Ukraina. Lwów - to trzeba zobaczyć

We Lwowie można się zakochać już od pierwszego wejrzenia. Zapraszamy na podróż sentymentalną po Lwowie. Lwów - to trzeba zobaczyć
Szczepcio i Tońcio, najbardziej znani przedstawiciele tradycyjnych, przedwojennych Lwowiaków miłość do swojego miasta wyrażali słowami słynnej piosenki:

"A niech inni sy jadą, dzie mogą, dzie chcą,

Do Widnia, Paryża, Londynu,

A ja si zy Lwowa ni ruszym za próg,

Ta mamciu, ta skarz mnie Bóg!"

W owych czasach perła Galicji, stawiana przynajmniej na równi (a przez wielu znacznie wyżej) z Krakowem, Wilnem, czy Warszawą, zachwycała atmosferą, rozkwitała pięknem, przyciągała myślą uniwersytecką i rozbrzmiewała kilkoma językami miejsca, w którym tolerancyjnie współżyły narody, religie i kultury. Podróż do Lwowa dzisiaj, to nie tylko przejazd kawałek za polską granicę, ale prawdziwa sentymentalna podróż w czasie: na mecz czy nie - pojechać doń zawsze warto.

Lwów komunikacja

We Lwowie można się zakochać już od pierwszego wejrzenia, choć w wielu przypadkach właściwszym stwierdzeniem będzie "odczucia" - kiedy autobus czy marszrutka zbliżają się do wyłożonych zabytkową kostką ulic starego miasta, zaczyna trząść niemiłosiernie. Ale nikt się tym nie przejmuje, bo komunikacja jest jedną z atrakcji dodanych Lwowa: wąskie, pnące się w górę i efektownie opadające w dół ulice - według legendy Lwów podobnie jak Rzym został założony ma siedmiu wzgórzach - są zastawione parkującymi samochodami po ostatni skrawek. Marszrutki przeciskają się jednak między nimi nadzwyczaj sprawnie, a i żaden z wysiadających w biegu pasażerów nie robi sobie krzywdy. Po obu stronach wielu ulic, prawie przytulone do chodnika, biegną tory tramwajowe, które właśnie mozolnie pokonuje wagonik jak żywcem przeniesiony z muzeum, z panią konduktor przemierzającą go po każdym przystanku, by sprzedać bilety nowym pasażerom: oczywiście nie jakieś tam drukowane, sztywne i błyszczące kartoniki, tylko odrywane z bloczka karteluszki. Przejażdżka tramwajami jest we Lwowie obowiązkowa - to jeden z najstarszych działających systemów II Rzeczpospolitej i jedyny na jej dawnych kresach. Pierwszy tramwaj konny wyjechał w kurs w maju 1880 r.; kiedy 14 lat późnej pojawił się tramwaj elektryczny (w Warszawie stało się to dopiero w 1905 r.), z racji ciasnych, średniowiecznych uliczek, władze zdecydowały się puścić go po takim samym, wąskim rozstawie torów - 1000 mm. Choć po wojnie władza sowiecka część linii zlikwidowała zastępując je trolejbusami, pozostałe przetrwały do dziś - niektóre jeżdżą takimi samymi trasami od 70 lat. Żeby poznać Lwów, najlepiej po prostu w któryś z nich wskoczyć, potem wyskoczyć na losowo wybranym przystanku, i ruszyć na włóczęgę: odkrywanie kolejnych kamienic, podwórek, zaułków, starych klatek schodowych, stoisk bukinistów, sklepów z dawnymi szyldami i tonących w zieleni balkonów to największy urok tego miasta. Jednak uwaga: najdalej drugiego dnia można dostać zawrotu głowy zastanawiając się, jak to możliwe, że w jednym mieście jest tak wiele zabytków (o jego randze niech świadczy fakt, że znajduje się to ponad polowa zabytków całej dzisiejszej Ukrainy).

Lwów - Starówka

Na gwarnej, kolorowej Starówce życie tętni od świtu do nocy - o świcie trzeba dla rozgrzania zimnego ranka napić się herbaty w którejś z budek, przytupując na ulicy z Lwowiakami, za dnia chwycić w biegu pirożka (ciasto podobne do pączka, zwykle z pikantnym nadzieniem) sprzedawanego przez przedsiębiorczą gospodynię wprost z ulicy, wieczorem - przysiąść w ogródku rozświetlonej knajpki. Mieszają się tu historie wielu kultur dawnego Lwowa - spacerem można przejść z katedry łacińskiej do ormiańskiej, by po chwili udać się w kierunku katedry greckokatolickiej albo zrujnowanej synagogi, a jeśli sił wystarczy - wspiąć się na Wysoki Zamek, gdzie na własne oczy można się przekonać, dlaczego Lwów niektórzy nazywają "Florencją Wschodu": wieże, dzwonnice i kopuły świątyń wyrastają tu jedna obok drugiej.

Jeśli jednak zmęczonemu wędrowcy zbraknie sił na wspinaczkę, może przejść się po rzece. Lwów leży bowiem nad wodą, która jest, choć jej nie widać - płynąca przezeń Pełtew od połowy XIX w. została stopniowo zabudowana i zamknięta w tunelu.

Lwów - to trzeba zobaczyć

* Lwów. Rynek Starego Miasta wpisany wraz z nim całym na listę UNESCO. Jest prostokątny, przecina go oczywiście słynny lwowski tramwaj, a w wokół wznosi się ponad 40 kamieniczek - mniejszych i większych, skromniejszych i bardziej zdobionych, różnych po względem wieku, historii i stylu - od renesansu po modernizm. Jedną z ich cech wspólnych jest jedynie wysokość (mają po 2-3 piętra) i ilość okien: ponieważ w dawnym Lwowie bez zapłacenia dodatkowego podatku można ich było mieć jedynie trzy, właśnie tyle wykuto w kolejnych budynkach; jeśli w którejś kamienicy jest ich cztery albo więcej oznacza to, że jej właściciel był niezmiernie bogatym mieszczaninem. Koniecznie trzeba zwrócić uwagę na kamienicę Królewską, która należała do rodziców Jana III Sobieskiego i gościła monarchę, oraz Czarną Kamienicę - choć ta, wyraźnie odznaczająca się kolorem od pastelowych elewacji, prawdopodobnie zwróci na siebie uwagę sama.

Centralną część Rynku zajmuje potężny XIX-wieczny Ratusz - z jego wieży, na którą wiedzie 350 schodków, rozciąga się piękny widok na miasto.

* Lwów. Świątynie

Najlepiej dać się ponieść nogom i wędrując po starym Lwowie zaglądać w ich kolejne drzwi podziwiając bogate zdobienia i wsłuchując się w ciszę. Koniecznie trzeba odnaleźć na mapie Kościół Bernardynów (dziś to cerkiew grekokatolicka) z monumentalnym malowidłem Apoteoza św. Franciszka; Kościół Dominikanów z nietypową kopułą czy cerkiew Wołoską z barokowym ikonostasem. Jednak największymi sakralnymi skarbami Lwowa są katedry trzech wyznań: powstała na wzgórzu katedra św. Jura - najważniejsza świątynia unicka i siedziba metropolity grekokatolickiego, wznosząca się w rogu rynku katedra łacińska Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w której król Jan Kazimierz powierzył jej opiece Polskę i XIV-wieczna katedra ormiańska: wzorowana na świątyniach krymskich, z bogatymi malowidłami ściennymi i secesyjnymi mozaikami, nadal tchnie atmosferą Bizancjum.

* Lwów. Cmentarz Łyczakowski - nazywany Pere Lachaise Europy Wschodniej, jeden z najstarszych cmentarzy Europy (założono go w 1786r.), w którego zacienionych, pełnych pięknych nagrobków i kaplic alejkach pochowano pół miliona ludzi - nie tylko Polaków, ale też Ukraińców, Żydów, Ormian, Rosjan, czy Austriaków. Spoczywa tu wiele u osobistości ze świata kultury, nauki, sztuki i polityki oraz bojowników o wolność, m.in. Maria Konopnicka, Gabriela Zapolska, Seweryn Goszczyński, Karol Szajnocha, Benedykt Dybowski, Stefan Banach czy Artur Grottger.

Alejki pnące się w górę w stronę Pohulanki doprowadzają na zbocze, na którym znajduje się Cmentarz Obrońców Lwowa (popularnie nazywany Cmentarzem Orląt Lwowskich) - pochowano tu 3 tys. żołnierzy, studentów i gimnazjalistów, w większości poległych w czasie walk polsko-ukraińskich o Lwów w listopadzie 1918 r. (wokół miasta trwały do połowy roku następnego). Przez trzy tygodnie krwawych bitew ulicznych we Lwowie zginęło 439 Polaków, z których co piąty nie skończył 18 lat - najmłodszy z Orląt Lwowskich miał 9 lat. Ciało jednego z pochowanych tu nieznanych żołnierzy - poległego w bitwie szeregowca - przeniesiono w 1925 r. do Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie.

Cmentarz Orląt - z rzędami białych krzyży, katakumbami i Kaplicą na szczycie - dziś wygląda jak przed laty. Dewastowany systematycznie przez władze sowieckie od wojny, niemal zniszczony przez buldożery w latach 70., po roku 1989 został odnowiony i uroczyście otwarty na nowo.

* Lwów. Prospekt Swobody (dawne wały Hetmańskie) - najbardziej reprezentacyjny bulwar Lwowa powstały w miejscu wyburzonych starych murów miejskich, w których rosnącemu miastu z czasem zrobiło się za ciasno. Ich początek wyznacza plac Mickiewicza ze strzelistym pomnikiem poety i znajdującym się po drugiej stronie ulicy secesyjnym hotelem "George" - to najstarszy i najsłynniejszy hotel w mieście, w którym zatrzymywali się m.in. Honoriusz Balzak, Ferenc Liszt, Jan Kiepura, czy Józef Piłsudski. Na Prospekcie Swobody skupia się życie miasta - ławeczki okupują starsi i młodsi mieszkańcy, środek - rolkarze i właściciele plastikowych figur zwierząt, przy których matki robią dzieciom zdjęcia, pobocza - kawiarniane stoliki pomiędzy którymi od czas do czasu przejdzie skrzypek grający dawne melodie. Prospekt zamyka monumentalny gmach Teatru Wielkiego i Opery, porównywany z operą paryską czy wiedeńską.

* Lwów. Wysoki Zamek - najwyższe wzgórze Lwowa (413 m.n.p.m.), na którym w połowie XIII w. książę ruski Daniło Halicki założył warownię dając początek nowemu miastu - na cześć swojego syna Lwa nazwał je Lwowem. Murowany Zamek (zwany właśnie Wysokiem) wzniesiony przez króla Kazimierza Wielkiego, po kolejnych szturmach Kozaków, Turków i Szwedów popadł w ruinę i w XIX w. został rozebrany. Dziś jest tu park, w którym usypano Kopiec Unii Lubelskiej upamiętniający 300-lecie jej zawarcia. To właśnie z jego tarasu rozciąga się najpiękniejszy widok na miasto - choćby dla niego warto przyjechać tu po raz kolejny jesienią albo zimą, kiedy na drzewach nie ma przesłaniających go liści, by po raz kolejny stwierdzić, że Szczepcio i Tońcio mieli rację śpiewając: "Ni ma jak Lwów".

Komentarze (1)
Ukraina. Lwów - to trzeba zobaczyć
Zaloguj się
  • sydor

    Oceniono 2 razy 2

    Lwów to fajne turystyczne miasto. Dużo zabytków w jednym miejscu. Tak trochę z boku jest Jura i Cmentarz ale da się tam szybko dotrzeć. Z Wysokiego zamku bajeczny widok, najlepiej pójść rano bo wieczorem trochę słońce daje po oczach. 2 sprawa to jak macie więcej czasy to fajnie pobrykać po knajpach. W centrum jedna koło drugiej i dużo zrobionych z pomysłem. kresy.com/wycieczka.php?wy=Wycieczki%20do%20Lwowa%20z%20Przemy%C5%9Bla

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX