Filipiny. Palawan - błękitne laguny, białe plaże i nowy cud natury

Na Palawanie budzi nas przepiękny widok plaży i zatoki otoczonej górami. Przypomina nieco wietnamską Zatokę Ha Long, ale to nie Wietnam, lecz Filipiny. Biały piasek i szmaragdowa woda wyglądają jak z folderu reklamowego. Innym powodem, by odwiedzić Palawan jest podziemna rzeka Puerto Princesa, jeden z siedmiu nowych cudów natury.
Za oknem chłodny listopadowy dzień. A właściwie - za okienkiem samolotu na warszawskim lotnisku Chopina. Trzynaście godzin lotu dzieli mnie od Hongkongu, skąd lecę dalej na Filipiny. Nic nie motywuje do dalekich podróży bardziej, niż brzydka pogoda za oknem i promocje linii lotniczych.

Hongkong - szybka kolejka, Central i zima w Chinach

Chiny, Hongkong.

Nieco zmęczony lotem wsiadam do szybkiej kolejki, którą błyskawicznie docieram na Central (centralna, biznesowa dzielnica Hongkongu) na wyspie Hongkong. Wsiadam do taksówki. Kierowca patrzy dziwnie na mój ubiór - krótkie spodenki i tiszert. On prowadzi auto ubrany w sweter i kurtkę. "Skąd jesteś?" - pyta po angielsku. "Po Landa" staram się odpowiedzieć po chińsku, mając nadzieję, że uda mi się to wymówić poprawnie. Na szczęście zostaję zrozumiany. Taksówkarz pyta, czy mi ciepło, bo u nich właśnie zaczyna się zima i są tylko 22 stopnie. Odpowiadam, że w Polsce zimą czasami jest minus 22. Uśmiecha się pod nosem i kręci głową. Ja w tym czasie patrzę na miasto, w którym jestem już po raz czwarty, a które nieustannie intensywnie się zmienia.

Hongkong - mieszanka Azji i Europy

Hongkong to kilkudniowy przystanek na trasie do filipińskiej wyspy Palawan. To państwo-miasto stanowi perfekcyjny miks Wschodu i Zachodu, technologii i tradycji. Mając kilkugodzinną przerwę w podróży, warto wyrwać się z lotniska i posmakować tej mieszanki. Przekrój Hongkongu najłatwiej zobaczyć jadąc systemem ruchomych schodów, ponoć najdłuższym na świecie. Warto też odwiedzić część kontynentalną Hongkongu i zrobić zakupy na bazarze w dzielnicy Mong Kok, zaś wieczorem podziwiać stamtąd panoramę wyspy i jej przepiękne, podświetlone wieżowce, z charakterystycznymi bryłami Bank Of China Tower oraz nowym International Finance Centre Two. W Hongkongu dołączają moi towarzysze podróży. We trzech ruszamy w dalszą drogę.

Filipiny - lotnisko w Manili

Filipiny, Manila.

Na międzynarodowym lotnisku w Manili musimy się przesiąść na terminal krajowy. Cena zaproponowana przez taksówkarza - 30 USD - nieco nas szokuje. Wracamy do punktu informacyjnego. Okazuje się, że to, czego szukamy, znajduje się w zasięgu pięciominutowego spaceru Po drodze do terminalu widzimy niespodziewaną scenerię: szopkę bożonarodzeniową z Dzieciątkiem w żłobie oraz Trzema Królami. Wszystko wśród palm i przy ponad trzydziestostopniowym upale wygląda bardzo egzotycznie.

Filipiny - lotniskowych przygód ciąg dalszy

Przed wylotem okazuje się, że musimy dodatkowo zapłacić za obsługę lotniskową. Takie opłaty pojawią się również w drodze powrotnej z Puerto Princesa do Manili i z Manili do Hongkongu. Nie są to wygórowane kwoty, ale niestety płatne tylko i wyłącznie gotówką - pesos bądź amerykańskimi dolarami. Czeka nas jeszcze jedna niemiła niespodzianka - nasz lot jest opóźniony o cztery godziny. Na szczęście linie lotnicze serwują jakąś przekąskę, a my korzystając z wolego czasu fundujemy sobie godzinny masaż w miniaturowym punkcie masażu.

Filipiny. Z Puerto Princesa do El Nido

Filipiny, Palawan, Puerto Princesa

Późną nocą lądujemy w stolicy wyspy Palawan - miasteczku Puerto Princesa. Uświadomieni lekturą różnych stron internetowych zarezerwowaliśmy sobie wcześniej auto, które przewiezie nas dwieście kilometrów z centralnej części wyspy Palawan na jej północ - do miasteczka El Nido. Wiemy też, że Puerto Princesa to ostatnia szansa wyciągnięcia gotówki z bankomatu, gdyż w miejscu, do którego się udajemy, nie ma bankomatów. Jest tylko kilka punktów wymiany walut. Wiemy też, że urocze El Nido jest zasilane energią elektryczną tylko między 17.00 a 5.00, dlatego większość potencjalnych noclegów oferuje prysznice bez podgrzewanej wody Ale cóż, jak przygoda, to przygoda.

Filipiny. Gościnne El Nido

Filipiny, Palawan, El Nido

Po wielogodzinnej drodze docieramy do miasteczka El Nido. Kierowca podwozi nas do miejsca, w którym mamy zarezerwowane noclegi. Mimo, że jest grubo po północy i jesteśmy mocno spóźnieni, obsługa miniresortu czeka na nas. Rano budzi nas przepiękny widok plaży i zatoki otoczonej górami. Przypomina to nieco wietnamską Zatokę Ha Long. Biały piasek i szmaragdowa woda wyglądają jak z folderu reklamowego. Połowa listopada to środek okresu między porą deszczową i suchą, dlatego w ciągu naszego kilkudniowego pobytu trafiają się jeszcze krótkie acz intensywne deszcze.

Filipiny. El Nido - zakwaterowanie i informacje praktyczne

Filipiny, Palawan, El Nido

Miasteczko El Nido to zaledwie kilkadziesiąt budynków. Nie ma tu pięciogwiazdkowych hoteli czy ogromnych resortów. Jest za to dużo domków na plaży i bungalowów. Zauważam, że niektórzy turyści przyjeżdżają do El Nido w ciemno i dopiero na miejscu szukają noclegu. Niekwestionowanym centrum informacji o atrakcjach turystycznych regionu jest bez wątpienia Artcafe, gdzie oprócz smacznych śniadań, obiadów i bezprzewodowego całodniowego dostępu do internetu można zakupić wycieczki po okolicznych wyspach, jak również do podziemnej rzeki Puerto Princesa - jednego z nowych Siedmiu Cudów Natury.

Filipiny. Palawan - wycieczka kajakiem na wyspę Cadalo

Na początek decydujemy się na wyprawę kajakiem na wyspę Cadalo. W połowie tej dwukilometrowej drogi zaczyna padać deszcz. Na początku cieszymy się, ponieważ filipińskie słońce mocno nas przypiekało. Jednak tracimy humory, gdy deszcz przybiera na sile, a widoczność spada niemalże do zera. Na szczęście docieramy do plaży i znajdujemy schronienie w małym domku krytym liśćmi palm.

Filipiny. Palawan - łodzią na wyspę Miniloc

Następnego dnia wyruszamy na wycieczkę łodzią. Zwiedzanie okolicznych wysp jest dość proste. W trosce o turystów rząd filipiński ujednolicił ceny oraz trasy. Bez względu na to, w jakim miejscu w El Nido wykupi się wycieczkę, będzie ona kosztowała tyle samo i miała taki sam program. Całodniowe wycieczki kosztują od 60 do 80 PLN plus jednorazowy tygodniowy podatek turystyczny (ok. 20 PLN). Do wyboru są trzy opcje. Wybieramy wariant A, gdyż chcemy zobaczyć słynne Małą i Dużą Lagunę na wyspie Miniloc. Widoki są naprawdę wyjątkowe. Zarówno nad, jak i pod wodą. Miniloc to również siedziba jednego z kilku znajdujących się w okolicy resortów, w którym wszystkie domki są postawione "na wodzie". W połowie dnia nasz "kapitan" serwuje obiad - szaszłyk z kurczakiem, grillowaną rybę, ryż. Wszystko świeże, przygotowane na plaży na naszych oczach.

Filipiny. Palawan - Simisu i Ukryta Laguna

Po obiedzie płyniemy na wyspę Simisu, by podziwiać piękną rafę. Ostatnią atrakcją jest Ukryta Laguna. Przeciskamy się pojedynczo przez wąską dziurę w skale, by po jej drugiej stronie zobaczyć uroczą Małą Lagunę otoczoną ze wszystkich stron strzelistymi skałami. Późnym popołudniem wracamy do El Nido. W jednej z kilku sympatycznych knajpek jemy kolację, a na deser zamawiamy przepyszne szejki ze świeżego mango. Fale morskie podmywają nam stopy.

Filipiny. Palawan - inne atrakcje El Nido

El Nido to nie tylko morskie atrakcje. Jeśli zabierze się ze sobą obuwie do chodzenia po górach, można ruszyć na szlak i wspiąć się na jedną z nich, by podziwiać widok na miasteczko i zatokę. Warto również odwiedzić pobliski wodospad.

Filipiny. Palawan - powrót do Puerto Princesa

Po kilku dniach pakujemy się do busa, który zawiezie nas do Puerto Princesa. Pierwsza część trasy to zwykła "żwirówka". Dopiero po kilkudziesięciu kilometrach droga ma nawierzchnię asfaltową i możemy nieco przyspieszyć. Kilkugodzinna podróż, choć nieco męcząca (siedzenia nie są zbyt wygodne), nie jest nudna. Kręta droga odsłania co chwila przepiękne widoki na zatoki, pola ryżowe czy lasy palmowe. Po drodze mijamy malutkie filipińskie wioski.

Po wyjściu z busa od razu przechwytują nas kierowcy najpopularniejszego środku transportu na wyspie - motorów przerobionych na małe trzyosobowe taksówki. Za równowartość pięciu złotych wiozą nas i nasze bagaże do hotelu. Ponieważ następnego dnia rano odlatujemy, zostało nam tylko kilka godzin, by obejrzeć miasto. Ruszamy więc główną ulicą Puerto Princesa. Budki z fast-foodem wyglądają dość nietypowo, głównie z powodu serwowanego w nich jedzenia - całkiem okazałe pieczone w całości prosię jest krojone na kawałki. Decydujemy się więc na wizytę w restauracji. Odwiedzamy również plażę. Jednak najbardziej charakterystyczne dla Puerto Princesa są rybackie domki stojące na palach wbitych w wodzie, położone w południowo-zachodniej części miasta.

Filipiny. Palawan - pożegnanie z błękitną laguną

Rano ruszamy w podróż powrotną, przez Manilę i Hongkong do Warszawy, gdzie czeka na nas jesienno-zimowa szarość. Na szczęście na zdjęciach i w pamięci zostają błękitne laguny i zatoki jednego z najbardziej urokliwych miejsc, jakie widziałem.