Zobaczyć Everest. Jak zorganizować trekking do bazy pod Everestem [KROK PO KROKU]

Mount Everest, najwyższa góra świata, rozpala wyobraźnię nie tylko himalaistów, lecz także amatorów trekkingu i miłośników górskich krajobrazów. Nie trzeba wiele, żeby stanąć u jej stóp.
Jeden z najpiękniejszych szlaków prowadzących do bazy pod Everestem (5364 m n.p.m.) znajdziemy w Nepalu, w Parku Narodowym Sagarmatha. Trasa nie wymaga umiejętności wspinaczkowych ani specjalistycznego sprzętu. Wystarczą wygodne buty trekkingowe, dobra kondycja i trzy tygodnie urlopu.

Tekst pochodzi z najnowszego numeru magazynu



Mount Everest. Trekking do bazy pod Everestem - na kiedy zaplanować podróż?

Sezon trekkingowy w Nepalu trwa od marca do maja i od października do połowy grudnia. W pierwszym okresie temperatury są wyższe, ale pogoda jest zmienna, a Himalaje często toną w chmurach. Jesienią jest zimniej, ale za to dni są słoneczne i nieustannie możemy cieszyć oczy niezwykłymi widokami. Wiosną temperatura w nocy wynosi ok. 10°C, a w ciągu dnia: 18-23°C. Zimą niemal przez całą dobę możemy spodziewać się ujemnej temperatury. W niższych partiach gór ok. -3°C, wyżej - nawet do -20°C. Niezależnie od pory dnia, w cieniu zawsze będzie zimno, na słońcu jednak musimy uważać i chronić naszą skórę. Niezbędny jest krem z wysokim filtrem (min. SPF 50).

Mount Everest. Trekking do bazy pod Everestem - jak dotrzeć na miejsce?

Najłatwiej samolotem. Najpierw do Delhi w Indiach, z przesiadką w jednym z europejskich portów (np. Aeroflotem), a stamtąd do Katmandu lokalnymi liniami. Cena biletów (w obie strony): 2,5-3,5 tys. zł. Wizę nepalską otrzymamy na lotnisku w Katmandu (miesięczna kosztuje 40 dol.). Z Katmandu do Lukli, gdzie startuje trekking do bazy pod Everestem, nie prowadzi żadna droga. Tam również dolecimy samolotem (bilet można kupić w każdym biurze podróży w Katmandu; cena: ok. 280 dol. w obie strony). Musimy jednak być gotowi na to, że lądowanie w Lukli podniesie nam odrobinę poziom adrenaliny. Krótki pas położony jest na niewielkiej półce skalnej otoczonej górami. Choć wydaje się to niemożliwe, doświadczeni piloci z łatwością jednak posadzą mały samolot na ziemi.

Mount Everest. Trekking do bazy pod Everestem - o tym pamiętaj

Uzyskanie wizy to niejedyne formalności, które czekają na nas w Katmandu. W stolicy Nepalu musimy także uzyskać zgodę na poruszanie się po terenie Parku Narodowego Sagarmatha. Najwygodniej zrobić to w jednym z setek miejscowych biur podróży lub w biurze nepalskiej organizacji turystycznej (Nepal Tourism Board). Wystarczą dwa zdjęcia, wypełniony wniosek i pół godziny oczekiwania. Zezwolenie kosztuje 20 dol.

Wybierając się na trekking indywidualnie, musimy też pamiętać o odpowiednim ubezpieczeniu. To przywiezione z Polski nie jest respektowane, trzeba zatem wykupić je na miejscu, najlepiej również w którymś z biur podróży (ok. 120 dol. od osoby). W awaryjnej sytuacji, jak np. wezwanie helikoptera, biuro potwierdzi ubezpieczenie, co uchroni nas przed wydaniem nawet 5 tys. dol., bo tyle może kosztować transport poszkodowanego takim środkiem transportu.

Mount Everest. Trekking do bazy pod Everestem - pobudka o wschodzie słońca

Nocleg znajdziemy bez problemu na miejscu, w większości wiosek na szlaku (wcześniejsza rezerwacja nie jest konieczna). Ceny wahają się od 100 do 1000 rupii nepalskich za noc (1 zł to ok. 27 rupii). Wszystko zależy od standardu i tego, czy będziemy stołować się w danym miejscu. Cena będzie wyższa, jeśli gotujemy samodzielnie albo jemy poza hotelem. Pamiętajmy jednak, że właściciele utrzymują się głównie z pieniędzy zarobionych na wydawanych posiłkach, a nie z wynajmowania pokoi. Warto więc wspomóc miejscową społeczność.

Jeśli chodzi o standard, to miejsc luksusowych jest niewiele. Trzeba jednak pamiętać, że słowo "luksus" ma tu zupełnie inne znaczenie. Te lepsze hotele reklamują się tym, że toalety są wewnątrz budynku. Mają też lepiej docieplone jadalnie i są ładniej wykończone. Nie zmienia to jednak faktu, że we wszystkich bez wyjątku ściany są cienkie i zawsze będziemy słyszeć, co dzieje się w pokojach obok. Dlatego też budzik jest niepotrzebny. Wystarczy, że ma go nasz sąsiad.

Życie w hotelu wyznaczają wschody i zachody słońca. Zwykle wcześnie rano wyrusza się na szlak, a gdy zapada zmierzch, wszyscy turyści idą spać. Często podyktowane jest to zmęczeniem, ale bywa też, że to efekt przerwy w dostawie prądu. Dlatego warto mieć czołówkę, aby swobodnie poruszać się po obiekcie. Podobny rytm życia gości hotelowych sprawia, że panuje tu familijna atmosfera, a podczas kolacji międzynarodowa społeczność zazwyczaj omawia poszczególne odcinki trasy. Warto włączyć się w te rozmowy, zwłaszcza gdy jesteśmy w górach bez przewodnika. Dzięki temu można uzyskać cenne wskazówki dotyczące kolejnych etapów naszej wędrówki.

Mount Everest. Trekking do bazy pod Everestem - pierożki momo

Na szlaku jest mnóstwo restauracyjek. Głównie serwują omlety, jajecznice, zupy warzywne, tosty z dżemem oraz lokalne potrawy: ryż z warzywami, pierożki momo i egzotyczne (zarówno z nazwy, jak i ze smaku) spaghetti. Każda z potraw kosztuje od 150 do nawet 550 rupii (im wyżej, tym drożej). Ceny herbaty i kawy zaczynają się od 60 rupii. Miejscowi oferują też napoje z proszku o smaku mango czy pomarańczy. Powszechnie dostępna jest cola. Podobnie jak piwo czy whisky, które znajdziemy w każdym hoteliku. Nie polecam jednak picia alkoholu (nawet na rozgrzewkę). Utrudnia on aklimatyzację i osłabia organizm. Wyruszając na szlak, oczywiście zabieramy własny prowiant, np. ser z mleka jaka czy batony energetyczne.

Mount Everest. Trekking do bazy pod Everestem - choroba wysokościowa

Nie wolno też zapomnieć, że w Himalajach grozi nam choroba wysokościowa. Jej przyczyną jest brak dostatecznej aklimatyzacji. Organizm na skutek niedotlenienia ma problem z przystosowaniem się do wysokości. Nie ma reguły, zachorować może każdy, nawet wysportowana osoba. Początkowe objawy to bóle głowy, nudności, wymioty, brak apetytu, problemy ze snem. W skrajnej postaci może dojść do obrzęku płuc i mózgu. Jedynym ratunkiem dla chorego jest sprowadzenie go na niższe wysokości i podanie dodatkowego tlenu.

Ryzyko zachorowania możemy zminimalizować dzięki właściwemu zaplanowaniu trasy. Różnica wysokości pomiędzy kolejnymi noclegami nie powinna przekraczać 400-500 m. Trzeba też przeznaczyć minimum dwa dni na tzw. przystanki aklimatyzacyjne. Oznacza to pozostanie przez cały dzień w jednej miejscowości. Przez ten czas możemy odpoczywać lub robić spacery po okolicy. Zaleca się również picie dużej ilości wody, nawet 4-5 l dziennie. Musi to być woda gotowana, najlepiej fabrycznie butelkowana. W Polsce znany jest lek diuramid, który pomaga organizmowi przystosować się do wysokości. Jego zażywanie należy jednak skonsultować z lekarzem. Więcej informacji o objawach i niebezpieczeństwach choroby wysokościowej można znaleźć na stronie: www.medeverest.pl.

Nie tylko Mount Everest

Niezależnie od tego, gdzie będziemy spać i co jeść, i tak najważniejsze w tej wędrówce jest zobaczenie Everestu z bliska. Jeśli będziemy pamiętać o dobrej aklimatyzacji, na pewno uda się to osiągnąć. Trudy wędrówki wynagrodzą fantastyczne krajobrazy (zapierających dech w piersiach widoków nie da się zapomnieć) i serdeczność miejscowej ludności. I kto wie, może w następnym roku zapragniemy wrócić na kolejny himalajski szlak. Tras trekkingowych w tym malutkim kraju nie brakuje, a wszystkie są równie malownicze jak droga do bazy pod Everestem.

Mount Everest krok po kroku - trekking do bazy pod Everestem

Dzień 1

Lukla (2840 m n.p.m.) - Phakding (2610 m n.p.m.)

Czas przejścia: 2-3 godz.

Pierwszy odcinek nie jest trudny. Wydeptany szlak wije się w lesie i prowadzi głównie w dół. Po zakwaterowaniu się w wiosce Phakding i krótkim odpoczynku wybierzcie się do położonego wyżej malowniczego klasztoru buddyjskiego. Po drodze zatrzymacie się na pewno na sesję fotograficzną przy fantastycznym moście wiszącym. Zawieszony między skałami tworzy piękną pocztówkową scenerię.

Dzień 2

Phakding-Namcze Bazar (3440 m n.p.m.)

Czas przejścia: 5-6 godz.

Drugi dzień trekkingu to jeden z najtrudniejszych odcinków na szlaku. Do Namcze Bazar, stolicy Szerpów, droga prowadzi głównie pod górę. Wiele jest jednak okazji do odpoczynku, a przydrożne restauracyjki zachęcają do spędzenia kilku chwil przy nepalskiej herbacie. W połowie drogi jest siedziba Parku Narodowego Sagarmatha. Tu kupicie bilet wstępu do parku (3 tys. rupii). Dalej droga będzie stawać się coraz trudniejsza, możecie też zacząć odczuwać dolegliwości związane z wysokością. Wysiłek wynagrodzi pierwszy widok na górę gór, oddaloną z tego miejsca o 30 km.

Dzień 3

Namcze Bazar (aklimatyzacja)

Nawet jeśli nie brakuje wam sił i czujecie się dobrze, kolejny dzień przeznaczcie na aklimatyzację. Możecie pójść na spacer przez rododendronowy las do wioski Thamo albo poświęcić czas na buszowanie po sklepach w Namcze Bazar. Sprzedawcy oferują tu dość dobrej jakości odzież sportową: kurtki, spodnie, czapki i rękawiczki (ceny o 30 proc. niższe niż w Polsce). Oprócz rzeczy praktycznych można też kupić piękną tybetańską biżuterię, maski, a nawet rogi jaka. Większe zakupy pamiątek zróbcie jednak w drodze powrotnej. Idąc w górę, nie warto dodatkowo obciążać plecaka.

Dzień 4

Namcze Bazar-Tengboche (3860 m n.p.m.)

Czas przejścia: 5-6 godz.

Czwartego dnia trasa jest łatwa (przynajmniej na początku) i niezwykle malownicza. Po raz pierwszy swoje oblicze pokaże Ama Dablam (6856 m n.p.m.), uważana za jedną z najpiękniejszych gór na świecie. Po drodze miniecie też urokliwe maleńkie wioseczki, poletka porośnięte czerwonolistną kosodrzewiną oraz wiele czortenów oplecionych kolorowymi flagami modlitewnymi. Końcówka trasy do Tengboche daje już w kość. Oddech robi się płytki, częściej trzeba odpoczywać. Z oddali możecie usłyszeć dźwięk trombit. To znak, że w klasztorze zaczyna się modlitwa. Każdy może w niej uczestniczyć. Pamiętajcie tylko, żeby zdjąć buty przed wejściem. Możecie też zakręcić ogromnymi młynkami modlitewnymi. Zawsze zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

Dzień 5

Tengboche-Dingboche (4410 m n.p.m.)

Czas przejścia: 3-4 godz.

Kolejny dzień zapowiada długą wędrówkę. Początek szlaku wiedzie przez bajkowy las, z lianami i omszałymi kamieniami. Po drodze nie zapomnijcie odwiedzić buddyjskiej świątyni w Pangboche. Podobno tu przechowywany jest skalp Yeti. Dalej dojdziecie do kamiennej bramy. Jak głosi legenda, żadne zło nie jest w stanie przekroczyć tego miejsca, powyżej zwykli żyć bogowie. Zieloną roślinność zastąpi teraz księżycowy krajobraz, a na otwartej przestrzeni policzki będzie smagać Wam mroźny wiatr.

Dzień 6

Dingboche (aklimatyzacja)

Ten dzień przeznaczcie na aklimatyzację. Możecie odpoczywać, kontemplując widoki, lub wybrać się na spacer do wioski Chukhung, gdzie znajduje się czorten polskich himalaistów (m.in. Jerzego Kukuczki), którzy zginęli na południowej ścianie Lhotse (8501 m n.p.m.). Z tego miejsca widać tę górę w pełnej krasie.

Dzień 7

Dingboche-Loubuche (4910 m n.p.m.)

Czas przejścia: 4 godz.

Siódmego dnia szlak wiedzie do Loubuche. Po 3 godz. dojedziecie do doliny usianej dziesiątkami czortenów poświęconych tym, którzy stracili życie w rejonie Everestu, m.in. Scotta Fishera, który zginął w 1996 r. w największej tragedii na najwyższej górze świata. Miejsce robi ogromne wrażenie. Stąd do Loubuche jest już blisko. Sama wioska do najpiękniejszych na szlaku nie należy. Większość zabudowań to turystyczne hoteliki. Uwagę przyciąga jedynie góra Mhera (5820 m n.p.m.). Czas tutaj warto poświęcić na odpoczynek albo prysznic. O ile prysznicem można nazwać budę z blachy falistej z wiadrem gorącej wody.

Dzień 8

Loubuche-Gorak Shep (5140 m n.p.m.)

Czas przejścia: 2-3 godz.

Do Gorak Shep warto wyruszyć o świcie. W wiosce hotelików jest mało, wczesne wyjście pozwoli zatem w porę zarezerwować pokój. Pokryta kamieniami ścieżka wiedzie wzdłuż moreny lodowca Khumbu. Po dotarciu do celu resztę dnia warto poświęcić na regenerację. Następnego dnia czeka Was wejście na Kala Pattar, najlepszy punkt widokowy na Everest.

Dzień 9

Gorak Shep-Kala Pattar (5550 m n.p.m.)

Czas przejścia: 3 godz.

Jeśli chcecie zobaczyć ze szczytu wschód słońca, musicie wstać wcześnie. Na górze jest bardzo zimno i wietrzne. Warto zabrać dodatkowe ubrania, a jeśli ktoś ma ochotę zjeść śniadanie z fantastycznym widokiem, niech zabierze prowiant. Nie zapomnijcie też aparatu - panoramę Himalajów z Everestem na pewno warto uwiecznić na zdjęciu.

Ze szczytu Kala Pattar dobrze widać bazę pod Everestem. Sami musicie zdecydować, czy następnego dnia wracać, czy pójść dalej. Dojście do bazy zajmuje 3 godz., droga początkowo prowadzi wzdłuż lodowca, by później go przeciąć. Jeśli wystarczy Wam sam widok bazy, tego samego dnia możecie rozpocząć powrót do Lukli. Trwa tylko trzy dni. Możecie przenocować w Dingboche i Namcze Bazar.

Mount Everest. Trekking do bazy pod Everestem - niezbędny ekwipunek

Wygodne górskie buty, odzież termiczna, ciepła kurtka, czapka, rękawiczki, ciepły śpiwór, kije trekkingowe, latarka (czołówka), szczelnie zamykana butelka na wodę, dobre okulary przeciwsłoneczne, krem z wysokim filtrem, mapa (można je kupić w księgarniach w Katmandu; są bardzo dokładne i tanie: 2-5 dol.).

Mount Everest. Trekking do bazy pod Everestem - a może z biurem podróży

Zamiast samodzielnie, na podobny trekking można wyruszyć również z biurem podróży. To na pewno wygodniejsza opcja, o wszystko bowiem zadba przewodnik. Koszt, w zależności od biura i terminu trekkingu, wynosi od 900 do 1100 dol. (ceny do negocjacji). W cenę wliczone są trzy posiłki, noclegi, tragarze oraz ubezpieczenie. W skrajnych sytuacjach, np. złamanie nogi czy choroba wysokościowa, pakiet obejmuje również transport helikopterem. Prowadzący grupę zawsze ma przy sobie apteczkę i butlę z tlenem.

Komentarze (5)
Zobaczyć Everest. Jak zorganizować trekking do bazy pod Everestem [KROK PO KROKU]
Zaloguj się
  • Gość: freespirit

    Oceniono 2 razy 2

    a odnośnie "reklamy" pewnie swojej strony, którą poprzednik umieścił - miesiąc w Nepalu w tym 20 dni na trekkingach wyniósł mnie niecałe 2 tys. włącznie z torbami prezentów dla rodziny zakupionych na Thamelu. Za samolot do Indii zapłacicie ok. 1500zł, 600zł za samolot do Kathamndu i z powrotem do Delhi (można też autobusem dużo tańszym ale traci się czas). A wizy do Indii nie trzeba jeśli się nie opuszcza lotniska. Bez tranzytowej też można lecieć.

  • Gość: freespirit

    Oceniono 3 razy 1

    treking a wyprawa to dwie rożne sprawy. z obyciem w polskich czy alpejskich górach zorganizowanie trekingu w Himalajach, zwłaszcza w rejonie Everestu albo Annapurny, które są w tej chwili tak popularne, że tak naprawdę nigdy na drodze nie jest się samym nie jest takie trudne. trzeba poczytać fora, zasięgnąć porady od tych co już tam byli a plus tego jest ogromny gdy się idzie bez przewodnika, że idzie się w swoim tempie. i tak np. przewodnik nepalski zawsze w połowie dnia musi się zatrzymać na jedzenie ;) sama byłam z dwójką znajomych na trekkingach w Himalajach i odpowiednie przygotowanie do takiej wyprawy plus rozsądek i doświadczenie w górach niższych do trekkingów takich jak do bazy pod Everestem, Annapurną czy wokół Annapurny moim zdaniem wystarczą a wręcz bym wtedy polecała organizację na własną rękę.

  • Gość: Rasper

    Oceniono 14 razy -12

    Na http://nepal.com.pl można kupić wycieczkę do Nepalu albo w góry. Samemu organizować takie wyprawy polecam tylko specom. Wyjazd w wysokie góry to nie wypad w Bieszczady.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX