Bezdzietni na wakacjach: "Urlop? Zawsze z dziećmi. Cudzymi" [WASZE HISTORIE]

Dla bezdzietnych, zarówno par, jak i singli, zaplanowanie wakacji wcale nie jest łatwiejsze niż dla rodziny z kilkorgiem brzdąców. Owszem, nie trzeba pamiętać o zapakowaniu półmetrowego różowego słonia ani o walizce pieluch, ale są inne trudności, z którymi przychodzi się borykać turystom bez dzieci. Zapytaliśmy kilkoro z nich o to, co irytuje ich najbardziej.
Magda: dzieci w samolocie

Magda, 32 lata: "W zeszłym roku wybraliśmy się z moim narzeczonym na wycieczkę do Portugalii. Oczami wyobraźni widziałam już te urokliwe uliczki Lizbony, restauracyjki w podcieniach domów... Ale najpierw trzeba tam dolecieć. Wybraliśmy bezpośredni lot, bo nie chcieliśmy spędzić pół dnia na lotnisku w jakimś Frankfurcie czy Monachium. I teraz żałuję - owszem, zmarnowałabym może cały dzień, ale przynajmniej mogłabym nadrobić lekturę książki, posłuchać muzyki, wypić w spokoju kieliszek wina. A tak, spędziliśmy bite cztery godziny w samolocie, siedząc o rząd przed wyjątkowo uciążliwą rodzinką. Dwoje rodziców kompletnie nie umiało zapanować nad dziećmi. Rozumiem, że niemowlęta nie dadzą się natychmiast uspokoić, ale może warto rozważyć sens tak dalekiej wycieczki z paromiesięcznym dzieckiem, które płacze w zasadzie bez przerwy? Starsze dziecko co prawda nie krzyczało, ale kopało w oparcie fotela. Raz czy drugi próbowałam poprosić matkę dzieci o uspokojenie wyjątkowo żywiołowego synka, ale nie zdało się to na wiele. Z samolotu wyszliśmy wściekli, zmęczeni, z bólem głowy."



Dzieci w samolocie - wielu pasażerów chętnie zakazałoby im wstępu na pokład (fot. z lewej madgerly /CC/Flickr.com, zdjęcie z prawej gregglesworth/CC/Flickr.com)

Niestety, z samolotu nie ma ucieczki i musimy znosić wszystkie niedogodności. Czasem jedynym wyjściem jest poproszenie obsługi o zapewnienie zatyczek do uszu, choć nie są one dostępne podczas wszystkich lotów. Warto zatem zabezpieczyć się samodzielnie.

Agata: niecodzienne zwyczaje higieniczne

Długie, męczące loty w towarzystwie równie zmęczonych jak dorośli dzieci, to tylko część problemu. Wystarczy wybrać się nad polskie morze, żeby zetknąć się z "niecodziennymi zwyczajami higienicznymi":

Agata, 25 lat: "Bardzo lubię dzieci i chcę zostać mamą już niedługo, ale zeszłoroczne wakacje we Władysławowie obrzydziły mi potomstwo. Pojechaliśmy całą paczką, w sześć osób. Mieliśmy nasze parawany, koce, nawet lodówkę turystyczną, żeby nie musieć polegać na napojach z barku przy wejściu na plażę. Rozłożyliśmy się z samego rana, kiedy jeszcze nie było tłoczno. Po śniadaniu zaczęli napływać kolejni plażowicze - dorośli i dzieci. Było gwarno, ale wesoło i przyjemnie, a pogoda dopisywała. Do czasu, kiedy mama leżąca obok nas postanowiła wykorzystać nasz parawan jako zasłonę dla swojego synka, który bardzo chciał siusiu. Dziecko postawiła tuż przy mojej głowie, więc spytałam ją, co u licha robi. Zaczęła na mnie krzyczeć, że to tylko dziecko i że nie zabierze go do brudnej toalety przenośnej. Dziecko w tym czasie, brutalnie rzecz ujmując, obsikało mój parawan. Nie wiedziałam, co zrobić, bo miałam wrażenie, że wszystkie matki w okolicy patrzą z potępieniem... na mnie. Następnego dnia na plażę zabraliśmy przenośne radio. Mamuśki postanowiły chronić delikatne uszy dzieci przed naszą głośną muzyką, więc nie było więcej problemów tego rodzaju. Ale parawan wyrzuciłam."

Adam, 32 lata: "Nie rozumiem, dlaczego ludzie burzą się, gdy przychodzę na plażę z psem. Sądząc po tym, co widzę co roku jako mieszkaniec nadmorskiego miasta, większość przykrych niespodzianek na plaży, to wina dzieci, a nie psów. Rozumiem, że do toalety jest często daleko, ale przecież - do diabła - myślenie chyba nie boli? Nie wiem czy tak samo jest w zachodnich kurortach, ale jeżeli tak, to ja chyba będę jeździł na wakacje do miasta".



Sikanie na plaży? "To tylko dziecko" (fot. /CC/Flickr.com)

Patryk: skoki "na bombę" do hotelowego basenu

Plaża to miejsce publiczne, dostępne dla wszystkich - może więc lepiej zdecydować się na hotel z basenem? Tak uważał Patryk - i pożałował.

Patryk, 36 lat: "Dwa tygodnie urlopu w lecie to dla mnie święty czas. Nie odbieram wtedy żadnych maili ani telefonów z firmy, za to nadrabiam lektury i staram się jak najmniej ruszać. Na co dzień pracuję jako szef działu logistyki w sporej firmie, więc bardzo doceniam ciszę i spokój. Wybrałem hotel w Egipcie, duży, z całym zestawem basenów, od najmniejszych brodzików dla dzieci po basen olimpijski. Był też basen pośredni - ot, taki do popływania, z barem pośrodku. Pierwsze dwa dni były cudowne - schodziłem tam zaraz po śniadaniu z tabletem, czytałem zaległe wydania ulubionych magazynów, popijałem świeżo wyciskany sok, czasem jedno czy dwa piwa, trochę pływałem. Niestety, trzeciego dnia przyjechała jakaś grupa turystów - nie wiem, skąd, bo nie rozpoznałem, po jakiemu mówili. Niestety, przez to nie mogłem też im wyjaśnić, że to nie jest basen do skakania na tzw. bombę, a to było główną rozrywką kilkorga dzieciaków. Oczywiście, ja jako dziecko też tak robiłem - ale w jeziorze na Mazurach, a nie na basenie, gdzie ludzie chcą odpoczywać w ciszy! W końcu poskarżyłem się menedżerowi hotelu. Zaproponował mi lepszy pokój, ale co mi po pokoju? Nie przyjechałem tam siedzieć w pokoju!"



Skok do hotelowego basenu "na bombę" (fot. popofatticus /CC/Flickr.com)

Alicja: w naszym pensjonacie nie ma dzieci, ale obok już tak

Dobre planowanie powinno pozwolić ustrzec się przed takimi problemami. Ale nie wszystko da się przewidzieć.

Alicja, 34 lata: "Specjalnie wybrałam się na wakacje poza sezonem i zanim zdecydowałam się na wynajęcie pokoju w pięknym pensjonacie w Zakopanem, upewniałam się, że jego właściciele w tym czasie nie będą przyjmować żadnych dzieci. I rzeczywiście - oni nie przyjmowali. Ale na tej samej, bardzo obszernej skądinąd działce stał jeszcze drugi dom z pokojami - i tam przyjechała tzw. zielona szkoła. Nie wiem, co dzieci zapamiętały z Zakopanego, bo mam wrażenie, że większość czasu spędziły w tym ogrodzie. Oczywiście, większa część dnia mijała mi na długich spacerach, bo pogoda dopisywała, ale wieczorem kilkanaścioro dzieci biegało po ogrodzie, bawiło się, krzyczało, czasem płakało - i tak aż do zmroku. Byłam bardzo rozczarowana, bo nie mogłam nic zrobić: właścicielka pensjonatu rzeczywiście nie przyjmowała w tym czasie dzieci. Ale jej siostra już tak...".



Dzieci podczas zielonej szkoły (fot. Mike Baird /CC/Flickr.com)

Aneta: dzieci już odchowałam

Aneta, 46: "Dzieci już odchowałam i naprawdę nie mam ochoty zmagać się ponownie z problemami młodej matki. Niestety, ostatnio podczas wakacyjnego wyjazdu za ścianą hotelowego pokoju miałam rodzinę z niemowlęciem. Nie zmrużyłam oka przez cała noc, podobnie jak reszta gości na moim piętrze. Oczywiście rano wszyscy ruszyli szturmować recepcję w sprawie zmiany pokoju. Części się to udało, niestety ja nie należałam do tych szczęśliwców. Siedem dni z nocnym wyciem mnie wykończyło".



Niemowlę płaczące za ścianą pokoju to test dla bardzo wytrzymałych urlopowiczów (fot. meddygarnet /CC/Flickr.com)

***

Wakacje w Polsce bez dzieci? Szanse na uniknięcie niechcianego przez część turystów towarzystwa są niewielkie. Nie jest to łatwe także poza granicami naszego kraju. Listę hoteli nieobsługujących gości z dziećmi można znaleźć na stronie internetowej http://www.enjoynokids.com/en/world, ale nie jest ona zbyt długa.

Z pomocą, jak zawsze, przychodzi wyszukiwarka Google - na zapytanie "hotele tylko dla dorosłych" zwraca całkiem pokaźną listę wyników, warto jednak upewnić się, czy adresy są aktualne (pamiętając, że część wyników to oferty coraz popularniejszych ostatnio "sekswakacji"). O radę można zwrócić się także do przedstawicieli konkretnych biur podróży. Udanych wakacji.

Nie masz dzieci i denerwuje Cię, że na wakacjach przeszkadzają Ci w odpoczynku? A może - bez względu na to, czy jesteś mamą/tatą - uważasz, że bohaterowie tekstu przesadzają, bo plaża, basen i pensjonat są dla wszystkich? Czekamy na Wasze opinie!

Komentarze (857)
Bezdzietni na wakacjach: "Urlop? Zawsze z dziećmi. Cudzymi" [WASZE HISTORIE]
Zaloguj się
  • su su

    Oceniono 1 raz 1

    Kiedy moj synek mial 3 latka, a coreczka 5 miesiecy wybralismy sie na wakacje, gdyz bardzo byla nam juz potrzebna chwilowa ucieczka od monotonii codziennosci (wbrew pozorom, ze niby w domu najlepiej, zmeczonym rodzicom maluchow tez potrzebna jest od czasu do czasu zmiana tapety dla zachowania zdrowej psychiki). Nauczeni doswiadczeniami wczesniejszych wakacji z synkiem stronilismy od popularnych zatloczonych kurortow z rozwrzeszczanymi automatami i karuzelami co piec metrow - nadmiar bodzcow dla malucha w trudnym wieku rozwojowym to gwarancja na krzyki, wrzaski i placze. Naszym niemowlakiem sie nie przejmowalismy, jako ze coreczka od urodzenia byla oaza spokoju, ktora nigdy nie placze, duzo spi, a jak nie spi to zajmuje sie sama soba albo usmiecha sie do mamy, taty, mrowki, sciany - krotko mowiac dziecko bezproblemowe. Synek za to jest z natury nadpobudliwy, wrazliwy, na dokladke z nadmiarem pokladow energii, ktore musza jakos zostac spozytkowane. Wybralismy zatem najustroniejsze bezludzie na najdalszym koncu swiata (jednakze w Polsce:) na najmozliwiej oddosobnionym kampingu w srodku gluszy z duzym ogrodzonym wybiegiem. Po pierwsze, zeby mlody mogl sie wybiegac do woli nikomu nie przeszkadzajac, po drugie, zeby nam nie przeszkadzano swiatlami, megafonami i innymi dyskotekami, tudziez wrzeszczacymi lunaparkami. Jeziorko, kamyczki, patyczki, zajace i takie tam. Maksymalna cisza i spokoj. Zeby bylo na pewniaka odludnie pojechalismy ciezko poza sezonem (w maju), akceptujac fakt, ze temperatura nas nie bedzie rozpieszczac. I tak bylo - za dnia mielismy srednio po 8-10 stopni w nieogrzewanym drewnianym domku letniskowym - za to faktycznie spokoj byl nieziemski, oprocz nas na obiekcie byla tylko jeszcze jedna rodzina, Az nadszedl weekend. Do sasiadujacego domku - praktycznie sciana w sciane - zwalilo sie towarzystwo po trzydziestce, bezdzietne i mocno imprezowe. Nie wiem czemu akurat przydzielono im domek obok nas - bo teren byl rozlegly, a wszystkie domki staly pustka. Tak czy owak mocno imprezowe towarzystwo od razu wywalilo grila, masy piwa i wieze ze wzmacniaczami na trawnik pod naszym oknem, ktoraz to wieze wlaczylo na full generator, ze okna zaczely sie trzesc i rozpoczelo impreze z wrzaskami do bialego rana. O godzinie 4 nad ranem okna dalej sie trzesly, a moje nerwy tanczyly czacze. Poszlam wiec grzecznie poprosic, zeby z uwagi na male dzieci za sciana, towarzystwo nieco sciszylo muzyke. Juz na wstepie wydarto sie na mnie opryskliwie ze "NIE!!!". Poprosilam nieco dosadniej. Ktos z resztka namiastek kultury jednak przykrecil nieco pokretlo glosnika. Jednak, gdy tylko zniknelam w domku, muzyka buchnela na nowo na full generator, tyle ze tym razem heavy metalem - na chamca, a przez sciane wrzeszczas na caly glos wywalano komentarze o "cholernej mamusce". Dodam, ze moje dzieci jakims cudem cala impreze przespaly jak kamien , za to my z mezem mielismy mordercze mysli do samego rana. O swicie towarzstwo zaleglo, dzieci wstaly, mysmy nie spali. Zjedlismy sniadanie, wreczylismy synkowi trabke i pilke i wyslalismy pod okno "sasiadow". Noboz kurka blaszka.
    Tak tylko komentuje, zeby pokazac druga strone medalu....

  • szamanta

    Oceniono 3 razy 3

    Jestem dzietna i to x 6 sztuk ,ale żenadą i zaloscią jest to ,ze powyżej opisani rodzice dzieci doprowadzili i dopuścili do takich sytuacji z własnymi dziecmi, w wieksozsci ,albo calosciowo z ich własnej winy z racji nieporadności nad własnymi dziecmi,lub uczenie ich fatalnych nawykow
    Ja jestem matka, ktora trzyma dzieci krótką reką, wyjeżdżając gdzieś z nimi w ADEKWATNYM ich wieku do wyjazdu( żadne niemowlę) w takim ,ze dziecko już jest poddane wychowaniu ,potrafi pojąc czego od niego wymagamy , nie robilo takich sieczy jakie powyżej dają się wyczytać
    Wielu ludzi się dziwi ,ze majac pdo sobą gromadke w jakichkowleik miejscach chodza jak kaczątka za mną, rytmiucznie jak w zegarku. Nie terroryzuje dzieci,ale dyscyplina musi być!! dzięki temu i ja się nie najadam wstydu i inni również nie przechodzą katuszy kiedy pojawiam się z z nimi w publicznym miejscu. Umiarkowany spokoj jest z ich strony, dzięki mojemu i meza met. wych . Nie toleruje bezstresowego wychowania.
    3 msce temu moja 3 latka lecąc samolotem 9 h dostała nagrodę od pokładu za najgrzeczniejszego pasażera :) Jako jedyna z wśród wszystkich dzieci potrafila się zachować adekwatnie do zasad i regul jakie w nim panują, stewardy i sąsiedzi obok nas nie mogly się nadziwić ,z eona i trochę starsze dzieci sa tak zdyscyplinowane i grzeczne ;)

  • mallwinna73

    0

    Uważam, że fajnym rozwiązaniem jest szukanie ofert skierowanych do ludzi chcących wypocząć bez dzieci. Ja na przykład znalazłam ofertę Weekend bez dzieci w Hotelu Spa Dr Irena Eris na Wzgórzach Dylewskich. Z tego co wiem to pierwsza taka akcja ale jest dużo chętnych więc będą powtarzać. Jadę wypocząć z pewnością, że dzieci w hotelu nie będzie :) i to już w nadchodzący weekend :)

  • 5figa

    0

    Zapraszam do Mielenka do Drzewca ww wrześniu, cisza i spokój:)

  • q-ku

    0

    KTO, na Boga jeździ w świat na wczasy gdzieś do kurortów, zamiast samemu wynająć hotel/domek i zwiedzać w spokoju??? Tylko jakiś tłum, który szuka tłumu

    kurorty, spędowiska, są z zasady przeznaczone do gniecenia się w tłoku i wrzsku

  • Gość: martka

    Oceniono 1 raz 1

    Przychodzi turysta do bacy i pyta: - Baco, macie jakiś pokój do wynajęcia? - Mom. - Za ile? - Dwiście. - Baco! Za tyle? To bardzo drogo! - Panocku ale tu jest piknie. - No dobra baco, ale musi tu być spokój i żadnych dzieci. - Tu nimo żadnych dzieci. Turysta idzie spać. Rano o godz. 5 - rumor, wrzask, z poddasza wypada czereda dzieci. Wrzeszczą, wywracają meble. Turysta zwleka się z wyra i zaspanym głosem mówi do bacy: - Baco, tu nie miało być żadnych dzieci! - Dzieci? To są sku...syny nie dzieci!

  • Gość: matka

    Oceniono 2 razy 2

    Niestety,to rodzice powinni czuć się odpowiedzialni za zachowanie dzieci,a często nie są-w restauracji,na wakacjach-zamiast wyjść z maluchem wolą sami czy to skończyć posiłek,czy po prostu udawać,że nic się nie dzieje...Ja z moimi wychodziłam,lub po prostu nie chodziłam tam,gdzie mogły przeszkadzać,ale teraz rzadko obserwuję takie postawy-wybiorę wakacje "nokids"...

  • Gość: mer

    Oceniono 1 raz 1

    mam 4 letnią łobuziarę ale tylko w dzień potrafi być uciążliwa i to pod jednym warunkiem gdy się nudzi dlatego zwłaszcza na wakacjach poświęcamy jej wiele czasu i pilnujemy pory kładzenia spać nie ma odstępstw dziecko o 19 musi być w łóżku i mimo że w domu dokazuje na wakacjach jest aniołem i każdy nie może się jej nachwalić

  • Gość: a1ma

    Oceniono 2 razy 2

    Najbardziej ujął mnie pan, który pojechał szukać ciszy i spokoju do Egiptu, do hotelu z pięcioma basenami ;D

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX