USA. Kalifornia. Podróże szlakiem wina

Europa ma Prowansję i Toskanię, Ameryka Kalifornię. Miejsca, gdzie czas płynie inaczej, krajobrazy są piękne, ludzie sympatyczni, a wina genialne. Największe wrażenie zrobiła na mnie słoneczna, bogata Kalifornia.
W Kalifornii łatwo pokochać życie. Zwłaszcza, gdy wyjedziesz już z kosmopolitycznego San Francisco, skierujesz się w stronę lądu i spojrzysz na okoliczne wzgórza - kolorowe, słoneczne, jak okiem sięgnąć porośnięte winoroślą. Łagodny klimat i sympatyczni ludzie sprawiają, że chciałoby się tu zostać na zawsze.

Zwiedzając winnice w Dolinach Napa i Sonoma, odniosłam wrażenie, że turyści w ogóle nie przeszkadzają winiarzom. Wręcz przeciwnie. Uprzejmość i gościnność gospodarzy potęgują wrażenie piękna otoczenia, w którym powstają wyborne trunki.

Podobnie jak w Toskanii, również w Napie i Sonomie ciągle pojawiają się ludzie, którzy już dorobili się pieniędzy i tu właśnie postanowili je wydać. Kupują plantacje winorośli, budują nastrojowe winiarnie, bary z malowniczymi tarasami, zatrudniają najlepszych winemakerów, słowem - spełniają marzenia. Tworzą klimat.

A klimat jest przecież najważniejszy. Ten przyjazny, który powstaje dzięki ludziom, i ten bardziej konkretny, na który składają się pogoda, temperatura, położenie i rzeźba terenu, ciśnienie, wiatr, deszcze.

W Dolinie Centralnej (Central Valley), na ogromnym płaskim obszarze między Sacramento na północy i Bakersfield na południu, bywa niesamowicie gorąco, słupek rtęci potrafi skoczyć do 40, nawet 45 stopni. Wysokie temperatury łagodzi zimna ściana mgły wisząca stale nad Pacyfikiem. Chłodna wilgoć przenika w wąskie doliny, właśnie tam, gdzie rośnie wino.Opóźnia to dojrzewanie owoców, które dzięki temu mają czas, aby rozwinąć interesujące smaki i ciekawą strukturę tanin, a także osiągnąć wysoki poziom cukru, który potem, podczas fermentacji, zmienia się w alkohol.
Geograficzne położenie Kalifornii, którą Amerykanie nazywają "fruit basket" (kosz z owocami), to główna przyczyna tamtejszych sukcesów winiarskich. Efektem ubocznym jest największa w świecie produkcja rodzynek.

Napa - droga kraina wielkich win

W Kalifornii jest 1605 winnic, zajmują ponad 208 tys. ha! Ale tylko posiadanie ziemi w Dolinie Napa spełnia marzenia snobistycznych winiarzy, gwarantuje sławę i sukcesy finansowe.

Z tego prestiżowego regionu pochodzą najdroższe wina świata. To królestwo cabernet sauvignon. Co roku ekstrawaganccy kolekcjonerzy z Ameryki spotykają się, aby licytować kultowe cabernety z Napy. Padają rekordy - w 2000 r. za butelkę magnum Screaming Eagle '96 zapłacono ponad 10 tys. dolarów!

Ten medal ma dwie strony. W opinii konkurencji ze świata i innych regionów Kalifornii moda na wina z Napy znacznie i w nieuzasadniony sposób podnosi ich wartość. Cóż, w winiarstwie, jak w każdej innej branży, płaci się za produkt i marzenie o wielkiej marce.

Zagorzali przeciwnicy Napy to jednak na ogół zwykli zawistnicy, bo prestiż przyciąga w dolinę najlepszych winemakerów. To tu koncentrują się winiarskie ambicje i postęp, z czego ostatecznie czerpią wszyscy.

Z wiedzy i kreatywności Roberta Mondaviego skorzystał cały region. Już w 1966 r. założył pierwszą nowoczesną winiarnię, rozpoczął badania nad starzeniem win w dębie, jest głównym sponsorem Copia Center - pięknie położonego centrum wina, potraw i sztuki. Za jedyne 10 dolarów można tam przejść krótki kurs winiarstwa i degustować trunki podczas lunchu.

Mondavi, energiczny 95-latek, promuje kulturę wina, która jego zdaniem podnosi jakość życia. Co to znaczy? Najlepiej zobaczyć na własne oczy, odwiedzając choć jedną z jego posiadłości. Ja trafiłam do Oakville i nie wiedziałam, czy jestem w winiarni, czy w wypielęgnowanym ogrodzie, czy też w przestrzennym i eleganckim centrum restauracyjno-shoppingowym...

Uwaga! Wina klasy "reserva" smakowały naprawdę znacznie lepiej od pozostałych.

Kultowych miejsc w Napa jest więcej. Reżyser Francis Ford Coppola kupił jedną z najstarszych winnic w Kalifornii i zamienił ją na muzeum poświęcone dziejom posiadłości. Można tam też obejrzeć jego filmowe pamiątki i pięć Oscarów. "Rosso and Bianco" w Geyserville to przyjemne miejsce do odpoczynku, z klimatycznym winebarem i dużą restauracją. Trudno oprzeć się wrażeniu, że reżyser kupił posiadłość, by odreagować mroczne klimaty "Czasu Apokalipsy".

Sonoma - miejsce dla chardonnay girls i zinfanloverów

Sonoma uważana jest za ubogą krewną Napy, ale chyba tylko dlatego, że miała mniej szczęścia do specjalistów od marketingu. Każdy, kto tam trafi, pokocha jej pejzaże, wybitne wina, no i ceny - na ogół niższe niż w Napie.

Zróżnicowany klimat doliny sprawia, że udaje się tu wiele odmian. Bliżej Pacyfiku robi się najlepsze w całej Kalifornii chardonnay i pinot noir. Najniższe regiony doliny i stoki wschodnie są cieplejsze, stwarzają więc idealne warunki dla zinfandela i szczepów bordoskich. Sonoma to dobre miejsce dla wyznawców sloganu "anything but chardonnay" (ABC - cokolwiek, byle nie chardonnay). blanc i gewürztraminery.

Też nie przepadałam za płaskim i nijakim winem. Łatwo jednak zmienić zdanie, bo sonomskie chardonnay zaskakuje, i to bardzo. Wielbiciele amerykańskiej wersji tego szczepu nadają imię Chardonnay swoim córkom. Fajne imię. A wino? Orzeźwiające, z intensywnie wyczuwalnym smakiem zielonych i tropikalnych owoców. Mniej popularne, ale równie udane, są tamtejsze pełne ekstraktu sauvignon

Chardonnay to nie jedyne specialité de la maison Sonomy. I nie jedyne zaskoczenie. Jadąc do Kalifornii, spodziewałam się wariactwa na punkcie pinot noir, zwłaszcza po sukcesie filmu "Bezdroża". Owszem, pinot jest ciągle oczkiem w głowie wielu winiarzy, ale to zinfandel o soczystym, dżemowym, jagodowym aromacie oraz gładkich i miękkich taninach stał się miejscowym hitem. Na punkcie tego szczepu oszalała cała Kalifornia, zarażając przy okazji inne stany USA. To wizytówka amerykańskiego winiarstwa. Szczep spokrewniony jest co prawda z dalmatyńskim crljenakiem i włoskim primitivo, ale Amerykanie zrobili z niego zupełnie nowe, jedyne w swoim rodzaju wino. Stawiają na jego rozwój i promocję, założyli nawet specjalne stowarzyszenie Zinfandel Advocates & Producers www.zinfandel.org, które we współpracy z uniwersytetem prowadzi badania nad tą odmianą. Co roku organizuje też festiwal zinfandeli w San Francisco, który przyciąga tysięczne tłumy. To tylko jedna z form rozsławiania w świecie "zina"- bo tak pieszczotliwie nazywają go Amerykanie. Ambicją każdego winiarza jest zrobić wielkiego zinfandela. Ja, po spróbowaniu kilku miejscowych marek, zrozumiałam ich pasję.

Kalifornia, Kalifornia

Ciepły klimat sprawia, że wina z Kalifornii są pełne, mają mocno owocowy charakter i zadziwiająco wysoką zawartość alkoholu. To efekt późnego zbierania owoców, kiedy osiągają one poziom 17% potencjalnego alkoholu. Większość wysokoalkoholowych trunków zostaje rozwodniona w celu uzyskania lżejszego wina, co w języku winiarzy żartobliwie nazywa się nawilżaniem.

Gran California pokonuje Gran Cru

W 1976 r. odbyła się w Paryżu degustacja, podczas której wina z Kalifornii zmierzyły się z bordoskimi i burgundzkimi grands crus. Na szczęście jurorami w większości byli gospodarze, a trunki oceniano "w ciemno", w ten sposób uniknięto jakichkolwiek podejrzeń. Za najlepsze uznano bowiem wina z Kalifornii: Stag's Leap Wine Cellars Cabernet i Chateau Montelena Chardonnay. Sędziowie byli w szoku, Francja czuła się upokorzona, ale wyjścia nie miała, musiała uznać klasę Kalifornijczyków.

Od tamtej pory wina z Doliny Napa i Sonoma zaczęły się liczyć w światowej czołówce.

Apelacja bez odwołania do jakości

W USA obowiązuje system apelacji AVA, czyli American Viticultural Areas, wskazujący jedynie na pochodzenie geograficzne wina, ale niestanowiący żadnych regulacji jakościowych. Gdy zobaczysz na etykiecie Ohio River Valley AVA, oznacza to, że wino pochodzi z doliny Ohio River i nic poza tym. Apelacja AVA obejmuje prawie 190 regionów, przy czym niektóre z nich to całe hrabstwa, inne to zaledwie kilkadziesiąt hektarów. Zasada jest jednak taka, że wino oznaczone apelacją musi być zrobione przynajmniej w 85 proc. z winogron pochodzących z danego regionu.

***

Podobne artykuły na Logo24