Ukraina. Krym. Z Saszą na Kazantypie

Na północy kerczeńskiego półwyspu nad Morzem Azowskim wcina się w morze przylądek Kazantyp. Na południe od niego leży miasteczko Szczołkino...
Na północy kerczeńskiego półwyspu nad Morzem Azowskim wcina się w morze przylądek Kazantyp. Na południe od niego leży miasteczko Szczołkino, wybudowane w latach 70. jako baza dla powstającej nad pobliskim jeziorem elektrowni atomowej. Budowy elektrowni zaniechano, a inżynierowie i technicy trudnią się głównie wynajmowaniem kwater.

Krym. Szczołkino

Droga do Szczołkina prowadzi przez stepy. Do jakości szos nie można mieć zastrzeżeń (lepsze od polskich), choć na bocznych, gruntowych drogach najlepiej spisuje się miejscowy pojazd. Mijamy Krasnogorkę, Leninskoje, Lenino, Illiczewyje... W niemal każdym krymskim mieście stoi pomnik wodza rewolucji, a główna ulica zazwyczaj upamiętnia Lenina. W Szczołkinie nie ma jej tylko dlatego, że... nie ma tu nazw ulic - są tylko numery domów.

Agenci od kwater czekają na przyjezdnych już na peryferiach. Pokój nad morzem? Przy plaży? Z klimatyzacją? Ceny prawie o połowę niższe niż w Polsce, im dłuższy pobyt, tym taniej. Pytani o skromniejsze warunki, niechętnie udzielają odpowiedzi, przekonując, że warto spędzić wakacje w komforcie. Nie jest to nasz pierwszy pobyt na Krymie. Rozmowa z pośrednikiem służy jedynie rozeznaniu się w sytuacji.

W centrum miasta pytamy o nocleg w sklepie. Sprzedawczyni jakby na to czekała - podaje te same adresy, co pośrednik. Zaczepiamy więc babuszkę wracającą z zakupów. Wyciąga z torby komórkę i po chwili podaje... znane nam już adresy.W końcu część grupy lokujemy w przyzwoitych warunkach przy pięknej plaży w północnej części miasta, a sami - zgodnie z planem - udajemy się na pole namiotowe przy trasie wylotowej. Z brzegu stoi wielki namiot kempingowy niemieckiego małżeństwa (przyjeżdżają tu co roku na miesiąc), panuje rodzinna atmosfera. Jest też kilka samochodów z polską rejestracją. Obok nas obozuje młode małżeństwo z Krakowa, przemierzające Krym na motocyklu. Po drugiej stronie stoi mały namiot Siergieja i Rity z Jużnoukraińska, zapraszają do siebie na nocleg w drodze powrotnej. Wyjaśniamy, że jest nas siedmioro i prosimy o namiary na hotel: - Przecież się pomieścicie! Mamy dwa pokoje! (później skorzystamy z ich propozycji).

***

Od namiotu do wąskiej plaży mamy jakieś. 20 m. Na prawo ciągną się plaże Szczołkina z widocznym w oddali "kraterem" Kazantypu, na lewo - malownicze skaliste urwiska.

Rankiem babuszka administrująca kempingiem robi przegląd - sprawdza, czy przybył ktoś nowy. Załatwiając formalności, pytamy o prysznic: - Oczywiście! Dwie grywny!

Wyjmuje z szufladki uchwyt od zaworu i montuje go na rurach przy pobliskiej budce. Woda jest ciepła, bo zdążyła się nagrzać od słońca w zbiorniku na dachu (energia słoneczna jest tu w wielu miejscach należycie wykorzystywana). Prosimy też o wrzątek - grywna za czajnik.

Rano wypoczywamy na plaży, po południu planujemy zwiedzanie Kazantypu, co jest możliwe tylko z przewodnikiem. Można wynająć motorówkę i opłynąć przylądek, ale tego dnia wycieczek nie ma. W miasteczku starsza kobieta sprzedaje nam bilety na pieszą wycieczkę i wskazuje miejsce, gdzie będzie czekał przewodnik. Mamy dwie godziny, więc można spokojnie zjeść obiad - pyszne czebureki w restauracji przy plaży.

O wyznaczonej godzinie zgłaszamy się na miejsce, pokazując agentce bilety. - A kto wam to sprzedał? Nie ma dziś wycieczek! - krzyczy. Wskazujemy staruszkę przy sąsiednim stoliku.

- Ej, ty, Natasza! Mówiłam ci, że dzisiaj nie ma wycieczek na Kazantyp! - agentka grozi koleżance palcem. Przychodzi młoda Ukrainka, która również wykupiła bilet. Agentka chwyta komórkę: - Przyślijcie mi tu przewodnika! Natychmiast! - krzyczy do telefonu. - Czworo cudzoziemców mam, troje z Polski i jedną z Ukrainy! Sto dwadzieścia grywien zapłacili! Po chwili zjawia się bus, wysiada z niego młody mężczyzna w mundurze i zaprasza do środka.

Krym. Kazantyp

Podjeżdżamy na skraj Kazantypu. Nasz przewodnik Sasza jest strażnikiem rezerwatu i pogranicznikiem. Kiedyś Kazantyp nie był ogólnodostępny - przybywały tu jedynie grupy badawcze. - To jedno z najstarszych miejsc w Europie - mówi. - Było tu tropikalne morze i rafa koralowa, te skały to jej pozostałości. Jak widać, przylądek ma kształt krateru wulkanicznego. Tylko uważajcie na węże i pająki!

Wędrując w labiryncie malowniczych skałek, kilka razy spotykamy turystów. Sasza wyciąga z kieszeni legitymację i straszy wysokimi mandatami za wkroczenie na teren rezerwatu. Napotykamy stos głazów tworzących rodzaj mostka. - Aby wycieczka dobrze się skończyła, trzeba się pod nim przeczołgać - radzi Sasza.

Z grzbietu dawnego atolu mamy piękny widok na Morze Azowskie. Na południu widać wąski przesmyk łączący Kazantyp ze stałym lądem. Centrum przylądka to dolina porośnięta stepową roślinnością. Rzeczywiście wygląda jak dno krateru. Zatrzymujemy się pod sterczącą skałą o fallicznym kształcie. Przewodnik zachęca, żeby się na nią wdrapać, ale decyduje się tylko połowa grupy.

W jednym z wąwozów napotykamy rodzaj muru z niewielkich kamieni. - W starożytności był tu grecki port - mówi Sasza. - W to miejsce statki mogły dopłynąć, poza tym wokół przylądka jest bardzo płytko. W wielu miejscach można wejść kilkaset metrów w morze, mając wodę jedynie po pas.

Wapienne skały od wschodniej strony są dziwnie wyrzeźbione - to efekt wiatrów i działania morskiej bryzy. Schodzimy na wąziutką plażę. Przewodnik pokazuje zagłębienia wypełnione szarą glinką. To miejscowy "cudowny" kosmetyk, z którego robi się błoto do zdrowotnej kąpieli.

Pokonując skalne labirynty kierujemy się do doliny w centrum przylądka. Pytam, skąd się tu wzięły urządzenia wiertnicze. Sasza odpowiada niechętnie: - Rezerwat rezerwatem, a gospodarka gospodarką, więc wykonuje się drobne wiercenia.

Na wąskiej ścieżce wśród wysokich traw atakują nas chmary komarów. W pewnym momencie Sasza, wymachując rękami, uskakuje z niej w bok i pędzi w dół, w kierunku miasteczka. Ruszamy za nim i po kilku minutach jesteśmy już u podnóża skał, gdzie ma przyjechać po nas taksówka. Słońce nad zatoką powoli chyli się ku zachodowi.



Artykuł pochodzi z "Gazeta Turystyka", sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Komentarze (1)
Ukraina. Krym. Z Saszą na Kazantypie
Zaloguj się
  • 1qw2

    Oceniono 5 razy -3

    Hmm, Kazantyp Kazantyp, rezerwat plaza..... Wg mnie Kazantyp to mekka dla alternatywy - cpunow, punkow, lesbijek i gejow, nudystow itp itd. Taki ruski Woodstock na Krymie. Tam sie pije pali i pieprzy co popadlo i z kim popadlo. Przy tym komfort nie jest najwazniejszy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX