Bornholm - perła wśród wód Bałtyku

Bornholm nazywają Majorką Północy lub Zieloną Wyspą, a mieszkańcy są tak dumni z jego odmienności, że zmodyfikowali nawet duńską flagę zastępując biały krzyż zielonym.
Mówi się, że kiedy Bóg stworzył Skandynawię, wziął w garść jej najlepsze części i rzucił w odmęty Bałtyku. Tak powstał Bornholm. Oczywiście Duńczycy w takim mówieniu nie są odosobnieni, bo w identyczny sposób Chorwaci tłumaczą powstanie swojego wybrzeże, ale rzeczywiście coś w tym jest. 45 tys. Bornholmczyków bardzo sobie ceni spokojne, bezstresowe życie na wyspie - dumnie posługują się miejscowym dialektem, wywieszają flagi z zielonym krzyżem i dbają, żeby swojego raju nie zepsuć: gdy w stołecznym Ronne powstawał Mc Donald, protestów było co nie miara; na Bornholmie wciąż bardziej popularne są zakupy w "samoobsługowych" stoiskach przydrożnych - wybiera się ze stołu pomidory czy jabłka, wrzuca do puszki odliczoną kwotę i odjeżdża.

Gdy nasz prom, po krótkim rejsie z niemieckiej Rugii dobijał do brzegów Bornholmu, miejscowy kierowca widząc obcą rejestrację uśmiechnął się i uprzejmie zapytał: - A państwo w jaki region wyspy?

Tak jak on był zdziwiony, że chcemy w tydzień objechać ją całą, tak ja powstrzymywałam się, by nie wybuchnąć śmiechem - pytanie o region na wyspie liczącej sobie niecałe 30 km wszerz i 40 km wzdłuż wydawało mi się wtedy jednym z najdziwniejszych, jakie kiedykolwiek usłyszałam. Ale już pierwszy dzień na Bornholmie sprawił, że musiałam swoje wyobrażanie o nim mocno zweryfikować.

Bornholm

Choć z jednego w drugi kraniec wyspy można przejechać w pół godziny, obrazki w tym czasie zmieniają się jak w kalejdoskopie. Północne wybrzeże słynie z monumentalnych klifów, centrum to rozległy las Almindigen, wschód - malownicze miasteczka nad Bałtykiem, a południe - szerokie plaże z drobnego piasku, który niegdyś zapewniał mieszkańców tego osamotnionego skrawka ziemi dobrobyt: sprzedawali go do klepsydr. Kiedy przemierza się kolejne kilometry wydaje się, że na Bornholmie nie ma miejsc zwykłych. Są tylko "naj": najwyższa góra (Rytterknagten wznosząca się na 162 m n.p.m.), najdłuższa rzeka - 22-kilometrowa Ole A (jest na niej nawet kilkusetmetrowy odcinek na kajaki, a jakże - najdłuższy na wyspie), czy największe jezioro typu polodowcowego - liczące sobie 150 metrów szerokości i 650 metrów długości Hammers. Dumni ze swojego mikrokosmosu Bornholmczycy mogą się nawet pochwalić własnym archipelagiem - 18 km na wschód od ich wybrzeża leży Ertholmene, złożony z dwóch połączonych zwodzonym mostem wysepek zamieszkałych przez 100 osób, i kilku pomniejszych szkierów. Jego największą wyspę Christianso nazywają czasem Oen, co po duńsku znaczy właśnie "wyspa", w odróżnieniu od Bornholmu nazywanego "lądem".

Bornholm klimat

Jednak największą sławę sprawiająca, że od 100 lat ciągną tu tłumy turystów, Bornholm zawdzięcza mikroklimatowi: choć leży na zimnych północnych wodach, temperatury bardziej niż skandynawskie przypominają śródziemnomorskie. Zimy są wyjątkowo łagodne, pada niewiele, a od maja do sierpnia słońce świeci przynajmniej 300 godzin miesięcznie. Latem temperatura wód wokół wyspy dochodzi do 22 st. C., a ponieważ nagrzane kamienne podłoże długo oddaje ciepło, z krótkim rękawem można chodzić nawet pod koniec września. Normalnym widokiem w ogródkach są drzewka figowe, brzoskwiniowe, morelowe, morwy i winorośl, a nierzadko zdarza się zobaczyć także anemony albo orchidee.

Bornholm historia

Dawno, dawno temu Bornholm zamieszkiwało germańskie plemię Burgundów, które w V-VI wieku wyruszyło stąd na podbój kontynentu zajmując dzisiejszą Burgundię. Z tamtych czasów wyspie pozostało jej nazwa, skrócona od Burgunarholm (Burgundowie i germańskie słowo "holm" oznaczające wyspę). Pierwsze pisane wzmianki o niej pochodzą z końca IX wieku, gdy osiedlili się tu wikingowie. Tych wiek później wyparli poddani króla duńskiego, a wraz z nimi - misjonarze szerzący nową wiarę.

To właśnie z tamtych czasów, w których dochodziło do kolejnych walk o panowanie z kaszubskimi Wenedami, pochodzą charakterystyczne obronne kościoły-rotundy; były nie tylko obiektami sakralnymi, ale także miejscem, w którym w razie ataku mogła się schronić okoliczna ludność. Do dzisiaj zachowały się ich cztery - w Nyker, Olsker, Nylars i Osterlars. Ich ściany bieleją w słońcu już z daleka, a kiedy się wejdzie do środka zobaczy się grube na 2 metry granitowe mury, otwory strzelnicze pod dachem i piętra wykorzystywane jako spichlerze. Ciekawostką wyspy jest także kościół w jej dawnej stolicy, czyli miasteczku Akirkebby - co prawda nie okrągły, ale najstarszy w całej Danii (pochodzi z XII w.) z chrzcielnicą pokrytą pismem runicznym.

Wenedowie nie kwapili się do walki z zabarykadowanymi w kościołach mieszkańcami zadawalając się złupieniem opuszczonych przez nich domostw. Niedługo potem Bornholm stał się lennem biskupów z Lund, którzy w połowie XIII w. zaczęli na jego północnym krańcu budować swą warownię - Hammershus, skutecznie kończąc panowanie duńskiego króla i niszcząc jego siedzibę w Lilleborg. Zamczysko postawione na wzgórzu opadającym w morze prawie 80 metrów i obwarowane murem obronnym było twierdzą nie zdobycia. Przez następne lata przechodziło w kolejne ręce, służąc nawet za więzienie, aż opuszczone zaczęli rozbierać mieszkańcy wykorzystując cegły na budowę własnych domów. Dzisiaj jest największą w Skandynawii ruiną z czasów średniowiecza, a część wyspy, na której go postawiono, upodobali sobie szczególnie spacerowicze: idąc turystycznym szlakiem prowadzącym wokół tego malowniczego, porośniętego przez wrzosowiska masywu, można zobaczyć latarnię morską i ruiny świątyni Salomons Kapel, która służyła niegdyś niemieckim kupcom.

Bornholm Ronne

W XIV i XV wieku władzę nad wyspą faktycznie sprawowała Hanza, która rozpoczęła budowę Ronne - miasta początkowo mało znaczącego, które z czasem, przede wszystkim dzięki portowi, rozwinęło się w stolicę. Będąc tu koniecznie trzeba zobaczyć latarnię morską, starą portową kuźnię i ratusz, przespacerować się wybrukowaną uliczką Vimmelskaftet, przy której stoją małe kolorowe domki okolone ogródkami pełnymi malw i przysiąść na chwilę w restauracji Perronen, powstałej w budynku dawnej stacji kolejowej pochodzącej z czasów, gdy miejscowa linia łączyła Ronne z drugim co do wielkości miastem wyspy Nexo. Oba niemal zrównane z ziemią przez radzieckie lotnictwo pod koniec II wojny światowej (na Bornholmie stacjonowały wojska niemieckie, a w okolicach słynącego z drobnego piasku południa wciąż można zobaczyć niedokończone stanowiska bojowe) zostały odbudowane dzięki pomocy Szwedów - wiele małych charakterystycznych domków pochodzi właśnie od nich.

Bornholm Svaneke

Położone na wschodzie wyspy Svaneke miało więcej szczęścia - to najładniejsze miasteczko na wyspie, które w 1975 r. dostało tytuł najlepiej utrzymanego średniowiecznego miasta Europy. Zachowało się w nim wiele domów z pruskiego muru, przytulonych jeden do drugiego wzdłuż wąskich ulic, pomalowanych na żółto, pomarańczowo czy błękitno i wyglądających z daleka jak podzielone w kratkę czarnymi belkami. W ogródkach przesiadują gospodarze, przy deptaku ulokowały się małe warsztaty hutnicze, w przydomowych fabryczkach częstują cukierkami własnego wyrobu, a w kawiarniach jako szarlotkę serwują kielich ciepłych jabłek zapieczonych pod odrobiną kruszonki. Klimat równie sielski panuje w niedalekim Gudhjem, słynącym z artystycznego ducha i uliczek stromych tak, że zjazd rowerem jest na nich zakazany. Na Bornholmie to rzecz niebywała.

Bornholm rowerem

Na Bornholmie rowerów jest więcej niż samochodów, a wyspę przecina sieć doskonale utrzymanych i oznakowanych dróg dla nich, w dużej części powstałych na torowiskach po zlikwidowanej kolei. Wszędzie widać stojaki na jednoślady, wypożyczalnie oraz kempingi, tanie pola namiotowe i schroniska, w których może się zatrzymać zdrożony turysta. Biorąc pod uwagę trudność tras, Bornholm dzieli się z grubsza na dwie części - łatwiejszą południową i wymagającą większego zaangażowania w pedałowaniu północ, a wokół całej wyspy biegnie obwodnica - słynna droga rowerowa nr 10 (uwaga - wieje!). Podobną obwodnicę wytyczono dla piechurów - prowadzi przez najbardziej malownicza zakątki, a na pokonanie na spokojnie 150 km najlepiej przeznaczyć tydzień.

Bornholm atrakcje, jedzenie

Na wyspie można także grać w golfa, obserwować ptaki, zbierać grzyby albo oddać się wędkarstwu na jeszcze bogatszych w ryby wodach. Pomysłów na aktywne spędzenie czasu na pewno nie zabraknie, a kiedy wysiłek da już człowiekowi w kość, czas zmierzyć się z tutejszą kuchnią. Jeśli chodzi o produkcję żywności, Bornholm jest niemal samowystarczalny: powstają na nim chleb, sery, słodycze, napoje alkoholowe, a przede wszystkim - dania za śledzia. Na słynnego bornholmera najlepiej wybrać się do którejś wędzarni życząc sobie najpopularniejszy miejscowy przysmak - "Słońce nad Gudhjem" (czasem nazywane też "Słońcem nad Bornholmem") to świeżo uwędzona porcja śledzia podana z surowym żółtkiem, szczypiorkiem, rzodkiewką i porcją ciemnego chleba, do której tradycyjnie serwuje się sałatkę z ziemniaków i lokalne piwo z niewielkiego browaru w Svaneke.

Skomentuj:
Bornholm - perła wśród wód Bałtyku
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX