w Auroville listu polecającego, z którym trzeba wrócić do swojego kraju i okazać go w ambasadzie Indii, aplikując o wizę. Drugi to przyznanie kandydatowi statusu gościa, który pozwala mu na 3-miesięczny pobyt w Auroville. Następnie, na rok, może on otrzymać status nowo przybyłego. Po upływie tego okresu specjalna komisja konsultuje się z członkami wspólnoty oraz z przyjaciółmi i rodziną kandydata, by podjąć decyzję, czy przyznać mu status mieszkańca.

Jest jednak pewien szkopuł - aby osiedlić się w Auroville, trzeba mieć naprawdę zasobny portfel. Tylko pierwsze trzy lata to wydatek ok. 50 tys. dol., na co składają się m.in. koszty wybudowania i umeblowania domu oraz kupno motocykla bądź samochodu, co jest konieczne, by móc przemieszczać się między budynkami rozrzuconymi na ogromnej przestrzeni. Ale to nie koniec niedogodności. W Auroville trudno jest żyć bez stałego źródła dochodu. Mieszkańcy pracujący na terenie miasta, otrzymują maksymalnie 6 tys. rupii indyjskich miesięcznie (równowartość 110 dol.). Społeczność jest więc wciąż daleka od samowystarczalności. Dotyczy to zwłaszcza żywności - obecnie uprawiane w Auroville ryż i zboże zaspokajają jedynie 2 proc. zapotrzebowania, natomiast owoce i warzywa - mniej niż 50 proc. Mimo że w strefie industrialnej wytwarza się odzież, biżuterię czy naczynia, to większość rzeczy wciąż trzeba kupować w pobliskim Pondicherry.

Auroville nie jest więc oazą beztroski. Żeby tu żyć, niezbędny jest silny charakter i wola walki. Nawet jeden z informatorów dostępnych w centrum dla zwiedzających ostrzega, że każdy, kto decyduje się tu osiedlić, prędzej czy później zostanie skonfrontowany z problemami, których nigdy wcześniej nie doświadczył (a przynajmniej nie w takiej skali). Co więc przyciąga tu ludzi, co ich tak mocno trzyma? Chyba wiara, że to wszystko nie dzieje się bez przyczyny. Mieszkańcy żywią niezachwiane przekonanie, że każda przeciwność, z którą muszą się zmierzyć, służy im i ma sens. Zmusza do zajrzenia w głąb siebie i odnalezienia w sobie siły, by wznieść się ponad własne słabości. Tak rozumiana perspektywa doskonalenia się napędza ludzi. Pobyt w Auroville nie ma nic wspólnego z zawinięciem do bezpiecznej przystani. Jest raczej wyprawą w nieznane, która ma na celu odkrycie nowego lądu. A przy tym poznanie siebie. Nade wszystko zaś Auroville to eksperyment społeczny, który wciąż trwa. Na ocenę wyników jest jeszcze za wcześnie.

Tekst pochodzi z najnowszego numeru magazynu



Na pewno znasz te budowle, ale czy rozpoznasz je na przerobionych zdjęciach?
1/12To jeden z najczęściej fotografowanych obiektów w tym mieście. Chodzi o:
Komentarze (7)
Auroville - indyjski sen, który stał się rzeczywistością [JEST TAKIE MIEJSCE]
Zaloguj się
  • Gość: heisenberg11

    Oceniono 25 razy 9

    Oby się ten projekt powiódł. Jest kilka takich na świecie. A świat powolutku umiera na zasadzie samozagłady. Tylko takie wspólnoty przetrwają to tysiąclecie.

  • ankapn86

    Oceniono 8 razy 6

    Polecam Państwu książkę Pawła Kowalczyka "Czerwone drogi Auroville. Świat tamilskich wiosek i wolontariat w Indiach" gdzie w 2010 roku spędził w Auroville jako wolontariusz sześć miesięcy i powracał tam przy okazji każdego kolejnego wyjazdu do Indii. Poprzez opis swoich doświadczeń i przygód pozwala nam poznać to jedyne w swoim rodzaju miejsce oraz zaznajomić się z jego mieszkańcami i wolontariuszami. Przedstawia zasady funkcjonowania wspólnoty, jej przeszłość oraz leżącą u podstaw filozofię. Przybliża wiele innowacyjnych projektów i oddolnych inicjatyw ludzi o wielkim sercu, którzy poświęcili swój talent i środki tak zwanej „sprawie”.
    Autor opisuje także wyzwania codziennego życia, sytuację gospodarczą i społeczną mieszkańców indyjskiego stanu Tamil Nadu – najbliższych sąsiadów Auroville. Opisy te wzbogaca osobistymi przemyśleniami i bogatymi informacjami dotyczącymi historii, kultury i wierzeń. Przedstawia walkę z biopiractwem i wielkim kapitałem m.in. Książkę czyta się z lekkością, a przynajmniej odpowiada na wiele intrygujacych pytań.

  • kozieradka2012

    Oceniono 2 razy 2

    Uniwersalna recepta na raj. 2000 osób - wyłącznie takich, których dochód wielokrotnie przekracza lokalną średnią - dużo przestrzeni, sprawny personel (w Auroville pracuje ok. 5000 mieszkańców okolicznych wiosek, którzy oczywiście na noc wracają do siebie)... Jest więcej takich miejsc, nawet w samych Indiach. Osobiście mogę polecić Four Seasons w Bombaju.

  • Gość: politykanalizer

    Oceniono 4 razy 2

    Dzięki za przypomnienie, że istnieją na świecie miejsca wolne od polityków dających w TV spektakle nienawiści, a później idący razem na wódkę aby poglińdzić o podziale premii za swą ciężkąpracę.

  • Gość: IgoreX

    Oceniono 18 razy -6

    A co, tam juz nie gwalca?

  • Gość: KSAJgs

    Oceniono 20 razy -18

    Janek, masz z tym spory problem widzę. To, że jestem bogaty to zasługa moich starań i poszerzania swojej wiedzy na temat inwestowania. Wpisz sobie w google "portal ubezpieczny" i poczytaj na temat inwestowania prawdziwych pieniędzy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

  • Hotele
  • Hotele Zurych
  • Hotele Bazylea
  • Szukaj hotelu

  • Szukaj hotelu w Zurychu

  • Szukaj hotelu w Bazylei