Tajlandia. Festiwal Wegetariański w Phuket (DRASTYCZNE)

Według legendy idea Festiwalu Wegetariańskiego, który co roku najhuczniej obchodzi się w Phuket, narodziła się w pierwszej połowie XIX wieku, gdy grupa muzyków, nie jedząc mięsa oraz oddając hołd Dziewięciu Bogom-Cesarzom, wyleczyła się z dziwnej choroby. Od tego czasu każdy może dostąpić zaszczytu stania się boskim medium. Cena za takie doświadczenie jest bolesna i krwawa.
Na ulicach miasto powoli budzi się do życia, ale w świątyni Ban Tha Rue mimo, że jeszcze przed wschodem słońca, panuje poruszenie. Na głównym placu lektyki wraz z postaciami bogów, skrzętnie przymocowanych do wielkich krzeseł poprzedniego wieczora, leżą jeszcze nieporuszone. Wierni palą kadzidła przy postaciach bóstw, ktoś rytmicznie wali w bęben. Nagle poruszenie staje się coraz większe, ktoś przepycha się, wydając z siebie nieludzkie dźwięki, pcha się w stronę głównego ołtarza. To pierwszy dzisiejszego poranka Ma-song. W ślad za nim podążają kolejni mężczyźni (jako że dziś procesję organizuje świątynia Ban Tha Rue, słynąca z konserwatyzmu, który nie dopuszcza kobiet do zaszczytu bycia medium). Od tego momentu wszystko dzieje się bardzo szybko i spontanicznie. Na placu świątynnym tłoczy się coraz więcej ludzi, na krzesłach Ma-song poddawani są zabiegom przekłuwania, nakłuwania, nacinania. Inni, już także w transie, rytmicznie poruszając głowami, przestępując z nogi na nogę, krążą wokół, czekając na swoją kolej. Nie słychać krzyków, nie widać grymasów bólu na twarzach Słychać za to coraz głośniejszą muzykę, bicie bębna też jakby przyśpieszyło, huk petard zagłusza jednak co jakiś czas całą resztę, dając tym samym sygnał, iż pierwsi bogowie w lektykach opuszczają świątynię. Zaczyna się procesja.

Festiwal Wegetariański. Fakty i mity

Według legendy idea corocznego organizowania Festiwalu Wegetariańskiego, zwanego również Festiwalem Dziewięciu Bogów-Cesarzy, narodziła się w pierwszej połowie XIX wieku, kiedy grupa muzyków występujących dla chińskiej mniejszości zamieszkującej wyspę Phuket, nie jedząc mięsa oraz oddając hołd Dziewięciu Bogom-Cesarzom wyleczyła się z dziwnej choroby, która dotknęła całą lokalną społeczność. Miejscowym bardzo spodobał się sposób, w jaki muzycy powrócili do zdrowia i właśnie wtedy, pierwszego wieczora dziewiątego miesiąca księżycowego, wprowadzono w życie pomysł o corocznej organizacji festiwalu, którego celem było i jest przepędzenie złych mocy i sprowadzenie szczęścia dla każdego z osobna i całego społeczeństwa.

W taoistycznej kosmologii Dziewięcioro Bogów-Cesarzy zamieszkuje gwiazdy Wielkiego Wozu. W przeddzień dziewiątego miesiąca księżycowego poszczególne świątynie organizują formalną ceremonię zaproszenia ich do zejścia na ziemię, rozpoczynając tym samym dziewięciodniowe obchody festiwalu. W tym czasie obywają się liczne uliczne procesje, występy grup tanecznych i muzycznych oraz wiele innych rytualnych ceremonii, a wokół świątyń jak grzyby po deszczu wyrastają stoiska z wegetariańskimi przysmakami. Całe miasto Phuket, w którym obchody festiwalu są najintensywniejsze, przez 9 dni świętuje od wczesnych godzin porannych aż do późnej nocy.

Festiwal Wegetariański. Ma-song

Młodzi i starzy, żonaci i kawalerowie, ochotnicy i wybrani, czasami również kobiety w czasie festiwalu mogą dostąpić zaszczytu przejęcia ich ciała przez bogów. Na kilka godzin stają się swojego rodzaju medium (dosłownie koniem, którego dany bóg używa jako swojego wierzchowca), które dysponując ponadnaturalnymi siłami koncentruje na sobie złe moce, tym samym odpędzając nieczyste siły od reszty ludzi i przynosząc szczęście całej społeczności.

Ma-song na dowód swojej wiary i ukazania nadludzkiej siły odprawiają wiele nieprzeciętnych rytuałów. Począwszy od przekłuwania agrafkami lub igłami klatki piersiowej, rąk, twarzy, przez chodzenie po rozżarzonych węglach i drabinach z zaostrzonymi stopniami. Jednak najczęstsza praktyka sprowadza się do przebijania policzków ostrymi przedmiotami. Poczynając od długich, cienkich, pojedynczych igieł, przez całe ich tuziny, po stalowe grube ostrza, noże, miecze, siekiery, rury i rurki, pistolety i karabiny, parasole, rakiety tenisowe, wentylatory, dosłownie wszystko co może przejść lub zostać przepchnięte przez kilku- lub kilkunastocentymetrowe nacięcie w policzku.

Festiwal Wegetariański. Trans

Wokół głównego ołtarza świątyni tłoczą się ludzie. Palą kadzidła, modlą się. Inni stoją, oddychając nierówno, czasami odchrząkując, przestępują z nogi na nogę. Ni stąd ni zowąd jeden z nich podbiega wymachując nienaturalnie nogami i krzycząc do podwyższenia, na którym ułożeni jeden obok drugiego bogowie spoglądają w stronę wiernych. Ręce z wielkim hukiem lądują na podwyższeniu, raz drugi, trzeci. Gałki oczne krążą otępiale, ukazując co chwila same białka. To właśnie jest moment wejścia w trans, moment, kiedy pomocnik kandydata zawiązuje mu rytualny fartuch, podaje flagę i bicz, moment, w którym bóstwo wchodzi w ciało Ma-songa. Od teraz, przez kilka następnych godzin, człowiek ten nie zachowuje się w naturalny dla siebie sposób. Często już po wszystkim nawet nie pamięta, co się stało. Niecodzienny trans pozwala Ma-songom przejść następnie do rytuałów umartwiania i samej procesji, podczas której udzielają oni błogosławieństwa wiernym, a za pomocą rytualnej flagi przepędzają złe moce.

Każda z osób w sobie tylko znany sposób wchodzi w trans. Czas, jaki jest na to potrzebny, również jest indywidualny. Jedno jest tylko wspólne: każda z osób, nawet na chwilę przed samym momentem zmiany świadomości, wygląda zupełnie normalnie, co więcej, także później w trakcie kolejnych rytuałów można odnieść wrażenie, że każdy z Ma-songów, mimo, że jest pilnowany przez swoich pomocników, nie traci zupełnie świadomości i wie dokładnie, co się wokół niego dzieje, a jednak koniec końców nic z tego nie pamięta.

Może to muzyka grająca nieustannie, może rytmiczne dźwięki bębna, może wszechobecny zapach kadzideł, a może rzeczywisty kontakt z siłą wyższą pozwala ludziom bez pomocy jakichkolwiek używek wprowadzić się w stan, w którym zdają się nie czuć bólu, zachowują się jakby nie byli sobą, wydają z siebie nieludzkie dźwięki, by a koniec zostało to wymazane z ich pamięci. Tak czy owak, rytuał wprowadzenia umysłu w taki stan jest czymś niesamowitym i niewytłumaczalnym, czymś co poddaje próbie naukowe i doświadczalne wyjaśnienie otaczającej nas rzeczywistości.

Festiwal Wegetariański. Procesja

Wszyscy stopniowo zaczynają opuszczać świątynię, ostatni Ma-song dokonują rytualnych okaleczeń, wszystko dzieje się dosyć spontanicznie, nie ma sygnału, że to już , że czas zacząć. Ludzie, zgodnie z tradycją ubrani na biało, masowo wychodzą na ulicę. Jedni dołączają do procesji, inni stojąc lub klęcząc czekają na błogosławieństwo. Grupa prowadząca, z flagami i bannerami z nazwą świątyni, szybkim tempem kieruje się w stronę morza. Za nimi jadą samochody z gigantycznymi głośnikami, z których cały czas płynie muzyka, w tłumie co chwilę pojawia się Ma-song, boso przemierzając trasę kilkukilometrowej procesji, co jakiś czas zatrzymując się przy mini-ołtarzach sporządzonych przez mieszkańców i udzielając im błogosławieństwa. Co chwilę na horyzoncie wyłania się grupa muzyków, ktoś rozdaje wodę i owoce. Obok uczestników procesji przebiegają grupki młodych chłopców, dźwigając bogów w lektykach na swych barkach. Jedni w okularach, inni w maskach do nurkowania, prawie wszyscy z watą w uszach, stosujący cokolwiek, by choć trochę ochronić się przed dymem i hukiem petard wciąż lądujących pod ich nogami, nad głowami, w lektykach. Huk i dym mają pomóc przepędzić złe moce. Spoceni, zmęczeni, z ręcznikami na barkach czasami zatrzymują się, tak jak i Ma-song, przy ołtarzach. Wtedy huk staję się jeszcze większy, setki petard wybuchających jednocześnie, dym palący oczy, swąd nie do wytrzymania.

Żar leje się z nieba, ale procesja nie zwalnia, dzieli się jedynie, przechodząc przez wąskie uliczki starego miasta. Jeden z Ma-songów nacina sobie język siekierą, zaraz za nim kolejny używa do tego tępej, gigantycznej piły. Krew leje się wszędzie. W tym samym czasie na skrzyżowaniu kilku z Ma-songów rytmicznie okłada się siekierami po plecach. Wystarczy jeden zbyt mocny ruch i pewne złamanie kręgosłupa. To się jednak nie dzieje. Po chwili przestają, ale tyko po to, żeby iść dalej do następnego skrzyżowania, by tam powtórzyć rytuał.



Mijają dwie godziny i procesja w końcu dociera z powrotem do punktu wyjścia. Lektyki zajmują swoje miejsca sprzed kilku godzin, bogowie wracają na należne im miejsca, na podwyższeniach w głównych salach świątyni. Powracający Ma-song wyprowadzani są z transu, by po chwili jakby nigdy nic, jakby nic się nie stało, wrócić do normalności i w wielu przypadkach po prostu zapalić papierosa. Kolejna procesja dobiegła końca.

Czy chciał/abyś zobaczyć na własne oczy Festiwal Wegetariański w Tajlandii?