"Dzieci nam kiedyś za to podziękują" - instruktor narciarstwa wyjaśnia, dlaczego warto uczyć dzieci jeździć na nartach

Szymon Chmielewski, dziecięcy instruktor narciarstwa przekonuje, że jazdę na nartach i snowboardzie najlepiej zacząć jak najwcześniej. Dodaje też, że nigdy nie jest za późno na to, aby podjąć naukę. Co jeszcze warto wiedzieć przed zafundowaniem maluchowi pierwszej lekcji? Rozmawia Piotr Wierzbowski.
Piotr Wierzbowski: Szymonie, powiedz szczerze: czy warto uczyć dzieci jeździć na nartach? A może zamiast jechać na to zimno, lepiej zostać w domu i czytać książki?

Szymon Chmielewski: Jechać, jechać... Oczywiście, można zastanawiać się, po co. Po co marznąć, wydawać pieniądze, ryzykować kontuzję, ale w gruncie rzeczy - moim zdaniem - chodzi o to, by być w górach. Bo góry są cudownym, magicznym miejscem, w którym człowiek powinien przebywać od najmłodszych lat.

PW: Ale dlaczego? Dla zdrowia?

SC: Też, ale nie tylko. Ja, już jako dorosły, niezwykle intensywnie przeżywam bycie w górach. Budzą one we mnie ogromny respekt, uczą pokory. W całym tym zagonionym i pogmatwanym życiu, w którym musimy stawiać czoło tylu przeciwnościom, góry są czymś stałym. Są jak potężny przeciwnik - może nieosiągalny, ale namacalny. Prawdziwy. Taki, z którym cudownie jest się mierzyć. Przebywanie w górach wiąże się z niemal metafizycznym przeżyciem. Ale takiego postrzegania gór trzeba uczyć się od małego, przebywając w nich, poznając je, ucząc się dla nich szacunku, choćby w sposób nieuświadomiony. Zimą doskonale pomagają w tym narty.

PW: Chodzi więc o kształtowanie charakterów?

SC: W dużej mierze tak. Dzieci wychowane na nartach będą w dorosłym życiu inaczej postrzegały świat. Moim zdaniem - piękniej. Będą też w góry wracać, o każdej porze roku. Poza tym dzieci, ucząc się jeździć, są po prostu szczęśliwe. Odbierają to jako fajną zabawę i powiew wolności. Dostają ode mnie tę odrobinę szaleństwa - oczywiście w bezpiecznych ramach - która jest niezbędna do normalnego rozwoju człowieka.

PW: A co dzieci tak cieszy?

SC: W zasadzie wszystko. Dla nich wydarzeniem jest już wpięcie się w narty, nawet gdy jest zupełnie płasko. Cieszy je wywrotka w śnieg, podjadanie go ukradkiem. Po prostu beztroska.

PW: Co jest dla dziecka lepsze: narty czy snowboard?

SC: Nie chcę tego rozstrzygać, nie jestem bowiem specjalistą od snowboardu. Naukę jednak najlepiej zaczynać od nart. Potem, jak dziecko będzie starsze, nie ma różnicy. Chodzi o aktywność w górach. Narty zjazdowe, biegowe czy snowboard mogą się uzupełniać.

PW: Kiedy najlepiej jest zacząć uczyć dziecko jeździć na nartach? Tak, żeby nie było ani za wcześnie, ani za późno.

SC: Teoretycznie nauka może zaczynać się już w trzecim, czwartym roku życia. Jednak wiele zależy od dziecka. Wiem, że są bardzo sprawne 3-latki, które z powodzeniem mogą uczyć się jeździć, jednak często są one jeszcze zbyt emocjonalnie niedojrzałe, by funkcjonować w grupie, by umieć się bezproblemowo podporządkować, co w górach jest bardzo ważne. Istotne jest też, czy dziecko jest już na tyle dojrzałe, by zostać godzinę z zupełnie obcą osobą. Trudno więc jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Trzeba mieć zawsze na uwadze nie swoje ambicje, ale dobro dziecka. Nie stresować go zbyt wczesną i zbyt intensywną nauką. To ma być przecież przyjemność. Wprowadzajmy więc dziecko w świat nart bardzo spokojnie.

PW: Jak zatem powinny wyglądać początki szkolenia?

SC: Najlepiej jak dziecko zaczyna naukę z rodzicami. Ważny jest ten pierwszy krok, żeby oswoić się z czymś nowym. Potem pojawia się instruktor. Zaczynamy od chodzenia w kasku i w goglach, stawaniu na moich nartach, upadaniu w śnieg. Totalna zabawa. I w zasadzie na tym powinny polegać początki 3-4-latka. Nauka jazdy na wprost, hamowania, skrętu czy jazdy na wyciągu to są już kolejne etapy, na następne lata.

PW: Więc kiedy zaczyna się ta prawdziwa nauka?

SC: Od czwartego, piątego roku życia. Choć wciąż jest ona w zasadzie nieuświadomiona. Jeśli poprzednie etapy wprowadzaliśmy stopniowo, w tym wieku dziecko już drugiego, trzeciego dnia godzinnej nauki zaczyna łapać, o co w tym chodzi. Staje się narciarzem. Jeśli pójdziemy drogą na skróty, często wszystko kończy się płaczem i niechęcią do nart.

PW: Czy pierwsze kroki dziecko powinno stawiać, pracując samodzielnie z instruktorem, czy też lepiej w grupie dzieci?

SC: Najpierw indywidualnie. I - po pierwszych chwilach - bez rodziców. To bardzo ważne, żeby rodzice zostawili dziecko całkowicie pod opieką instruktora.

PW: A czy kiedyś jest za późno na naukę?

SC: Nigdy, ale im później, tym trudniej. Dorosłego jest bardzo ciężko nauczyć dobrze jeździć. Dziecko uczy się instynktownie. Jest zdecydowanie bardziej elastyczne i mniej boi się upadku, który też nie jest taki groźny, bo dziecko jedzie wolniej i jest jakby bliżej ziemi.

PW: Narty to dość drogi sport. Jak obniżyć koszty jego uprawiania?

SC: Cóż, narty zawsze były, są i pewnie będą elitarne, ale wydaje mi się, że dziś są mimo wszystko bardziej dostępne niż kiedyś. Jest większa oferta sprzętu, są wypożyczalnie, które - jeśli nie jeździmy zbyt wiele - rozwiązują problem. Można też kupować sprzęt i przekazywać go w obrębie rodziny i znajomych. Jestem zwolennikiem posiadania własnego sprzętu, choćby niedrogiego. Dzieci lubią mieć coś na własność. Łatwiej je też wtedy uczyć dbania o niego, tworzyć tę całą otoczkę narciarskich przygotowań, wyjazdu. Niestety, kosztów dojazdu, wyciągów czy noclegu już nie ominiemy.

PW: Czy po lekcjach indywidualnych, odbywających się zazwyczaj rano, przez resztę narciarskiego dnia rodzice powinni uczyć dzieci sami?

SC: Nie mam nic przeciwko temu, by dzieci - jeśli tylko mają na to ochotę - jeździły potem wspólnie z rodzicami, ale niech to będzie zabawa, a nie nauka. Niestety, z doświadczenia wiem, że często po południu rodzice potrafią oduczyć tego, czego nauczyłem rano. Bywa, że dzieci, jadąc za rodzicami, przejmują ich złe nawyki. Smutną normą jest też przecenianie możliwości swoich dzieci i - choćby w celu pochwalenia się potem przed znajomymi - zabieranie ich na zbyt trudne trasy. Paradoksalnie rodzice często bardziej narażają swoje dzieci na niebezpieczeństwo niż instruktorzy, dla których ochrona maluchów to absolutny priorytet. Jako rodzice pamiętajmy też ciągle o tym, że narty mają być zabawą. Nie próbujmy rzeczy trudniejszych niż te robione na lekcjach, nie forsujmy maluchów. Staranna jazda do południa czy wczesnego popołudnia, rozdzielona przerwą na gorącą herbatę i lunch, całkowicie wystarczy.

PW: A jeśli jednak dziecko po lekcjach bardzo chce z nami jeździć?

SC: Wtedy pamiętajmy, że jest już zmęczone, ma większy problem z koncentracją i trzeba uważać podwójnie. Często chęć jazdy z rodzicami wynika z tego, że dziecko chce pochwalić się tym, czego się nauczyło. I mimo że jest zmęczone, dostaje dodatkowej energii. Jednak zwróćmy uwagę na to, że jest to chwilowe, trwa najwyżej 15 minut. Zachowajmy umiar i ostrożność.

PW: Czy są dzieci, które nie nadają się do nauki?

SC: Nie ma takich dzieci! Każde dziecko w którymś momencie załapie, o co chodzi. Niektóre tylko trochę później, w zależności od sprawności fizycznej i mentalnej. Dobry instruktor potrafi wyzwolić w dzieciach chęć nauki. Pochwali, wskaże postępy, zachęci...

PW: A jak znaleźć takiego instruktora?

SC: Ucząc małe dzieci, musimy przede wszystkim wybierać takich instruktorów, przy których dzieci będą dobrze się czuły. W wielu ośrodkach narciarskich istnieją szkoły, w których pracują osoby specjalizujące się w nauce dzieci. I takie wybierajmy. Nie decydujmy jednak pochopnie. Poobserwujmy konkretnego instruktora. Zobaczmy, jak wita się z nami, jak z dzieckiem, jaki ma stosunek do swojej pracy. To bardzo wiele mówi. Ale najwięcej i tak można dowiedzieć się po pierwszej lekcji.

PW: A co zrobić, gdy nasze dziecko w połowie pierwszej lekcji mówi, że już nie chce?

SC: Starałbym się je wtedy zachęcać, ale nie zmuszać. I na pewno nie wycofywać się od razu po pierwszym nieudanym dniu. Wiadomo, że bywają trudniejsze momenty, ale wtedy po prostu bądźmy wsparciem dla naszego dziecka. I pamiętajmy o najważniejszym: narty są super! Jeśli na początku włożymy w naukę nieco trudu i pieniędzy, kiedyś dzieci nam za to ogromnie podziękują.

PW: Kiedy kończymy indywidualną naukę?

SC: To zależy od dziecka. Jeśli złapie już podstawy i czuje się na nartach swobodnie, śmiało może dołączyć do grupy. Dzieci doskonale się w tym odnajdują i lubią wspólną naukę, która dla nich jest zabawą. Grupa rówieśników dodatkowo je mobilizuje, a przyjaźnie zdobyte na nartach często trwają do końca życia.

Szymon Chmielewski. Dziecięcy instruktor narciarstwa z wieloletnim doświadczeniem, dziennikarz, współwłaściciel klubu Śnieżne Potwory, specjalizującego się w zimowych wyjazdach dzieci i ich rodzin. Twórca pracowni zabawek. Uwielbiany przez dzieci.





Komentarze (17)
"Dzieci nam kiedyś za to podziękują" - instruktor narciarstwa wyjaśnia, dlaczego warto uczyć dzieci jeździć na nartach
Zaloguj się
  • mdl2

    Oceniono 72 razy 24

    melduje się dziecko wychowane na nartach - co roku w ferie zimowe ten sam koszmar, szkółka narciarska, wrzeszczący instruktor, strome stoki, lęk wysokości na wyciągu krzesełkowym, upadki, nogi marznące w buciorach narciarskich do utraty czucia w palcach w kolejce do orczyka. Koszmar mojego dzieciństwa, dopiero w liceum udało mi się zbuntować i skutecznie wytłumaczyć ojcu, że to nie jest sport dla mnie. Metafizyka gór - dorabianie mętnej ideologii...

  • sh4effie23ld

    Oceniono 18 razy 10

    Wszystko jest dla ludzi. Jeżeli chociaż trochę się myśli i przestrzega pewnych zasad bezpieczeństwa. To samo jest z innymi wyczynowcami. Podobnie jest w górach nie tylko zimą ale i latem. Trzeba myśleć i nic nie powinno sę przykrego wydarzyć.
    - - - - - - -
    Polecam wycieczki w Beskid Sądecki: www.beskidsadecki.eu

  • eligiusz_podchrapek

    Oceniono 32 razy 4

    Na naukę nigdy nie jest za późno. Na leczenie już tak. Jak się ma 50 czy więcej lat, to kości nie zrastają się tak szybko, a rehabilitacja po operacji trwa latami.

    Narty to jeden z bardziej kontuzyjnych sportów. Co chwilę spotykam kogoś. A to kolano, a to nadgarstek, a to coś innego.
    20-latek w ciągu pół roku nawet po poważnym wypadku wraca do sprawności
    50-latek jeśli w ciągu 2 lat będzie w pełni sprawny to super.
    60-latek może już nigdy nie odzyskać sprawności.

  • jo39

    Oceniono 5 razy 3

    bzdura, kazdy ortopeda to powie
    dzieci do 5 roku życia maja bardzo miękka strefe wzrostu w piszczelach i uszkodzenie jej okalecza na cale zycie, dlatego nie powinny uprawiac sportow przeciazeniowych

  • douglasmclloyd

    Oceniono 5 razy 3

    Teraz proszę o wywiad z instruktorem leżenia na plaży w ciepełku.

  • led47

    Oceniono 21 razy 3

    Pan instruktor pracuje tylko w zimie i musi zarobic na caly rok - im mlodsze dzieci tym lepiej bo specjalnie napracować sie nie trzeba - a klientow ubywa bo i dzieci mniej i ludzie wola Alpy czy Slowacje...
    Zreszta wszystko jest dla ludzi - kto chce, ten to kupi

  • Sylwia Łącka

    Oceniono 4 razy 2

    Większość tych komentarzy to wierutne bzdury, prawda jest taka że dzieci uczą się najszybciej, kto choć raz był na stoku to widział jak zjeżdżają samodzielnie już maluchy 5-6 letnie,i mają z tego powodu super zabawę. Sama zaczęłam uczyć dzieci jak miały 4 i 6 lat - syn po 4 godzinach nauki potrafił sam zjechać sam ze stoku i lepiej mu to wychodziło niż mi po tym samym czasie nauki. Poczucie dumy z tego że coś nowego się nauczyły bezcenne. Kiedyś zapewne były inne możliwości, być może nogi marzły a instruktorzy krzyczeli ale teraz? Buty do jazdy są na tyle ciepłe że nawet skarpet grubych nie potrzeba zakładać a krzyczący instruktor? ciekawe który normalny rodzic na to by pozwolił a instruktor musiałby być totalnym idiotą by odstraszać klientów. Autor artykułu pisze o korzyściach zdrowotnych , nie mniej jednak korzyści w sensie czysto psychologicznym są również warte uwagi, poczucie pewności, wzrost samooceny i własnej skuteczności zaowocują w przyszłości, i to nie tylko podczas wyjazdów na narty. Poza tym żeby pojeździć na nartach czy pouczyć dziecko nie potrzeba od razu jechać w góry, także w centralnej Polsce jest kilka stoków które całkiem dobrze spełniają swoje funkcje, np stok w szwajcarii bałtowskiej (gorąco polecam) czy niedaleko Piotrkowa.

  • lotedhkllj

    0

    Oliwier zaczął dość wcześnie naukę jazdy na nartach, bo miał zaledwie trzy lata. Wynajęliśmy mu instruktora. Niestety nauka nie przebiegała tak, jak sobie wyobrażałam. Oli na początku chciał, ale potem był płacz, bo ?on chce do mamy?. Postanowiłam nie zmuszać go na siłę, w końcu nie o to w tym chodzi - to miała być przyjemność. W następnym sezonie mąż znalazł mu szkółkę narciarską Dimbo w Wiśle. Liczyliśmy, że wśród innych dzieci, będzie się dobrze bawił, a przy okazji czegoś się nauczy. Już pierwszego dnia widziałam, że to jest to! Dziecko uśmiechnięte, wesołe z przejęciem opowiadające, jak było fajnie.

  • lotedhkllj

    0

    Posłaliśmy córkę właśnie do przedszkola narciarskiego Dimbo - naprawdę dobry wybór! Trener pan Wiktor jest mega cierpliwy i spokojny, co w przypadku Natalii bardzo było potrzebne: córcia nie jest zbyt otwartym dzieckiem, nie lubi zmian i przeważnie w nowym otoczeniu potrzebuje więcej czasu, by poczuć się komfortowo. Niemniej - na zajęciach nie było żadnego problemu. Instruktorzy byli bardzo pomocni, serdeczni. Żółty miś Dimbo i kadra skutecznie potrafili rozluźnić atmosferę, więc Natalia bawiła się rewelacyjnie i nawet parę razy nie chciała z nami wracać do domu!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX