Włochy. Siena - podróże życia

Serce zostało w... Sienie. Toskanię poznałam w czasie studiów na Uniwersytecie Florenckim. Przez cały czas nauki czułam się wciąż jak w podróży. Jak powiedział poeta: byłam na kolanach u źródła, studiowałam m.in. historię sztuki - mówi Justyna Napiórkowska, historyk sztuki, autorka Bloga Roku 2010 w dziedzinie kultury, dyrektor artystyczna Galerii Sztuki Katarzyny Napiórkowskiej, ekspert ds. kultury i mediów przy Komisji Europejskiej
Postanowiłam każdego roku wracać do Włoch: do Florencji, Viareggio, Rzymu. Nie zwiedzam, ale chłonę atmosferę miast i miasteczek, czekam aż - niepytane - odsłonią przede mną swoje tajemnice. Tak poznaję artystyczną Luccę, Rzym poetów i San Miniato pasjonatów trufli.

Niezapomniany dzień miał miejsce...

gdy obudziłam się w hostelu we Florencji. Dotarłam tam późną nocą. Rano okazało się, że spałam w budynku dawnej biblioteki medycejskiej - stropy pokrywała barwna polichromia, a pod dachem latały jaskółki. Pomyślałam wówczas, że jestem we właściwym miejscu. Dzień zaczęłam od fresków Masaccia w pobliskim kościele Santo Spirito.

Ciekawe jest tam to, że...

do przeszłości Włosi mają szacunek, ale traktują ją jako coś zupełnie naturalnego. Poznałam rodziny, które pokazywały mi swoje drzewa genealogiczne sięgające czasów renesansu. Na ścianach ich domów wisiały m.in. rysunki Michała Anioła, a w piwnicach leżakowało wino sprzed pół wieku!

Dojechałam tam...

pociągiem z Warszawy przez Wiedeń. Ach, te powolne podróże! Pozwalają poczuć, że jest się w drodze dokądś, można doświadczyć zmieniającego się pejzażu, a przede wszystkim zebrać myśli!

Najlepsze wakacje spędziłam...

jako dziecko w Czarnolesie, w domu mojej babci. Wokół był ogród, w pobliżu dworek Jana Kochanowskiego, a pod opieką dziadka - pasieka. Były wyprawy do lasu, budowanie szałasów, zbieranie malin i rowerowe przejażdżki do Kazimierza Dolnego. Nic nie zastąpi wakacji blisko natury, z kochaną rodziną!

W Polsce lubię to...

że często mnie zaskakuje. Jest tu tyle do odkrycia! Tak wiele osób z niesamowitą inicjatywą tworzy rzeczy wspaniałe, np. plantacje winorośli koło Janowca! Mamy tyle niebywałych zabytków, niekiedy zadziwiających, jak kościół na planie trójkąta w Struży na Lubelszczyźnie. Co jeszcze lubię w Polce? Kocham Tatry!

Podróżuję z...

bliską osobą, niekiedy sama, rzadziej z grupą. Mam potrzebę dzielenia się od razu wrażeniami, dlatego prowadzę bloga!

Mój ulubiony hotel...

to kwatera u góralki w Zakopanem. Mam tam ulubiony pokoik w stylu zakopiańskim, w stuletnim domu z trzeszczącą podłogą. Wykrochmalona, pachnąca pościel, szmer potoku za oknem, rześkie górskie powietrze i perspektywa przepysznego śniadania - w Zakopanem to standard! Niebo w gębie poczułam w...

Neapolu w ciepły letni wieczór, gdy ukoronowaniem kolacji było najlepsze na świecie tiramisu. Słodycze na południu Włoch są niezrównane!

Na wyprawę zawsze zabieram...

mały, brązowy notatnik. Pozwala mi zatrzymywać ulotne myśli, wrażenia, inspiracje. A potem sam staje się dla mnie lekturą. Czytam go, zastanawiając się, czy wszystko, co w nim zanotowałam, wydarzyło się naprawdę!

Nigdy więcej nie powrócę...

na lotnisko w New Delhi. Indie zrobiły na mnie ogromne wrażenie, byłam zauroczona kolorami, smakami, kulturą, ale lotnisko było niczym przedsionek piekła. Od razu czułam się tam nieswojo. Potem było już tylko lepiej, do tego stopnia, że uczestniczyłam nawet w hinduskim weselu w strugach monsunowego deszczu!

Wkrótce będę w drodze do...

Brukseli. To teraz moje drugie miasto, otwieram tam galerię sztuki na Mont des Arts, w sąsiedztwie królewskich zbiorów muzealnych i ulicy, przy której mieszkał Bruegel. W Brukseli mam swoje ulubione miejsca, np. kultowe bistro A la Mort Subite - nigdzie indziej nie ma takiej atmosfery, która sprawia, że goście siedzący obok po chwili stają się znajomymi!

Wymarzony cel podróży...

Angkor Wat w Kambodży - miejsce, gdzie cywilizacja walczy z naturą. Cudowne świątynie na ziemi odebranej dżungli, a potem znów przez dżunglę przejętej. Teraz są tam wspaniałe zabytki w sąsiedztwie dzikiej przyrody, a wszystko pod patronatem UNESCO.



Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej