Wrzuciłeś do sieci zdjęcia z wakacji? Możesz za to słono zapłacić [CZEGO NIE WIEMY O PRAWACH AUTORSKICH]

Zdjęcia na wakacjach robi niemal każdy. Problem zaczyna się, gdy chcemy je opublikować w sieci.

Zdjęcia na wakacjach robi niemal każdy. Problem zaczyna się, gdy chcemy je opublikować w sieci. (fot. CC BY 2.0 Vincent Lock/Flickr.com)

Iluminacje, które oświetlają nocą Wieżę Eiffla są utworem w rozumienia prawa autorskiego. Dlatego, by móc je fotografować i rozpowszechniać we Francji, trzeba uzyskać zgodę posiadacza praw. Opublikowanie takiego zdjęcia w Polsce nikogo już nie zainteresuje, ale są inne pułapki - turysta rozpowszechniający w sieci zdjęcia z wakacji stąpa po grząskim gruncie. "W Polsce niemal każdy jest potencjalnym przestępcą" - mówi Kuba Danecki z Centrum Cyfrowego, autor bloga o prawie autorskim Conasuwiera.pl, z którym rozmawiamy o prawnych absurdach.


Agnieszka Jakubowska: Moja koleżanka wrzuciła ostatnio 55 zdjęć z Chorwacji na Facebooka. Bez problemu można je podać dalej, klikając w "udostępnij". A czy równie łatwo można je sobie ściągnąć i wykorzystać na własny użytek?

Jakub Danecki, Conasuwiera.pl: Myślę, że wcześniej powinniśmy zadać sobie jeszcze jedno pytanie: czy w ogóle możemy wrzucić na Facebooka zdjęcia swojej osoby, które ktoś nam zrobił?

Prawo autorskie mówi, że autorem jest osoba, która zrobiła dane zdjęcie i że to ona jest posiadaczem praw do niego. Dlatego, jeżeli na wakacjach poprosiliśmy kogoś o pstryknięcie nam fotki, powinniśmy poprosić też o zgodę na jego wykorzystanie, żeby wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa. Jeśli wrzucamy je na Facebooka czy gdziekolwiek indziej bez takiej zgody, to dochodzi do łamania prawa i nie ma znaczenia to, że to my znajdujemy się na fotografii.

Ale przecież mnóstwo osób tak robi, w ogóle się tym nie przejmując. Można za to "siedzieć"?

Tak. Mówimy o sytuacji, w której dochodzi do nieautoryzowanego rozpowszechnienia utworu, które jest czynem, za który mogą grozić 2 lata więzienia. Konsekwencją naruszenia prawa autorskiego może być też konieczność zapłacenia trzykrotnej wartości jakiegoś utworu. Wiadomo, że w tym przypadku prawo nie będzie i nie jest przestrzegane. W teorii dzieje się coś, co jest niezgodne z prawem, w praktyce wielu osobom jest to obojętne i nikt się tym nie przejmuje, szczególnie jeżeli chodzi o działalność niekomercyjną. Czy ktokolwiek wyobraża sobie sytuację, w której niemiecki turysta, którego poprosiliśmy o zrobienie zdjęcia na tle piramid będzie domagał się sprawiedliwości za to, że wrzuciliśmy to zdjęcie na Facebooka? Niestety - nieprzestrzeganie prawa jest jedyną szansą, na to, żeby nie doszło do paraliżu naszego życia.

To skomplikowana sprawa, bo wychodzi na to, że w Polsce niemal każdy jest potencjalnym przestępcą. Przecież niejeden z nas dokonał kiedyś w jakiś sposób nielegalnego rozpowszechnienia: samo słuchanie muzyki na słuchawkach na tyle głośno, że słyszą ją inni, jest już rozpowszechnieniem. W polskich realiach bardzo rzadko dochodzi do spraw sądowych o naruszenie praw autorskich, jeżeli chodzi o niekomercyjne użycie. Takie sytuacje zwykle kończą się na nakazie naprawienia szkody czy przeprosin, czyli na powinnościach, które nie są dotkliwe dla winowajców. Sprawa komplikuje się w przypadku komercyjnego użycia jakiegoś utworu.

Co może zrobić ta koleżanka, jeżeli znajdzie swoje zdjęcia z Chorwacji na banerze, plakacie czy ulotce, które jakaś agencja reklamowa wykorzystała bez jej wiedzy?

Sytuacje tego typu są bardzo rzadkie albo nie zdarzają się w ogóle. Komercyjne użycie zdjęcia jest obwarowane bardziej restrykcyjnymi zasadami, dlatego ludzie bardzo pilnują, aby wszystko odbywało się zgodnie z prawem. Ale jeżeli jednak dojdzie do takiej sytuacji, mamy do czynienia ze zwykłym naruszeniem prawa i możemy zgłosić ten fakt organom ścigania. Oczywiście pod warunkiem, że zostało to zrobione bez naszej zgody. Bo warto zadać sobie pytanie: czy na pewno tej zgody nie udzieliliśmy? Musimy pamiętać, że przyzwolenie na wykorzystanie naszego zdjęcia możemy dać np. ustnie albo poprzez zatwierdzenie jakiegoś regulaminu czy kliknięcie "Tak" i zaakceptowanie warunków danego serwisu internetowego. Dlatego może się okazać, że kiedyś przez przypadek udostępniliśmy nasze zdjęcie do komercyjnego użytku jakiejś stronie trzeciej. Natomiast jeśli jesteśmy pewni, że tego nie zrobiliśmy i nie pozwoliliśmy na wykorzystanie naszego zdjęcia do użytku komercyjnego, powinniśmy zgłosić to na policję. Będziemy mieć do czynienia ze zwyczajnym postępowaniem, w którym drogą sądową będziemy dochodzili swoich praw.

Podobno za rozpowszechnianie nocnych zdjęć Wieży Eiffla grożą kary - to tzw. "znak towarowy".

Zdaje się, że iluminacje Wieży Eiffla - ustawienia i kolory świateł - są utworem w rozumieniu prawa autorskiego i są przez nie chronione. Dlatego fotografując Wieżę Eiffla, fotografujemy kolejny utwór. Zasady i obostrzenia opisane w turystycznych przewodnikach to regulacje obowiązujące we Francji. Natomiast w Polsce jest inaczej - jeżeli jakiś utwór jest na widoku publicznym, np. jest to zdjęcie architektury czy obrazu na wystawie, nie ma tak ostrych restrykcji dotyczących publikacji zdjęcia. Oznacza to, że będąc we Francji prawdopodobnie nie możemy wrzucić nocnego zdjęcia Wieży Eiffla na naszego Facebooka, ale kiedy wrócimy z nim do Polski i będzie obowiązywało nas już polskie prawo autorskie, możemy swobodnie umieścić je w sieci.

Jeżeli coś znajduje się w przestrzeni publicznej w Polsce, można to bez problemu fotografować i zdjęcie rozpowszechniać. Sprawa komplikuje się, kiedy coś jest znakiem towarowym i chcemy to wykorzystywać, ale to zupełnie inna para kaloszy i kwestia jeszcze bardziej skomplikowana. Jako podstawę należy traktować stwierdzenie, że można fotografować wszystko, co znajduje się w przestrzeni publicznej.

Musimy pamiętać też o tym, że prawo autorskie w rożnych miejscach na świecie działa inaczej. To znaczy, że to samo zdjęcie wrzucone jedną ręką w Niemczech, a drugą w Polsce, będzie miało różny status prawny. To, co w Polsce jest w pełni legalne, np. w USA może okazać się naruszeniem praw autorskich kosztującym kilka milionów dolarów. Będąc turystami poruszamy się po bardzo kruchym lodzie, jeżeli chodzi o prawa autorskie.



Co jeszcze "grozi" moim utworom, jeżeli założę sobie konto na Facebooku i będę je tam umieszczać?

Umowa licencyjna na Facebooku jest bardzo szeroka. Zakładając konto zaznaczamy "kwadraciki", których prawie nikt nie czyta. A w rzeczywistości godzimy się na bardzo szerokie wykorzystanie naszych zdjęć, filmów czy wypowiedzi: dajemy serwisom licencję na wykorzystanie ich do celów komercyjnych, na sprzedawanie ich dalej. Ostatnio było głośno o tego typu sprawach, kiedy Yahoo przejął Tumblera. Okazało się, że te kilkadziesiąt milionów blogów założonych na Tumblerze z milionami czy miliardami zdjęć, które się na nich znajdują, zostały przekazane komuś innemu. Nagle Yahoo weszło w posiadanie praw i licencji do wszystkich materiałów i zyskało bardzo szerokie uprawnienia do wykorzystywania zdjęć z Tumblr.com. Dlatego kiedy wrzucamy coś na portale społecznościowe musimy zdawać sobie sprawę z tego, że pozwalamy ich administratorom na wykorzystanie naszych zdjęć i wszystkich materiałów, które tam zamieszczamy: filmów, naszych wypowiedzi, tekstów itp. na warunkach, których (na ogół) nie przeczytaliśmy.

Czyli Facebook może zrobić prawie wszystko z moim profilem, a jeżeli nie zgodzę się na jego warunki, nie założę konta.

Dokładnie tak to działa. Na szczęście w praktyce nie dochodzi do wielkich nadużyć, bo wydaje się, że obecnie istnieje pewna niepisana umowa, co Facebook zrobić może, a czego nie może i wykorzystywanie prywatnych materiałów to swoiste tabu. Natomiast gdyby kiedyś zmieniła się polityka tej firmy, może się okazać, że wszystkie umieszczone w serwisie treści będą udostępniane w inny sposób.

Ale często pojawia się pytanie o to, co inni mogą zrobić z utworami wrzuconymi na portale społecznościowe, w końcu zgodziliśmy się na tyle, że chyba wszystko jest nam obojętne, prawda? Kiedy wrzucamy zdjęcie na Facebooka, udzielamy licencji na wykorzystanie go tylko Facebookowi. Oznacza to, że jeżeli korzystamy z wewnętrznych narzędzi serwisu, kiedy klikamy "Lubię to" czy "Udostępnij", sami nic nie udostępniamy, lecz wysyłamy prośbę do Facebooka, żeby dzięki swoim mechanizmom np. wrzucił to zdjęcie na ścianę innej osoby. Dopóki wszystko dzieje się wewnątrz tego portalu, dzieje się to na podstawie tej licencji, której mu udzieliliśmy. Ale w sytuacji, gdy ktoś sobie to zdjęcie z Facebooka ściąga, a następnie rozpowszechnia je dalej (np. uploadując je na włsny profil) bez przyzwolenia jego właściciela, łamie prawo. Licencja udzielona Facebookowi to licencja udzielona Facebookowi, a nie całemu światu.

Wychodzi na to, że zdjęcia, które wrzucamy do sieci zawsze skazane są na to, że ktoś nam je zwyczajnie podwędzi, a my się o tym nigdy nie dowiemy.

Z punktu widzenia prawa sytuacja jest bardzo prosta: jeżeli ktoś nie uzyska naszej zgody na wykorzystanie zdjęcia, to poza granicami dozwolonego użytku, nie może z tym zdjęciem nic zrobić. Ale w praktyce jeżeli coś raz trafi do sieci, to w niej zostaje i krąży na zawsze. Wrzucony utwór może być wykorzystany z jednej strony w dobrej wierze: wyobraźmy sobie, że zrobiliśmy świetne zdjęcie, film albo napisaliśmy supertekst z wakacji, który jest komuś potrzebny, żeby coś ilustrować np. na blogu podróżniczym. Jeżeli nie chcemy, aby ta osoba wykorzystywała nasze utwory, to po napisaniu maila do niej z informacją o naruszeniu praw autorskich osoba taka przeprosi nas za błąd, tłumacząc, że nie miała na celu nic złego i materiał odpublikuje, problem znika. Myślę, że to jest większość sytuacji.

Z inną sytuacją spotykamy się, kiedy po drugiej stronie nie będzie dobrej woli. O ile prawo mówi, że jeżeli ktoś naruszył prawa do naszego zdjęcia, możemy taką osobę ścigać, żeby zmusić ją do naprawienia szkody, o tyle w praktyce, jeżeli ktoś nie ma chęci zażegnania konfliktu, jest to często nierozwiązywalne. W sieci krąży wiele zdjęć, filmów czy tekstów, które zostały wykorzystane w złej wierze np. dla ośmieszenia kogoś czy dla zarobienia pieniędzy. Zdarza się, że próba ich usunięcia kończy się jeszcze większym rozpowszechnieniem. Dlatego teoria znowu bardzo rozmija się z praktyką. Teoretycznie mamy wiele narzędzi, które pozwalają nam ścigać naruszenia prawa autorskiego, w rzeczywistości jest to bardzo skomplikowany proces i "zwykły Kowalski" może nigdy nie być w stanie dojść swoich praw.



W takim razie jak możemy próbować chronić nasze zdjęcia, filmy czy relacje z wycieczki?

Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że jeżeli wrzucimy cokolwiek do sieci, nabiera to własnego życia. Stanie się z nim dokładnie to, co chce z tym zrobić ktoś, a nie to, co my chcemy, żeby inni z tym robili. Tego nie przeskoczymy, bo jeżeli coś znajdzie się w internecie, ludzie będą z tego korzystali. Pojawia się ryzyko plagiatu. Dlatego warto się zastanowić, czy nie lepiej zastosować pewne mechanizmy, które pozwolą ludziom korzystać z naszych zdjęć, ale na naszych warunkach np. w zamian za przelinkowanie do nas albo podpisanie ich naszym nazwiskiem. Skoro i tak utwór jest już w sieci i po niej krąży, przynajmniej miejmy coś z tego - wykorzystajmy licencje Creative Commons, żeby uzyskać nad nim kontrolę. Szczególnie, jeżeli zdjęcia z wakacji są dobre, artystyczne.

Licencje Creative Commons pozwalają innym użytkownikom na swobodne dzielenie się twórczością, jeżeli spełnią oni kilka warunków, którymi obwarujemy dany utwór. Zawsze obowiązkiem jest uznanie autorstwa. "In for a penny, in for a pound"* mawiają Anglicy: jeżeli ktoś łamie prawo, wykorzystując nasze zdjęcie, nie będzie przejmował się tym, że złamie prawo, nie podpisując go naszym nazwiskiem. Ale jeżeli takiej osobie pozwolimy wykorzystać to zdjęcie na pewnych warunkach, ona też powinna zachować się wobec nas w porządku, czyli działać w zgodzie z licencją, na której je udostępniliśmy. Wychodzi na to, że nigdy nie jesteśmy w stanie ochronić naszej twórczości w internecie przed dalszym wykorzystaniem, bo ludzie zrobią to, jeżeli tylko będą chcieli. Możemy jedynie próbować nadać temu wykorzystaniu pewne warunki. To swoisty paradoks: właśnie dlatego, że pozwalamy swobodnie korzystać z naszych utworów odzyskujemy pewną kontrolę nad tym, co się z nimi dzieje.

Czy stworzenie takiej licencji jest skomplikowane i czasochłonne?

Licencje Creative Commons (CC) są gotowe, czekają na nas na stronie creativecommons.pl. Są to cztery znaczki, które zastrzegają pewne prawa do wykorzystania naszego utworu przez innych. Samo podpisanie go czterema literkami CC BY, które są oznaczeniem licencji "uznanie autorstwa", jest już w pełni poprawnie udzielonym przyzwoleniem na użycie go pod określonymi warunkami. Większość portali społecznościowych takich, jak Flickr, Vimeo czy Youtube pozwala załatwić to jednym kliknięciem. Trzeba tylko zaznaczyć odpowiednią opcję w ramce.

Na serwisach fotograficznych typu Flickr.com mnóstwo osób pokazuje innym swoje zdjęcia z podróży. Nawet jeżeli są one chronione licencją CC, niektórzy kopiują je, nie zwracając na to uwagi. Można sprawdzić, kto i gdzie wykorzystał nasze zdjęcie?

Jeżeli ktoś używa licencji CC, googlując swoje nazwisko, znajdzie swój utwór, bo ktoś musi go podpisać przy każdym wykorzystaniu. Dlatego jeśli spełnia warunki CC, jesteśmy w stanie śledzić nasz utwór w sieci zgodnie z kolejnością jego wykorzystania przez kolejnych użytkowników. Pod tym względem Creative Commons daje pewną szansę na kontrolę - skoro musimy być podpisani przy każdym zdjęciu, jesteśmy w stanie zobaczyć, kto wchodzi na naszą stronę z jakiego źródła. Zdjęcie krążące bez podpisów jest praktycznie niemożliwe do zlokalizowania, o ile nie trafimy na nie przez przypadek.



No dobrze, a jeżeli znajdę takiego złodziejaszka, co powinna zrobić, żeby odzyskać swoje zdjęcia? Przecież nie będę straszyć go sądem.

Jeżeli ktoś wykorzystuje nasze utwory niezgodnie z prawem, jestem przekonany, że większość konfliktów tego typu rozwiązuje zwykły mail. Poza tym platformy blogowe albo takie, na których można wrzucać filmy, mają specjalny dział, który zajmuje się usuwaniem treści naruszających prawa autorskie. I rzeczywiście można się zwrócić bezpośrednio do Youtube'a, Flickra, Vimeo czy Facebooka, aby usunął treści, które naruszają nasze prawa.

Da się w ogóle udowodnić, że to ja jestem właścicielką skradzionego zdjęcia?

Zaczynamy bardzo poważny temat, jeżeli chodzi o prawa autorskie. W każdym indywidualnym przypadku konfliktu tego typu musi zdecydować sąd. Jeśli nie mamy twardych dowodów na to, że to my jesteśmy twórcami danego utworu, a ktoś twierdzi, że to jego twórczość, mamy do czynienia z paskudnym plagiatem i musimy udowodnić swoje racje przed sądem. To jest najbardziej skomplikowana sytuacja, bo ktoś aktywnie działa na rzecz przywłaszczenia sobie autorstwa i praw do jakiegoś zdjęcia. Z plagiatem należy walczyć.



Spójrzmy na to też z drugiej strony. Prowadzę bloga podróżniczego i ciekawią mnie fotki z wakacji, które znalazłam na Flickr.com. Gdzie szukać informacji, jaką licencją są chronione?

Pamiętajmy, że jeżeli autor napisze, że można swobodnie korzystać ze zdjęcia do celów niekomercyjnych, to zdanie to jest poprawnie udzieloną licencją. Jeżeli nie widzimy pod zdjęciem podpisu, opisu warunków licencji CC lub innej licencji albo nie ma zgody autora na wykorzystanie zdjęcia, musimy założyć, że jest on objęty pełnym prawem autorskim ze wszystkimi restrykcjami.

Na ogół informacje o prawach autorskich znajdują się na samym dole strony lub w specjalnej ramce. Jeżeli na stronie nie ma dokładnych informacji o statusie prawnym zdjęcia (w stopce, u góry strony, w ramkach obok), musimy założyć, że jest ono objęte pełnym prawem autorskim. Na szczęście coraz więcej blogów, repozytoriów zdjęć i innych treści, ma bardzo jasno opisane warunki użytkowania. Coraz więcej z nich zaczyna funkcjonować na zasadach Creative Commons. To oznacza, że mamy możliwość legalnego wykorzystania coraz większej ilości treści, które znajdują się w internecie.

A jeżeli zdjęcie, które bardzo mi się podoba, znajduje się na czyimś blogu i jest niepodpisane, czy oznacza to, że można je sobie przywłaszczyć, nie pytając nikogo o zgodę?

To działa dokładnie w drugą stronę. Im bardziej niepodpisany utwór, tym bardziej nie możemy z niego skorzystać, bo nie znamy jego statusu prawnego. W rzeczywistości ludzie korzystają z takich utworów bezprawnie, bo skoro są niepodpisane, prawdopodobnie nikt nie zauważy, że zostały wykorzystane.

Jeżeli zdjęcie chroni symbol "Wszystkie Prawa Zastrzeżone", czy mimo to mogę poprosić autora, by mi je udostępnił?

Pamiętajmy, że bez pytania możemy wykorzystać taki utwór na zasadach dozwolonego użytku lub cytatu. Dozwolony użytek pozwala na swobodne korzystanie i dzielenie się utworami, pomijając programy komputerowe, z osobami, z którymi pozostajemy w stosunku osobistym, czyli z rodziną albo naszymi znajomymi. A zatem jeżeli znajdziemy w internecie interesujący nas utwór, w dowolny sposób możemy wykorzystać go w kręgu znajomych. Natomiast jeśli chcielibyśmy w wykorzystać go szerzej niż w ramach dozwolonego użytku, musimy skontaktować się z autorem. Pamiętajmy, że posiadacz praw ma pełną swobodę decydowania o tym, co będzie działo się z jego utworem. Dlatego jeśli chcemy go wykorzystać, skontaktujmy się z twórcą.

Komentarze (77)
Wrzuciłeś do sieci zdjęcia z wakacji? Możesz za to słono zapłacić [CZEGO NIE WIEMY O PRAWACH AUTORSKICH]
Zaloguj się
  • Gość: TS

    Oceniono 196 razy 166

    "samo słuchanie muzyki na słuchawkach na tyle głośno, że słyszą ją inni, jest już rozpowszechnieniem"
    Paranoja. Normalnie 1984

  • acid.jazz

    Oceniono 190 razy 146

    Współczesne prawo autorskie, to kompletna patologia, wykwit kapitalizmu i chciwości posuniętej do granic absurdu.

  • niemieckieporno_pl

    Oceniono 99 razy 87

    1.000.000 chronionych prawami autorskimi naklejek zrzucamy nad stolicami europejskich miast i paraliżujemy cały kontynent na dobre dwa lata. Nie trzeba nic wysadzać; ani jednego trupa.

    Nasza cywilizacja sama się prosi o zagładę.

  • Gość: Atonit21

    Oceniono 77 razy 59

    Można być inteligentnym inaczej i dzielić się swoją wiedzą, i to taki tu mamy artykuł. Ktoś zna się na wszystkim, straszy jaki świat jest paskudny "I nic nie rób dziecko kochane, bo ci rączkę odrąbią". A prawda jest taka. Tak dajemy komuś aparat i robi nam zdjęcie. To jest on autorem. Jest, ale pełnię praw do zdjęcia mamy my i robimy z nim co chcemy. Dziwne? Agencje fotograficzne mają prawa do zdjęć a nie ci co u nich naciskają migawki. Tak i tu, komuś dajemy aparat /czyli zlecamy mu nieodpłatną pracę. Jak wykona ją super, to fajnie. Jak utnie nam głowę, to kit z nim, ale zdjęcia są nasze, choć autorem jest ten ktoś i spokojnie możemy napisać Autor Nieznany lepiej jednak fot. Anonim, chyba że go wylegitymujemy, pobierzemy odciski palców, próbki śliny i przejrzymy jego genealogię kilka pokoleń wstecz, może wyjść coś ciekawego/. Potem możemy napisać książkę o przypadkowej osobie, która zrobiła nam zdjęcie:))). Też to możemy zrobić. No tak są biografie osób żyjących. Też można.
    I to wszystko można od początku fotografii, kina, telewizji. Takie obrazy "wyjście robotników z fabryki", "Wjazd pociągu na dworzec", fotografie zabytków i budynków. To rozstrzygnięto już bardzo dawno temu. Przestrzeń publiczną można fotografować darmo i ma się prawa do tych zdjęć. To może powinni gasić te lampki, jak nie chcą by były oglądane, czy fotografowane z widokiem Paryża, czy w detalach? Aaaa, upominać można się o wszystko, niezależnie, czy to się nam należy. Tak mówił specjalista z wykładów o prawie. To upominajmy się w życiu o normalność i zdrowy rozsądek, bo to jest dobre i otwiera horyzonty.
    Ktoś anonimowy, powiedział kiedyś, rób co chcesz, jak nie krzywdzisz tym innym. Dodam od siebie. A jak ich uszczęśliwiasz, np udostępniając ciekawe zdjęcia w sieci, to rób to i ciesz się tym, jak pięknie dajesz siebie i to co robisz.

  • yez.hodowca

    Oceniono 89 razy 51

    "Samo słuchanie muzyki na słuchawkach na tyle głośno, że słyszą ją inni, jest już rozpowszechnieniem."

    Jest przede wszystkim przejawem braku kultury (albo wręcz chamstwa, jeśli jest czynione celowo, np przez głośniki telefonu). Po drugie, jest idiotycznym niszczeniem sobie słuchu.

    Przykro czytać, że ktoś widzi w tym przede wszystkim "rozpowszechnienie".

  • Gość: Konkret

    Oceniono 35 razy 31

    Chciałbym mieć tylko takie problemy.

  • Gość: Jola

    Oceniono 32 razy 20

    Totalny absurd. To w PRL-u na statku, dworcu itp. był zakaz fotografowania. Zamknąć sklepy z aparatami cyfrowymi, pozbawić komórki aparatów, nie robić zdjęć reportażowych... bo : po cholerę się narażać?

  • tomassus

    Oceniono 16 razy 12

    Trzeba walczyć z absurdami, trzeba olewać absurdalne prawo które robi na każdym kroku z ludzi przestępców. To co jest napisane w artykule dotyczy całego świata.

    To samo dot. prawa patentowego... które powinno dotyczyć nadal wynalazków które mają znaczny wpływ na jakąś dziedzinę działalności człowieka, a nie patentować zaokrąglony róg w telefonie, śrubkę która wkręca się w przeciwną stronę czy skomplikowane wzory matematyczne które i tak nie mają wpływu na nas.

    Bogaczom, korporacjom nie powinno pozwalać się bogacić w nieskończoność która żeruje na prawach autorskich zwykłego Kolwaskiego czy Smitha .

  • ipblog.pl

    Oceniono 16 razy 12

    Fajnie się czyta komentarze pod wywiadem (z pominięciem tych wulgarnych, wynikających chyba z frustracji spowodowanej brakiem wiedzy, czy nawet chęci dowiedzenia się czegoś). Widać w nich mity dotyczące praw autorskich funkcjonujące w ludzkich głowach.
    Jakkolwiek śmieszne, czy absurdalne przykłady podaje Pan Kuba - ma rację. I wydaje mi się, że miał na celu właśnie pokazanie śmieszności, a czasem absurdów związanych z IP.
    Przesadził tylko z tymi "potencjalnymi przestępcami". Równie dobrze można powiedzieć, że wszyscy jesteśmy potencjalnymi mordercami. W przykładach, które podano w wywiadzenie praktycznie nigdy nie mielibyśmy do czynienia ze społeczną szkodliwością, co oznacza brak przestępstwa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX