Gruzja - kraj winem i jadłem płynący

Gruzja. Między dwoma morzami, wśród ośnieżonych szczytów, leży kraj winem i jadłem płynący. Jednak bardziej niż piękne widoki, wędrowców przyciągają gorące serca jego mieszkańców.
Kiedy Bóg zaczął tworzyć świat, ludzie zebrali się razem czekając na podział ziemi - ponieważ każdy z narodów chciał dostać jej najpiękniejszy kawałek, podniosły się krzyki i kłótnie. Jedynie Gruzini podeszli do sytuacji ze zdrowym rozsądkiem - zamiast marnować czas na waśnie i czekanie w kolejce, postanowili go wykorzystać: rozłożyli się wygodnie, zarządzili ucztę z winem, a kiedy byli już syci - zaczęły się śpiewy i tańce. Gdy stwórca po sześciu ciężkich dniach wracał do domu odpocząć, oni wciąż imprezowali; Pan Bóg nie miał dla nich nic, bo rozdał już wszystko, ale podbudowany gruzińską serdecznością, otwartością i pogodą ducha uznał, że nie może ich zostawić ot tak, bez ziemi. Szybko postanowił więc, że ten wesoły naród dostanie fragment świata, który pierwotnie stworzył dla siebie, by mieć gdzie odpoczywać. W ten sposób Gruzini zostali posiadaczami najpiękniejszego fragmentu planety: położonego na granicy zachodu i wschodu, pomiędzy dwoma morzami, u stóp pokrytych śnieżnymi czapami potężnych gór Kaukazu, wśród zielonych lasów, pachnących łąk i łagodnych zboczy porośniętych krzewami winorośli - robią tu z nich jedne z najsłynniejszych win świata, resztki wykorzystując do równie słynnej wódki.

Podobną historyjkę ma co prawda wiele narodów - choćby Chorwaci, którym stwórca miał podarować przeznaczone dla siebie piękne wybrzeże dalmatyńskie - ale chyba tylko Gruzini potrafią z niej zrobić taki użytek bawiąc się i dzieląc swoją radością z innymi. Patrząc na nich trudno się dziwić, że zrobili takie wrażenie na stwórcy.

Gruzja kuchnia

- Wypijmy za Polskę, Gruzję i cały świat, za nasze wnuki, które się dopiero urodzą, i za przodków, których już dawno pochowaliśmy. Za dobry los, który pozwolił nam się spotkać i spędzić razem ten piękny wieczór - oby nam sprzyjał, i postawił na tej samej drodze jeszcze niejeden raz - kiedy tamada wygłasza patetyczny toast, reszta towarzystwa stoi ze wzniesionymi szklanicami i milczy. Tamada to mistrz ceremonii, a ceremonią jest supra - gruzińska uczta i podstawa tutejszego życia towarzyskiego. Bez uczestnictwa w niej żadna podróż do Gruzji nie będzie podróżą prawdziwą. Na szczęście zostać zaproszonym na suprę jest równie łatwo, co zobaczyć szczyty Kaukazu - jeżeli coś może być problemem, to tylko nadmiar zaproszeń. Wieczorem na podwórkach, a w święta nawet za dnia w plenerze, nagle robi się ludzkie zgromadzenie. Pośrodku natychmiast pojawiają się stoły, na które krzątające się kobiety donoszą kolejne smakołyki: przede wszystkim chaczapuri, czyli placek z serem o różnym smaku, i czinkali - gotowane w rosole pierożki z mięsem i sosem, ściekającym po brodzie mniej wprawnym gościom. W mgnienia oku stoły zapełniają się po ostatni centymetr szaszłykami, gołąbkami z liści winogron z jagnięciną, nadziewanymi paprykami i bakłażanami, pomidorami i ogórkami, fasolką, pastami orzechowymi, serami i marynowanymi kwiatami dżondżoli. Na deser będą góry arbuzów, granatów i fig oraz czurchczele: "szaszłyki" z orzechów zanurzonych wielokrotnie w słodkim soku winogronowym. Kiedy się na to patrzy trudno się dziwić, że najczęstszym obrazkiem kojarzącym się z Gruzją - obecnym na plakatach, w folderach, książkach itd. - jest przykryty białym obrusem, suto zastawiono stół, otoczony tłumem ludzi z kielichami w rękach. Tradycja nakazuje, by żaden gość nie wstał od niego głodny, ale patrząc na menu i słuchając zachęt gospodarzy tak naprawdę trudniej od niego wstać w ogóle. Kolejnym daniom nie ma końca, a każde smakuje wybornie popite miejscowym winem, najczęściej własnej roboty - zagony z krzakami winorośli można zobaczyć nawet na miejskich osiedlach. Równie często co ono na stół wjeżdżają karafki z innym domowym produktem z winorośli - mocny jak szatan samogon cza cza, powstały z moszczu i skórek, potrafi powalić niejedną nieprzyzwyczajoną do niego głowę.

Gruzja atrakcje

Trochę dzika, niesamowicie szalona i jeszcze bardziej gościnna Gruzja z roku na roku ściąga większe rzesze turystów. Wędrując górskimi ścieżkami wokół Kazbegów, spacerując między świątyniami Mcchety czy odpoczywając w którejś z kafejek w starej części Tbilisi, Polaków spotka się nawet kilka razy dziennie. Równie często słychać niemiecki i angielski, a w wakacyjnym sezonie popularne miejsca zapełniają turyści z byłych republik ZSRR - choćby obywatele Ukrainy czy Azerbejdżanu, którzy przyjeżdżają na słynne plaże gwarnego Batumi, do znanego z leczniczych wód sanatorium Bordżomi czy zielonej, produkującej wyśmienite wina, Kachetii. Oprócz niesamowitych widoków i serdecznie gościnnych ludzi Gruzja może im zaoferować także wielką historię - dumę miejscowych potęguje niedawne znalezisko kości praczłowieka: wedle badań to stąd miał przedostać się do Afryki, by tam ewoluować i zaludnić świat. Gruzini nazywają swój kraj mianem Sakartwelo, która to nazwa ma się wywodzić od ich przodka - praprawnuka Noego Kartlosa; państwa Kolchida (pojawia się w micie o Złotym Runie), Iberia i handlowe kolonie greckie na wybrzeżu istniały tu na wiele lat przed narodzinami Chrystusa. W stolicy Iberii Mcchecie w pierwszej połowie IV w. Gruzini przyjęli chrześcijaństwo. Miasteczko, położone zaledwie 20 km od Tbilisi, jest żelaznym punktem każdej wycieczki: to tu znajdują się najważniejsze świątynie kraju - katedra, w której koronowano i grzebano monarchów, monastyr Samtawro czy monastyr Dżwari, do którego trzeba wspiąć się serpentyną wśród drzew - i tu można zobaczyć inną twarz zabawowych na co dzień Gruzinów: ludzie z namaszczeniem całują drzwi i mury świątyń, a na ich teren wchodzą jedynie przyzwoicie ubrani - panowie w długich spodniach i koszulach, panie - koniecznie w spódnicach i chustach okrywających włosy. Samo Tbilisi, do którego marszrutką jedzie się stąd pół godziny, jest jednym z najstarszych miast świata: jego historyczna część zachwyca kolorowymi domami, wąskimi uliczkami, obrośniętymi winoroślą podwórkami i ulicznymi handlarkami sprzedającymi najlepsze przysmaki świata. Nad miastem górują ruiny twierdzy Narikala i stoi potężny posąg Matki Gruzji, która w jednej ręce trzyma miecz na wrogów, a drugiej - czarę z winem dla przyjaciół.

Czas świetności i największej potęgi mlekiem i winem płynącej Gruzji przypadł na okres panowania królowej Tamary (przełom XII i XIII w.). To wtedy na jego południu powstała Wardzia - wykute w skałach miasto złożone z wielopiętrowej sieci komnat, świątyń i tuneli mogących w razie najazdu dać schronienie kilkudziesięciu tysiącom osób z daleka wygląda jak plaster miodu. Ruszając stąd w głąb kraju dojedzie się do Bakuriani - jednego z dwóch w kraju kurortów narciarskich, latem niemal sielskiego, świetnego na relaksujące wędrówki po górach, i miastasanatorium Bordżomi - produkowana w nim woda mineralna była bodaj najsłynniejszą w granicach całego sowieckiego imperium. Z hasłem "ZSRR" mocniej niż ona kojarzy się najbardziej znany Gruzin - Józef Dżugaszwili Stalin. W Gori, w którym się urodził jako syn szewca i ubogiej praczki, jego duch czuć wciąż na każdym kroku: jest tu pomnik Stalina, ulica Stalina i muzeum Stalina - powstałe jeszcze za życia dyktatora, pełne zdjęć, książek i darów z całego świata. Na zewnątrz znajduje się przykryty murowanym "baldachimem" domek, w którym rodzina Stalinów wynajmowała jedną izbę, i bogato wyposażona salonka, którą satrapa jechał na konferencję w Jałcie.

Po tych doznaniach czas ruszyć na łono natury, a propozycji wędrówek po górach i bezdrożach Gruzja oferuje tyle, że można w niej spędzić miesiące. Na pewno nie sposób pominąć okolic Kazbegów, do których wiedzie słynna Gruzińska Droga Wojenna, przerzucona nad przepaściami i poprowadzona spektakularnymi zboczami, otoczonej wysokimi szczytami Swanetii, czyli najwyżej położonego zamieszkałego regionu Europy, pełnego kamiennych domów i obronnych wież, czy malowniczej Tuszetii, w której ludzie żyją jak wieki temu.