Poznań. Koncerty w Poznaniu na Świętego Marcina

11 listopada Poznań świętuje Imieniny Ulicy Św. Marcin
Święty Marcin, rzymski legionista z IV w., który podzielił się swoją opończą z na pół nagim, zmarzniętym biedakiem, w swoje poznańskie święto przejeżdża na białym koniu główną ulicą miasta w kolorowym i gwarnym korowodzie. Biorą w nim udział rzymscy piechurzy na szczudłach, przebierańcy w fantazyjnych strojach na dziwacznych machinach, muzycy i bębniarze na platformach, Bamberka i Stary Marych. Korowód rusza spod kościoła św. Marcina, a w tym roku po raz pierwszy zawładnie lwią częścią ulicy, a imprezy wedrą się na podwórka i do kamienic. Zaś wszyscy poznaniacy 11 listopada będą jeść rogale świętomarcińskie, tradycyjny przysmak z półfrancuskiego ciasta z nadzieniem z białego maku i bakalii (rokrocznie zjadają ich ok. 500 ton!).

***

Ulica św. Marcin była przez wieki traktem prowadzącym od murów miejskich na zachód, do wsi Jeżyce i Łazarz (dziś dzielnice Poznania). W XIX w. z pompą witano na niej cesarza Niemiec Wilhelma II, kiedy przybywał do miasta, a potem do wybudowanego w 1910 r. monumentalnego zamku, ostatniej monarszej rezydencji powstałej w Europie. Tą ulicą 26 grudnia 1918 r. rozentuzjazmowany tłum ciągnął powóz Ignacego Jana Paderewskiego, wyprzągłszy z niego konie. Dzień później przeszedł nią równie liczny tłum poznańskich Niemców, by zaznaczyć przynależność miasta do Rzeszy, prowokując Polaków i powodując wybuch powstania wielkopolskiego, jedynego zwycięskiego w naszej historii. To tutaj, przed zamkiem i stojącym obok Komitetem Wojewódzkim PZPR, 28 czerwca 1956 r. zbuntowany tłum robotników pierwszy raz w PRL protestował przeciw komunistycznej władzy. Upamiętniający to wydarzenie pomnik w kształcie dwóch wielkich krzyży stoi dziś na pobliskim placu Adama Mickiewicza, obok pomnika poety. Tą ulicą defilowali "malowani" polscy ułani i butne oddziały hitlerowskiego Wehrmachtu, szły kondukty pogrzebowe znacznych osobistości, procesje religijne, pochody pierwszomajowe, Jan Paweł II spotykał się z młodzieżą. Dziś ul. Św. Marcin mocno podupadła - władze od lat zaniedbują rewitalizację i rozwój śródmieścia Poznania, ale nadal jest tu co oglądać.

***

W najbliższy piątek przed Zamkiem stanie główna scena koncertowa, a sam budynek (obecnie Centrum Kultury), będzie można zwiedzać. W czasie okupacji Niemcy przerobili go na siedzibę Hitlera - gabinet i pokoje führera są jedynymi, które przetrwały rok 1945.

Warto zobaczyć Aulę Uniwersytecką, jedną z najlepszych i najpiękniejszych sal koncertowych w kraju (11 listopada koncert Filharmonii Poznańskiej). Na budynku banku naprzeciwko zamku zachował się unikatowy zabytek z lat 60. - wielki neon Poznańskich Słowików, słynnego chóru Stefana Stuligrosza. Obok, w służbowym mieszkaniu na poddaszu Dyrekcji Poczty Polskiej, mieszkał zaraz po I wojnie Stanisław Przybyszewski, magnetyczna postać krakowskiej Młodej Polski, wówczas urzędnik pocztowy.

Po północnej stronie ulicy przed wojną stał budynek wojskowej Intendentury, w którym trzech młodych poznańskich matematyków: Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski złamało w latach 30. kod niemieckiej maszyny szyfrującej Enigmy i zbudowało jej replikę. Trochę dalej, pod nr 69, stoi piękna secesyjna kamienica z 1902 r., najwspanialsza w mieście. Wielkie białe gęsi na fryzie od podwórza wyglądają jak żywe.

Z kolei hotel Royal (na lewo od podwórza) był w 1918 r. siedzibą dowództwa powstania wielkopolskiego, zaś gmaszysko pod nr 65 to jeden z dwóch głównych budynków Biblioteki Raczyńskich, pierwszej publicznej książnicy w kraju. Podczas Imienin Ulicy z jego okna czytana będzie książka dla dzieci, a wnętrze z wystawą gazet z datą 11 listopada 1918 r. będzie można zwiedzać.

Atrakcji nie zabraknie w studyjnym kinie Muza pod nr 30, otwartym w 1908 r. Najciekawiej zapowiada się popołudniowy pokaz niemego filmu radzieckiego "Szczęście" z 1935 r. z muzyką na żywo w wykonaniu Kwartetu Jorgi.

Nie można ominąć legendarnego baru kawowego Kociak (tuż za kinem, pod nr 28), magicznego miejsca dzieciństwa wielu dorosłych poznaniaków. Choć unowocześniany, zachował klimat cukierni ze świata PRL-u. W piątek poznamy tu historię ul. Św. Marcin.

Tam, gdzie na rogu z al. Marcinkowskiego buduje się dom handlowy, od 1800 r. mieszkał przez parę lat urzędnik Ernst Theodor Amadeus Hoffmann, autor słynnego "Dziadka do orzechów". Tuż po ożenku z urodziwą poznanianką został karnie przeniesiony do Płocka za rysowanie karykatur swoich przełożonych i pruskich oficerów.

Naprzeciw, po drugiej stronie ulicy, stoi XII-XIV-w. kościół św. Marcina, po zniszczeniach wojennych ascetycznie i harmonijnie regotycyzowany. Od dawnej wioski wokół niego wzięła nazwę cała ulica.

Między kościołem a jedną z kamienic ostało się miejsce po pierwszym na ziemiach polskich pomniku Adama Mickiewicza - wieszcz na cokole otoczonym ozdobną balustradą stanął tu w 1859 r., cztery lata po jego śmierci. Zburzyli go hitlerowcy, pozostała tylko balustrada i kamienny blok z wyrytą informacją (to świetne miejsce dla dzieci: moje regularnie się na ten kamień wdrapują, zeskakują i udają wieszcza).

Zabawę zakończy kilkudziesięciominutowy pokaz sztucznych ogni pod Zamkiem.

Program imprez: www.zamek.poznan.pl