Warszawa żydowska. Nalewki o smaku pomarańczy

Warszawa żydowska Nalewki

Warszawa żydowska Nalewki (fot. "Warszawa nieodbudowana. Żydowski Muranów i okolice")

Przedwojenne Nalewki były najbardziej handlową ulicą w dziejach Warszawy. Działało tu więcej sklepów niż przy dużo dłuższej Marszałkowskiej.
Na Nalewkach było taniej. Sklepy może nie zachwycały nowoczesnością, za to ich wnętrza przypominały sezamy. Dla kupca z Nalewek dyshonorem było nie mieć jakiegoś towaru ze swojej branży.

Warszawa żydowska. Najlepsze pomarańcze w mieście

Na Nalewkach działało kilka księgarń, np. w Kramach Nalewkowskich zaraz za Arsenałem, w kamienicy pod nr. 39. - Tę pod 39 prowadził Abraham Kahan. Wnętrze było ciemne, pełne półek, na których piętrzyły się setki książek. Przypominało mi to małe antykwariaty na Świętokrzyskiej. Ale u Kahana moją uwagę przyciągały księgi zapisane w jidysz. Ściągając je z górnych półek, wyobrażałem sobie, że odkrywam zaginioną cywilizację - opowiadał mi jeden z czytelników "Gazety". - Chociaż mieszkaliśmy na Ochocie, to mój ojciec śledzie i pomarańcze kupował wyłącznie na Nalewkach. Pracował w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych na Sanguszki i wracając do domu, zahaczał o tę ulicę. Tam wybierał z beczek śledzie uliki i śledzie królewskie. Jakże one smakowały! - zachwycał się w liście do "Gazety" Bohdan Rączkowski. I wspominał: - A pomarańcze z Nalewek? Nic nie mogło im dorównać. Pochodziły z palestyńskiej Jafy, dokąd pływały polskie statki. Były wielkie i bardzo słodkie. Skórka odchodziła od nich sama. Niektórzy robili z niej maleńkie lampki, do których wkładało się świeczkę.

Dlaczego pomarańcze z Nalewek smakowały bardziej niż te ze sklepów przy innych ulicach? Dziś już na to pytanie chyba nie odpowiemy. Jednak najbardziej znany sklep z cytrusami znajdował się wtedy nie na Nalewkach, lecz przy ul. Przechodniej 5, nieopodal Hal Mirowskich. Prowadził go Simon Goldfarb pod szyldem "Owoce Południowe". Sklep był duży i toczył wojnę z konkurencją. Gdy na rynku cena pomarańczy spadała do 1 zł za kilogram, Goldfarb obniżał ją do 98 gr.

Warszawa żydowska. Magazyny etykiet, wytwórnie pończoch

Gdy dziś przeglądamy spisy kupców, właścicieli sklepów i warsztatów mieszczących się w domach przy Nalewkach, od ich liczby może się zakręcić w głowie. W 1939 r. w jednej tylko kamienicy pod numerem 33 znajdowały się: pakownia towarów Aronowicza, wyroby kościane Joela Bajcza, hurtownia szkła Apelblata, dom sprzedaży przędzy bawełnianej Borenszteina, cztery biura ekspedycyjno-przewozowe: Borychowskich, Gelbluma, Glezina i braci Jastrząb. Do tego trzy sklepy z kajetami, księgami buchalteryjnymi i materiałami piśmiennymi Izraela Glaszmita, Szyi Cukier i Kornbluma, magazyn sprzedaży etykiet i dodatków dla przemysłu cukierniczego Rabinowicza, skład miedzi Rotenberga, sklep ze skórami, galanterią i wyrobami metalowymi Silmana, skup surowych skórek Pentelki, wytwórnia obuwia Chaskiela Lipy Ostroga, wytwórnia pończoch Zenit, pracownia skrzyń Wandela i Wurcela, wędliniarnia Moszka Kornbluma i wreszcie kawiarnia Wajnberga. A to tylko te, które miały własny telefon - ich nazwy zachowały się w przedwojennych książkach telefonicznych. Nie liczymy więc maleńkich zakładów szewskich, sklepików spożywczych, mikroskopijnych wytwórni ulokowanych kątem w mieszkaniach. Około 1939 r. wzdłuż Nalewek działało ponad tysiąc firm, i to nie licząc tych, które znajdowały się w ogromnym budynku Pasażu Simonsa!

Warszawa żydowska. Kolorowe rysunki buta, kapelusza czy palta

Zbigniew Pakalski, autor książki o Nalewkach, wspominał, że sklepy zajmowały partery wszystkich domów, wciskały się na podwórka, okupowały pierwsze piętra, dzieląc się miejscem z miniaturowymi fabryczkami, warsztatami, gdzie w pocie czoła całe rodziny specjalizowały się w wytwarzaniu rozmaitych półproduktów. "Podwórza łączą się ze sobą bramami przelotowymi, można krążyć po nich, przechodząc z ulicy na ulicę, uczestniczyć w misterium handlowym przypominającym nieco stambulski Wielki Bazar czy arabskie suki. (...) Szyldy nad sklepami w oknach powyżej wokół wejść do klatek schodowych anonsują, co dzieje się na górze. Napisy często dwujęzyczne z »obrazkami « dodają egzotycznego kolorytu. Hebrajskie napisy są przecież bardzo piękne, dla polskiej klienteli udającej się tu po zakupy nieczytelne, stanowiły tylko element graficzny. Przewidujący handlarze żydowscy liczyli się również z koniecznością trafienia z informacją do świadomości potencjalnych nabywców niepiśmiennych - kolorowe rysunki kapelusza, buta czy palta z futrzanym kołnierzem były jednoznaczne dla wszystkich" - czytamy w książce Pakalskiego "Trylogia warszawska. Warszawa moich wspomnień 1935-1939". Na Nalewkach dominowały małe sklepy. Nie brakowało jednak dużych magazynów oraz filii Baty, Singera czy Norblina. Sklep łódzkiej firmy L. Plihal i S-ka - Przemysł Trykotażowy i Dziany, jeden z czterech jej magazynów w Warszawie, mieścił się w kamienicy pod nr. 28. Uwagę przyciągały wielkie witryny z manekinami w sukienkach i garsonkach oraz popiersiami w kolorowych bluzkach. Jak pisał Zbigniew Pakalski, Plihal konkurował z firmą Trójkąt w Kole sprzedającą wełnę w motkach. Przy Nalewkach 28 działał też sklep pod szyldem Gentleman SA - Angielsko-Polski Przemysł Gumowy, a w sąsiednim budynku przy Nalewkach 26 ulokował się jeden z wielu warszawskich sklepów z czekoladą firmy Plutos.

W drugiej połowie lat 30. XX wieku sklepy na Nalewkach modernizowano. Zamiast tradycyjnych drewnianych witryn z XIX wieku pojawiały się wnętrza otwierające się na ulicę. Pierwszy prawdziwie nowoczesny sklep znajdował się w kamienicy pod nr. 10 i należał do Bielskiej Fabryki Sukna Karol Jankowski. Witrynę z prostej metalowej ramy otaczały gładkie pasy lekko różowego terrazytu. Na tle kamienia widniał lapidarny napis: "Jankowski". Przez wielkie okno wieczorami na ulicę wylewał się snop światła, a z chodnika widoczne było całe wnętrze. Różniło się od pełnych tajemnic, małych lokali Nalewek. Te nowoczesne sklepy były pierwowzorami dzisiejszych sieciówek, identycznych we wszystkich krajach świata i wypierających tradycyjne firmy rodzinne. Za Jankowskim poszli następni. Nowe witryny powoli odmieniały Nalewki.

Więcej na ten temat żydowskich dziejów Warszawy przeczytasz w przewodniku "Warszawa nieodbudowana. Żydowski Muranów i okolice". Do kupienia w Kulturalnym Sklepie.



Zobacz także
  • Warszawa żydowska. Ulica Zielna wchodziła w skład dzielnicy żydowskiej Warszawa żydowska. Nalewki - serce dzielnicy północnej
  • Warszawa żydowska. Nieistniejący dziś Plac Muranowski Warszawa żydowska. Nieistniejący dziś Plac Muranowski przed wojną
  • Warszawa żydowska - miejsce poświęcone Władysławowi Szpilmanowi w Muzeum Powstania Warszawskiego Warszawa żydowska. Kamienica Szpilmana - Nowolipki 10
Komentarze (14)
Warszawa żydowska. Nalewki o smaku pomarańczy
Zaloguj się
  • horatio_valor

    Oceniono 22 razy 22

    Nalewki to ta część Warszawy, która w pożodze wojennej zginęła całkowicie. Zginęli ludzie, zginęła bezpowrotnie część miasta. Odbudowano wszystko inne. Wielki smutek ogarnia, kiedy się chodzi po dzisiejszej pozostałości Nalewek - bruk ulicy z szynami tramwajowymi od Arsenału wzdłuż Ogrodu Krasińskich... Pusty plac po Pasażu Simmonsa, pustkowie po obu stronach martwego bruku...

  • babciamarianna

    Oceniono 44 razy 16

    I tej pracowitości "prawdziwi" Polacy, Polakom pochodzenia żydowskiego zazdrościli ... bo dzięki tej pracowitości ci, tak znienawidzeni bogacili się ...bo byli pracowici i nie czekali na skrobane. Nasi, "prawdziwi" chcieli być tak samo bogaci lecz aby nimi być trzeba albo ukraść albo być pracowitym . To pierwsze, "naszym" wychodzi bardzo dobrze z tym drugim są problemy ...bo chłop pańszczyźniany zawsze będzie uważać pracę za wyzysk a nie źródło bogactwa ... i tak tłuczemy się przez dzieje historii walcząc o swa pańszczyźnianą tożsamość....aby do piątku i w szyję , na grilla

  • baron.z.komody

    Oceniono 6 razy 4

    "Chociaż mieszkaliśmy na Ochocie, to mój ojciec śledzie i pomarańcze kupował wyłącznie na Nalewkach. Pracował w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych na Sanguszki i wracając do domu, zahaczał o tę ulicę."

    Zapewne nie miał samochodu i dał radę.

  • gnaszyn70

    Oceniono 3 razy 3

    Warszawa,Łódz,Kraków,Poznań Częstochowa ,Bydgoszcz to były piękne wielokulturowe miasta aż przyszedł Niemiec i wszystko spier...ł zepsuł!

  • zuuuraw

    Oceniono 9 razy 1

    ani słowa o "zapachach" na Nalewkach ?
    helena Rubinstein w swych pamiętnikach wspominała, ze "zapach" Kazimierza, rynku szmacianego, klatek schodowych i podwórzy prześladował ją całe życie.
    Moze dlatego zajęła sie perfumami ?

  • zenonczyk

    0

    Z naszymi polskimi żydami obecna Polska byłaby kulturowa, ekonomicznie, technicznie, przemysłowo o wiele bogatszym krajem. Bylibyśmy faktycznie w czołówce państw europejskich.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane