Dania. Kopenhaga na rowerze

Kopenhaga to niezwykle przyjazne miasto, głównie dzięki rowerzystom i wszędobylskim rowerom. Spotkamy je wszędzie - istne szaleństwo!
Wzorem moich ulubionym road movies wybrałem się do Kopenhagi drogą lądową, jeśli można tak określić podróż, której znaczną część odbyłem na promie firmy Scandlines, wyruszywszy z emanującego enerdowskim duchem Rostoku.

Dania. Kopenhaga

Po krótkiej walce na dworcu głównym z automatami sprzedającymi bilety do podmiejskiej kolejki rozgościłem się w hotelu Scandic Sydhavnen, który jest klasycznym przykładem duńskiego designu. Wszystko jest tu lekkie, ekologiczne, jasne i funkcjonalne. Zaraz potem ruszyłem po... rower. W 125 miejscach można wypożyczyć jeden z ponad 2 tys. jednośladów wrzuciwszy 20 koron (10 zł) kaucji, którą odbiera się przy zwrocie pojazdu. Jak nie skorzystać z takiej okazji?

Wyruszam spod głównego dworca. Po chwili wielki plac z XIX-wiecznym ratuszem i ekspresyjną Smoczą Fontanną z 1904 r. Otaczają go zabytkowe budynki, wśród nich eklektyczny Palace Hotel upstrzony setkami neonowych reklam. Pod ratuszem grupa turystów czeka, by wejść na wieżę (10 koron). Gigantyczne, pełne wewnętrznych krużganków wnętrze zdobią dziesiątki duńskich flag. Ogrom i dostojeństwo kontrastują z takimi detalami, jak ciągle czynna umywalka z epoki na korytarzu.

Pedałując wąskimi uliczkami starego centrum, zaglądam do galerii i sklepików ze sztuką użytkową. Piękne, oryginalne wyroby są prawdziwą gratką dla koneserów. Są tu również kawiarenki, herbaciarnie i restauracyjki.

Borsen to gmach zabytkowej giełdy na Slotsholmen przy Borsgade. Długi, ozdobiony wieloma rzeźbami budynek ze szczytem wieży wykonanym z czterech skręconych smoczych ogonów to jeden z symboli Kopenhagi. Powstał w latach 1619-25 na zlecenie Chrystiana IV i do 1974 r. mieścił giełdę. Obecnie jest siedzibą Duńskiej Izby Handlowej (wnętrz nie można zwiedzać).

Czas na Stroget, główny deptak handlowy, ciągnący się przez dwa kilometry (najlepsza okazja, by odchudzić portfel). Miło jest usiąść w kawiarnianym ogródku czy gwarnej knajpce, zaopatrzyć się w słodkości czy owoce na kilku ulicznych straganach.

Stroget niemal wypada na Nyhavn - Nowy Port, chyba najbardziej malowniczą uliczkę Kopenhagi podzieloną na dwie części kanałem pełnym stateczków, jachtów i barek. Ich właściciele, niezrażeni tłumem gapowiczów, sączą wino na pokładach swoich jednostek, zagryzając owocami morza. Ten widok zachęca do degustacji lokalnych pyszności. W ogródkach restauracji i barów mimo kosmicznie wysokich cen trudno znaleźć miejsce. Upolowałem jednak mały stolik i za danie wyróżniające się formą, a nie wielkością - ryba przyrządzona na dwa sposoby i piwo - zapłaciłem 200 koron (prawie 100 zł).

Kopenhaga na rowerze

Za rogiem Nyhavn atmosfera zmienia się diametralnie. Na nabrzeżu dominują sztuka i nowoczesne budynki, ożywiające portowe tereny. Znajdziemy tu wspaniały The Playhouse - siedzibę Duńskiego Teatru Królewskiego (projekt pracowni Lundgaard & Tranberg). Ciemna cegła, ciepłe drewno, miedź i szkło elewacji doskonale harmonizują, tworząc elegancką całość. Z przestronnego tarasu widać imponujący gmach Opery (projekt Henning Larsen) po drugiej stronie portu.

Jadąc dalej nabrzeżem podziwiam wkomponowane w starą architekturę wspaniałe hotele, przy których cumują luksusowe jachty i łodzie motorowe. Mijam okazałą fontannę rozsiewającą wodną mgiełkę i barokowy pałac królewski Amalienborg zaprojektowany w latach 1749-60 przez Nicolai Eigtveda. Od 1795 r. jest siedzibą duńskich monarchów i dworu królewskiego.

Tuż za nim majaczy wielka kopuła Frederiks Kirke, XVIII-wiecznego kościoła parafialnego, wzorowanego na rzymskiej Bazylice św. Piotra. Duńczycy nazywają go Marmorkirke, a okazją do jego postawienia był jubileusz 300-lecia panującej dynastii. Mijam dzielnicę drogich sklepów oraz banków i zapuszczam się w kolejne magiczne miejsce - Nyboder, sieć krótkich, wąskich uliczek zabudowanych podłużnymi, niskimi żółtawo-brązowymi domami o czerwonych dachach i... "spartańskim standardzie". Konserwator zabytków nie zgadza się na jakiekolwiek zmiany w architekturze tych XVII-wiecznych obiektów powstałych na polecenie Chrystiana IV. Pośrodku minidzielnicy pyszni się kościół Skt. Pauls, wokół niego kilka wspaniałych kamienic.

Przekraczając ruchliwą Oster Voldgade, wjeżdżam do parku pełnego bujnej zieleni i małych stawów. Na jego końcu, przy Solvgade, zabytkowy gmach Galerii Narodowej SMK (Statens Museum for Kunst). Mieści głównie sztukę duńską, królewską kolekcję malarstwa holenderskiego i flamandzkiego oraz genialne dzieła Picassa, Braque'a, Légera, Modiglianiego, Matisse'a. W nowo dobudowanym futurystycznym gmachu zobaczymy współczesne obiekty z Danii i całej Europy. Są też amfiteatralne siedziska ze sceną i miejsca, gdzie sztukę poznają najmłodsi. Jest i artystyczna knajpka z wyszukanymi designersko potrawami. Skusiłem się na sławnego duńskiego śledzia w dwóch smakach. Rewelacyjny!

Dokładnie po drugiej stronie skrzyżowania znajdują się Ogrody Królewskie z zamkiem Rosenborg. Na perfekcyjnie przystrzyżonych trawnikach wylegują się studenci, zmęczeni turyści i całe rodziny urządzające pikniki. Podłożywszy plecak pod głowę, podziwiałem reprezentacyjny pałac i podglądałem życie zrelaksowanych mieszkańców Kopenhagi.

Rosenborg powstał na ruinach twierdzy wzniesionej w 1167 r. W roku 1794 siedziba duńskiej monarchii spłonęła niemal doszczętnie. Dwór przeniósł się do niedalekiego Amalienborg, gdzie mieszka i urzęduje do dziś. Obecny zamek, zbudowany w latach 1907-28, jest siedzibą rządu i parlamentu. Znajdziemy tu również reprezentacyjne komnaty królewskie, ministerstwo finansów i sąd najwyższy (zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem).

Kopenhaga na rowerze

Rozleniwiony sjestą na królewskim trawniku wędruję dalej. Mostem Dronning Louises Bro nad kanałami wielkości jezior wkraczam do studenckiej dzielnicy Norrebro. Awangardowy klimat tworzą młodzieżowe kawiarnie, muzyczne kluby, etniczne bary i orientalne sklepiki. Tu rowerzyści i rowery dominują absolutnie. Przy ważniejszych węzłach komunikacji miejskiej zalegają sterty jednośladów. Stoją i leżą na ziemi, wiszą na piętrowych stojakach, przytwierdzone są do wszystkich barierek i balustrad. Istne szaleństwo!

Nic dziwnego - w Kopenhadze rowerzyści mają stuprocentowe pierwszeństwo i wygodne, często odizolowane od drogi ścieżki.

Przylegający do ulicy Norrebrogade mur cmentarny intryguje swoją długością. Niewielka furtka wiedzie do zupełnie innego świata. Podzielony na kwartały zabytkowy cmentarz Assistens Kirkegard zachwyca parkowym szykiem. Piękne figury i grobowce stoją w sporej odległości od siebie, przedzielone ozdobnymi drzewami, krzewami, trawnikami. Zaskakuje mnie widok czarnoskórego studenta leżącego z książką na trawniku między grobami i prowadzącego ożywioną rozmowę telefoniczną. Grupka młodzieży piknikuje między leżącymi na ziemi rowerami. Na centralnej alei nekropolii dziesiątki ludzi uprawia jogging, spacerują rodziny z psami, pomykają rowerzyści. Na jednej z tablic u wejścia na cmentarz przeczytałem, że przez jego ogromny teren wytyczono ścieżki rowerowe! Kopenhaga - miejsce inne niż wszystkie.

Tekst pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Komentarze (2)
Dania. Kopenhaga na rowerze
Zaloguj się
  • Gość: kameseninvegitto

    Oceniono 1 raz 1

    super, muszę wpaść do danii, i ją przejechać rowerem

  • cyklotroters

    Oceniono 2 razy 0

    zapraszamy na bloga o rowerowych wakacjach w Danii.
    www.cyklotroters.blogspot.com

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX