Weekend w Polsce. Wkra - pontonem i kajakiem

Na mazowieckiej rzece niedaleko Warszawy można się poczuć jak na mazurskiej Krutyni
Trasę Wkrą z Jońca przez Pomiechówek do Nowego Dworu Mazowieckiego zaplanowaliśmy na dwa dni, choć można by te 30 km pokonać i w jeden...

Dzień pierwszy

Wstaję o 4.30, aby spokojnie zjeść śniadanie i zdążyć na pociąg do Nasielska (06.02 z Dworca Gdańskiego). Dwa wory ze sprzętem biwakowym, pontonem i wiosłami układam na wózeczku. Ma on dwa nadmuchiwane, szeroko rozstawione koła, pokona nawet piaszczyste drogi. Jest dość ciężki, ale łatwo składa się w niewielki prostokąt (mój ponton ma 240-kilogramową wyporność, więc wózek nie będzie dlań stanowił problemu).

Na Gdańskim spotykam się z moim kumplem Jackiem, wytrawnym turystą. Też ciągnie wózek, tyle że z nadmuchiwanym kajakiem. W Nasielsku, zamiast czekać na kolejny pociąg, wynajmujemy prywatny busik i po 20 min jesteśmy na lewym brzegu Wkry, przy moście w Jońcu (40 km na północ od Warszawy). W tej maleńkiej wsi jest poczta, sklep i kościół św. Ludwika z 1784 r. (pieniądze na jego budowę wyłożył Michał Jerzy Poniatowski, biskup płocki). Na prawym brzegu znajduje się prywatny kemping. Można tu wypożyczyć kajaki, dobrze zjeść i przenocować. Kilka busików wozi kajakarzy "z" i "na" trasę. Dzieli się ona na dwa zasadnicze odcinki - trudny, z licznymi przenoskami, z Działdowa do Jońca, i łatwy - z Jońca do Pomiechówka, a nawet dalej, Narwią i Wisłą.

Sprawnie pompujemy nasze "dmuchawce" i ładujemy sprzęt. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcia i w promieniach słońca ruszamy ku przygodzie. Wyprzedzają nas trzy grupy jednodniowych turystów na tradycyjnych kajakach. Ostro gnają do przodu, za to od godz. 14 jesteśmy na rzece sami. I tak już będzie do wieczora. Nareszcie możemy spokojnie podziwiać widoki. Szeroka na 20 m rzeka wodę ma absolutnie przezroczystą, widać dno z kołyszącymi się roślinami, wśród których przemykają małe i większe rybki. Można tu spotkać jelce, leszcze (podobno bywają i 2,5-kilogramowe sztuki!), płocie, jazie, klenie, okonie, krąpie, brzany, miętusy, a w okolicach rzeczki Sony, lewobrzeżnego dopływu Wkry, także egzotyczne amury (skutek sztucznego zarybienia). Brzegi rzeki na tym odcinku są niskie, sięgają ok. 1,5 m. Za cienką ścianą szuwarów wyrastają wysokie pokrzywy (królują w tej okolicy nawet na łąkach, przekonałem się o tym boleśnie już podczas pompowania pontonu). Dalej gęste krzaki wikliny i łozy, a za nimi, z rzadka, wysokie olszyny i topole.

Przez pierwsze 2 km brzegi są niemal niedostępne. Tam, gdzie nie ma naturalnych przeszkód, pojawiają się płotki licznych działek rekreacyjnych. Na wysokości Popielżyna Górnego (wita nas tu powalone w poprzek nurtu drzewo, na szczęście można swobodnie pod nim przepłynąć) po lewej stronie -rozległy teren pełen samochodów. Słychać głośną muzykę (z każdego auta inna), krzyki i wrzaski, snuje się zapach grilla. Czym prędzej umykamy, choć lejący się z nieba żar i ciepła woda zachęcają do kąpieli. Kilometr dalej natrafiamy na pierwszą małą wysepkę - z której strony ją opłynąć? Rozstrzyga rzeka, kierując nas w lewo.

Wkra jest dość osobliwa, szczególnie w górnym odcinku, gdzie ulega rzadkiemu zjawisku tzw. bifurkacji. Polega ono na rozwidleniu rzeki na dwa lub więcej odpływów, które potem wpadają do dwóch różnych dorzeczy. Od źródeł w okolicy Nidzicy liczy 249 km, a jej dorzecza zajmują 5,3 tys. km kw. My jednak mamy tylko dwa dni i musimy zadowolić się małym odcinkiem.

Obok wysepki wystają kikuty podpór dawnego mostu. Trzeba uważać! Jacek ma lepiej, bo płynie nowoczesnym, dmuchanym kajakiem, który prócz indywidualnych komór ma nakładaną na kadłub powłokę z mocnego kevlaru. Ja muszę ciągle wypatrywać podwodnych przeszkód w postaci gałęzi, kołków czy ostrych kamieni. Łatwo je dostrzec, gdyż tworzą bystrza migotliwie połyskujące na płaskiej tafli wody. Kiedy stan wody jest wysoki (co jest rzadkością na tej rzece), można śmiało poddać się nurtowi - wystarczy jedynie czekać, aż nas przeciągnie przez przeszkodę. Dziś mamy to szczęście!

Spokojna, szeroko rozlana za wysepką woda pozwala podziwiać wyrastającą po prawej stronie ścianę sosnowego lasu. Kilometr dalej niemal nie zauważamy wśród gęstych krzaków szerokiej na dwa-trzy metry rzeczki Sony, wpadającej ukośnie do Wkry po lewej stronie. Niemal bez przerwy robimy zdjęcia. Zachęca nas do tego nie tylko wspaniały las, w który właśnie wpływamy, ale i cudowne białe obłoki przesuwające się po błękicie nieba.

Prawy brzeg zaczyna się podnosić i po kilkuset metrach tworzy wysoką na 5-7 m skarpę. Wśród dorodnych sosen wiedzie ścieżka, słychać głosy wędrujących piechurów. Nad Wkrą wiodą szlaki pieszych wędrówek; szczególnie piękny jest odcinek między Szczypiorem a Kosewkiem, gdzie znajduje się Rezerwat "Dolina Wkry" włączony do systemu Natura 2000. To ostoja z tzw. lasem łęgowym, z 65-85-letnim drzewostanem olszowo-jesionowym, z domieszką wiązu szypułkowego i świerka. Występuje tu również grąd zdominowany przez sztucznie sadzoną sosnę z domieszką dębu. Zanim tam jednak dopłyniemy, musimy pokonać kilkanaście kilometrów. Tymczasem rozglądamy się za biwakiem. Przepływamy pod zardzewiałym mostem kolejowym w Gadowie. Tuż za nim po prawej widać szerokie, piaszczyste zejście z licznymi śladami kół - znak, że przyjeżdżają tu liczne busiki z kajakami. Rezygnujemy.

Słońce dotyka już niemal lasu, za nami pędzą czarne chmury. Dobijamy do wystrzyżonej łączki, właściciel pozwala na biwak (gratis). Rozstawiamy namioty, a wraz z wbiciem ostatniej szpilki w ziemię dosłownie wali się nam na głowę potężna ulewa - znak rozpoznawczy tegorocznego lipca. Wielkie krople uderzają z taką wściekłością o płótno, że nie słyszymy się wzajemnie, choć krzyczymy do siebie spod tropików. Po 30 minutach jakby ktoś zakręcił nagle krany - cisza i spokój. Z niedowierzaniem opuszczamy namioty i idziemy popływać w rzece. Z północnego zachodu znów napływają postrzępione chmury, wyglądają niezwykle dramatycznie podświetlone przez zachodzące słońce.

Po kolacji robimy zdjęcia księżycowi i idziemy spać. Dziś pokonaliśmy ponad 10 km.

Dzień drugi

O 5 rano świat jest piękny: Pomarańczowe promienie słońca rozświetlają tańczące na wodzie mgły, które niczym duchy ukazują się to tu, to tam, aby po półgodzinie się ulotnić.

Po śniadaniu sprawnie (jak zawsze) zwijamy sprzęt, na niebie pojawiają się ołowiane chmury. Przed nami 20 km z Dobrej Woli do Nowego Dworu Mazowieckiego.

Przed Cieksynem lub - jak kto woli - Borkowem wpływamy w las (widać kilka dogodnych miejsc do biwakowania). Na brzegu po prawej wielkie głazy wysokie na półtora metra. Bierzemy zakręt w lewo, woda gwałtownie przyspiesza, głazy są już także w nurcie rzeki. Srebrzy się bystrze, ale gładko je przepływamy. Za chwilę most drogowy, przy nim łagodne zejścia nad wodę (w wiosce można zrobić zakupy).

Kolejne bystrze na kamienistym progu mamy już po 300 m, na wysokości miniaturowych wysepek. Teraz dzięki ciągłym opadom swobodnie przemykamy nad przeszkodą, ale przy niskim stanie wód mogłoby być niełatwo. Podobnie w nieodległym Błędowie, gdzie znajduje się próg po dawnej zaporze. Zaraz za nim, po lewej, rozległe, płaskie lądowisko dla kajaków chętnie odwiedzane przez wędkarzy, rowerzystów i miłośników opalania. Za Błędowem, po lewej stronie, wyrastają wysokie na 20 m skarpy, na których rozłożyły się kolonie domków. Teraz charakterystyczny, wiszący most drogowy w Goławicach, przypominający most Syreny w Warszawie. Wpływamy teraz na rozległe łąki. Rzeka rozlewa się szeroko.

W Szczypiornie po prawej stronie znowu "grillowa" łąka z samochodami i mnóstwem ludzi. Zaraz zakręt w lewo o 90 stopni i najpiękniejszy odcinek, wspomniany wcześniej rezerwat. Na wysokich brzegach fantastyczny las - widok godny przełomu Dunajca! Zamiast do przodu wiosłuję do tyłu, aby dłużej nacieszyć oczy. Niedaleko przelatuje zimorodek. Nad Wkrą można też spotkać m.in. dudka, jemiołuszkę, dzięcioła czarnego, myszołowa, pliszkę i wiele innych ptaków (warto zajrzeć na stronę miejscowych znakomitych fotografów: www.joniecnaturalnie.com ).

Przed nami most dla pieszych w Kosewku. Pod nim dość gwałtowne bystrze nad progiem dawnego młyna. Ruszam pierwszy, prąd dosłownie porywa mnie. Woda wściekle się pieni wokół pontonu, wystają z niej głazy. Jeszcze tylko 30 m i Wkra nagle zwalnia, szeroko rozlewając się za przeszkodą. Po kilku kilometrach Pomiechówek. Można by tu zakończyć przygodę z rzeką (do stacji niedaleko), ale my płyniemy dalej wśród łąk. W głębi pojawia się potężna granatowa ściana chmur, widać błyskawice. Jak dowiemy się za kilkanaście minut z radia, jesteśmy świadkami widowiska pt.: "Oberwanie chmury nad Warszawą". Dopływamy do Narwi. Jeszcze jeden zakręt, jeszcze jeden kilometr i lądujemy bezpiecznie na plaży w Nowym Dworze Mazowieckim. Składamy sprzęt i udajemy się na dworzec kolejowy - pora wracać do Warszawy. A Wkrę będziemy wspominać wspaniale!

Wypożyczenie kajaka w Jońcu - ok. 35-45 zł, plus opłata z transport



Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Komentarze (1)
Weekend w Polsce. Wkra - pontonem i kajakiem
Zaloguj się
  • m.paprot

    0

    jak tylko zrobi sie troche cieplej to wyprobuje swoj nowy sprzet z kano www.kajakcentrum.pl/ na tej trasie. Wydaje sie byc przyjemna i spokojna akurat to sprawdzenie nowego kajaku

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX