Mydło, żarówki, meble. W hotelach kradną wszyscy: Anglicy, Niemcy, Amerykanie

- To nie kradzież. Zapłaciłem za to - takie usprawiedliwienie kradzieży przedmiotów z hotelu można najczęściej przeczytać na forum. Niemal wszędzie na świecie niektórzy turyści myślą tak samo: za opłacony pobyt w hotelu należy mi się wszystko, co jest w środku - żarówka, szlafrok, telewizor, obraz, zawartość minibaru albo cały minibar. Redaktorzy serwisu Hotels.com zapytali obywateli 29 krajów świata, czy kradną w hotelach.
Naujczciwsi Duńczycy

Największym zaufaniem właściciele hoteli mogą obdarzyć Duńczyków. 88% ankietowanych zapewniło, że nigdy nie ukradło niczego z hotelowego pokoju. Zaraz za Duńczykami uplasowali się Holendrzy (85%) i Norwegowie (84%). Ranking nie uwzględnia opinii Polaków na ten temat, ale co nieco możemy z niego wyczytać na temat naszych sąsiadów, a zatem: Rosjanie (79%) kradną rzadziej niż Niemcy (72%).

Po drugiej stronie Bałtyku, w Szwecji, tylko 65% osób zadeklarowało, że z kardzieżą hotelowych "błyskotek" nie ma nic wspólnego. Z ankiety Hotels.com wynika, że z 29 przepytanych krajów świata najmniej uczciwi są Kolumbijczycy, bo tylko mniej niż połowa z nich (43%) ma czyste sumienie. Czego jeszcze dowiemy się z tabeli na temat Europejczyków? Miejsce 7. zajmują Włosi (80% Włochów przyznało, że nie kradnie), 14. - Brytyjczycy (74%), 15. - m.in. Szwajcarzy i Finowie (73%), 21. - Francuzi (71%), listę zamykają Hiszpanie z pozycją 26. (64%).

Czy kiedykolwiek ukradłeś coś z hotelu? Zagłosuj w sondzie na końcu artykułu

Ponad 3 tysiące ankietowanych kradnie

66% ankietowanych Amerykanów i Chińczyków kradnie. Za to już w Hongkongu uczciwość zadeklarowało 81% obywateli. Tak samo w Brazylii i Kanadzie, a podobnie w Korei Południowej i w Tajwanie. Na antypodach w Nowej Zelandii i Australii do kradzieży przyznało się mniej niż 30% zapytanych. Kradnie w sumie 35% ankietowanych, których liczba wyniosła blisko 10 tysięcy osób (dokładnie 8600).

Co kradniemy najczęściej

Gdyby zamienić kolejność wskaźników, według których powstała tabela, i priorytetm uczynić: "przedmioty najcięższego kalibru, które ukradziono w hotelu", Chińczycy mieliby na pewno miejsce pierwsze. Kradną niemal wszystko na wyposażeniu pokoju, co da się łatwo wynieść - zegary, lampy, dzieła sztuki. A co z hotelowej półki znika najczęściej? Książki i magazyny, w drugiej kolejności - pościel, szlafroki i ręczniki. Te pierwsze zabierają ze sobą Duńczycy, Brytyjczycy, Niemcy i obywatele 17 innych krajów, drugie - m.in. Szwedzi, Amerykanie, Włosi i Norwegowie.

Brytyjczycy kradną z fantazją. Ale żeby to?!

Redaktorzy Telegraph.co.uk sporządzili listę 10 przedmiotów na wyposażeniu pokoi, które nabardziej kuszą hotelowych rabusiów z Wielkiej Brytanii. Spisali je na podstawie ankiet, z których wynika po pierwsze, że Brytyczycy częściej kradną na wycieczkach za granicą niż u siebie.

Na początku listy figurują pościel i ręczniki - to już klasyka. A co dalej? Do kradzieży baterii od pilotów i żarówek przyznało się 57% ankietowanych. Połowa z nich ukradkiem wynosi plecaki wypakowane jedzeniem i napojami, a mniej niż 50% - sztućce, ramy obrazów, dzieła sztuki, zasłony, czajniki, książki. 7% Brytyjczyków przyznało się, że podwędziło z apartamentu Biblię.

Ale nawet Biblia nie dziwi, jeżeli wczytać się w inny spis Telegraph.co.uk hotelowych przedmiotów "must have". Dziennikarze opracowali go na podstawie rozmów m.in. z Colinem Bennetem, byłym managerem grupy Starwood Hotels, który w ciągu 20 lat pracy naoglądał się prawdziwych CUDÓW, jakie "przytafiły się" Brytyjczykom. Na liście jest m.in. wielkie pianino, które pewnego dnia niespostrzeżone "wyjechało" z hotelowego lobby albo telewizor. (Na forach krąży opinia, że telewizory za granicą regularnie kradną Polacy). Pewien gość został przyłapany, gdy wynosił z pokoju billardowego wypchanego dzika. Trofeum otrzymał kilka tygodni później w prezencie ślubnym od przyjaciół, którzy wykupili je od hotelu. Historia hotelarstwa zna delikwenta, który po paru pobytach w tym samym hotelu skolekcjonował sobie cały serwis stołowy - sztućce, szklanki, kieliszki, talerze. Zdarzyło się również, że z drzwi apartamentu zniknął numer, który ktoś zapragnął zachować na pamiątkę. W jednym z luksusowych hoteli w Londynie na jedną noc zaginęły dwa popiersia. Zostały zwrócone rano w bagażniku taksówki.

Skradzione zasłony, dywany, klosze lamp i lustra można by wyliczać w setkach. Brytyjscy turyści wynoszą też sex-zabawki, które w cenie pobytu mają do zaoferowania niektóre hotele.

Rzeczywiście za granicą złodzieje czują się bezkarni - z hotelu w Hongkongu zniknęły np. żyrandol i dzieło Andiego Warhola, w Kuala Lumpur - minibar, a w Bangkoku cały prysznic. Ale i tak chyba nie było sprytniejszego rabusia od pewnego gościa jednego z luksusowych hoteli w Beverly Hills, który rozebrał marmurowy kominek.

Polacy kradną mydło

Tyle o Brytyjczykach. Problem kradzieży w hotelach równie mocno dotyczy też Polaków. Jakie przedmioty najczęściej się do nas kleją? - Polacy w hotelach kradną wszystko. Nawet mydło w dozownikach - pisze na forum Idath. Część internautów podziela tę opinię i zaczyna wyliczankę: meble, telewizory, muszle klozetowe. Ale wątek kradzieży przedmiotów o dużych gabarytach nie ożywia dyskusji tak jak kradzież mydła. A w przypadku hotelowych kosmetyków dziwi raczej to, jak można ich ze sobą nie zabrać, skoro się za nie zapłaciło. - Ja zawsze zabieram mydełka i szamponik. Jak jadę potem na wyprawę rowerową na 2-3 dni to jest jak znalazł gabarytowo do sakw - pisze Jasiu. Ma do tego pełne prawo. Przedmioty jednarozwego użytku, takie jak czepki, kapcie, mydełka czy szamponiki możemy sobie przywłaszczyć bez skrupułów. Za to opróżnianie dozowników z mydłem jest już kradzieżą i sporadycznie zdarza się np. w polskich hotelach.

Ponoć najchętniej Polacy zabierają ze sobą drobne przedmioty np. elementy dekoracji - spinki do ręczników albo popielniczki. Bywa, że znikają szlafroki. Goście biorą "na pamiątkę", "przez pomyłkę" albo "bo zapłacone". Ten problem dotyczy zarówno biednych, jak i bogatych klientów. Tych ostatnich może nawet bardziej, bo zapłacenie dużych pieniędzy za dobę w apartamencie uruchamia logikę typu "to mi się należy". Idąc tym tropem "należy się wszystko" - żarówka, która będzie służyć jeszcze przez wiele miesięcy po opuszczeniu hotelu albo szlafrok, na który inaczej trzeba by wydać około stu złotych.

Najczęściej znika alkohol. I najczęściej wyparowuje z zakręconej i zalakowanej butelki, bo o przyznaniu się do winy w wielu przypadkach nie ma mowy. Na klienta otrzeźwiająco działa dopiero rachunek z poleceniem zapłaty za skardzione przedmioty, który hotel wysyła pod wskazany adres. Zdarza się, że zostają natychmiast odesłane pocztą. Oprócz napojów lubimy też wynosić z jadalni jedzenie, co absolutnie nie mieści się w hotelowych normach dobrego zachowania. Cóż, szwedzki stół wprawia w obłęd.

A czy Wam zdarzyło się zabrać coś z hotelowej półki? Zagłosujcie w naszej sondzie.

Czy kiedykolwiek ukradłeś coś z hotelu?
Komentarze (70)
Mydło, żarówki, meble. W hotelach kradną wszyscy: Anglicy, Niemcy, Amerykanie
Zaloguj się
  • Gość: przemekthor

    Oceniono 66 razy 58

    Zabranie sobie wyposażenia pokoju to zwykłe złodziejstwo. Drobniejszych rzeczy jak popielniczki, dugopisy czy ręczniki też. A podbieranie mydła z dozownika to zwykłe buractwo.
    Co do mydełek, szamponików w opakowaniach czy czepków - bez jaj, za to się ma zapłacone, nie zużyję, mogę zabrać. Czasem biorę, bo faktycznie, w tańszych hotelach jest jedno mydło wielkości znaczka pocztowego, wtedy podebrane z intercontinentala jest jak znalazł :) Kosmetyki hotelowe mają też tę zaletę, że są w małych opakowaniach i można je brać w bagaż podręczny - nie muszę się uganiać po drogeriach, żeby kupić specjalnie.

  • needmoney

    Oceniono 69 razy 43

    Małe mydełka, szampony czy np. jednorazowe czyściki do butów,jednorazowe osłony na deskę klozetową itp.
    to zabieram bo w jednym hotelu dają a w innym nie więc się przydają ... wszystkie te jednorazowe rzeczy są wliczone w koszt więc czy je zużyję czy "ukradnę" to wychodzi na jedno...

  • kadykianus

    Oceniono 65 razy 31

    Mydło?
    Przepraszam, ale mydło w łazience jest moje. Dla mnie. Zapłaciłem za nie.
    Tak samo jak za szampony, wodę mineralną, herbatę, kawę.

  • Gość: KosiiMazakii

    Oceniono 18 razy 12

    Jedyną rzeczą, która zabieram z hotelu "na pamiątkę" są zawieszki na drzwi. ot takie hobby i pamiątka...zawsze jednak proszę o zgode na zabranie :)
    Jak można kraść mydło?

  • luter2000

    Oceniono 91 razy 5

    Z tym wynoszeniem ze śniadań, ze szwedzkiego stołu to jest jeden mały problem, gdy podróżuje się z dziećmi. Mam na myśli takie do 6-7 lat.
    Bardzo często, dzieciaki, szczególnie podniecone nowym otoczeniem, nie zjedzą na śniadanie nic lub prawie nic.
    Wychodząc z hotelu na zwiedzanie, ryzykujesz więc, że 40 minut po śniadaniu Twoje dziecko zacznie się "zwijać" z głodu. To zaś oznacza konieczność zakupienia czegoś do jedzenia - co może być kosztowne (w wielu krajach jest inaczej niż u nas i nie ma spożywczaka na każdej ulicy, trzeba iść do jakiegoś baru, restauracji) a już na pewno czasochłonne (co w konsekwencji może rozwalić każdy plan wycieczki).
    Tak więc, mimo, że odczuwam z tego powodu pewien dyskomfort, w trakcie śniadania robię dzieciakom po kanapce i zabieram ze sobą. Czy to jest kradzież? Czy też wzięcie ze sobą niewykorzystanej porcji dzieci?

  • Gość: benia_b

    Oceniono 59 razy 33

    Pytanie jest skandalicznie sformułowane. Z tej półki co: Panie Kowalski, czy przestał pan bić żonę? W każdym przyzwoitym hotelu są drobiazgi wliczone w cenę usługi hotelowej: papier listowy, koperty, długopis, lokalne informatory, jednorazowe opakowania kosmetyków, a niekiedy, czekoladka cukierek i woda na powitanie. Czy korzystanie z tych rzeczy, będących jednocześnie elementami reklamy hotelu jest kradzieżą?! Niech się autorka puknie w głowę i posłucha odgłosu!

  • Gość: raster10

    Oceniono 35 razy 17

    Bydło i tyle. I to na szczęście nie Polacy są największym bydłem.

  • Gość: Luke

    Oceniono 21 razy 9

    Nie wyniósłbym z hotelu telewizora, szlafroka, ręcznika, czegokolwiek wstydził bym się takiego prostactwa, także nie ukradł bym nic, z pewnym wyjątkiem.

    Oryginalny obraz Warhola wart kilkaset tys., czy też figurę ze złota zapewne wyniósłbym :)

    pozdrawiam

  • Gość: montmartczyk

    Oceniono 15 razy 7

    To znaczy, że większość obywateli świata, to po prostu złodzieje!
    To jednak przykre.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX