Nowa Zelandia - podróż życia

Serce zostało w... Nowej Zelandii, która była dla nas krainą mityczną, wydawała się tylko nieosiągalnym marzeniem - mówią Agnieszka (filozof) i Grzegorz (technik mechanik) Prucia, autorzy książki "Podróże małe i duże" oraz bloga www.mumagstravellers.blogspot.com
Ale myśleliśmy o niej, rozmawialiśmy, w końcu kupiliśmy w przewodnik i wszystko zaczęło nabierać realnych kształtów. A kiedy mieliśmy już w ręku bilety lotnicze w okazyjnej cenie, poczuliśmy, że nasz sen się spełnia.

Niezapomniany dzień...

miał miejsce w Nowej Zelandii w Fox Glacier na Wyspie Południowej, gdy lecieliśmy nad lodowcem Franz Josef. Myśleliśmy, że nie będzie nas na to stać, więc wybraliśmy kino z filmem o lodowcach, w towarzystwie 50-osobowej wycieczki hinduskiej. Tymczasem trafiła nam się wspaniała niespodzianka - darmowy bilet dla jednej osoby ze względu na ostatni lot w tym dniu. Szybko dokupiliśmy drugi i wsiedliśmy do helikoptera, jako towarzystwo dla starszego azjatyckiego małżeństwa. Po chwili tańczyliśmy z radości, skacząc po śniegu lodowca, ciesząc się jak dzieci, podziwiając widoki. I już byliśmy z powrotem, jak obudzeni z cudownego snu. Do końca dnia nie mogliśmy uwierzyć w to, co się stało.

Dojechaliśmy tam...

wycieńczeni, po prawie trzydziestu godzinach lotu, z przesiadkami w Londynie, Dubaju, Brunei i po... konfiskacie noża sprężynowego, który miał nam służyć do krojenia chleba - w Nowej Zelandii okazał się tzw. bronią białą. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a siły odzyskaliśmy, uświadamiając sobie, że jesteśmy w Auckland w pierwszy dzień nowego roku, na drugim końcu świata, a przed nami fantastyczna podróż przez wsypę Północną i Południową.

Najlepsze wakacje spędziliśmy...

wszędzie, gdzie byliśmy. Były chwile, których pewnie nigdy nie zapomnimy i miejsca, które żal było opuszczać: wyspa Ona zagubiona na środku Morza Norweskiego, miasteczko Gjirokastra na południu Albanii, piękna i przytulna Madera, szlak Gaudiego w Barcelonie, gorąca Walencja i niemal zawsze deszczowe, a dla nas łaskawie słoneczne Hebrydy Zewnętrzne w Szkocji.

W Polsce lubimy...

Wrocław, bo jest bardzo europejskim miastem. Można krążyć po nim godzinami, a gdy braknie sił, zawsze znajdzie się coś pysznego do jedzenia. Kochamy Będzin, miasto z piękną historią i tajemniczymi miejscami, do których uwielbiamy wracać, choć prawie wszyscy znajomi uciekli stąd w świat.

Nasz ulubiony hostel...

to Castanea w Sztokholmie, ślicznie położony w samym sercu starego miasta. Miła obsługa, niewielkie, ale czyste pokoje i przestronna kuchnia, w której można przysiąść na sporym parapecie i obserwować jedną z piękniejszych starówek na świecie.

Niebo w gębie poczuliśmy w...

Norwegii , gdy po stromym podejściu dotarliśmy do Flatbrehytty między lodowcem Jostedalsbreen a fiordem Fjarland. Mała chatka schronisko była wyposażona w piecyk oraz dostosowane do sytuacji i warunków produkty spożywcze, które można zjeść, wrzucając bilon (wedle uznania) do skarbonki. Zdecydowaliśmy się na ogromną puszkę spaghetti, paczkę herbatników i pepsi. Wszystko smakowało wyśmienicie, tym bardziej że wcześniej musieliśmy rozpalić ogień w piecyku, by roztopić śnieg na wodę.

Ale... po powrocie z każdej podróży nic nie zastąpi smaku świeżego, razowego chleba z masłem.

Na wyprawę zawsze zabieramy...

siebie nawzajem, ponieważ razem najlepiej nam się podróżuje. I gruby zeszyt z niezawodnym długopisem, aby opisać to wszystko, co zobaczyliśmy po drodze.

Nigdy więcej nie powrócimy...

tam, gdzie już byliśmy, bo tyle jest wciąż ciekawych miejsc do zobaczenia.

Wkrótce będziemy w drodze do...

naszych przyjaciół w Edynburgu.

Wymarzony cel podróży:

chcielibyśmy poczuć surowy klimat Grenlandii i równie surowe warunki towarzyszące objeżdżaniu świata na rowerach.



Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej