Pamir, Tadżykistan - podróże życia

Serce zostało w... Pamirze. Pustka, wysokość, złe drogi i wielka gościnność. To jedno z tych miejsc, które pozwalają na nowo odkryć człowieka - mówi Robert Robb Maciąg, pedagog specjalny, fotograf, autor książek podróżniczych.
My, Europejczycy, zapomnieliśmy o otwieraniu drzwi na oścież, o nazywaniu innych braćmi, o radości z dobrej pogody i pełnej miski. Pamir to miejsce, które uświadamia, że im bardziej nieprzyjazne środowisko, tym bardziej przyjazny człowiek. I przypomina o tym, jak bardzo zależymy od siebie i wzajemnej życzliwości. W miejscu, gdzie nie ma prądu, drzew, sklepów i tzw. cywilizacji, żyją ludzie, którzy się uśmiechają, cieszą życiem i nie narzekają tak jak mieszkańcy krajów konsumenckiego dobrobytu.

Niezapomniany dzień przeżyłem...

w Garam Chashm w Tadżykistanie. W czasie ostatniej podróży postanowiliśmy zrobić coś dla innych i tak powstała akcja "Pocztówka". Samo jeżdżenie po świecie i oglądanie go, czy to z siodełka, czy z autobusu, przestało nam wystarczać. W sieci odkryliśmy "pocztówkę za 10 zł" - za tę sumę wysyłaliśmy ofiarodawcom pocztówki, a to, co pozostało, szło na "coś więcej". Zebraliśmy ponad 1 tys. zł, głównie od nieznajomych, którzy często wpłacali więcej niż 10 zł. W Garam Chashm poznaliśmy Malika, dyrektora szkoły rudery, który pomimo pensji w wysokości 220 somoni miesięcznie (50 dol.) i niedawnej rodzinnej tragedii oczarowywał nas swoimi roześmianymi oczami. Po półgodzinie czuliśmy się tak, jakbyśmy znali go całe życie. Pojechaliśmy razem do Khorogu na zakupy - 1500 somoni to nie lada sumka i można za to dużo kupić. Powiedzieliśmy Malikowi: "Ty wybieraj, my płacimy". Wybrał drukarkę do swojej szkoły. To był jeden z najlepszych dni w naszym życiu (więcej: www.szkolynakoncuswiata.org).

Najlepsze wakacje spędziłem...

W moim przypadku trudno mówić o wakacjach. Moje/nasze podróże to kilka miesięcy w drodze, ważnych i niezapomnianych. Najważniejszy był jednak trekking pod Everest, ponad 13 lat temu. Najpierw dwa tygodnie w drodze z Polski do Nepalu, potem dwa tygodnie z Jiri do bazy pod Everestem. Wszystko się wtedy tak naprawdę zaczęło - patrzenie na świat i ludzi, moja podróżnicza "choroba".

W Polsce lubię...

spokój. Po latach spędzonych w świecie wróciłem do kraju ze względu na rodzinę, przesyt bieganiną i odkrywaniem. Mieszkam w małym miasteczku, wśród lasów i wygasłych wulkanów. Pewnie, że w Polsce dużo rzeczy męczy, ale pokażcie mi kraj, który nie męczy.

Podróżuję z...

otwartym sercem, samotnie lub z żoną. Szczęśliwie dzielimy te same podróżnicze i rowerowe pasje.

Mój ulubiony hotel...

Namiot, namiot i jeszcze raz namiot. Cisza, spokój, widoki takie, że brak słów. W dodatku całkowita wolność i czasem niespodziewane, ale zawsze ciekawe odwiedziny, a to z niedalekiej wsi, a to przejeżdżających obok wieśniaków. I przede wszystkim powrót do naturalnego rytmu - spać po zachodzie słońca, wstawać o wschodzie. Żadnego nocnego przesiadywania przed telewizorem.

Niebo w gębie czuję...

wszędzie. Uwielbiam zarówno domowe jedzenie (gdy ktoś zaprosi nas do domu), jak i uliczne garkuchnie. Będąc wege, lubię odkrywać nowe smaki. Kiedyś w Iranie siedzieliśmy tydzień u naszych przyjaciół, a ci cały czas gotowali bez mięsa. Sami nie wiedzieli, że znają aż tyle potraw wegetariańskich.

Na wyprawę zawsze zabieram...

aparat, notatnik, dobrą, grubą książkę i otwarte serce. Brzmi jak frazes? Nic na to nie poradzę, ale bez tego otwartego serca nie ma po co ruszać się z domu. Chyba że komuś zależy na zaliczaniu zabytków.

Nigdy więcej nie powrócę...

Nie mam takich miejsc. Często żyję w konflikcie - poznawać nowe czy odwiedzić stare, sprawdzone. W ostatniej podróży wyszło to połowicznie. Odwiedziliśmy znów Iran i Chiny (ja), spotkaliśmy starych przyjaciół, ale Syria i cała Azja Centralna była dla nas czymś nowym. Następnym razem pewnie będzie podobnie - trochę odwiedzin i trochę odkrywania.

Wkrótce będę w drodze do...

Właśnie wróciliśmy z ośmiomiesięcznej jazdy na rowerze po Jedwabnym Szlaku, więc tak "wkrótce" szybko nie nadejdzie. Chwilowo podróżujemy po Polsce, pokazując slajdy i opowiadając o ostatniej podróży.

Wymarzony cel podróży...

Kirgistan, Grenlandia, Spitsbergen, Syberia i tak dalej, i tak dalej.

Zdjęcia i filmy z wypraw Roberta Robba Maciąga: www.ku-sloncu.org



Artykuł pochodzi z Gazeta Turystyka - sobotniego dodatku do Gazety Wyborczej