Zorza polarna - Laponia

Zorza polarna. Spektakl kolorowych świateł na północnym niebie, lodowe hotele z lodowymi łożami, przejażdżki psimi zaprzęgami, długie wędrowanie na biegówkach - to tylko kilka powodów, dla których Laponię warto odwiedzić zimą, i to niekoniecznie w okolicach Bożego Narodzenia
Zorza polarna. Grudzień i styczeń dla Samów mogłyby istnieć tylko w kalendarzu. Na dalekiej północy Skandynawii, którą zamieszkują, nie dzieje się wtedy nic, a życie zamiera sprowadzając się do czasu spędzanego w domu. Najlepiej w pobliżu lampy z jaskrawym światłem, która pomaga w zimowej depresji: przez kilka miesięcy w roku, kiedy słońce nie wstaje spoza horyzontu, na zewnątrz panują ciemności. Jednak nie takie, jak laicy często to sobie wyobrażają: noc polarna bardziej niż czerń przypomina szarość, powiedzmy - listopadowy zmierzch w Polsce. Poza oświetlonymi ulicami w miastach (a tych w Laponii - nomen omen - ze świecą szukać) na dworze nie uświadczy się wtedy żywego ducha. 200 km na północ od koła podbiegunowego ciemności panują przez kilka miesięcy w roku. W listopadzie słońce wschodzi około godz. 11, zachodzi - już trzy godziny później. W styczniu pojawia się na niebie na kilka minut, a potem - codziennie chwilę dłużej.

Autostradę Arktyczną, prostą jak strzała i ginącą za kolejnymi pagórkami przeprawę, wiodącą przez bezdroża Finlandii z uważanego za najbardziej lapońskie z lapońskich miejsc Rovaniemi po kultowy, poło-żony na stromym, rzuconym w morze skrawku Norwegii Przylądek Północny, przemierzają nieliczne samochody. Ich kierowcy wypatrują kijków wyznaczających pobocza - czasem ponad zaspy i zwały śniegu wysokości człowieka wystaje ledwie ich czubek. Na drogach dojazdowych nierzadko zdarza się, że można jechać tylko chwilę za pługiem, który je odśnieża, a tych całkiem bocznych, póki śniegi nie stopnieją, nie można pokonać w ogóle.

Takie same wysokie kije tyle, że zakończone dwiema skrzyżowanymi poprzeczkami, wyznaczają trasy narciarstwa biegowego. Te w Laponii można liczyć w setkach kilometrów: są świetnie przygotowane i można wędrować nimi przez tundrę tygodniami zatrzymując się w darmowych chatkach na odludziu. Ich największą zaletą jest pokaźnych rozmiarów drewutnia z zapasem opału i kominek, przy którym można się rozgrzać i wysuszyć zmrożone ubranie.

Kiedy wraz z końcem lutego dni stają się jaśniejsze, a temperatury za-miast do kilkunastu spadają do kilku stopni mrozu, Skandynawowie ruszają w teren uprawiać swój sport narodowy. Lepiej jednak nie zapuszczać się na wędrówkę po oznakowanych trasach narciarskich, kiedy śniegi już stopnieją: nierzadko się okazuje, że droga wiedzie rzeką albo przez środek jeziora.

Zorza polarna - Laponia

Zorza polarna. Zimą średnie temperatury w Laponii oscylują wokół minus 30 stopni, ale zdarzają się - i to wcale nie rzadko - i dziesięć stopni niższe. Śnieg leży od początku października do maja, w zacienionych miejscach można spacerować po jego łachach nawet w wakacje, i jest czysty tak, że po stopieniu można go wypić jak źródlaną wodę. Zanim się go jednak stopi, może posłużyć za budulec - jedna z atrakcji Laponii to lodowe hotele powstające każdej jesieni. Można powiedzieć, że są niepowtarzalne, bo wiosną ich ściany zwyczajnie się rozpuszczają.

W hotelach goście spędzają noc na lodowym łóżku pokrytym skórami renifera, zaopatrzeni w puchowe śpiwory, czapki i rękawiczki wydane na recepcji. Ci, którym nie wystarczy odwagi na nocleg w temperaturze poniżej zera, mogą hotel jedynie zwiedzić, a na noc zaszyć się w pokoju ogrzewanym. Taki przybytek można znaleźć m.in. w szwedzkiej wiosce Jukkasjärvi (jest w nim nawet lodowy bar) albo Kakslauttanen w okolicach fińskiego Ivalo (tu jest igloo w wariancie cieplejszym - z przeszkloną kopułą i ogrzewanym łóżkiem). Jednak najsłynniejszy zamek śnieżny, budowany każdej jesieni od 1996 r., znajduje się w Kemi: ma śniegowe place zabaw i śniegowe zjeżdżalnie, lodowe recepcję i restaurację (dania serwuje się oczywiście z lodowych talerzy), a nawet lodową kaplicę, gdzie zakochani stając na ślubno-lodowym kobiercu mogą sobie powiedzieć sakramentalne "tak". Noc poślubna? Oczywiście w śniegowym łożu w apartamencie dla nowożeńców. Przy odrobinie szczęścia wypatrzy się stąd zorze polarną; według obiegowej opinii przynosi ona szczęście zakochanym, a poczęte nocą, którą ją widać dzieci, są wyjątkowe i szczęśliwe.

I to właśnie zorza polarna (Aurora borealis) jest wyjątkowym zjawiskiem, które każdej zimy przyciąga do zmrożonej i zaśnieżonej Laponii kolejnych turystów. Gra świateł - najwięcej wśród nich zielonych, żółtych i czerwonych - pojawia się przy dużym mrozie i bezchmurnym niebie: płomieniste fale i świetlne łuki roztaczają się wtedy aż po horyzont. Są one efektem eksplozji na słońcu: kolorowe smugi powstają dzięki pędzącym z prędkością światła cząstkom słonecznym zderzającym się w atmosferze. Zorze występują głównie za kołem podbiegunowym, choć przy sprzyjających warunkach można je zobaczyć także na południu Skandynawii, a bywało, że obserwowano je również w krajach śródziemnomorskich. Jednak nawet najdalej na północy nigdy nie ma gwarancji, że zobaczy się je na pewno: czasem jaśnieją światłami przez kolejne, długie noce, a czasem - nie pojawiają się tygodniami. Wedle statystyk największe szanse na ich obserwację występują w lutym i marcu w okolicach miasteczku Kilpisjaervi. Najlepiej polować na nie, kiedy w powietrzu nie ma wilgoci, na niebie - chmur, a księżyc jest w nowiu.

Zorza polarna - Rovaniemi

Zorza polarna. Jeśli jednak żadna z rad nie pomoże i zorzy nie uda się wytropić, nie trzeba wpadać w czarną lapońską rozpacz: w słynnym muzeum Arktikum w Rovaniemi, prezentującym życie za kręgiem polarnym, jest specjalna sala, w której można obserwować ich wizualizację z poziomu wygodnej leżanki. Poza tym Rovaniemi, nazywane często stolicą Laponii albo "bramą na północ", nie oferuje zbyt wielu atrakcji i zwykle jest traktowane jako przystanek w dalszej drodze. A ta wiedzie nie byle jakim szlakiem: jeśli się spojrzy na miasto z góry zobaczy się, że od-chodzące od jego głównej arterii ulice, zbudowane według planu słynnego fińskiego projektanta, układają się w kształt rogów renifera. Zwierzęta te są stałym elementem Laponii i spotyka je się niemal na każdym kroku: normalnym widokiem są znaki drogowe ostrzegające przed nimi, renifery pasące się na poboczach i złośliwie wbiegające pod koła samochodów, pogryzające mchy i porosty na obrzeżach wioski czy spacerujące po brzozowych lasach i płaskich, łysych formacjach górskich zwanych po fińsku "tunturi" (to od tej nazwy wywodzi się słowo "tundra"). Kiedy przemierza się dalekie i puste szlaki, normalnym widokiem jest niepłoszące się stadko pasące się tuż obok ścieżki albo zwierzak wędrujący w ślad za piechurem. Od czasu do czasu ten drugi przejdzie, pierwszy jednak - nie: lapońskie bezkresne lasy przecinają ogrodzenia z drutu, a na drogach ni z tego, ni z owego wyrastają "bramy" zrobione z grubych sznurów albo kolorowych płacht, które mają zapobiec migracji zwierzaków na sąsiednie tereny. Wbrew temu, co wielu powszechnie sądzi, każdy renifer ma właściciela i choć na co dzień wiedzie dzikie życie przemieszczając się w poszukiwaniu mchów i porostów, dwa razy do roku zaganiany jest wraz ze stadem do zagród: by oznakować narodzone młode i wybrać dojrzałe osobniki na ubój. Chociaż dziś Samowie nie wiodą już wędrownego życia ze swoimi zwierzakami wykorzystując ich skóry na namioty i tradycyjne ubrania, ich mięso nadal jest podstawą tutejszej diety: reniferowego steka czy gulasz można spróbować choćby w słynnej wiosce św. Mikołaja pod Rovaniemi. Zbudowana dokładnie na kole podbiegunowym służy mu za "biuro" (dom ma na wschodnich rubieżach Finlandii na górze zwanej "Ucho" - rzeczywiście przypomina je kształtem, co pozwala świętemu usłyszeć życzenia szeptane na całym świecie), w którym udziela audiencji i zarządza prezentowym biznesem.

Zorza polarna - Samowie

Zorza polarna. Koło podbiegunowe (krąg polarny) jest umowną granicą, wzdłuż której latem przynajmniej jednej nocy (przesilenie letnie) słońce nie zachodzi, a zimą - nie wschodzi. Im dalej na północe, tym takich dni więcej. Więcej też bezkresnych przestrzeni, ciągnących się kilometrami lasów, bagien, torfowisk i rzek, które latem trzeba pokonywać brodząc w wodzie; zimą to wyśmienite tereny na wyprawy skuterami śnieżnymi czy psimi zaprzęgami. Przemierzając Laponię lepiej jednak pamiętać, by jej nazwy nie używać, bo dla jej rdzennych mieszkańców jest trochę obraźliwa. Dla nich to "Sapmi", tak samo jak oni są Samami, a nie Lapończykami, dumnymi ze swojej kultury i tradycji, mającymi własny język (a raczej języki, bo mówią tu w kilku dialektach), szkoły, parlament, radio i gazety. To jeden z najstarszych europejskich narodów, żyjących dawniej ze zbieractwa i łowiectwa i przemieszczających się wraz ze swoimi stadami z miejsca na miejsce. Samowie tradycyjnie nosili charakterystyczne buty z czubkiem, który służył do wpinania nart i stroje z wełny w kolorach czerwonym, niebieskim i żółtym. Wędrowali w niewielkich grupach opartych na więzach pokrewieństwa, nazywanych siida. Dzisiaj nazwę Siida nosi muzeum i centrum ich kultury w złożonym z zaledwie 600 mieszkańców miasteczku Inari. Nad budynkiem powiewa czerwono-niebiesko-żółta flaga. Odwiedziny w nim są punktem obowiązkowym każdej wycieczki do Laponii.