Porto najlepiej smakuje w Porto

U ujścia złotej rzeki, nad błękitnym oceanem, jest miasto i wino o tej samej nazwie. Jedno i drugie - wyśmienite.
Choć Porto jest drugim co do wielkości miastem Portugalii, nazywanym nawet "stolicą północy", wielkomiejskiego zgiełku się tu nie uświadczy. Właściwie jedynym zgiełkiem jest gwar w kolorowej nabrzeżnej dzielnicy Ribeira i zgrzyt kolejki zębatej mozolnie wspinającej się z poziomu rzeki do wyżej położonych dzielnic: mały wagonik niemal ociera się o przydomowe ogródki rozjeżdżając pnące się po torach fioletowe dzwonki i pozwalając zajrzeć na podwórka. Choć to ścisłe centrum, nierzadkim widokiem są wyraźne braki w czerwonych dachówkach układających się w charakterystyczne spadziste dachy i balkony, na których schną łopocąc pasiaste dywany i dywaniki, ścierki i ręczniki, prześcieradła, poszwy, koszule. Wizyta w Porto jest jak podróż w czasie: spacery w górę i w dół po brukowanych uliczkach, zdobione błękitnymi płytkami azulejos kościoły, kolorowe fasady domów z wysokimi oknami, przybudówkami, nadbudówkami i pełnymi zieleni podwórkami tworzą niezapomnianą atmosferę. Jeśli dodać do tego aromatyczne wino składowane po drugiej stronie rzeki, proste, ale smaczne dania serwowane przy stolikach wystawionych na nabrzeżu, kameralne koncerty fado odbywające się na miejskich placykach i ocean, nad który można dojechać kolejką w pół godziny, przestaje dziwić, że położone na krańcu kontynentu miasto tak chętnie odwiedzają turyści. W tegorocznym konkursie organizacji European Consumer Choice na najatrakcyjniejszy europejski cel wyjazdów zwyciężyło właśnie Porto pokonując takie tuzy jak Wiedeń, Praga, Florencja czy Dubrownik.

Portugalia - Porto

Swoją malowniczość Porto zawdzięcza położeniu - zostało zbudowane na górzystym brzegu rzeki Douro tuż przed jej ujściem do Oceanu Atlantyckiego. Najstarsze wzmianki o osadnictwie w tym miejscu pochodzą z V wieku, gdy swoją osadę założyli tu Rzymianie. W kolejnych stuleciach strategicznie usytuowany port przechodził z rąk do rąk aż wreszcie, po królewskich ślubach między dynastiami, umocniły się stosunki portugalsko-angielskie. I to właśnie angielscy kupcy odkryli, rozsmakowali się i rozsławili na całym świecie produkowany w tutejszych winnicach trunek nadając mu nazwę miasta, w którym powstał. Bez porto nie mogło się obyć żadne przyjęcie w arystokratycznym domu XVIII-wiecznej Europy.

Choć dzisiejsze Porto zajmuje dużo większy obszar niż to z czasów triumfu wina, jego stara część nie zmieniła się praktycznie od lat. Cały teren pomiędzy średniowiecznymi murami miejskimi został wpisany na listę UNESCO i bez żadnego problemu można go eksplorować pieszo gubiąc się w kolejnych zaułkach, placykach i podwórkach. Kierując się na dół prędzej czy później dojdzie się do rzeki po drodze przechadzając się Avenida dos Aliados - to najbardziej reprezentacyjna aleja miasta, przedzielona szerokim pasem zieleni z deptakiem, ławeczkami i rzeźbami, otoczona pięknymi neoklasycystycznymi kamienicami. Jej jeden koniec wyznacza ratusz miejski z wysoką dzwonnicą, a drugi Praca (plac) da Liberdade z konnym pomnikiem Piotra IV. Koniecznie trzeba znaleźć dworzec kolejowy Sao Bento: powstały w miejscu zrujnowanego klasztoru benedyktyńskiego budynek kryje prawdziwy skarb - ściany jego hallu, podzielone wysokimi łukowato sklepionymi przejściami, od podłogi po sufit zdobi 20 tys. błękitnych płytek azulejos. Jorge Colaço, jeden z największych malarskich mistrzów tej sztuki, stworzył z nich sceny układające się w historię kraju. Jednym z bardziej znaczących wydarzeń w jego dziejach był podbój świata i stworzenie portugalskich kolonii: to właśnie w Porto urodził się pod koniec XIV wieku ich inicjator - książę Henryk Żeglarz. Zmierzając w kierunku domu, w którym przyszedł na świat, zamienionego dzisiaj na muzeum, wciąż przystaje się przed kolejnymi bogato zdobionymi pałacami i kościołami. Okazałe świątynie z zewnątrz zdobią błękitne płytki, wnętrza - pokrywają złocone polichromie; tylko na dekorację kościoła św. Franciszka zużyto ponad 500 kg złota! Po pokonaniu 225 schodków i rzuceniu okiem na miasto ze szczytu wieży Torre Dos Clérigos, która niegdyś była znakiem pomagającym zawinąć żeglarzom do portu, czas ruszyć ku brzegowi Douro. Uliczki prowadzącego do dawnego portu, dawniej zamieszkałe przez robotniczą biedotę, tętnią życiem od świtu do świtu.

Porto od kuchni

Nad samą wodą ulokowały się lokalne knajpki; choć kelnerzy wychodzą z każdych kolejnych drzwi, a stoliki stoją gęsto jeden obok drugiego, znalezienie przy nich miejsca wieczorem jest nie lada wyzwaniem (wcześniej tylko trochę mniejszym). W cieniu błękitnych fasad, z widokiem na barki na rzece i wytwórnie porto na drugim brzegu, wszystko smakuje wyśmienicie. Przesiadując tu koniecznie trzeba spróbować bacalhau, czyli suszonego dorsza, o którym Portugalczycy mawiają, że potrafią go przyrządzić na 365 sposobów na każdy dzień roku, sardynek z grilla wrzuconych nań w całości - z wnętrznościami, legendarnych miejscowych flaczków duszonych z dodatkiem fasoli, warzyw i ziół, a z zup - caldo verde, czyli rodzaju kapuśniaka z drobno poszatkowanej kapusty ugotowanej w ziemniaczanym kremie z dodatkiem suszonej kiełbasy. Z zielonych (port. verde) podają tu jeszcze wino - orzeźwiające, lekko musujące vinho verde w upalne dni szybko uderza do głowy nastrajając pozytywnie do wizyty na drugim brzegu rzeki. Najlepiej wybrać się tam oczywiście pieszo, dwupoziomowym mostem zaprojektowanym przez ucznia Eiffla, o ażurowej konstrukcji zadziwiająco przywodzącej na myśl Paryż. Z jego górnego poziomu, którym jadą wagoniki metra (w Porto na wielu fragmentach "metro" jest dość powolną kolejką naziemną , rozciąga się doskonały widok na wytwórnie wina po jednej stronie i stare kolorowe kamienice po drugiej; ponieważ w blasku zachodzącego słońca budynki wyglądają na złote, Złotą (port. douro) nazwano także rzekę. Patrząc w kierunku oceanu zobaczy się cumujące na niej barki - barcos rabelos, którymi dawniej spławiano młode wino z doliny rozciągającej się na wschodzie. Piwnice, w których miało dojrzeć, tradycyjnie budowano w przemysłowej, tańszej od bogatego Porto, położonej na przeciwległym brzegu miejscowości Vila Nova de Gaia. Dzisiaj brzeg ten nie ustępuje gwarem dzielnicy Ribeira - nad wodą rozłożyły się takie same knajpki, a kawałek dalej na połączoną z degustacją krótką lekcję na temat wyrobu porto zapraszają jego wytwórnie. W najsłynniejszych, leżących tuż przy promenadzie piwnicach Calem i Sandeman, kosztuje to kilka euro. Wystarczy jednak skręcić w którąś z brukowanych uliczek, wspiąć się zaułkami w górę, by trafić do bram któregoś z mniejszych, choć wcale nie mniej znakomitych, liczących sobie kilkaset lat przedsiębiorstw, gdzie ugoszczą i opowiedzą o trunku za darmo. Niektórym degustacja i wędrówka po wilgotnych piwnicach wśród rzędów gigantycznych beczek podoba się tak, że spędzają całe popołudnie chodząc od wytwórni do wytwórni.

Porto - wino Porto

Swoją sławę i niepowtarzalny smak porto zawdzięcza panującemu w dolinie Douro mikroklimatowi: zimy są tu mroźne, lata gorące, deszcze ulewne, a rosnąca na tarasach na stromych brzegach winorośli znakomicie to wszystko absorbuje. Owoce rodzą się wyjątkowo słodkie, a mocy dodaje im brandy, dolana przed zakończeniem fermentacji; beczki z taką właśnie młodą mieszanką spławia się wiosną do miasta i składa w piwnicach, by trunek dojrzał. Choć ze słowem "porto" wciąż najbardziej kojarzy się wino mocne i słodkie, od lat oprócz czerwonego wytwarza się także białe porto wytrawne, a nawet - różowe. Dumą każdego producenta jest jednak tzw. vinatge, które robi się tak jak przed wiekami nie używając maszyn, tylko ludzkich rąk, a właściwie - nóg: kilkadziesiąt osób wchodzi do kamiennego, mieszczącego 7 tys. litrów basenu, i drepcząc kilka godzin ugniata winogrona. Przygotowany z nich trunek trafia do beczek, ale nie na kilka do dwudziestu - jak w przypadku porto czerwonego i białego - tylko na dwa lata. Potem rozlewa go się do butelek i przechowuje w pozycji horyzontalnej - nawet cały wiek.