Z pasją o podróżach, wycieczkach i wyjazdach

Francja. Podróże ze sztuką. Saint Rémy de Provence

  • Pin It
Małgorzata Pindera
10.10.2011 , aktualizacja: 10.10.2011 10:38
A A A Drukuj
Saint Remy de Provence Fot. Shutterstock Saint Remy de Provence
Łatwo zatracić się w prowansalskich smakach i zapachach, ale przyjechaliśmy tu dla van Gogha
Tablica na szlaku van Gogha
Fot. Małgorzata Pindera
Tablica na szlaku van Gogha
W sobotni czerwcowy poranek St. Rémy de Provence (ok. 12 km na południe od Avignionu) nie przypomina spokojnego miasteczka, o którym czytałam w przewodniku. Po głównej ulicy okalającej zabytkowe centrum samochody, niczym na karuzeli, krążą w poszukiwaniu parkingu. My też robimy kilka kółek, zanim w końcu udaje się coś znaleźć...

***

Najpierw idziemy tam gdzie wszyscy - na plac Republiki. Dziś odbywa się tu targ i zlot miłośników porsche. Na placu przed kościołem St. Martin (budowę rozpoczęto w 1122 r.) połyskują w słońcu karoserie legendarnych 911-ek - wyglądają, jakby przed chwilą śmigały słynną Corniche wzdłuż Lazurowego Wybrzeża. Panowie zaglądają do środka, panie fotografują się na tle czerwonych i srebrnych maszyn.

W bocznej uliczce stragany z lokalnymi specjałami. Sprzedawca zachwala tapenady zwane zamkniętym w słoiczku smakiem Prowansji. Oprócz klasycznej z czarnych oliwek z dodatkiem anchois, kaparów i oliwy są pasty z karczochów, suszonych pomidorów, bakłażana (prowansalski kawior) czy - zaskakująca w smaku - z czarnych oliwek na słodko. Smarujemy nimi kawałki bagietki, próbujemy i... paletka ze wszystkimi smakami ląduje w plecaku. Obok kusi sprzedawca francuskich kiełbasek przyprawionych chili, oliwkami, czosnkiem. Na stoisku z lawendą olejki, kwiaty, worki suszu.

Łatwo zatracić się w prowansalskich smakach i zapachach, ale pamiętamy o Van Goghu! W biurze turystycznym dostajemy mapkę z zaznaczonymi miejscami, które artysta malował.

Idąc w stronę starówki, mijamy skromny, surowy budynek związany z inną sławną osobą z St. Rémy. Przy rue Hoche, w bogatej żydowskiej rodzinie 14 grudnia 1503 r. urodził się Nostradamus. Jego dziadek był znanym lekarzem i astronomem, ojciec notariuszem. Rodzina zadbała o gruntowne wykształcenie chłopca zainteresowanego naukami przyrodniczymi, matematyką i astronomią. Pamiątkowa tablica przypomina przede wszystkim o jego zasługach na polu medycyny (leczył m.in. ekstraktami z róż i ziół ofiary dżumy), a nie "proroka wszech czasów" i autora złowieszczych przepowiedni.

Stare miasto to plątanina wąskich brukowanych uliczek, przy których rozlokowały się sklepiki z pamiątkami: obrusy haftowane w oliwki, woreczki suszonej lawendy, kolorowe miseczki z wizerunkiem cigale (cykady). W każdym zaułku coś zachwycającego: ukryte za bramą podwórko z krzakami kwitnącej lawendy, mała fontanna, dach z winorośli nad uliczką. W renesansowych domach z szarego kamienia z niebieskimi i seledynowymi okiennicami dziś są muzea. W kamienicy przodków markiza de Sade przy placu Favier zgromadzono eksponaty z pobliskiego Glanum (najważniejsze rzymskie wykopaliska we Francji). Po przeciwnej stronie, w bogato zdobionym rzeźbami domu rodziny Mondragon z XVI w. ulokowano wystawę etnograficzną z gór Alpilles.

W eleganckim budynku z XVIII w. należącym niegdyś do bogatego kupca z Marsylii Louisa Estrine znajduje się Centrum Artystyczne Van Gogha. Nie ma tu jednak jego dzieł, a jedynie reprodukcje i audiowizualna wystawa na temat życia i pracy artysty.

***

Bez żalu rezygnuję z wizyty w muzeum i wyruszam na poszukiwanie krajobrazów uwiecznionych przezeń na ponad 150 płótnach - na mapce zaznaczono 21 takich miejsc. Przy każdym tablica z reprodukcją obrazu i opisem, w jakich okolicznościach powstał i gdzie obecnie znajduje się dzieło. Większość znajduje się przy drodze ze starówki do szpitala, blisko 1,5 km od centrum.

Jest pusto i cicho, nieliczni turyści, tak jak my, podążają śladami artysty. Niektóre miejsca rozpoznaję od razu - okolica wygląda, jakby nic się tu nie zmieniło od ponad 120 lat. Inne znaki stoją przed prywatnymi posesjami, a widok zakrywa ogrodzenie z trzciny (na szczęście jest ich znacznie mniej).

Nagle droga zamienia się wąską ścieżkę. Przedzierając się wśród kwitnących oleandrów, dochodzimy do wykutego w skale gospodarstwa Mas de la Pyramid, gdzie znajdowały się rzymskie kamieniołomy. Widać stąd szczyty Alpilles, oliwne gaje, zielone winnice, złociste pola pszenicy, strzeliste cyprysy. To najbliższa okolica szpitala St. Paul de Mausole. W XII w. franciszkanie zbudowali tu klasztor, w którym od XVII w. prowadzili przytułek dla obłąkanych. Na początku XIX w. powiększono go o dwa niskie skrzydła i przekształcono w szpital, który działa do dziś.

W maju 1898 r. van Gogh sam zgłosił się do szpitala psychiatrycznego St. Paul de Mausole (był tu rok, do maja 1890 r.). Pięć miesięcy wcześniej, po kłótni z Paulem Gauguinem, obciął sobie lewe ucho i wręczył je zawinięte w gazetę swojej przyjaciółce prostytutce, prosząc o "ostrożne trzymanie tej rzeczy". W księdze przyjęć odnotowano, że cierpiał na "ostre ataki psychozy z halucynacjami, urojeniami". Kierownikiem szpitala był wówczas dr Théophile Peyron, specjalista od chorób psychicznych. Van Goghowi przydzielono dwa pokoiki urządzone w połączonych celach z zakratowanymi oknami. W jednym znajdowała się sypialnia, drugi służył mu za studio.

Można zwiedzić (bilet 4 euro) romański kościół i część klasztorną z ogrodem otoczonym arkadami, do którego prowadzi platanowa alejka. Przed wejściem metalowa rzeźba przedstawiająca artystę ze słonecznikami w dłoni. Kamienne schody obok kościoła wiodą do poświęconej mu części muzealnej. W korytarzach na ścianach wiszą plansze informacyjne o jego pobycie w szpitalu, inne opisują ówczesne metody leczenia chorób psychicznych, np. kąpiel niespodziankę, czyli polewanie lodowatą wodą. Oglądamy pokój z żelaznym łóżkiem, krzesłem i sztalugami z reprodukcją, przez jedyne okno widać pole lawendy. Nie jest to jednak ten, w którym rzeczywiście przebywał malarz. Prawdziwy znajduje się w części zamkniętej dla zwiedzających. Przez jego okno van Gogh patrzył na pola pszenicy u podnóża Alpilles. Widok ten stał się inspiracją dla 12 obrazów. Tu namalował serię z irysami (rosły w szpitalnym ogrodzie), róże w wazonie, bzy i słynną "Gwiaździstą noc". Z czasem zaczął wychodzić na przepustki i przenosić na płótno to, co zobaczył po drodze: cyprysy (porównywał je do egipskich obelisków), żniwiarzy, stare drzewa w parku, oliwne gaje.

Drzewa oliwne widzę zaraz po wyjściu z klasztoru - van Gogh uwiecznił je na 15 obrazach. Wśród nich panna młoda w kwiecistej sukni i pan młody w jasnym garniturze pozują do ślubnej fotografii. Dalej rozciągają się rzymskie wykopaliska. Malarz musiał codziennie mijać łuk triumfalny i mauzoleum, ale nikt wtedy nie wiedział, że łuk jest bramą wjazdową do starożytnego miasta Glanum, którego ruiny skrywała ziemia. W VI w. p.n.e. wznieśli je Celtowie wokół świętego uzdrawiającego źródła. W czasach rzymskich przebiegała tędy z Rzymu do Pirenejów Via Domitia. Glanum zdobyli i zburzyli Germanie w 260 r. n.e., a dzieła zniszczenia dopełniło spływające z gór błoto i ludzie, którzy zabierali kamienie na budowę domów.

Wśród traw i drzew oliwnych stoi doskonale zachowana rzymska brama wjazdowa i mauzoleum rodziny Julii. 18-metrową bramę ze wszystkich stron zdobią płaskorzeźby ze scenami mitycznymi, smoki i morskie potwory. Od 1921 r. w okolicy są prowadzone wykopaliska archeologiczne. Nieopodal można zwiedzić pozostałości Glanum (bilet 7 euro): forum, rezydencje i świątynie, siedziby urzędów, np. sądu, a także przyjrzeć się systemom rzymskich wodociągów.

Dochodzi piąta po południu. Już po pierwszym dniu w Prowansji wiem, że na jej zwiedzenie potrzeba dużo czasu. W St. Rémy de Provence miałam być krótko, a zostałam do wieczora.

Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • hotele
  • loty
  • Oferty Booking.com
  • Oferty FRU.PL

Podróże.gazeta.pl na Facebooku

Aktualna oferta