Turcja. Kapadocja. Freski w dolinach

Chcąc uniknąć tłumów, wybraliśmy się do Turcji w grudniu
Kapadocja, historyczna kraina w środkowej Turcji, słynie z charakterystycznych tufowych form skalnych i z zabytków bizantyjskiej sztuki sakralnej. To właśnie tu wydrążono w miękkiej skale pierwsze świątynie chrześcijańskie, których wnętrza z biegiem czasu przyozdobiono freskami, używając jako barwnika m.in. soku z winogron.

Turcja. Kapadocja. Göreme Open Air Museum

Zimy bywają w Kapadocji suche i mroźne, my jednak mieliśmy szczęście - tylko pierwszego dnia padał deszcz, a przez następnych osiem było słonecznie i ciepło, nawet 20 st. C. Zatrzymaliśmy się w miejscowości Göreme, gdzie tuż obok przystanku autobusowego znajduje się informacja turystyczna. Jej pracownik nie tylko mówił nieźle po angielsku - pomógł też nam znaleźć lokum, dzwoniąc do kilku hosteli.

W Kapadocji można zamieszkać w wydrążonych skałach tufowych, które charakteryzują się świetną izolacją termiczną, skutecznie chroniąc przed chłodem. Niegdyś pełniły funkcję mieszkalne, lecz z czasem ludzie zaczęli budować domy, zaś wraz z rozwojem turystyki w niektórych skałach urządzono kwatery dla turystów. Za pokój dwuosobowy z tradycyjnym tureckim śniadaniem (ser, warzywa, oliwki, pieczywo, kawa) płaciliśmy tam 45 tureckich lir (90 zł) dziennie.

W Göreme na szczególną uwagę zasługuje Göreme Open Air Museum - bizantyjskie monastyry wydrążone w tufowych skałach, których wewnętrzne ściany zdobią freski. Niektóre świątynie liczą sobie tysiąc lat! Kompleks leży 1,5 km od Göreme, od 1984 r. znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Na terenie muzeum jest jedenaście refektarzy, każdy przyporządkowany jednej świątyni. W nich wykute w skale ławy i stoły, a także krypty, w których chowano mnichów. Zwiedzając kolejne wnętrza można prześledzić rozwój technik malarskich: od bardzo prostych, gdzie jedynym barwnikiem była czerwień otrzymywana z soku z winogron, po skomplikowane sceny przedstawiające historie biblijne i wymagające od swoich twórców nie lada kunsztu. Dowiedzieliśmy się, że to polscy konserwatorzy odnawiali freski w Göreme Open Air Museum.

Wyjątkowy jest tzw. Dark Church (Ciemny Kościół) z XII w., w którym z uwagi na brak dostępu światła słonecznego freski zachowały się w doskonałym stanie (wstęp 8 lir). Tam też można zobaczyć nieliczne malowidła, na których twarze postaci nie zostały wydrapane przez wandali, ale, co ciekawe, dotyczy to tylko świętych, a nie Chrystusa.

Wyobrażenie o liczbie turystów zwiedzających Göreme Open Air Museum dały nam tabliczki na ścianach informujące, że w każdej świątyni można przebywać nie dłużej niż pięć minut. Kupując bilet wstępu (25 lir), wypożyczyliśmy elektroniczny przewodnik (m.in. w językach angielskim, niemieckim i francuskim). Dzięki niemu dowiedzieliśmy się wielu ciekawych szczegółów o historycznym kontekście zwiedzanych budowli oraz o znaczeniu fresków, z których każdy posiada określoną symbolikę i odwołuje się do konkretnej postaci albo historii.

Turcja. Kapadocja.

Przez kilka następnych dni wędrowaliśmy po okolicznych dolinach. W informacji turystycznej w Göreme dostaliśmy bardzo ogólną mapę okolicy, w zasadzie szkic, który jednak umożliwiał orientację. Szlaki nie są wymagające, ale trzeba mieć dobre buty turystyczne i oczywiście wodę - przejście przez każdą z dolin zajmuje około dwóch godzin, a dotarcie do świątyń nawet półtorej godziny.

Najpierw wybraliśmy się do popularnej Love Valley, zawdzięczającej nazwę charakterystycznym formacjom skalnym w kształcie fallusów, które pradawny lud wzniósł w hołdzie bogom płodności. W Rose Valley natknęliśmy się na pozostałości bizantyjskich świątyń z resztkami fresków na zrujnowanych przez erozję ścianach. W dolinach jest kilka świetnie zachowanych świątyń z freskami - większość strzeżona, a wstęp do niektórych jest płatny. Obok jednego ze skalnych kościołów działa kafejka prowadzona przez sympatycznego chłopaka mieszkającego w sąsiednim mieście. Można było napić się kawy albo świeżo wyciśniętego soku z granatów - ta prawdziwa witaminowa bomba dostarczyła nam energii na kilka kolejnych godzin wędrówki.

Po aktywnie spędzonym dniu można wstąpić do jednej z licznych herbaciarni (przesiadują w nich tylko mężczyźni) i popijając mocną, czarną herbatę, zagrać w karty albo w tryktraka z nowo poznanymi tureckimi znajomymi.

Do Kapadocji dojazd bezpośrednio autobusem ze Stambułu. Ich standard w Turcji jest bardzo wysoki: podczas 11-godzinnej podróży serwowane są bezpłatne napoje, każdy pasażer ma do dyspozycji odtwarzacz wideo zamocowany na oparciu fotela i wyposażony w wejście USB. Czystości i porządku polski pasażer może tylko pozazdrościć! To samo dotyczy jedzenia w dworcowych barach (co jakiś czas dłuższy postój), które serwują m.in. ryby z grilla i sok ze świeżych pomarańczy.

Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej