Dziwne muzea świata

Muzea to nie tylko obrazy, klejnoty i rycerskie zbroje. By obejrzeć niektóre kolekcje, trzeba naprawdę mocnych nerwów: na prawo wątroba w słoiku, na lewo twarz bez nosa, a z przeciwka patrzy kobieta pochowana żywcem.
Do kasy Muzeum Antropologii i Etnografii w Petersburgu zawsze stoi kolejka, a pod szatnią przepycha się wielojęzyczny tłum. Nic dziwnego, bo w powstałym z rozkazu cara Piotra I Wielkiego budynku nad Newą znajduje się jeden z najbogatszych zbiorów świata prezentujący kultury niemal wszystkich narodów. Jednak to nie ludowe stroje ani wyjątkowa kolekcja monet przyciągają tu gości, którzy spieszą na jedno szczególne piętro. Wcześniej niż zobaczyć, można je poczuć, bo ze środka dobiega specyficzny zapach kurzu zmieszanego z formaliną. Jeśli nie masz stalowych nerwów i mocnego żołądka w tym momencie powinieneś zawrócić - przekroczenie progu oznacza wejście w świat zdeformowanych zwierząt, zniekształconych płodów, fragmentów ludzkiego ciała i dzieci zatopionych w słoikach. Petersburskie muzeum bardziej jest znane jako Kunstkamera, czyli gabinet osobliwości. Zainteresowany anatomią Piotr Wielki u schyłku XVII wieku chadzał w Holandii na wykłady Fryderyka Ruyscha, jednego z najznamienitszych anatomów tamtych czasów. Kiedy zobaczył jego kolekcję zakonserwowanych w formalinie anomaliów zafascynował się nią tak, że kazał ją odkupić i przewieźć do swojego Pałacu Letniego. Gdy jednak dokupił do niej kolejną, butlom, słojom i spreparowanym szkieletom w pałacowych wnętrzach zaczęło być za ciasno. Car kazał więc wybudować dla nich specjalny budynek, a gdy ten powstał - przysyłać tu zdeformowane płody i ciała z całego imperium. Sam również je dołożył darując muzeum swoje własnoręcznie wyrwane zęby. Patrząc na ówczesne instrumenty medyczne, które również pokazano na tym piętrze, nawet największy sceptyk uwierzy, że Piotr Wielki rzeczywiście był pasjonatem nauki.

Dziwne muzea - ciała i choroby

Położone w środkowym Meksyku miasteczko Guanajuato zachwyca postkolonialną architekturą oraz plątaniną wąskich ulic tworzących prawdziwy labirynt, który na dodatek co jakiś czas zwodzi zbłąkanego turystę pod ziemię. Pod leżącym na wysokości 2 tys. m.n.p.m. miasteczkiem znajduje się sieć tuneli z wybrukowanymi jezdniami, które służą nie tylko pieszym, ale przede wszystkim samochodom - pod ziemią odbywa się praktycznie cały ruch uliczny. Brzmi romantycznie? Bardziej niż kolorowe domy na powierzchni i legendy o dawnych kochankach w zaułkach do miasta przyciąga turystów pewne muzeum, w którym można się przespacerować między rzędami mumii. Choć zmumifikowane zwłoki nie są rzadkością i można je zobaczyć np. w Egipcie, te z Meksyku są szczególne: po pierwsze - jest ich naprawdę dużo; po drugie - nie zakonserwowano ich specjalnymi środkami, tylko zakonserwowały się same, za czym prawdopodobnie stoi specyficzny suchy klimat i skład gleby. I prawdopodobnie nikt nigdy by się o tym nie dowiedział, gdyby nie przypadek Ponieważ miejsce na tutejszym cmentarzu było na wagę złota, w XIX w. zarządzono, że ciała mogą na nim spoczywać za darmo tylko przez pięć lat po pogrzebie. Te, za które nikt potem nie zapłaci, zostaną ekshumowane i spalone. Na pierwszego padło w 1865 r. na francuskiego lekarza Remigio Leroy'a - gdy jego zwłoki zostały wykopane okazało się, że się zasuszyły, łącznie z ubraniem, w którym go złożono do trumny. Do lat 80. ubiegłego wieku, kiedy prawo zostało zmienione, z miejscowego cmentarza ekshumowano kilkaset ciał, a 111 najlepiej zmumifikowanych trafiło do muzeum. Witają zwiedzających tuż po wejściu stojąc rzędami w szklanych gablotach - kobiety i mężczyźni, dorośli i dzieci, w resztkach ubrań i z włosami, nieznani i zidentyfikowani. W tym specyficznym zbiorze znajdują się również najmniejsza mumia świata - noworodka zmarłego tuż po narodzinach przez cesarskie cięcie, i mumia kobiety, którą najpewniej pochowano żywcem. Ignacia Aguilar była ofiarą zarazy, a wedle przekazu, kiedy ją ekshumowano, leżała z twarzą zwróconą ku dołowi, co grabarze zinterpretowali jako próbę podważenia plecami wieka trumny. Czy to prawda dziś nie wiadomo, bo działo się to ponad wiek temu, faktem jednak jest, że mumia obejmuje rękoma głowę i ma zadrapania na czole.

Ofiarom innej choroby poświęcone jest muzeum w norweskim Bergen: niemal w centrum miasta, słynącego z kolorowego nabrzeża pozostałego po hanzeatyckich kupcach i deszczu, który pada tu niemal nieprzerwanie, znajduje się wejście na spokojne podwórko okolone kościołem i przyklejonymi do siebie drewnianymi domkami w identycznym kolorze pastelowej zieleni. To dawny szpital św. Jerzego, jeden w trzech w mieście specjalizujących się w leczeniu trądu - w latach 1850-1900 Bergen uznawano za "światową stolicę" tej choroby. W żadnym innym zakątku naszego kontynentu nie cierpiało na nią tak wiele osób. Oprócz kaplicy i sal wspólnych w muzeum można zobaczyć izdebki mieszkalne, w których izolowano chorych od świata, urządzenie do amputacji zniszczonych przez chorobę kończyn, woskowe odlewy trędowatych twarzy i rąk. To właśnie w tym szpitalu doktor i naukowiec Armauer Hansen wyizolował prątek trądu. Ostatni na nią chory zmarł tu w 1946 r.

Komentarze (1)
Dziwne muzea świata
Zaloguj się
  • colakropka1

    Oceniono 2 razy 0

    A w Waco w USA znajduje się muzeum napojów firmy Dr. Pepper. Ot, taka ciekawostka muzealnicza ;)
    Pozdrawiam, Cola Kropka
    colakropka.blogspot.com/ - napoje typu cola, inne produkty o smaku coli, ciekawostki, colowy lifestyle

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX