Polska. Sudety zimą. Korona Gór Polskich - Śnieżka

Kotły wielką ścianą zamykają horyzont, ponad głazami i kosówką wyłania się Mały Staw i dach Samotni
Zima, jak zwykle, zaskoczyła. Tym razem jednak nie drogowców, lecz turystów. W środku złotej polskiej jesieni niespodziewanie powitał ich gęsto padający śnieg. Zasypał białym puchem sudeckie kotły i szczyty. I został. To znaczy, że czas na Zimową Koronę Gór Polskich. A ponieważ akurat byłem w okolicach Karpacza, swoje kroki skierowałem w stronę Śnieżki, najwyższego szczytu Karkonoszy mierzącego 1602 m n.p.m., trzeciego co do wysokości szczytu Korony Gór Polskich.

Prowadzi nań szereg szlaków, zarówno od strony czeskiej (góra graniczna, najwyższy szczyt Czech), jak i polskiej. Z Karpacza wejdziemy czerwonym, czarnym lub niebieskim przez Kopę (1375 m n.p.m.). Wybrałem ten ostatni, najbardziej popularny, ale jego uroda działa jak magnes.

***

Wędrówkę zacząłem od miejsca niezwykłego, jakim jest świątynia Wang na zboczu Czarnej Góry - drewniany kościółek wikingów, bezcenne dzieło dawnej sztuki nordyckiej. Tuż obok świątyni, w Karpaczu Górnym, znajduje się jedno z wejść do Karkonoskiego Parku Narodowego (wstęp 5 zł) utworzonego w 1959 r. na 5555 ha. Przekraczam potężną drewnianą góralską bramę i niebieskim szlakiem idę w stronę pierwszego z magicznych miejsc - schroniska Samotnia. Brukowana wygodna droga wspina się początkowo przez piękne lasy świerkowe. Po chwili otwierają się przede mną rozległe przestrzenie i wspaniałe widoki. Krajobraz przecięty jest niewidzialną poziomą linią, poniżej której natura zachowała piękne jesienne barwy. Okolicę pokrywa delikatna warstwa świeżego śniegu. Jak na dłoni widać Srebrny Upłaz, spod którego rozłożysty skalny kocioł opada w stronę górskiego jeziora, Równię pod Śnieżką i charakterystyczny wierzchołek Śnieżki. Docieram do Polany (1067 m n.p.m.), skąd żółty szlak odbija w stronę skałek Pielgrzymi i Słonecznik. Niebieskim do Samotni została połowa drogi, czyli pół godziny. W okolicach Koziego Mostka szlak skręca wąską ścieżką w prawo. Pnie się przez las w stronę strumienia Łomnica i stojącego nad nim Domku Myśliwskiego, do którego prowadzi drewniany mostek. Chata powstała w 1924 r. pod nazwą św. Leonard nad Małym Stawem i służyła myśliwym - tereny te były stałym miejscem popasu jeleni (św. Leonard to patron bydła, jeńców, więźniów i myśliwych). Dzisiaj budynek służy studentom i naukowcom prowadzącym badania na terenie parku. Można tu kupić książki, mapy, foldery promujące Karkonosze. Uwaga! Szlak niebieski na odcinku od Domku Myśliwskiego do Samotni jest zamknięty zimą i w okresie zagrożenia lawinowego.

Idąc dalej, wychodzę poza barierę lasów i maszeruję kosówką. Krajobraz jest bajeczny! Kotły wielką ścianą zamykają horyzont, ponad głazami i kosówką wyłania się Mały Staw i dach Samotni. W tym rejonie można zobaczyć wierzbę lapońską i brzozę karpacką, kalnice (symbol parku), pierwiosnki maleńkie, kukliki górskie. Rosną tu gatunki chronione i endemiczne, np. skalnica bazaltowa czy jarząb sudecki. Osobliwością są relikty glacjalne, jak: gnidosz sudecki, śnieżnica skalna, poryblin jeziorny.

Po chwili maszeruję drewnianą kładką tuż nad taflą Małego Stawu, w którym odbijają się upstrzone śniegiem zbocza gór i budynek schroniska. Jezioro ma 6,5 m głębokości, 255 m długości i 185 m szerokości, a nazywa się tak pewnie tylko z racji sąsiedztwa z (większym) Wielkim Stawem.

Leżąca w połowie drogi z Karpacza Górnego na Śnieżkę drewniana Samotnia (1195 m n.p.m.) jest jednym z najstarszych i najpiękniejszych schronisk w Polsce. Jej charakterystyczna wieża z dzwonem stała się symbolem przyjaznej atmosfery i świetnej kuchni. Odbywają się tu śluby, spotkania kulturalne i sportowe. Pierwsza budowla nad Małym Stawem stanęła zapewne jeszcze przed 1670 r. Budynek w obecnym kształcie powstał w latach 1922-23. A w 1966 r. kierownikiem Samotni został Waldemar Siemaszko, dobry duch i prawdziwa legenda tego miejsca (www.samotnia.com.pl). Samotnię oblega tłum turystów, więc idę dalej. Po kilku minutach marszu w górę - Strzecha Akademicka, kolejne wyjątkowe schronisko karkonoskie. Po II wojnie światowej było własnością studentów wyższych uczelni krakowskich, stąd nazwa. Mimo że jest to drugie co do wielkości schronisko w polskich Karkonoszach, ludzi tu znacznie mniej, a widoki równie piękne. Na osłoniętym od wiatru słonecznym tarasie zjadam drugie śniadanie. Po chwili wygania mnie stąd gęsto padający śnieg. Pogoda zmienia się co kilka minut. Potężny wiatr goni gęste chmury, z których co rusz sypie się biały puch, by po chwili uraczyć mnie słońcem bajecznie rozświetlającym najbliższą okolicę i widoczne w dali doliny.

***

Stąd płaską jak stół Równią pod Śnieżką (szlak niebieski łączy się z czerwonym) maszeruję w stronę rosnącego w oczach kamiennego stożka Śnieżki. Czeka mnie uciążliwa wspinaczka stromą ścieżką brukowaną kamieniami, ogrodzoną poręczami z łańcuchami. W dole zostawiam jaskrawożółte schronisko Dom Śląski (lub Pod Śnieżką, 1400 m n.p.m.), jedno z najbardziej atrakcyjnych miejsc w Karkonoszach. Budynek zbudowany w latach 1921-22 według projektu wrocławskiego architekta Erasa stoi na samej granicy polsko-czeskiej, kilkanaście minut spaceru od górnej stacji kolejki linowej na Kopę oraz kompleksu narciarskiego Śnieżka (www.kopa.com.pl). Z ciekawszych informacji, jakie znalazłem na temat schroniska: "Ciepła woda w okresie oferty sylwestrowej całą dobę".

Szczyt Śnieżki zdobywam w licznym, międzynarodowym towarzystwie. Istna wieża Babel! Czesi, Niemcy, Rosjanie, Węgrzy, Anglicy i (niebędący wcale w większości) Polacy.

Śnieżka to swego rodzaju kuriozum. Niewielki wierzchołek zdobywany przez turystów już w XVI w. jest zabudowany do granic wytrzymałości. Oprócz drewnianej kaplicy św. Wawrzyńca postawionej w latach 1665-81 przez hrabiego Krzysztofa Schaffgotscha stoi tu również jedno z najdziwniejszych polskich schronisk, obecnie restauracja i stacja meteorologiczna, górna stacja kolejki linowej prowadzącej z czeskiej strony oraz czeska poczta. Pierwsze schronisko powstało w 1850 r., a ścieżkę na szczyt poprowadzono dwa lata później. W 1868 r. swoją chatę zbudowali Czesi. W 1900 r. na zatłoczonym (już wtedy!) szczycie powstało drewniane obserwatorium meteorologiczne. Na jego miejscu w latach 1967-76 stanęła kontrowersyjna żelbetowa konstrukcja w kształcie latających spodków mieszcząca również schronisko. Kiedy rok temu zniszczeniu uległa część budowli, jej przyszłość stanęła pod znakiem zapytania. Ale dziś znowu spełnia swoje zadanie, choć schroniskiem trudno ją nazwać. Obowiązuje wiele zakazów odstraszających turystów: nie wolno wnosić i spożywać własnych napojów i jedzenia, za zrobienie zdjęcia zapłacimy 3 zł, tyle samo za toaletę, a ceny w bufecie są wygórowane, jak przystało na najwyższy szczyt Karkonoszy...

Czas wracać. Do rozstaju szlaków czerwonego i niebieskiego w miejscu zwanym Spaloną Strażnicą (1430 m n.p.m.) schodzę tą samą drogą, którą podchodziłem. Stąd czerwony biegnie na Przełęcz Karkonoską i dalej w Sudety. Idę jego śladem Srebrnym Upłazem na skraju kotła Małego Stawu. Widok jest wprost niewiarygodny! Chylące się ku zachodowi słońce wspaniale oświetla spod pojawiających się od czasu do czasu chmur całą piękną okolicę. Pod moimi nogami srebrzą się płaty śniegu, daleko w dole czernieje tafla jeziora z Samotnią. Nad nią, oddzielona pasami kosówki i lasu, pyszni się okazała Strzecha Akademicka. Po prawej, nad potężnym kotłem i Równią, horyzont zamyka wierzchołek Śnieżki. Już choćby dla tych krajobrazów warto zmienić marszrutę do Karpacza. A przecież po drodze mijam jeszcze odległe o 45 min marszu od rozstaju szlaków wspaniałe skały Słonecznika. Warto zatrzymać się na chwilę, odpocząć pod osłoną potężnych fantazyjnych głazów niemal wyrastających z gęstej kosodrzewiny czy porozmawiać z napotkanymi turystami.

Kolejna ciemna chmura zmusza mnie do dalszego marszu. Opadającym stromo w dół żółtym szlakiem dochodzę wąską ścieżką pełną śniegu zalegającego pomiędzy kosówką do grupy niezwykłych głazów wystających samotnie nad ziemię - to majestatyczni Pielgrzymi. Jeszcze kilkanaście minut i już kamienny dukt, którym wędrowałem rano niebieskim szlakiem. Ten prowadzi mnie już do świątyni Wang i Karpacza. Zapada zmierzch.

Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej



Komentarze (1)
Polska. Sudety zimą. Korona Gór Polskich - Śnieżka
Zaloguj się
  • zybben

    0

    Tzw. "latające spodki" na Śnieżce nie są żadnym schroniskiem - od początku wybudowane zostały z przeznaczeniem na obserwatorium meteorologiczne, w którym w jednym ze spodków umieszczono restaurację. I tyle. Nie wybudowano ich też na miejscu wcześniejszego, drewnianego obserwatorium - w tym miejscu znajduje się obecnie ogródek meteorologiczny, a "latające spodki" wzniesiono po drugiej stronie szczytu, na miejscu pruskiego schroniska. A skałki nie nazywają się Pielgrzymi, tylko Pielgrzymy. Warto trochę poczytać przed napisaniem artykułu lub przynajmniej rzucić okiem na mapę, bo inaczej rozpowszechnia się bzdury.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX