Austria. Salzburg - jarmark bożonarodzeniowy

Zimą Salzburg wygląda baśniowo - niczym sceneria ?Czarodziejskiego fletu"
Marionetki wyglądają jak żywe. Z wdziękiem skłaniają głowy, w rytm muzyki poruszają nawet dłońmi i stopami. I te stroje! Królowa Nocy ma na sobie kobaltową, ozdobioną mnóstwem brylancików suknię i takiż diadem, Tamino - kostium z czerwonego aksamitu z brokatowym kołnierzem, wyszywany złotą nicią, a Pamina - złocistą sukienkę, zwiewną pelerynkę i okazałą kolię. Ale najbardziej podoba mi się Papageno we wdzianku z papuzich piór, z zawadiackim uśmiechem na twarzy. Użyczają im głosu prawdziwi śpiewacy.

"Czarodziejski flet" Wolfganga Amadeusza Mozarta na DVD w wykonaniu Salzburskiego Teatru Marionetek (działa od 1913 r., www.marionetten.at ) to najmilsza pamiątka z listopadowego wypadu do Salzburga. Jest tak cudowny, że obejrzałam go już kilka razy. Szkoda, że nie udało się zobaczyć spektaklu na żywo - zespół aż do świąt jest na tournée w Ameryce Południowej i we Francji (w repertuarze także inne opery Mozarta, "Dziadek do orzechów" Czajkowskiego, "Zemsta nietoperza" Straussa, "Cyrulik sewilski" Rossiniego, "Piotruś i wilk" Prokofiewa i in.).

Ale i bez tego wyjazd był nadzwyczaj udany. Listopadowy Salzburg wygląda jak sceneria mozartowskiego arcydzieła - baśniowo. Można godzinami spacerować po starówce udekorowanej lampkami, świerkowymi gałązkami i czerwonymi wstążkami. A gdy dokuczy chłód, gorąca czekolada, poncz i grzane wino są na wyciągnięcie ręki. Wielowiekową tradycją Salzburga są bowiem adwentowe jarmarki, które co roku przyciągają tłumy Austriaków i gości z zagranicy. Natkniemy się na nie w różnych zakątkach miasta, pojedyncze stragany stoją nawet na maleńkich podwórkach na tyłach kamienic.

Jednym z piękniejszych jest ten koło zamku Hellbrunn, późnorenesansowej rezydencji arcybiskupa Markusa Sittikusa (władał Salzburgiem w latach 1612-19). Słynie ona z niezwykłych fontann. Tryskająca pod ciśnieniem woda uwalniana przez zmyślne mechanizmy w najbardziej nieoczekiwanych miejscach oblewała gości hierarchy - ku uciesze ich samych i gospodarza. Zimą wodotryski są nieczynne, a główną atrakcją staje się właśnie jarmark organizowany na zamkowym dziedzińcu od 11 lat (www.hellbrunneradventzauber.at ).

Wśród zielonych budek stoi 500 świerków obwieszonych czerwonymi bombkami. Kupimy tu wyłącznie wyroby austriackich rzemieślników: świece, stroiki, dzwonki, szklane anioły, pozytywki, mikołaje, biżuterię, kapcie i kapelusze z filcu, likiery i sznapsy, precle, czekoladę, piernikowe serca i migdały w słodkiej polewie.

Salzburczycy przybywają całymi rodzinami, z psami na smyczach i niemowlętami w wózkach okutanymi w śpiworki. Niemal wszyscy dzierżą w dłoniach parujące kubki z ponczem z owoców leśnych lub pomarańczy bądź grzanym winem. Dla dzieci przygotowano wielki plac zabaw. Mogą popatrzeć na zwierzęta w zagrodach (osły, kozy, prosięta, króliki, kury, bażanty; największy tłum kłębi się przy reniferach), posłuchać bajek przy ognisku, przejechać się na kucyku i upiec ciastka.

Austria. Salzburg

I nam udziela się świąteczny nastrój. Po wizycie w domu Mozarta, rezydencji arcybiskupów i twierdzy Hohensalzburg, wędrować będziemy już tylko od stołu do stołu. Lejtmotywem tych wędrówek będzie Mozart, którego nazwiskiem i wizerunkiem firmuje się tu wszelkie przedsięwzięcia - od wielkich festiwali muzycznych po produkcję pamiątek, likierów i pralin.

Dla restauracji nie ma lepszej reklamy niż: "Ponoć jadał tu Mozart...". Rodzina Mozartów na pewno jadała w St. Peter Stiftskeller (www.stpeter-stiftskeller.at ) w benedyktyńskim opactwie św. Piotra - wspomina o tym w pamiętniku siostra Wolfganga Maria Anna. Pierwszy dokument, który zaświadcza o istnieniu w tym miejscu gospody, pochodzi z 803 r., jest w nim wzmianka o wizycie Karola Wielkiego. Dziś odbywają się tu "mozartowskie" kolacje przy muzyce (51-184 euro bez napojów, www.mozartdinnerconcert.com ).

W przepięknej barokowej sali stoi wielka choinka, w kandelabrach płoną świece. Trzydaniowe menu oparte na przepisach z czasów Mozarta jest z góry ustalone, ale można poprosić o wersję wegetariańską lub bezglutenową. Do picia polecam przepyszny koktajl św. Piotra: wino musujące z sokiem z białych winogron, plasterkiem limonki, listkami świeżej mięty i kostkami lodu. Pierwsze danie to śmietanowa zupa krem z kroplą limonki i kiełkami rzeżuchy, w której pływa serowo-rozmarynowy pulpet (intrygująca!). Dalej pieczona pierś kapłona z ziemniaczano-dyniowymi kluskami i warzywami z ogrodu opata, a w wersji wegetariańskiej risotto z serem i karmelizowaną cebulą. Na deser parfait "Słodka tajemnica Mozarta" z wzorkiem w formie pięciolinii i nut z płynnej czekolady.

Gdy przygasają światła, na salę wkracza kwintet Amadeus Consort Salzburg - dwóch skrzypków, altowiolista, wiolonczelista i kontrabasista - oraz sopranistka i baryton w strojach z epoki. Członkowie zespołu to w większości absolwenci lub studenci tutejszego uniwersytetu muzycznego Mozarteum. Muzycy mają trzy wejścia - słuchamy arii z "Don Giovanniego", "Wesela Figara" i "Czarodziejskiego fletu". Nie są to koncerty dla koneserów, ale na szczęście muzyki nie traktuje się jak dodatku do jedzenia. Muzycy grają w przerwach między daniami, po uprzątnięciu stołów.

Ponoć Mozart pijał Stiegla... Jak więc nie odwiedzić słynnego browaru założonego w 1492 r. (wstęp 9 euro, www.stiegl.at )? Woda do produkcji trunku pochodzi ze źródła na górze Untersberg (ta sama płynie też w kranach), a słód i chmiel - wyłącznie od austriackich producentów. Co ciekawe, sposób dostarczania piwa do restauracji w mieście nie zmienił się od wieków. Codziennie rano z browaru wyrusza... wóz zaprzężony w konie. Są to specjalnie szkolone cztery nakrapiane rumaki rasy noriker: Amadeus, Prinz, Peter i Friedl.

Po obejściu ciekawego muzeum piwowarstwa udajemy się na degustację (w cenie biletu) do knajpy urządzonej w XIX-wiecznych piwnicach. Mętny, niepasteryzowany Paracelsus Zwickl i mocny, 7-procentowy Stieglbock smakują bardzo dobrze, ale bożonarodzeniowe piwo z miodem akacjowym - ostatnie dzieło niezwykle pomysłowego piwowara Marcusa Trinkera - okazuje się bezkonkurencyjne.

Austria. Salzburg

Christkindlmarkt na Domplatz i Residenzplatz koło katedry to creme de la creme salzburskich jarmarków (www.christkindlmarkt.co.at ), jego początki sięgają XV w. 17 listopada otworzył go sam prezydent Austrii Heinz Fischer. Spędzamy tu ostatni wieczór, polując na gwiazdkowe upominki. Szkoda, że wielu pyszności - waty cukrowej, pieczonych kartofli, kanapek z łososiem - nie można zabrać do Polski. W naszych torbach lądują za to: ekologiczna czekolada Zotter wyprodukowana zgodnie z zasadami fair trade, Kletzenbrot - ciężki od bakalii bożonarodzeniowy chleb podobny w smaku do piernika, oraz likier czekoladowy "Mozart". Jeśli dodamy doń kawę i bitą śmietanę, wyjdzie Mozartkaffee, przebój tutejszych kawiarń.

Rzecz jasna, nie może zabraknąć Mozartkugeln - słynnych pralin z pistacjowym nadzieniem. Te w złotych papierkach, których wszędzie pełno, powstają w fabryce firmy Mirabell (ok. 0,5 euro za sztukę). Te oryginalne kupimy tylko w Café Conditorei Fürst przy Brodgasse 13 oraz jej trzech filiach (1 euro sztuka, www.original-mozartkugel.com ). Ich recepturę opracował w 1890 r. cukiernik Paul Fürst. Rozsławiły jego kawiarnię w całej Europie. Dziś rodzinną tradycję kontynuuje prawnuk Paula Norbert, wytwarzając praliny ręcznie wedle oryginalnej receptury. Nie zmieniło się również srebrne opakowanie z niebieskim nadrukiem.

Praliny od Fürsta będą ozdobą mojego świątecznego stołu.

Austria. Salzburg. Warto wiedzieć

www.salzburg.info - informacje o adwentowych koncertach i wystawach, zabytkach, noclegach, gastronomii

Salzburg Card - zapewnia darmowy wstęp do wszystkich muzeów i zabytków, bezpłatne przejazdy komunikacją miejską, kolejką do twierdzy Hohensalzburg i na górę Untersberg oraz rejs po rzece Salzach, a także zniżki na imprezy kulturalne. 24 godz. - 22-25 euro (w zależności od sezonu), 48 godz. - 30-34, 72 godz. - 35-40, dzieci - połowa ceny.



Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej.