Madera. Wakacje na wyspie

Madera to egzotyczne owoce, endemiczne drzewa i kwiaty wyrastające z każdego skrawka wulkanicznej ziemi
W marcu 1931 r. poczta na Maderze stanęła. Zatkały ją setki tysięcy listów - wszystkie z życzeniami imieninowymi dla Józefa Piłsudskiego. Marszałek spędzał trzymiesięczny urlop w willi Bettencourt na przedmieściach Funchal. Willę na wzgórzu ledwo widać zza betonowego muru. Wbrew temu, co piszą przewodniki, właścicielka niechętnie przyjmuje gości i nie możemy zajrzeć do środka. Jedziemy więc do centrum.

Strome uliczki wiją się w dół i w górę, rzeźbią obrośnięte gęstą zielenią skały, wiadukty owijają się wokół niewysokich domów. Główna arteria to Avenida Arriaga. Na jednym jej końcu rozciąga się park św. Katarzyny, ze stawem i modernistycznym kasynem przypominającym UFO (projekt Oscara Niemeyera z 1976 r.). Trwają tu właśnie rodzinne rozgrywki piłkarskie. Kładziemy się na trawie i fotografujemy jaszczurki buszujące wśród strelicji...

Madera - królestwo przyrody

Przyroda to największy skarb Madery. Tak twierdzi Riccardo, nasz kierowca. Ale nie on jeden. Egzotyczne owoce, endemiczne drzewa i kwiaty wyrastają z każdego skrawka wulkanicznej ziemi. Cięte strelicje i kamelie bądź ich nasiona kupimy na krytym targu na drugim krańcu deptaku. Z dojrzałymi gruszkami i awokado sąsiadują bataty, różne gatunki bananów i marakuj - pomarańczowych, cytrynowych, pomidorowych. Są pachnące wanilią mięsiste anony i fruto maravilha - " cudowne owoce" monstera deliciosa . Pochodząca z Ameryki Środkowej i znana w Polsce roślina doniczkowa o wielkich, postrzępionych liściach rodzi podłużne, okryte zieloną skorupą bananowo-ananasowe owoce. Dojrzewają rok (zjedzone wcześniej mogą wywołać poparzenia), później psują się w parę dni. By ich skosztować, trzeba być znawcą lub zdać się na sprzedawcę.

Przyzwyczajeni do turystów handlarze uprzejmie opowiadają o towarze, licząc na wzajemność przy płaceniu. Kobiety w pasiastych spódnicach, czerwonych wełnianych swetrach i carapuças (rodzaj kipy ze sterczącym ogonkiem) zajęte są pielęgnowaniem kwiatów. A w hali na tyłach ćwiartuje się i myje tuńczyki oraz pałasze. Tusze lądują w lodzie na blaszanych stołach. Czarny pałasz to metrowej długości drapieżnik podobny do węgorza, o wyłupiastych oczach i ostrych jak brzytwa zębach. Żyje w głębinach, wyłącznie wokół Madery i Japonii. Zwykle podaje się go w bananach ze smażonymi kostkami polenty. Pedro, właściciel dwóch motorowych pontonów, woli jednak opowiadać o ciekawskiej rybie mero z rodziny strzępieli i o delfinach. Te ostatnie często pojawiają się u wybrzeży. Jakie mamy szanse, by je dziś ujrzeć? - W razie niepowodzenia oddaję pieniądze - śmieje się Pedro.

W kilkugodzinnej wycieczce (www.rota-dos-cetaceos.pt ) towarzyszy nam biolożka Manuela - wypatruje ssaków i opowiada o ich zwyczajach. Nagle tuż koło łodzi pojawiają się najpierw dwa delfiny zwyczajne z charakterystyczną żółtą linią na boku, potem grupa dwumetrowych waleni uzdeczkowatych z białymi plamkami na grzbiecie. Są niezwykle ruchliwe, co chwila wypływają w innym miejscu. - Uwielbiają się ścigać, na pewno płyną pod dziobem - Pedro zwalnia motor. Faktycznie, są na wyciągnięcie ręki!

Madera - wyspa obfitości

Madera leży na Atlantyku, ok. 900 km od Lizbony i 600 od Maroka. Powstała "zaledwie" parę milionów lat temu, po erupcji podwodnego wulkanu. Wokół wyspy nie ma szelfu, dno opada gwałtownie na głębokość 6 km. Dlatego właśnie nie trzeba wypuszczać się daleko w morze, by spotkać delfiny i wieloryby. Przy odrobinie szczęścia można je wypatrzyć przez lornetkę z lądu. Najlepszy punkt obserwacyjny - Cabo Girao - to 600-metrowy klif, jeden z najwyższych na świecie. Widać stąd poszarpaną, skalistą linię brzegową Madery, a w dole piargi, które rolnicy obsiewają kukurydzą.

Madera zwana bywa wyspą wiecznej wiosny z uwagi na stałe podzwrotnikowe temperatury. Jednak mimo łaskawego klimatu i żyznej gleby uprawę roślin ogranicza górzyste ukształtowanie terenu. Liczy się więc każdy jego skrawek. Przy Cabo Girao (Przylądek Obrotu) miał zawrócić w 1419 r. statek Joao Gonçalvesa Zarco. Ten portugalski kapitan wraz z kompanami Tristao Vaz Teixeirą i Bartolomeu Perestrelo uchodzi za odkrywcę archipelagu Madery (choć widnieje on już na mapie Pliniusza Starego z I w. jako Wyspy Purpurowe). Nazwa największej, gęsto zalesionej wyspy pochodzi od portugalskiego tłumaczenia słowa "drewno". W skład archipelagu wchodzą też 4-tysięczne Porto Santo i bezludne Ilhas Desertas oraz Selvagens (Wyspy Pustynne i Dziewicze).

Madera służyła początkowo wyłącznie jako baza wypadowa do Afryki. Z czasem zaczęto pozyskiwać z niej drewno i cukier (do czasu rozwinięcia plantacji brazylijskich była jego głównym dostawcą). Dziś działają trzy cukrownie, jedna w Calhecie. Droga do niej wije się wzdłuż morza stromymi zboczami obsypanymi białymi domkami o zielonych okiennicach i pomarańczowych dachach. Niekończące się tarasy zajmują winnice, gaje bananowe i plantacje trzciny. Jest kwiecień, trwa jej zbiór. Najpierw kontrolowany pożar trawi suche liście, oszczędzając lepkie od soku łodygi. Te trafiają do cukrowni, gdzie rozgniata się je prasami. Część słodkiego płynu trafia do kadzi i fermentuje, zmieniając się w rum, a z części powstaje melasa do produkcji bolo do caco - bakaliowego ciasta o konsystencji piernika. Ostatnią partię przerabia się na gęstą, wytrawną masę zwaną miodem. Za tydzień-dwa zamkną cukrownię do czasu kolejnych żniw.

Za Calhetą odbijamy w głąb wyspy. Szosa pnie się na wyżynę zajmującą większą część zachodniej Madery. Półpustynną równinę pełną wiatraków zalewa słońce. Ale w mgnieniu oka krajobraz zmienia się nie do poznania. Za przełęczą samochód staje w gęstej jak mleko mgle. Na termometrze tylko parę stopni powyżej zera! Wśród żółtych od kwiatów kolczastych krzaków wrzośców pasą się krowy. Bardzo ostrożnie toczymy się na północne wybrzeże. Gdy wyjeżdżamy z cienia gór, nagle ukazuje się ocean, papaje i winorośle. W Porto Moniz sztormy wyrzeźbiły w skałach naturalne baseny (stojąca woda zdecydowanie cieplejsza niż w oceanie). Dalej stara szosa niebezpiecznie przyklejona do klifów. Przed tunelami ostrzeżenia: przejazd na własne ryzyko! Grożą nam osuwiska i wodospady gwałtownie przybierające podczas deszczu. Szczęśliwie docieramy do Sao Vicente. Położona w głębokim wąwozie miejscowość była pierwszym siedliskiem rybaków na północy wyspy (połowa XV w.). U ujścia strumienia skała z kaplicą św. Wincentego, który - według legendy - miał się tu ukazać kolonizatorom.

Madera - lewady

Na wschodzie Madery królują poszarpane szczyty, z najwyższym Ruivo (1862 m). Na ciut niższy Areeiro można dojechać autem. Po drodze znów mgła; ledwo widać kamienne igloo, dawny magazyn lodu. Na czubku wiatr urywa głowy, ale przepędza też chmury, odsłaniając widok na Curral de Freiras, odciętą od świata dolinę, gdzie schronienie przed piratami znalazły w XV w. zakonnice, a później także zbiegli więźniowie. Słynie z jadalnych kasztanów, których dodaje się do wszystkiego - od chleba po likiery.

Pora na lewady - akwedukty dostarczające wodę z wilgotniejszej północno-zachodniej części wyspy do południowych, lepiej nasłonecznionych i żyźniejszych rejonów. Pierwsze wytyczono wkrótce po podjęciu decyzji o kolonizacji Madery, ostatnie - w 1940 r. Według różnych szacunków liczą łącznie nawet 2 tys. km. Jedne biegną łagodnie kamiennymi rynnami, inne stromymi zboczami lub skalnymi tunelami. Odpowiedzialni za ich oczyszczanie funkcjonariusze wydeptali wzdłuż lewad ścieżki. W ten sposób powstała sieć szlaków.

Wybieramy płaski odcinek w okolicy Ribeiro Frio. Lewada wyschnięta, choć wokół nie brak strumieni i wodospadów. Wędrujemy przez ciemny las wawrzynowy - laurisilva . Obok drzew laurowych rosną wrzośce, jaskółcze ziela i fiołki. Ekosystem, który w Europie znikł w epoce lodowcowej, uchował się na Maderze, Azorach i Wyspach Kanaryjskich.

Po paru kwadransach docieramy do punktu widokowego na wzniesieniu, skąd można jedynie zawrócić do Ribeiro Frio. Fosforyzujący ptaszek zrywa się z gałęzi w stronę odległych, poszarpanych grani. Z drugiej strony szeroka dolina otwiera się na ocean...

Madera - w Funchal

Do Funchal wracamy już po zmroku. Piątek, ale na ulicach żywej duszy. Tylko przy Rua Dom Carlos słychać pieśni fado. Kawiarnia nabita ludźmi, na twarzach skupienie.

Młodzież zebrała się nieco dalej, przed narożnym barem. Wszyscy popijają poncz. Na Maderze zwykle składa się nań cachaça (alkohol z soku trzcinowego, podobny do rumu, ale bardziej wytrawny), miód i sok z cytryny. Barmani polecają jeszcze wersje z marakui, pomarańczy i innych owoców. Ledwo nadążają z napełnianiem wysokich szklanek. Jest gwarno i wesoło, alkohol szybko uderza do głowy...

Jednak rankiem udaje nam się jakoś dotrzeć na nabrzeże, do stacji kolejki gondolowej na Monte (port. góra). W dole plątanina dachów i ulic; im wyżej, tym więcej szop i kurników, zarośli i smukłych eukaliptusów. Z górnej stacji wchodzimy wprost do królestwa tropikalnych roślin sprowadzonych w latach 90. XX w. z całego świata przez José Berardo - multimilionera i filantropa. W dwóch pawilonach kolekcja rzeźb z Zimbabwe i olbrzymich minerałów - kolorowych kalcytów i pirytów (www.berardocollection.com). W ogrodzie wystawiono też największy w Portugalii prywatny zbiór azulejos . Monumentalna seria kilkudziesięciu ceramicznych obrazów ukazujących historię kraju pokrywa mury ogrodu. Nad stawem w samym środku parku, w otoczeniu współczesnych rzeźb, wznosi się wzorowany na reńskich zamkach pałacyk z końca XIX w., siedziba fundacji Berardo. W owym czasie Monte - gdzie słońce nie praży tak jak nad morzem - było ulubionym miejscem klas wyższych. Osiadł tu Karol I Habsburg, ostatni cesarz wygnany z Austrii po I wojnie. Jego grób odnajdujemy w kaplicy kościoła Nossa Senhora do Monte, na szczycie wysokich schodów.

Gdy na horyzoncie zjawiał się statek handlowy, rezydenci Monte spieszyli się do portu w interesach. Wymyślono więc carrinhos - wiklinowe kosze na płozach. Teraz jeżdżą nimi turyści. Dwóch mężczyzn w słomkowych kapeluszach pcha sanie jak hulajnogę po wąskiej i stromej szosie. Ze stoickim spokojem omijają auta i nie zważają na nasze okrzyki przerażenia, gdy rozpędzone carrinho niemal ociera się o mur na ciasnych zakrętach. Po 10 minutach i 2 km jesteśmy na przedmieściach Funchal. Resztę drogi do portu pokonujemy autobusem.

Na plaże Porto Santo

Na wyspie nie ma piaszczystych plaż (w Machico, na wschodzie, usypano jedną z saharyjskiego piasku). W weekendy popularne są więc wypady na Porto Santo...

Prom z Funchal płynie tam dwie godziny. Porto Santo ma 12 km długości i kilka szerokości. Na południu rozciąga się piaszczysta plaża i jedyne ludzkie osiedle (nie licząc bazy wojskowej i chatki dwóch starych hipisek na zachodnim krańcu). Na północy opadają do morza strome klify. Bardzo sucho (puszczone samopas konie łakomie wypatrują każdego źdźbła). Flora ogranicza się do nielicznych palm, agaw, karłowatych drzew smoczych i kilku endemicznych gatunków kwiatów przypominających łubin. Z dzikich ssaków mamy króliki.

W miasteczku przez trzy lata (1480-82) mieszkał Krzysztof Kolumb, ożeniony z Filipą Moniz, córką gubernatora wyspy. Dziś w jego domu mieści się muzeum z oryginalnymi przedmiotami (zbroje, krucyfiksy, monety) i kopiami map z epoki oraz portretami odkrywcy. Na zewnątrz jak okiem sięgnąć tylko lazur nieba i wody. Ale niektórym to wystarcza.

Carina podjeżdża punktualnie o godz. 9. Wiekowym land roverem wiezie nas "poza centrum". - Cała wyspa to jedna miejscowość, a tu, gdzie mieszkamy, jest centrum - śmieje się.

- Jak się żyje na takim skrawku lądu, z dala od świata? - dopytuję, podskakując na tylnym siedzeniu.

- Niczego mi nie brakuje, po co wyjeżdżać? Uniwersytet w Funchal skończyłam eksternistycznie tutaj, byłam jedyną studentką na roku - Carina nie odrywa wzroku od kamienistej drogi.

Podjeżdżamy właśnie pod wulkaniczny stożek. Odłupane zbocze odsłoniło bazaltowe formacje sprasowane przed milionami lat w regularne bloki. Jednym przypomina to soczewkę, innym teleskop albo organy. W dole rozciąga się absurdalnie wielkie i zielone pole golfowe (wodę do sadzawek dostarczono z Madery). Horyzont zamyka Pico do Castelo (437 m). Na szczycie wznosił się kiedyś zamek - schronienie przed piratami, po którym pozostała tylko armata. Niestety, nie pozostało nam nic innego jak wrócić do Funchal. Krótkie wakacje na Atlantyku dobiegły końca.

Na Maderę najłatwiej dostać się z Lizbony (1,5 godz.). Z Polski mamy bezpośrednie czartery Itaki (5 godz.). Lotnisko znajduje się w Santa Cruz, kilkanaście kilometrów od Funchal. To jedyny płaski skrawek lądu, a i tak pas startowy należy do najkrótszych w Europie (w 2000 r. przedłużono go o odcinek ułożony na 180 betonowych filarach wbitych w dno oceanu).

Warto wiedzieć

•  W 1875 r. rozegrano na Maderze pierwszy w Portugalii mecz piłki nożnej. W najwyższej lidze grają dwie wyspiarskie drużyny: C.S. Mar~timo oraz Nacional. W Funchal urodził się i zaczynał karierę Cristiano Ronaldo.

•  Wino madera powstało przez przypadek, gdy partia trunku wróciła po długiej podróży statkiem. Specyficzny smak zawdzięczała wysokiej temperaturze w ładowni. Dziś to prawdopodobnie jedyne wino na świecie, które leżakuje nie w piwnicy, ale na strychu. Szlachetna madera powinna być oznaczona jako sercial (wytrawna), verdelho (półwytrawna), bual (półsłodka) lub malvasia (słodka). W muzeum przy rozlewni Blendy's (www.blendys.com) w centrum Funchal można zobaczyć pełne butelki z czasów napoleońskich.

•  Tradycyjne zajęcia Maderczyków to wikliniarstwo i haft. W 1850 r. brytyjska arystokratka Elisabeth Phelps otworzyła szkołę haftu dla dzieci i kobiet. Dziś działa tu fabryczka, gdzie rozrysowuje się wzory, wykańcza i pierze gotowe serwety, ale najżmudniejszą pracę - samo haftowanie - wykonuje się chałupniczo. Mężczyźni dawniej trudnili się głównie rybołówstwem i uprawą owoców, a także kamieniarstwem i bednarstwem (w tym ostatnim zawodzie pracuje ich obecnie sześciu).

•  W 2010 r. Maderę nawiedziły dwie katastrofy. W lutym lawiny błotne wywołane potężnymi opadami deszczu spustoszyły Funchal i inne miejscowości, grzebiąc ponad 40 osób. Znacznie bardziej widoczne są wciąż skutki wielkiego pożaru, który w sierpniu strawił duże połacie lasów, zabijając większość populacji endemicznego ptaka petrela maderskiego.

www.visitportugal.com



Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej

Komentarze (4)
Madera. Wakacje na wyspie
Zaloguj się
  • kaaarooll

    Oceniono 2 razy 2

    Pan Krzysztof powinien sie nauczyc trzymac prosto aparat. Naprawde nie widzialem na stronach gazeta.pl gorszego zdjecia niz to:

    bi.gazeta.pl/im/2/10262/z10262162N,Plaza-na-Porto-Santo.jpg
    Czy to konkurs na najbardziej przypadkowe i zle wykonane zdjecie? Mysle, ze mogloby wygrac...

    Wstyd!

  • voyager747

    Oceniono 1 raz 1

    Też widziałem fajniejsze zdjęcia z Madery, a wyspa jest piękna, polecam każdemu kto nie był.

  • aietes

    Oceniono 1 raz 1

    Byłem tam w sierpniu, było świetnie. Warto tam zamieszkać, niestety ceny domów są wysokie.

  • Kris S

    0

    Moje wspomnienia z Madery mojewielkiemalepodroze.blogspot.com/2014/05/madera-czi.html

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX