Warszawa żydowska. Nalewki - serce dzielnicy północnej

Ciasne podwórka, własne zapachy, język żydowski mieszający się z polskim i rosyjskim, do tego klasycystyczne kamienice jak na Nowym Świecie, mnóstwo sklepów i mrowie ludzi - takie były przedwojenne Nalewki.
Warszawa żydowska. Takie były Nalewki

Cóż to było za wydarzenie! Niemal cała Warszawa w mroźny styczniowy dzień roku 1852 zjechała się do Schmidta na Nalewki. Stateczni ojcowie, mieszczanie, mamy i bony z pociechami, sztubacy z pannami służącymi. Polacy i Żydzi. Wszyscy chcieli zobaczyć afrykańskie monstra. - Szanowni państwo, jedyna okazja, dwa słonie - samiec i samica - nadzwyczajnej piękności, urodzone w królestwie Tygree w Afryce! - wykrzykiwał na ulicy naganiacz. Ludzie znikali wewnątrz dużej drewnianej budy stojącej na Nalewkach na wprost głównej bramy Ogrodu Krasińskich. Opiekunowie podawali zwierzętom przysmaki, potem słonie wykonywały rozmaite sztuczki. Dzieci klaskały, panny się śmiały, ich towarzysze czynili uczone uwagi. Nikomu nie było żal 25 kopiejek wydanych na bilet.

Nalewki przypominały wtedy nieco Nowy Świat. Niemal na całej długości były zabudowane dużymi klasycystycznymi kamienicami. Aż 22 z nich powstały w latach 1815-30, w dobie Królestwa Kongresowego. Niektóre były tak okazałe, że sprawiały wrażenie pałaców z kolumnowymi portykami. Gdy je budowano, Żydzi osiedlali się jeszcze gdzie indziej, choć niedaleko - przy Franciszkańskiej i Nowiniarskiej. W roku 1852 Nalewki w dużym stopniu zamieszkane były już jednak przez ludność izraelicką. 10 marca tego roku otwarto tu synagogę. Nazywano ją polską w odróżnieniu od dotychczasowej niemieckiej na Daniłowiczowskiej. Kazania po polsku wygłaszał Izaak Kramsztyk.

Pokaz słoni w tej okolicy nie był dziełem przypadku. Przez dziesięć lat, od 1844 r., na Nalewkach obok Ogrodu Krasińskich urządzano coroczne wystawy zwierząt gospodarskich. "W miejscu dawnych szlacheckich rezydencji osiadł przemysł i handel, a tam, gdzie zręczność i przytomność w manewrach wojskowych zyskiwała stopnie i pochwały, odbywa się corocznie wystawa zwierząt domowych krajowego chowu i dobrych gospodarzy, skromną uwieńczona nagrodą. W tej części Warszawy osiedli kupcy z towarami rosyjskimi" - pisał w roku 1846 Franciszek Kurowski w "Pamiątkach miasta Warszawy". Z prawdziwym podziwem spogląda na te składy W 1854 r. wystawy przeniesiono na plac Zielony (dziś Dąbrowskiego). Kupcy zostali. Z każdym rokiem było ich więcej i więcej. Fasady wzdłuż Nalewek specjalnie się nie zmieniały, choć tu i ówdzie budowano nowe kamienice. Wielkie zmiany dokonywały się zaś na tyłach. Wycinano sady, a w ich miejscu wzdłuż długich i wąskich podwórek stawiano oficyny. Potem dostawiano oficyny poprzeczne dzielące podwórka na mniejsze części. Powoli powstawał tak jeden z najgęściej zaludnionych fragmentów Warszawy. To właśnie te Nalewki - zaludnione ponad wszelką miarę, mówiące w jidysz, po rosyjsku i po polsku - pamiętamy do dziś

"Setki sklepów i pracowni rzemieślniczych zapełniają dzielnicę, a na Nalewkach, które grają rolę Krakowskiego Przedmieścia tej części miasta, widnieją zasobne jak może nigdzie indziej w Warszawie składy i magazyny. Prawdziwy warszawiak z Nowego Światu ni Krakowskiego Przedmieścia z prawdziwym podziwem spogląda na te składy i nie chce wierzyć, że wszystkie owe bogactwa znajdować się mogą na tak stosunkowo niepozornej ulicy. Na Nalewkach mieszczą się dość zasobne sklepy z galanterią. Nalewki zresztą nie mają ściśle specjalnego charakteru. Jak na Krakowskim Przedmieściu znajduje się tu wszystko, bodaj tylko że w obszerniejszych rozmiarach. Podobny charakter mają ulice Franciszkańska i Gęsia" - czytamy w "Przewodniku po Warszawie" z 1881 r.

Warszawa żydowska. Życie w dzielnicy

Jeżeli chcemy poznać klimat ulicy, zajrzyjmy do wnętrza wielkiej klasycystycznej kamienicy pod nr. 20. W roku 1869 mieścił się tu magazyn okryć damskich Rejny Kosturek, magazyny ubiorów dziecięcych Szlamy Chencinera i Arona Cienkusza, dwa warsztaty jubilerskie - Dawida Fundgolda i Lajzera Jakobskinda. Nusyn Kupalnik handlował tu winem, Eliasz Kaufman - mięsem surowym, a Abraham Ożarów reperował buty. Abraham Baumberg prowadził zakład litograficzny, Szmul Feinlicht - zegarmistrzowski. Dla ciała był szynk Jankiela Tenenbauma i restauracja Gdali Dymy, a dla ducha - dom modlitwy Mośka Stückgolda. W roku 1870 działały tu aż dwa składy papieru i materiałów piśmiennych - Bema i Odessera, a w końcu XIX wieku elegancki sklep fabryki wyrobów srebrnych i platerowanych Izraela Szekmana, w którym pobożni Żydzi kupowali menory i lampki chanukowe. Przed 1914 r. dom upatrzyły sobie firmy futrzarskie - działały tu sklepy Patrona, Radla, Szklarskiego oraz Winrauba i Feinberga - a w latach międzywojennych handlarze skórą: pojawiły się sklepy Lewkowicza, Cytrynbluma i Hauswirta. Jeszcze w roku 1822 ogromny apartament w tej okazałej kamienicy miał jej właściciel i budowniczy Aleksander Groffe (de Groff). Pół wieku później z elegancji pozostała jedynie fasada, a dom od parteru po poddasze zamieszkiwali: rymarz, kilku handlarzy ulicznych, rękawicznik francuski, krawiec męski, po dwóch krawców damskich, stolarzy, jubilerów i kapeluszników, szczotkarz, czapnik, parasolnik, komornik, pisarz prywatny, kilku czeladników krawieckich i kupców. Żaden z owych rzemieślników nie należał do warszawskich cechów, które zazdrośnie strzegły swych przywilejów.

"Można łatwo zauważyć, że Żydzi z Solca wyglądają inaczej niż Żydzi z Pragi. Ci z Grzybowa nie są tacy sami jak ci z placu Rybnego. Ulica Pańska to nie to samo co Muranów. A ulica Franciszkańska, która zbiega się z Nalewkami, tak się różnią od siebie jak dzień od nocy. Nawet kamienie są jakieś spiczaste, na Nalewkach zaś gładkie z trotuarami" - przekonywał reporter jednej z żydowskich gazet Saul Sorgenstein.

Warszawa żydowska. Tramwaje jechały puste, sklepy były zamknięte Nalewki miały swoje zapachy. Ponad ulicą unosiła się woń kapusty, mydlin, końskiego łajna i tej zwykłej ludzkiej biedy, która wszędzie na świecie pachnie jednakowo.

Warszawa żydowska. Zagłada Nalewek

Zagładę ulicy przyniosła druga wojna światowa. Pierwsze domy spłonęły już w 1939 r. Potem ulica od rogu Świętojerskiej aż po plac Muranowski znalazła się w getcie. Bramą od strony Świętojerskiej rankiem 19 kwietnia 1943 r. weszły oddziały przystępujące do niszczenia getta. Kolumny złożone z Niemców, Łotyszy i Ukraińców posuwały się wzdłuż ulic, nie spodziewając się ataku. Tymczasem na piętrach kamienic i w bramach czaili się powstańcy. Pierwsze strzały padły z dachów domów u zbiegu Nalewek i Gęsiej. Stamtąd też poleciały butelki z benzyną. Gdy powstanie w getcie upadło, Niemcy burzyli systematycznie dom po domu. Większość mieszkańców ulicy już wcześniej została wywieziona do obozów zagłady i zamordowana. Z dawnych Nalewek poza Arsenałem nie przetrwał ani jeden budynek.

Więcej na ten temat żydowskich dziejów Warszawy przeczytasz w przewodniku "Warszawa nieodbudowana. Żydowski Muranów i okolice". Do kupienia w Kulturalnym Sklepie.



Skomentuj:
Warszawa żydowska. Nalewki - serce dzielnicy północnej
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX