Wakacje w lesie. Puszcza Notecka - w grzybowym raju

Puszcza słynie z obfitości grzybów, można tu spotkać jelenia, niemal spod kół roweru czmychają sarny...
Puszcza Notecka to drugi co do wielkości kompleks leśny w Polsce i jeden z najrzadziej zaludnionych obszarów kraju. Jej drzewostan został odnowiony po spustoszeniach dokonanych w latach 1922-24 w wielkopolskich lasach przez szkodnika zwanego strzygonią choinówką. Dziś wspaniały las sosnowy i mieszany rozciąga się na ok. 100 km, między Wartą a Notecią. Jego ciekawostką są torfowiska. Te najważniejsze chronią rezerwaty, jak choćby 500-hektarowe torfowisko w okolicach wsi Chlebowo w gminie Ryczywół.

Wycieczkę rozpocząłem od obrzeży puszczy, gdzie znajduje się wiele ciekawych miasteczek, pałaców i zamków.

***

W Poznaniu wrzucam rower do państwowego pociągu osobowego i za symboliczną złotówkę dowożę do stacji Baborówko (z powrotem w InterRegio zapłaciłem zań 5,50 zł, otrzymując dokładnie taką samą, czyli żadną usługę; w obie strony musiałem stać i pilnować, by mój jednoślad nie przeszkadzał innym podróżnym).

Tuż obok maleńkiej stacji kolejowej rozpościera się liczący 3,5 ha park pełen okazałych buków, dębów i sosen. Jego centrum stanowi eklektyczny pałac z 1895 r. rodziny von Hantelman z ciekawymi elementami secesyjnymi, obecnie pensjonat i stadnina koni (www.baborowko.pl). Prócz tradycyjnych pomieszczeń stajni jest tu również duża drewniana hala do zawodów hippicznych i druga, nieco mniejsza, z zewnętrznym grillem, służąca do imprez łączonych z pokazami jazdy konnej.

Baborówko dzieli od Szamotuł zaledwie 5 km. Za wsią Kępa biegnie oznakowana ścieżka rowerowa, która wiedzie do samego miasta. A tam rynek z kolorowymi secesyjnymi kamienicami i największą znaną mi liczbą cukierni na metr kwadratowy. Zaopatrzony w pachnące wypieki jadę do parku z największymi atrakcjami Szamotuł: zamkiem Górków i gotycką basztą Halszki.

W wyniku wojen centrum miasta lokowano raz z jednej, raz z drugiej strony rzeki Samy. Od XV w. należało do dwóch gałęzi rodu Szamotulskich, powstały więc dwa warowne zamki. Ostał się obronny gotycki, przejęty w XVI w. przez magnacki ród Górków, obecnie ciekawe muzeum. Podziwiać tu można imponujące wnętrza i meble z epoki, portrety przodków, salę rycerską, kaflowe piece i drewniane stropy.

Tuż obok białego zamku stoi wyniosła ceglana wieża mieszkalna zwana basztą Halszki. Do środka wchodzi się po wąskich, stromych schodach. Z basztą wiąże się tragiczna historia pięknej Halszki Ostrogskiej, dziedziczki jednego z największych majątków XVI-wiecznej Polski. Zdominowana i ubezwłasnowolniona przez matkę, była obiektem wielu intryg. O jej rękę, mimo, że miała zaledwie kilkanaście lat, ubiegały się najzamożniejsze rody. Trzykrotnie wychodziła za mąż, trzykrotnie zostawała wdową. By ją poślubić, toczono regularne walki, łącznie z oblężeniem Lwowa. Ścigana, porywana, więziona tułała się po całej Koronie, Czechach i Wielkim Księstwie Litewskim, by zostać, z wyboru króla (nie własnego), żoną magnata wielkopolskiego Łukasza Górki. Ten uwięził Halszkę w szamotulskiej wieży i podobno zakuł jej twarz w żelazną maskę, aby nikt (poza nim) nie mógł podziwiać jej urody. W tradycji ludowej duch Halszki spaceruje w księżycowe noce po baszcie i parku zamkowym (www.szamotuly.pl).

***

Wyjeżdżam z zamkowej bramy, skręcam w prawo i ul. Szczuczyńską podążam zielonym szlakiem rowerowym do Szczuczyna. Tuż za nim zostawiam szlak i odbijam w lewo. Piękna polna droga z resztkami bruku wystającymi spod ziemi i piasku prowadzi wprost do wsi Kobylniki. Po kilkunastu kilometrach docieram do ogrodzenia, zza którego widać park ze stawkiem i sylwetkę pałacu z 1887 r. w stylu renesansu północnego. Mieści restaurację (jedyną godną polecenia na trasie między Szamotułami i Wronkami) i kilkanaście miejsc noclegowych (www.palac-kobylniki.com.pl). Jeszcze tylko krótka rozmowa z siwkiem wystawiającym łeb przez ogrodzenie leżącej tuż za pałacem stadniny i ruszam dalej, do Obrzycka.

W rynku ciekawy XVIII-wieczny ratusz z ceglaną elewacją i witrażowym oknem otoczonym bogatymi ornamentami. Tablica informuje, że wmurował je tu w 1857 r. A. Raczyński na pamiątkę swego pobytu w katedrze i klasztorze w portugalskim mieście Batalha. Jeśli przyjrzymy się uważniej dekoracji, zobaczymy dwie pary wystających z niej kamiennych dłoni, pokazujących tzw. figę z makiem. Ciekawe, co miał na myśli artysta lub hrabia Raczyński?

Most drogowy prowadzi do Zielonejgóry, miasteczka po drugiej stronie Warty, okolonego Puszczą Notecką. Pytam o pałac z epoki odrodzenia - za mostem (jadąc od Obrzycka) mam skręcić w lewo przy figurze Matki Boskiej i jechać prosto aż do bramy prowadzącej do parku i zameczku.

Wielka kuta brama otwiera się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przed wyjeżdżającym z posesji samochodem i... zamyka się przed moim nosem. Popycham furtkę - otwarta. Tablica głosi: "Przepisy porządkowe obowiązujące na terenie parku Domu Pracy Twórczej i Wypoczynku Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu". Doczytuję się, że "park jest otwarty dla publiczności ". Kolejna tablica informuje, że projekt rewaloryzacji zespołu pałacowego współfinansuje Unia Europejska.

Rezydencja jaśnieje nową elewacją, park i zabudowania w stylu bawarsko-myśliwskim pysznią się w słońcu. Ze stromej skarpy kręte schody i łukowaty mostek prowadzą wprost do szerokiego rozlewiska Warty. Opodal, na jej płaskim, trawiastym brzegu pasą się biało-czarne krowy. Sielsko i anielsko. Niestety, w pałacu mogą się stołować i nocować tylko osoby związane z uczelnią. Wracam więc nad rzekę i wyjmuję z plecaka suchy prowiant...

Posilony, wsiadam na rower i skręcam w lewo, w drogę przylegającą do parku. Pośród starych zabudowań i nowych willi pojawia się niebieski szlak i wąska droga przez lasy i łąki Puszczy Noteckiej w kierunku wsi Antoniny. Stąd do głównej szosy nr 182 prowadzącej przez Wronki do Międzychodu biegnie leśny, piaszczysty dukt. Jest uroczo, ale rower nie podziela mojego zachwytu. Krajobraz urozmaicają polodowcowe wały wydm tworzące labirynt dolin i niskich pagórków, najwyższy - Wielka Sowa - ma 95 m. Puszcza słynie z obfitości grzybów. Przy odrobinie szczęścia możemy spotkać wspaniałego jelenia. Niemal spod kół roweru czmychają sarny. Wypadam znów na asfalt - do Wronek 6 km.

***

Wita mnie tu rondo Europa z kierunkowskazami do europejskich miast. Brak tylko kierunku do... centrum miasta Wronki. Dojeżdżam tam jednak mostem nad rzeką, z którego widać podominikański zespół klasztorny i barokowy żółty kościół oo. Franciszkanów pw. Zwiastowania NMP.

Wronki opuszczam, przejeżdżając drogą nr 182 na Międzychód i Sieraków obok zabytkowego XV-wiecznego gotyckiego kościoła św. Katarzyny. Po kilkuset metrach i wspinaczce nagrodzonej wspaniałym widokiem na zakola Warty skręcam w prawo na Wartosław. Wioska z gotyckim kościółkiem i odrestaurowanym cmentarzem ewangelickim przycupnęła wśród sosnowego lasu nad brzegiem rzeki. Przeprawa promowa zamknięta, więc jadę 4 km do następnej, w miejscowości Chojno. Chcę przedostać się na drugi brzeg Warty i wbić się głębiej w Puszczę Notecką. Niestety, na brzegu cisza, spuszczony szlaban i zniszczona konstrukcja przeprawy (nigdzie wcześniej nie było informacji, że prom nie kursuje). Po chwili z barakowozu po drugiej stronie rzeki wychyla się zaspany jegomość. - Przepłynę jakoś?! - wołam, mając na oku przycumowane po jego stronie łódki. - Tylko łodzią! - odkrzykuje. Podpływa po mnie, ładujemy rower i już jestem na drugim brzegu. Przewoźnik okazał się być miłośnikiem turystyki rowerowej - przez półtora roku przemierzał puszczę wszerz i wzdłuż. Udzielił mi nieocenionych wskazówek.

W Chojnie zwiedzam barokowy kościółek, potem, trzymając się brzegu Warty, jadę w stronę osady Chojno Młyn. Asfalt szybko się kończy, zaczyna się uciążliwa, leśna droga. Za Domem nad Wodospadem, na rozstajach z krzyżem skręcam w prawo w stronę Grajzerówki, osady w puszczy między jeziorami Chojno i Radziszewskim, która dzięki wygodnemu dojściu do wody stała się wsią letniskową. Stoją tu i kolorowe "wozy Drzymały", i rezydencje - ponad pięćset obiektów.

Przez lasy i osady, leśnym duktem między mokradłami docieram do zagubionego w puszczy Mokrza. Kolonia składa się ze stacji kolejowej i dwóch czy trzech budynków. Za Rzepinem i jeziorem Rzepińskim skręcam w prawo, jadąc ścieżką na granicy lasu. Niezwykła cisza i spokój, łagodny, sielankowy krajobraz. Upał mijającego dnia daje się we znaki, więc kładę się w cieniu sosny z rowerem pod głową. Docierają do mnie wszystkie odgłosy Puszczy Noteckiej: świergot ptaków, bzykanie owadów, szmer wiatru delikatnie kołyszący gałęziami drzew. Niestety, długo nie poleżałem, mrówki gryzą gdzie popadnie. Do Wronek zostało już tylko 8 km szerokiej leśnej drogi, gdzieniegdzie zasypanej wszędobylskim piachem.

Asfalt miasta witam z ulgą.

www.puszczanotecka.org

***

Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej