Ukraina. Odessa - dwa światy w jednym mieście

Bogato zdobione, pięknie odnowione kamienice po lewej i zapuszczone podwórka ze sznurami suszącego się prania po prawej. Śniadanie - w przytulnej kawiarni, obiad - z gara ustawionego na chodniku. Do Odessy jedzie się dla niepowtarzalnego klimatu powstałego z mieszanki starego z nowym.
Odessa pokazuje swoje dwa oblicza jeszcze zanim na dobrze się do niej wjedzie. Kilka kilometrów przed miastem wyrasta wielki - prawdopodobnie największy na terenie całego byłego ZSRR - bazar z rzędami bud, w których sprzedają mydło i powidło. Nawoływania sprzedawców i targi przy dobijaniu interesów zagłusza gwar dobiegający z drogi: na trasie wjazdowej z niedalekiego Białogardu Dniestrowskiego (dawnego Akermanu) i całych południowo-zachodnich rubieży kraju wciśniętych między Mołdawię, Rumunię i deltę Dunaju, w korku obok siebie stoją najnowsze modele drogich aut z przyciemnionymi szybami i zapchane po ostatni centymetr marszrutki - zatrzymujące się na każde żądanie minibusy z napisami informującymi "Jeśli chcesz wysiąść - krzycz" to najpopularniejszy tu środek lokomocji.

W centrum Odessy dołączą do nich jeszcze stylowe trolejbusy, którymi można dojechać w każde miejsce za równowartość mniej więcej złotówki. Rozjeżdżają się spod dworca kolejowego, zwieńczonego kopułą monumentalnego budynku z wysokimi łukowatymi oknami, który bardziej niż jakikolwiek dworzec na świecie przypomina pałac, a marmurowe pomieszczenia poczekalni i kas - salę balową. Podziwiając detale ich wykończenia trudno się nawet zdenerwować, że otwarte są tylko cztery kasy, z czego trzy dla uprzywilejowanych, a każda w innej kategorii. Ponieważ system ustawienia się we właściwych kolejkach rozumieją tylko miejscowi, zdezorientowanemu turyście zostaje podejście na chybił trafił do którejkolwiek i zdanie się na wyrozumiałość kasjerki: bilety na pociągi, zwłaszcza w popularnych kierunkach, rozchodzą się jak świeże bułeczki. Na peronach po jednej stronie dworca stoi kilka długich składów złożonych przede wszystkim z otwartych wagonów sypialnych sprzyjających socjalizacji ze współpasażerami w czasie wielogodzinnej jazdy. Na schodach po drugiej stronie budynku ustawiły się słynne babuszki, czyli pośredniczki wynajmujące przyjezdnym prywatne kwatery. Potrzeba czegoś taniego? Eleganckiego? Apartamentu dla rodziny? Domku blisko plaży? Nie ma sprawy: babuszki w przepastnych albumach ze zdjęciami mają wszystko i po szybkiej wymianie zdań kierują turystów pod właściwy adres.

Ukraina Odessa - kontrasty

A w Odessie można trafić pod adres bardzo różny. Reprezentacyjne, wytyczone idealnie prostopadle i okolone wysokimi drzewami bulwary otaczają przyklejone jedna do drugiej pięknie odnowione kamienice. Pastelowo różowe, zielone, błękitne i beżowe, z wysokimi oknami, wykończonymi na biało fasadami, płaskorzeźbami, kolumnami i finezyjnie wykutymi balustradami balkonów wyglądają jak z obrazka w starej książce. Tu i ówdzie wybrukowane aleje, kiedyś najlepsze adresy w mieście, otaczają stare ogrody ukrywające pałace zamożnych kupców. Wystarczy jednak skręcić w mniejszy zaułek, by po przejściu kilku kroków trafić na zaniedbane podwórka z sypiącymi się ścianami, resztkami gzymsów, ciemnymi klatkami schodowymi, przybudówkami, ogródkami, pnącą się winoroślą, półnagim mężczyzną pucującym przy studni swoją wiekową Ładę i wychodkiem w kącie.

Tak samo różnie można jeść: w spacerowo-reprezentacyjnym centrum pełno jest eleganckich restauracji i przytulnych kafejek, przed którymi właściciele ustawili kolorowo pomalowane rowery. Tuż obok zakutane w chusty i długie spódnice babcie rozłożyły stragany, z których sprzedają suszone ryby, domowe wino na szklanki albo kompot w plastikowych butelkach. Z wystawionego na chodniku gara można kupić kolbę gorącej, dopiero co ugotowanej kukurydzy albo pirożka (rodzaj smażonego w głębokim tłuszczu placka z nadzieniem mięsnym, serowym albo warzywnym), którego sprzedawczyni pieczołowicie zawija w gazetę. W znajdującym się tuż obok dworca centrum handlowym Priwoz rozłożyli się handlarze z najdalszych zakątków Ukrainy: na długich stołach piętrzą się góry pomidorów, bakłażanów, papryki i arbuzów, spod dachu zwisają suszone zioła, w workach czekają groch i kasze. Można tu kupić świeże figi, przynajmniej kilka gatunków jagód, świeżo wyciśnięty sok z granatów w butelce po coca coli albo dopiero co oprawione jagnię. W bazarowych sklepikach wokół największym wzięciem cieszą się telefony komórkowe - nawet najstarszych, zniszczonych aparatów tu się nie wyrzuca, tylko naprawia, a rozładowane - zostawia za kilka hrywien do naładowania. W centrum pełno jest też kafejek internetowych, nazywanych salonami albo pałacami, z cenami przyprawiającymi o zawrót głowy, przyciemnionym światłem, wygodnymi fotelami i modnie ubraną młodzieżą, która nie przyszła tu wysłać maila, tylko pograć - to popularna i ekskluzywna rozrywka.

Odiesity - jak mawiają o sobie mieszkańcy Odessy - są potomkami wielu kultur, wyrosłymi w narodowościowym tyglu Ukraińców, Rosjan, Greków, Bułgarów, Polaków, Rumunów, Ormianów, czy Żydów. Panie zadają szyku świeżo ułożonymi fryzurami, nienagannymi makijażami i starannie dobranymi strojami, a panowie przesiadują z fasonem w parkach nad grą w szachy. Można ich poznać po charakterystycznej miękkiej wymowie, a przede wszystkim - miłości do swojego miasta. Bo Odessa to przede wszystkim atmosfera. Przechadzając się po południu słynnymi schodami Potiomkowskimi, wśród chłopców w marynarskich mundurach - kadetów tutejszej szkoły, można się poczuć jak w scenie filmu.

Ukraina Odessa - na ziemi i pod ziemią

Ogromne schody, najbardziej rozpoznawalny na świecie symbol Odessy, tak naprawdę najpierw nazywały się "gigantycznymi" albo "przymorskimi", a za czasów Sojuza - "bulwarowymi". Szersze u dołu, węższe u góry, mają 142 metry długości i granitowe 192 stopnie prowadzące z położonego w dole portu na reprezentacyjny bulwar Przymorski. Świat poznał je dzięki filmowi Siergieja Einsteina "Pancernik Potiomkin", w którym zabita podczas powstania robotników kobieta wypuszcza z rąk wózek z niemowlęciem. Zdecydowanie lepiej je oglądać z dołu, bo z tej perspektywy wyglądają bardziej monumentalnie; z każdym krokiem w górę roztacza się za to coraz ładniejszy widok na port i całe miasto. Na samym szczycie wieńczy je pomnik jednej z najważniejszych osób dla historii miasta - jego pierwszego gubernatora księcia de Richelieu, za czasów którego w Odessie rozkwitła tolerancja. Skręcając przy nim w lewo dojedzie się do szklanej kopuły wyrastającej niemal ze środka bulwaru, pod którą można zobaczyć m.in. stare kamfory , fragmenty murów i kamienną kotwicę - odnalezione przez archeologów przedmioty przypominają o greckich koloniach założonych w tym miejscu w V wieku p.n.e. Położone nad Morzem Czarnym ziemie przechodziły potem z rąk do rąk, by w końcu dostać się pod panowanie tureckie. Pod koniec XVIII w. ich twierdza i położona obok niewielka tatarska osada dostały się w ręce Imperium Carskiego: w 1794 r. wśród jałowych, niezamieszkałych stepów Katarzyna II nakazała zbudować miasto na miarę Petersburga. Tak powstała Odessa. Budowana z rozmachem przez najlepszych architektów w ciągu wieku stała się czwartym miastem imperium rosyjskiego ustępując wielkością jedynie Petersburgowi, Moskwie i Warszawie.

O czasach szalonej budowy Odessy dziś przypomina nie tylko to, co znajduje się na ziemi, ale także - pod nią. Ponieważ miasto stoi na skale, budulec na nie wydobyto spod niego drążąc kolejne korytarze: w sumie na trzech poziomach powstało ich ponad 400 km. Do miasta pod miastem z czasem wprowadziła się biedota, przemytnicy i typki spod ciemnej gwiazdy, a w czasie wojny stało się bazą partyzantów, którzy przeżyli tu ponad dwa i pół roku miejsca swojej bytności znacząc napisami: "Krew za krew, śmierć za śmierć". W tunelach byli całkowicie samowystarczalni: mieli wnęki sypialne wymoszczone słomą, banię do kąpieli i pokój rozrywki z biblioteczką, patefonem, szachami i spoglądającymi na to wszystko z portretów towarzyszami Leninem i Stalinem. Sami mielili mąkę i piekli chleb, a potrzebne rzeczy podawano im przez studnię, która stoi do dziś na terenie jednego z gospodarstw pod Odessą. Tunele na najwyższym poziomie - 20 metrów pod ziemią - udostępniono dla turystów: schodzi się do nich pod miastem na krótką przechadzkę szlakiem partyzantów. Te na niższych zalała woda. Dawniej można nimi było dojść nawet do morza i centrum miasta.

Ukraina Odessa - trzeba zobaczyć

* gmachy Teatru Opery i Baletu oraz Filharmonii; * plac Soborowy z Soborem Katedralnym; * dom przy ul. Deribasowskiej, w którym w czasie zesłania mieszkał Adam Mickiewicz; * pałac hrabiego Michaiła Woroncowa; * most teściowej, na którym młode pary wieszają kłódki dla wiecznej miłości; * budynek Starej Giełdy. Najciekawiej jednak spaceruje się dowolnymi bulwarami podziwiając kamienice i pałace, by po południu wsiąść w tramwaj i ruszyć w kierunku którejś z podmiejskich plaż - np. słynnej Arkadii.