Białoruś, Portugalia, Bieszczady - podróże życia

Droga w Bohdanowie

Droga w Bohdanowie (Fot. Konrad Pruszyński)

Serce zostało w... Bohdanowie na Białorusi, rodzinnej wsi Ferdynanda Ruszczyca. Nie tylko z powodu pięknych pejzaży znanych z obrazów "Ziemia" czy "Pierwszy śnieg", ale przede wszystkim ze względu na mały dom dziecka prowadzony przez panie Teresę i Helenę, Polki urodzone na Białorusi - mówi Konrad Pruszyński - etnolog, motocyklista, wiceprezes stowarzyszenia Expatria
Cztery lata temu zamieściłem w białoruskiej prasie ogłoszenie o pomocy dla chorych dzieci, którą świadczy stowarzyszenie Expatria. Odpowiedź dostałem z Bohdanowa. Mieszkańcy tej okolicy pracują w kołchozach, niezwykła jest tam skala alkoholizmu i patologii, które ten nałóg generuje. Skrajnie trudne warunki, bieda, z jaką zmagały się opiekunki ośmiorga dzieci (sierot społecznych), wstrząsnęła mną. Uderzyła mnie wielka serdeczność i bliskość między dziećmi a wychowawczyniami. Jeżdżę tam kilka razy w roku i zawsze wracam pokrzepiony. Widzę ten dom jako lampkę świecącą na pustkowiu. Z siły ducha tych kobiet czerpię inspirację do własnego życia.

Niezapomniany dzień w podróży...

zdarzył się podczas tegorocznej wyprawy motocyklowej przez Ukrainę, Gruzję, Armenię, Turcję. Na Podolu trafiliśmy do Międzyboża (u zbiegu rzek Bohu i Bożku), akurat w rocznicę urodzin rabina Baal Szem Towa, założyciela chasydyzmu, który jest tam pochowany. Z tej okazji przyjechali chasydzi z całego świata, wielu z Ameryki. Wieczorem, ubrani w chałaty, kapelusze i lisie czapy zapełnili wszystkie uliczki. Wszędzie słychać było jidysz, głośne modlitwy, śpiewy, ekstatyczne tańce. Poczułem się jak przeniesiony w czasie do dawnej Rzeczypospolitej. Do tego cudowna pogoda, księżyc, rozgwieżdżone niebo, a w tle ruiny potężnego zamku o renesansowych attykach. Zamek skonfiskowały Czartoryskim władze carskie po powstaniu styczniowym, pozostały jedynie mury i baszty. Wszystko to razem było magiczne.

W Polsce najbardziej lubię...

Bieszczady. Połoniny, bukowe lasy... Żyje tam mnóstwo zwierząt: wilki, sarny, jelenie, nawet niedźwiedzie. Pięknie jest o każdej porze, nie tylko latem. Jesienią bukowe lasy robią się kolorowe, z kolei zimą prowadzą tamtędy wspaniałe trasy dla biegówek, a jednocześnie jest bardzo mało ludzi, cisza i spokój.

Najlepsze wakacje spędziłem...

Jeśli powiem, że na motocyklu, żona będzie miała pretensje. Ale rzeczywiście bardzo lubię męskie, motocyklowe podróże bez wygód. Śpimy, gdzie popadnie, czasem nawet nie rozstawiamy namiotów, tylko kładziemy się w śpiworach przy ognisku. Od sześciu lat wyjeżdżam w ten sposób przynajmniej raz do roku. Głównie do Europy Środkowo-Wschodniej: Serbii, Rumunii, Bośni, Hercegowiny, na Ukrainę, Litwę, Łotwę. Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że zawsze wówczas bardzo tęsknię za rodziną.

Ze wspólnych wyjazdów z żoną szczególnie miło wspominam ten samochodowy do Portugalii. Taka bardzo kulturalna, edukacyjna podróż: mnóstwo zabytków, muzeów, wspaniałe jedzenie, wiele wrażeń, a po drodze Francja i Hiszpania.

Mój ulubiony hotel...

Nie mam zwyczaju spać w hotelach. Podczas wyjazdów motorem wolę ognisko, śpiwór i gwiaździste niebo. W innych okolicznościach przeważnie wybieram agroturystykę. Miło wspominam zagrodę "Na Cisowym Wzgórzu" w Bądziszkach na północnej Suwalszczyźnie. Dwa drewniane domki urządzone ze smakiem, weranda z widokiem na morenowe wzgórza, z której można obserwować bażanty i kuropatwy. Młody właściciel jest zapalonym pszczelarzem i chętnie dzieli się miodem. A wokół Suwalski Park Krajobrazowy.

Niebo w gębie poczułem w...

Portugalii, gdzie żywiliśmy się głównie owocami morza i rybami. Były doskonałe, zwłaszcza smakowały nam duszone w winie - myśleliśmy, że to najlepsze lokalne jedzenie. Po jakimś czasie przeczytaliśmy w przewodniku, że w Portugalii koniecznie trzeba skosztować pieczonych kurczaków, pisano o nich "Fat and Happy Chicken". Okazały się rzeczywiście niezwykłe w smaku: delikatne, rozpływające się w ustach, nie do opisania!

Moja noga więcej nie stanie w...

Chciałbym, żeby moja noga więcej nie stanęła w kolejce na przejściu granicznym do Białorusi. Obawiam się jednak, że to marzenie się nie spełni. Często jeżdżę na Białoruś, a na razie nic nie wskazuje na to, by znikły przejścia graniczne czy kolejki. A tego właśnie bardzo sobie - i wszystkim - życzę.

W najbliższym czasie będę w drodze w...

Bieszczady. To nigdy mi się nie znudzi. Planuję piesze wycieczki z córką w nosidełkach.

Wymarzony cel podróży...

W najbliższym czasie mam w planach wyspę Achill w zachodniej Irlandii, gdzie Heinrich Böll miał dom z widokiem na ocean, oraz prawosławne monastery: od Pustelni Optyńskiej koło Kozielska, przez Ławrę Troicko-Siergijewską pod Moskwą, aż po monaster Sołowiecki na północy. Chciałbym pobyć w każdym z nich.

Tekst pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Zobacz także
  • Piramidy w Gizie Egipt, Wyspy Kanaryjskie, Turcja - podróże życia
  • Polska. Prastara puszcza Podróże życia: Polska Wschodnia
  • Włoskie Sirmione Włochy - podróże życia
Skomentuj:
Białoruś, Portugalia, Bieszczady - podróże życia
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane