Litwa z kajaka. Szlakiem wileńskich włóczęgów

Może właśnie płyniemy śladami młodego Miłosza? Żejmianę znał, bo pojawia się w jego listach i wierszach
Urlop zaczęliśmy krótkim, bo tylko pięciodniowym, ale aktywnym wypoczynkiem w prawdziwym kajakowym eldorado. Zmęczeni zgiełkiem na Czarnej Hańczy, wyruszamy 260 km dalej na północny wschód szukać ciszy, krystalicznej wody i przygody, jaką zawsze jest spotkanie z nieznaną rzeką. Minąwszy Wilno, po 80 km jesteśmy w Łabonarskim Parku Krajobrazowym położonym na dziale wodnym rzek Żejmiana (Zeimena) i Święta (Šventoji). Na wschodnim krańcu rynnowego jeziora Aiseta z czterema wyspami (uchodzi za najpiękniejsze na Pojezierzu Ignalińskim) znajdujemy rzeczkę o tej samej nazwie. Ciągnie się ponad 15 km, ma urozmaiconą linię brzegową i wysokie brzegi (miejscami do 20 m) porośnięte lasem. Jest sporo miejsc biwakowych, z których chętnie korzystają w weekendy mieszkańcy Wilna. Zatrzymujemy się w maleńkiej miejscowości Paisete i tu zaczynamy spływ.

Aiseta

Aiseta ma w tym miejscu zaledwie metr głębokości, krystaliczną, bystro płynącą wodę. Pakujemy bagaże do kajaków i ruszamy. Po chwili pierwsza wywrotka! Stare wygi zapomniały, że na szybkim nurcie wsiadamy i wysiadamy tyłem do nurtu, bo jak mówi przysłowie: "Pamiętaj kajakarzu młody - zawsze wsiadaj tyłem do wody". Szybko wylewamy wodę i w drogę, ostrożniej i z szacunkiem dla tej ślicznej, zaledwie sześciokilometrowej rzeczki.

Okolica cudna. Aiseta wije się trawiastymi zielonymi brzegami w cieniu starych olch, by nieco dalej otoczyć się wysokimi trzcinami i dumnie wpłynąć do jeziora Kiewna (Kiaune). Tu kończy się Łabonarski Park Krajobrazowy, a zaczyna Auksztocki Park Narodowy utworzony jako pierwszy na Litwie w 1974 r. - 126 jezior, 47 rzek i rzeczek.

Biwakujemy na brzegu jeziora, wokół pachną zioła. Długo śpiewamy przy ognisku, wpatrzeni w rozgwieżdżone niebo. Jesteśmy w tej okolicy sami.

Kiewna - Żejmiana

Nazajutrz wpływamy w jeszcze piękniejszą rzeczkę - Kiewnę (20 km). Ujście zarosło trzcinami, ale trzymając się lewego brzegu jeziora, znajdujemy je na jego południowo-wschodnim krańcu. Słońce przesącza się przez zielone liście, a odbicia w wodzie sprawiają, że szlak wodny jest zielony, szmaragdowy, miodowozłoty. W czystej wodzie pływają pstrągi, lipienie, klenie, jelce i jazie. Spotykamy sympatyczną rodzinę kajakarzy. Pochodzą ze Żmudzi, lubią spływy, więc mamy wspólny temat (przydaje się rosyjski).

Zachwycając się białymi liliami wodnymi i żółtymi grążelami, zastanawiam się, czy przypadkiem nie płyniemy po śladach wypraw Akademickiego Klubu Włóczęgów Wileńskich? W latach międzywojennych związani z nim byli m.in. Wacław Korabiewicz, Czesław Miłosz, Paweł Jasienica. Na pewno nie pomijali takich perełek, jak Kiewna, Żejmiana czy Aiseta. Może właśnie płyniemy śladami młodego Miłosza? W każdym razie Żejmianę znał - pojawia się w jego listach i wierszach.

Wokół lasy i łąki. Po 20 km pokonujemy jeziorka Giłutis (Gilutas) i Salkotis (Selkotis); koło Szakaliszek wpływamy w Żejmianę, prawy dopływ Wilii. Przed nami 73 km zakrętów. Początkowo rzeka ma niewiele ponad 10 m szerokości, ale jest głęboka i płynie dość wartko. Brzegi urozmaicone, porośnięte lasem, miejscami z wysokimi, piaszczystymi skarpami. W nurcie pojawiają się zwalone drzewa, ale nie musimy przenosić kajaków - zawsze pozostaje wąski przesmyk, którym można prześlizgnąć się na drugą stronę.

Rozbijamy się na wysokim brzegu, który okazuje się półwyspem - Żejmiana obiega go niemal dookoła. Wieczorem kąpiemy się w złocistej rzece.

I znowu płyniemy krainą zieloności. Spotykamy jedynie dwoje Niemców, którzy w jedynkach pokonują kolejne rzeki Europy. Delektujemy się przyrodą i ciszą. Czasem pozwalamy, by nurt niósł kajak, wiosłem korygując jedynie kierunek płynięcia. Wtedy mam wrażenie, że stajemy się częścią tej przyrody.

Wreszcie Nowe Święciany. Z kajaka widać ceglany budynek stacji kolejowej wybudowany w XIX w. na trasie Warszawa - Petersburg. Po trzech kilometrach zatrzymujemy się przy domku na prawym brzegu, żeby nabrać ze studni wody. Sympatyczna właścicielka śpiewną i piękną polszczyzną wyjaśnia, że wieś nazywała się Łozowskie (teraz Gernia), tak jak jej babcia i sąsiad, jedyny już stały mieszkaniec. Pan Łozowski prowadzi nas do studni zbudowanej na źródle i opowiada o pszczołach, którym poświęcił wiele lat życia. Powietrze pachnie miodem.

Pani Łucja odzyskała zbudowany w 1852 r. dom i od czterech lat próbuje przywrócić go do dawnego stanu. Opowiada nam też o Henryku Szylkinie, poecie mieszkającym w Zielonej Górze, który pięknie opisuje krainę swojego dzieciństwa - jego rodzina przez ponad 250 lat zamieszkiwała w Santoce, niedalekiej miejscowości nad Żejmianą.

Po 50 km przepływamy pod starym, rozpadającym się, drewnianym mostem. Jesteśmy w sercu Pohulanki, przedwojennego polskiego poligonu wojskowego.

Za miasteczkiem Podbrodzie rzeka ma już ok. 50 m i znacznie przyspiesza, pojawiają się bystrza. Dzięki rybakowi, który łowi pstrągi w nurcie, znajdujemy miejsce biwakowe. To ostatni nocleg nad Żejmianą, jutro wpłyniemy w Wilię.

***

A jutro przynosi deszcz. Leje, kiedy składamy biwak, żegnamy Żejmianę i pokonujemy ok. 20 km Wilii. Spływ kończymy w Nemęczynie, 25 km na północny wschód od Wilna.

Warto wiedzieć

Kajaki wypożyczone od Tomka Zębali w Augustowie, tel. 604 476 971, transport do uzgodnienia,. Wodoodporne mapy można zamówić na: www.mapy.bialystok.pl . Dokładny opis szlaku: www.kajak.org.pl



Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej