Jedna pralinka za jedno euro. Jak Belgia stała się czekoladowym rajem

Drugiego kraju, który tak ukochał słodycze, można ze świecą szukać. W Belgii właściwie każde miasto szczyci się własnymi recepturami i przepisami na czekoladowe specjały. Największa różnorodność czeka na turystów w Brukseli, gdzie sieciowe i rodzinne czekoladziarnie są niemal na każdym rogu. A dobra belgijska pralinka może kosztować nawet jedno euro.
Najpierw solidna porcja frytek z majonezem, do popicia znakomite piwo, a na deser - praliny! Tak zwykle wyglądają posiłki turystów w Belgii. Smak frytek można odtworzyć w domu, belgijskie piwo jest już dostępne w wielu sklepach, ale dla samych czekoladek warto przejechać niemal 2 tys. km!

Tekst pochodzi z najnowszego wydania magazynu





Smakowite zdobycze konkwistadorów

Skąd w Belgii tyle czekolady, skoro nigdy nie rosły tam kakaowce? Z pewnością olbrzymia w tym zasługa Hiszpanów, a dokładniej konkwistadora Hernána Cortésa, który w 1528 r. przywiózł ziarna kakaowca do Europy. Poniekąd dzięki niemu pierwsze wzmianki o czekoladzie w Belgii można znaleźć już w 1635 r. Trochę później przyłożyli się do czekoladowego sukcesu Szwajcarzy, którzy w 1802 r. wynaleźli czekoladę w tabliczkach, oraz Holendrzy - w 1825 r. mieszkaniec Amsterdamu Caspar van Houten nauczył się oddzielać masło kakaowe od kawałków ziaren.

Czekolada była wówczas towarem mocno deficytowym i drogim. Czy to z tego powodu polityka zagraniczna belgijskiego króla Leopolda II (1835-1909) była tak agresywna? Wydaje się to bardzo prawdopodobne. Ambitny i nieco zachłanny król wiele uwagi poświęcił kolonizowaniu Afryki, dzięki czemu udało mu się wejść w posiadanie plantacji kakaowca w Kongu. Stały dostęp do ziaren uczynił z Belgii czekoladową potęgę. I choć samą technikę produkcji Belgowie "pożyczyli" od Szwajcarów, ich produkt był zupełnie nową jakością, ponieważ jako jedyni nie żałowali do produkcji czekolady masy kakaowej.

Na początku XX w. oblicze belgijskiej czekolady zmienił Jean Neuhaus. W 1857 r. jego dziadek otworzył w Brukseli aptekę, a niektóre lekarstwa pokrywał czekoladową otoczką, by były smaczniejsze. Kilka lat później, a dokładniej w 1912 r., młody Neuhaus, zainspirowany pomysłem dziadka, po raz pierwszy zamknął w czekoladzie nie tabletki, a słodkie kremy. Swoje wytwory nazwał pralinami i odniósł niemal natychmiastowy sukces. Zwłaszcza kiedy trzy lata później jego żona Louise Agostini wymyśliła ballotin, czyli specjalne pudełko, w którym elegancko pakowane są praliny. Tak jak technika młodego Neuhausa na zawsze zmieniła podejście Belgów do słodyczy, tak pudełko jego żony, oczywiście pełne czekoladek, stało się obowiązkowym prezentem dla gości odwiedzających Brukselę. Choć dziś pomysł czekoladek z nadzieniem wydaje się prosty i dość oklepany, wówczas była to rewolucja. Długo nikt nie umiał podrobić smaku pralinek Nauhausa, a wiele z jego receptur pozostaje tajemnicą do dziś, choć czekoladziarnie sieciowe i rodzinne można znaleźć w Brukseli niemal na każdym rogu, a pralina stała się dobrem narodowym Belgii.

Największy sekret belgijskiej czekolady

W czym tkwi tajemnica tego niezwykłego sukcesu? Przede wszystkim w tym, że Belgowie naprawdę kochają czekoladę. Tak jak Włosi zajadają się swoją pastą, Francuzi serami, a Hiszpanie do wszystkiego dodają oliwy, tak Belgowie nie żałują sobie czekolady (statystycznie każdy Belg zjada jej ok. 8 kg rocznie). Do jej produkcji i konsumpcji podchodzi się z niesamowitą pieczołowitością. Można ją wręcz nazwać artyzmem. Smak dobrej czekolady Belgowie odróżniają z taką samą łatwością, z jaką sommelier potrafi wskazać dobre i złe wino. W przyszłym roku belgijska poczta zamierza nawet wypuścić specjalną kolekcję znaczków o smaku czekolady, które mają przypominać o belgijskich specjałach. Drugiego kraju, który tak ukochał słodycze, można ze świecą szukać!

W Belgii właściwie każde miasto szczyci się własnymi recepturami i przepisami na czekoladowe specjały. Największa jednak różnorodność czeka na turystów w Brukseli. Wielbiciele czekolady zwiedzanie zaczynają od Muzeum Kakao i Czekolady (Musée du Cacao et du Chocolat), gdzie po pierwsze można wziąć udział w pokazach produkcji czekolady, a po drugie poznać jej historię od niemal pierwszego ziarnka kakaowca. Wśród turystów popularne są również zorganizowane wycieczki tropem czekolady i warsztaty, na których można nauczyć się domowej produkcji słodkich tabliczek i pralinek. Na każdym kroku mija się też chocolatier, w których za eleganckimi ladami pięknie wyeksponowane są góry czekoladek. Takich sklepów w Belgii jest kilka tysięcy. Niektóre należą do wielkich, znanych producentów, którzy mają swoje filie na całym świecie (warto porównać smak pralinek od Neuhausa, Leonidasa, Wittamera, Marcoliniego i Godivy). Inne to mniejsze, rodzinne czekoladziarnie, które szczycą się tym, że praliny wyrabia się tam ręcznie, bazując na niemal 200-letnich przepisach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, i wykorzystując oryginalne, dawne maszyny. Oczywiście czekolada króluje też w restauracjach. I choć Belgia ma inne znakomite desery, np. pierniki speculoos czy migdałowe pieczywo pain d'amandes, to większość gości i tak zwykle sięga po czekoladę. Albo... moczy wspomniane ciastka w jej płynnej odmianie.

Niesamowite bogactwo smaków

W czekoladziarniach przed przeszklonymi ladami można stać godzinami. Prym wiodą praliny wypełnione rozmaitymi nadzieniami. Owoce, orzechy, karmel, marcepan, kawa, likiery... Czego w nich nie ma. Kompozycje nadzienia z kuwerturą i zdobieniem bywają klasyczne lub zaskakujące. Wiele tu zależy od inwencji twórcy. Zwykle każdy rodzaj pralin ma swoją nazwę. Na przykład Neuhaus w 1959 i 1960 r., kiedy Belgia świętowała dwa śluby: księcia Alberta z Paolą i króla Baudouina z Fabiolą, stworzył czekoladki o nazwach: Baudouin, Fabiola, Albert i Paola. Oprócz pralinek w sklepach piętrzą się też ogromne tafle połamanej czekolady z różnymi dodatkami (nowością są przysmaki o walorach leczniczych, z wyciągami z ziół, czy pobudzające, z dodatkiem imbiru i guarany). Można też wybierać wśród słodkości o wielu różnych kształtach: zwierząt czy owoców.

W Belgii czekolada to nie tylko przedmiot kultu i pożądania, lecz także źródło przyjemności i zabawy. Dla tych, którzy kochają słodycze, podróż tam to jak wyprawa do raju. Z tą różnicą, że za czekoladki trzeba płacić. I to niemało. Jedna pralinka, w zależności od wagi, kosztuje kilkadziesiąt eurocentów lub nawet 1 euro. Belgowie przekonują, że dobra jakość musi mieć swoją cenę i ciężko się z nimi nie zgodzić. W końcu kiedy oni delektowali się czekoladą o zawartości kakao powyżej 70 proc., my zajadaliśmy się wyrobami czekoladopodobnymi. Podczas wyjazdu do Belgii warto sobie te lata wynagrodzić solidną porcją prawdziwej czekolady.

Jak powstaje czekolada?

Zaczyna się od drzewa kakaowca

Rosną one tylko w regionach tropikalnych i wyróżnia się trzy ich główne rodzaje: forastero, najpopularniejszy, daje lekko gorzkie kakao, ziarna criollo są wyjątkowo delikatne, a owoce trinitario dają kakao o najbardziej klasycznym smaku.

Zbiory dwa razy w roku

Owoc kakaowca ma kształt jajka, ale jest dużo większy: może mierzyć od 10 do 25 cm. W środku znajdują się strąki, które opróżnia się natychmiast po zerwaniu. Zwykle robi się to ręcznie za pomocą specjalnego drewnianego narzędzia. Nasiona poddawane są najpierw procesowi fermentacji, a potem suszenia, które trwa nawet dwa tygodnie. Dopiero wtedy nazywa się je ziarnami kakao.

Kakao prażone jak kawa

Smak ziaren kakaowca intensyfikuje się dopiero w procesie prażenia i zależy od jego czasu i temperatury. Uprażone ziarna są mielone na pastę lub masę kakaową.

Konszowanie na słodko

Ta dziwna nazwa określa proces, w którym do masy kakaowej dodaje się cukier, masło kakaowe i mleko. Następnie taką mieszankę ponownie się miksuje (przez wiele godzin), aż całość będzie miała jednolitą i gładką strukturę. A skąd wzięło się w tym opisie masło? Powstaje ono z masy kakaowej: wyciska się ją mocno, aby odsączyć płyny. Część płynna staje się masłem kakaowym, a część stała jest mielona i powstaje z niej kakao.

Komentarze (4)
Jedna pralinka za jedno euro. Jak Belgia stała się czekoladowym rajem
Zaloguj się
  • Gość: abber

    Oceniono 16 razy 8

    Hmmm, z najdalszego punktu w Polsce do najdalszego w Belgii wychodzi mi nie wiecej jak 1500 km. Skąd się zrobilo 2000 km ? Z Czerskiej też sprawdzałem.

  • Gość: mimikwielki

    Oceniono 21 razy -9

    Kocham słodycze, ale bardziej kocham swoje zdrowie ;) Cukier precz!
    http://pysznezdrowie.pl/58-konfitura-truskawkowa-slodzona-ksylitolem-bez-cukru-200g.html

    Zdecydowanie wolę delektować się słodyczami bez cukru. Nie karmią raka, nie niszczą zębów, nie zakwaszają organizmu....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX