"Do ciebie zwracam się, miasto, co kochasz wspaniałość, najpiękniejsze z miast świata, Persefony siedzibo, co na ludnych panujesz wyżynach, nad Akragantu brzegami bogatymi w trzody" - tak w V w. p.n.e. sławił Agrigento w swych odach poeta Pindar (przeł. M. Brożek).
Miasto założone w VI w. p.n.e. przez kolonistów greckich pod nazwą Akragas rozwinęło się imponująco za rządów tyranów Falarisa (570-554 p.n.e.), a potem Terona (488-471). Stąd pochodził filozof Empedokles (ok. 495-435), który miał powiedzieć o swoich rodakach, że "ucztują, jakby mieli umrzeć jutro, a budują, jakby mieli żyć wiecznie". I rzeczywiście, widoczne z oddali monumentalne doryckie świątynie górujące nad nadmorską równiną do dziś są świadectwem wielkości miasta.
W tym roku pośród przybytków starożytnych bóstw stanęło 17 brązowych kolosów jednego z najbardziej uznanych współczesnych artystów - Polaka Igora Mitoraja. W nazwisku Mitoraj skupiły się dwa pojęcia dla jego sztuki najważniejsze - mit i raj (utracony). "Mitologia jest zawsze związana z życiem ludzkim"* - uważa rzeźbiarz. Stąd też w jego twórczości postaci gorgon, Erosów, Ikarów, Dedali. Ich okaleczone, spatynowane, spękane ciała poprzebijane oknami kadrującymi jak klatka filmowa ich fragmenty, torsy zakute w pancerze odzwierciedlają stan ducha współczesnego człowieka: "jego rozdarcie, zatracenie tożsamości, jego dramaty, które przeżywa na co dzień. Są wyrazem życia, które przeżywamy wszyscy. Naszych spękań. Dla Mitoraja sztuka to życie. Wiąże się z erosem, transcendencją i Bogiem".
Rzeźby Mitoraja zdobią na stałe
Londyn,
Paryż,
Rzym, Warszawę, a wystawiane były od Nowego Jorku po
Hongkong: na tle nowoczesnej architektury miejskich aglomeracji i w romantycznych plenerach Ogrodów Boboli we Florencji czy w "sugestywnych, magicznych wnętrzach" mauzoleum Hadriana na Zamku św. Anioła w Rzymie. Wszędzie komponowały się wspaniale z otoczeniem, ale dopiero tu, w Dolinie Świątyń, zdają się być u siebie - w przestrzeni mitu, zawieszone w czasie.
*** Autobus zatrzymuje się pośrodku Parku Archeologicznego i Krajobrazowego Doliny Świątyń w Agrigento, na tzw. dolnej agorze. Ruszam w kierunku górującej nad placem najstarszej świątyni (koniec VI w. p.n.e.), poświęconej, jak się uważa, Heraklesowi, który przemierzał świat, wybawiając ludzkość od potworów. Od Cycerona wiemy, że cieszył się szczególną miłością mieszkańców Agrigento - mieli całować w uwielbieniu brązowe oblicze jego posągu (podobnie zachowują się teraz ich potomkowie wobec posągów swojego ukochanego świętego - San Calogero).
Nad masą rozsypanych kamiennych bloków króluje rząd ośmiu kolumn doryckich, niezwykle majestatycznych w swej prostocie. Przed nimi, niby dziewiąta, wznosi się
„Porta Italica” (Brama Italska, 1997). Dolna, oberwana część twarzy tworzy mur, którego strzeże okaleczony tors. Za murem ukryta jest głowa, o połowie twarzy posągowo pięknej, a drugiej łuszczącej się, jakby odpryskiwała od niej farba.
Aleją Świątyń podążam do tzw. świątyni Concordii z połowy V w. p.n.e. Błędnie przypisano ją bogini zgody, jednak niezrażeni tym nowożeńcy nadal fotografują się przed nią w dniu ślubu (starożytni wierzyli, że Concordia była nie tylko fundamentem wspólnoty obywatelskiej, ale też opiekowała się małżeństwami). Świątynia jest niemal kompletna - przetrwała w znacznej mierze dlatego, że już pod koniec VI w. została przekształcona w kościół św. św. Piotra i Pawła. W starożytności prezentowała się jeszcze okazalej - chropowaty kamień pokrywał stiuk (na kolumnach jego biel imitowała marmur), dekoracja górnej części była kolorowa.
Z daleka nad świątynią zdaje się górować brązowy
„Dedalo” (Dedal, 2010). Ten mistrz nad mistrzami przez długie lata tworzył na Krecie, na dworze króla Minosa. Kiedy jednak zapragnął udać się w inne strony, został uwięziony wraz z synem Ikarem w legendarnym labiryncie zbudowanym zresztą według jego planu. Wtedy obmyślił ucieczkę na skrzydłach z piór spojonych woskiem. W podniebnym locie zobaczył Sycylię i postanowił tu osiąść. Stoi teraz wsparty na włóczni niczym strażnik, wspominając syna, który wzbił się za wysoko w przestworza i runął na ziemię.
„Ikaro caduto” (Ikar upadły, 2001) leży na tyłach świątyni ze zdruzgotanymi nogami i złamanym skrzydłem. Inaczej jednak niż na obrazie Bruegla jego upadek jest centrum zainteresowania mijających go turystów.
Z kolei na jednej z kolumn świątyni rozpościera skrzydła do lotu
„Ikaria” (1987): „Ikaria nie istnieje jako postać mitologiczna, ale może Ikar potrzebował kobiecego wdzięku - mówi Mitoraj. - Po zrobieniu mojej » Ikarii «zwiedziłem w Grecji wyspę Ikarię. Są tam ogromne przepaście, które prowokują chęć wzniesienia się w powietrze”.
Nieco dalej na skraju urwiska widać twarz Tyndareosa
(„Tindaro”, 1997), ojca boskiego potomstwa. Uroda jego żony Ledy zwróciła uwagę Zeusa, który posiadł ją pod postacią łabędzia. Z jaja, które urodziła, wykluła się czwórka rodzeństwa: Kastor i Polluks (ubóstwieni potem jako Dioskurowie), Helena, o którą toczyła się wojna trojańska, i Klitajmestra, żona Agamemnona. Tyndareos zwraca ku nam posągową twarz z policzkiem przeciętym szramą. Za tą fasadą widać rusztowanie w kształcie szubienicy, a każda z belek nosi podobiznę zadraśniętej twarzy Tyndareosa.
*** Ścieżka prowadzi teraz pośród drzewek oliwnych wzdłuż pozostałości antycznych murów. Widoczne w nich półkoliste nisze (arkosolia) stały się w okresie bizantyjskim miejscem wiecznego spoczynku bogatszych mieszkańców. Przy jednym z nich znajduję odwróconego tyłem do skraju urwiska bezskrzydłego
Ikara („Ikaro”, 1998), który schylił w zadumie głowę, „kontemplując przed lotem swoją przyszłość i na pewno też upadek swojego ideału”. Obok niego bliźniacza, choć bezgłowa
„Ikaria” (1996) rozpostarła już skrzydła, by wzbić się w przestworza, ale przygwoździł ją do ziemi mocny uchwyt dłoni, która trzyma ją za prawą kostkę.
Nieco dalej wycięty z błękitu nieba biały profil przełamany na wysokości przesłoniętych opaską oczu.
„Sulla riva” (Na brzegu, 2009) pozostaje zawieszona na krawędzi bytu i niebytu: „Oczy, wzrok to jedyna droga łączności naszej duszy ze światem, który nas otacza. Dusza patrzy na świat przez oczy, aby znieść swoją samotność”. To jedyna na wystawie rzeźba z trawertynu, choć to jeden z ulubionych materiałów Mitoraja, zaraz po marmurze: „To kamień, który żyje, drży, wibruje, oddycha, paruje. Kamień bardzo cielesny, by nie powiedzieć - zmysłowy”.
Dalej spoczywa spowita w bandaże
„Testa addormentata” („Uśpiona głowa”, 1983). To Hypnos otulił ją zawojem snu. „Bandaże w moim poczuciu symbolizują jak gdyby osłonę przed rzeczywistością, która od najmłodszych lat wydawała mi się głęboko wroga - mówi artysta. - Są one dla mnie symbolem przeświadczenia, że jednak trzeba żyć dalej. A prócz tego jest to jeszcze jeden składnik mojej polskiej świadomości, tej świadomości udręczonej, zranionej, zamkniętej. To plastyczny wyraz tej świadomości”.
Przede mną schody prowadzące do świątyni Hery okrytej skrzydłem górujących nad nią z tej perspektywy "Gambe alate" ("Uskrzydlone nogi" 2002). Kończą się na wysokości talii, lecz przy nieistniejącym boku nadal dumnie tkwi skrzydło, skrywające między piórami miniaturę brakującego torsu. U stóp rzeźby spoczywa popękana od upadku głowa Ikara. Świątynia króluje nad okolicą ze stromego urwiska, zapewne dlatego przypisano ją małżonce Zeusa, królowej bogów i ludzi. Roztaczają się stąd najpiękniejsze panoramy.
Gdy przejdziemy wzdłuż 13 kolumn świątyni na jej wschodnią stronę, zobaczymy monumentalny ołtarz i strome wzgórza na drugim brzegu rzeki Akragas, od której wzięło nazwę greckie miasto. Wdrapuję się na szczyt ołtarza, skąd dobrze widać wnętrze świątyni. Czerwone plamy na złocistym wapieniu to ślady po wielkim pożarze, który strawił ją prawdopodobnie w 406 r. p.n.e., gdy po ośmiomiesięcznym oblężeniu miasto zdobyli Kartagińczycy. Odrestaurowali ją Rzymianie, pod których panowanie trafiła cała Sycylia w czasie drugiej wojny punickiej (218-201 p.n.e). To oni przemianowali miasto na Agrigentum.
Łagodniejszym, wschodnim zejściem docieram do stóp skały i natykam się na jeszcze dwie rzeźby.
„Hermanos” („Bracia", 2010) to grupa dwóch bliźniaczo podobnych głów. Jedna leży na wznak z zamkniętymi oczami, druga wspiera o nią policzek (pogrążony w żałobie brat?).
„Bocca di Eros” („Usta Erosa”, 2007) przedstawia zmysłowe usta boga miłości.
Wracam tą samą drogą, robiąc krótką przerwę na odpoczynek przy ocienionym oliwkami i opuncjami stoliku caffetteria Agli Arcosoli. Najlepszym antidotum na zmęczenie słońcem jest sycylijska granita - cytrynowy, miętowy lub migdałowy napój pod postacią pokruszonego lodu.