Senat: przedsionek i wisząca klatka schodowa. Część II [SPACEROWNIK]

Nasz spacer zaczynamy od głównego wejścia do Senatu znajdującego się w przyziemiu długiego budynku administracyjnego B.

To właśnie ten budynek miał tworzyć wschodnią pierzeję przyszłego placu przed budynkiem sejmowym. Chociaż wąski i bardzo długi, bo ciągnący się przez ponad sto metrów, nie odcina terenów sejmowych od parku. Jego przyziemie w kilku miejscach przebite jest obszernymi prześwitami. Jeszcze nie tak dawno były one zabudowane szpetnymi szopami mieszczącymi jakieś magazyny. Na szczęście dziś nie ma już po nich śladu. Stańmy zatem przed masywnymi drewnianymi drzwiami wiodącymi do Senatu. Otworzą się one automatycznie. Za nimi musimy przejść kontrolę. Jest przeprowadzana w obszernym przedsionku, typowym dla stylistyki Bohdana Pniewskiego.

Całe wnętrze składa się niejako z trzech naw rozdzielonych odwróconymi kolumnami i oświetlonych z góry ukrytymi ponad gzymsem lampami. Światło łagodnie rozchodzi się po suficie. To rozwiązanie Pniewski wykorzystuje w wielu innych wnętrzach sejmowych, a także w budynkach projektowanych jeszcze przed wojną, takich jak siedziba ministra spraw zagranicznych przy placu Piłsudskiego w pałacu Brühla. Także na motyw odwróconej kolumny będziemy natykać się w innych miejscach budynków sejmowych.

Jarosław M. Zawadzki z kancelarii Senatu wskazuje na ścianę „prawej” nawy. Widzimy tu ogromne lustro ujęte w ramę z dość tajemniczą dziurką. - To dziurka od kluczyka. Ktoś go ma w naszym budynku. Wystarczy kluczyk przekręcić, by lustro też się przekręciło. Za nim schowane są chyba nigdy nieużywane tajemnicze schody - zdradza.

Gdy przyjrzymy się ścianie z bliska, zauważymy lekko wystający przed lustro, najniższy stopień marmurowych schodów.

Z przedsionka kierujemy się na wprost przez wąski łącznik aż do głównego hallu pawilonu A mieszczącego Senat.

Serce hallu stanowi spiralna klatka schodowa . Ma niezależną konstrukcję i wygląda niczym rzeźba obłożona białym marmurem, ozdobiona kutymi balustradami z metalu. Jest też jednym z najciekawszych rozwiązań architektonicznych w całym kompleksie zabudowań polskiego parlamentu. Gdy spojrzymy na schody z góry, skręcają się one niczym muszla ślimaka, na samym zaś dole w duszy schodów widzimy kamienną posadzkę ułożoną w formie siedmioramiennej rozgwiazdy. Gdy zaś spojrzymy z dołu ku górze, widzimy na suficie ostatniej kondygnacji sztukaterię układająca się w kręgi. Zauważymy też snop światła wpadającego do wnętrza poprzez świetlik.

Historyk sztuki Bożena Wierzbicka w architekturze schodów doszukała się inspiracji twórczością Auguste Perreta. Wskazuje na klatkę w paryskim Musée des Travaux Publics.

"Inspiracja pomysłami francuskiego architekta, mistrza żelbetowej interpretacji klasycznej kompozycji, jest w gmachach sejmowych wyraźnie widoczna także w innych elementach - jak już wskazano, zwężające się ku dołowi kolumny także są zaczerpnięte z repertuaru stosowanych przez niego form. Podkreślić jednak trzeba, że w porównaniu z Francuzem Pniewski wprowadził znacznie więcej finezyjnego detalu, wzbogacając dodatkowo tę architekturę, i tak łączącą różne watki - manierystycznych chwytów w budowę formy architektonicznej z modernistyczną estetyką konstrukcji" - pisał Marek Czapelski w książce o Bohdanie Pniewskim.

Jarosław M. Zawadzki zachwyca się każdym detalem schodów. - Proszę spojrzeć na balustrady. Mają kształt esowato wygiętych wici roślinnych - mówi. Ale takich drobiazgów jest tu znacznie więcej. Wystarczy się pochylić, by zobaczyć, że balustrada wspiera się na orszaku mikroskopijnych ślimaków z brązu. - Czyż nie przypominają balustrad projektowanych przez Adolfa Szyszko-Bohusza na Wawelu? - pyta Zawadzki. I dodaje, że ten sam sposób wykuwania balustrady z bloku kamienia oglądamy na zaprojektowanej niedawno przez Andrzeja Chołdzyńskiego stacji metra Plac Wilsona.

Innym niezwykłym rozwiązaniem jest sposób opracowania stropu w miejscu wykucia otworu na klatkę schodową. - Płyta stropu jest dość szeroka. Pniewski wpadł na pomysł, by wydawała się cienka jak kartka papieru. Jej część jest cofnięta w taki sposób, że ludzie wchodzący po schodach jej nie widzą. Widzą jedynie wysunięty fragment płyty o charakterystycznym żłobkowanym fryzie - podkreśla.

Na klatce schodowej odnajdziemy też płaskorzeźbione w marmurze inicjały Rzeczypospolitej oraz Senatu.

Zatrzymujemy się na wprost głównego wejścia, przy dużym pomieszczeniu ze sporadycznie używanym wyjściem na taras ogrodów senackich.

Jego wnętrze jest dziś dzielone na trzy mniejsze pomieszczenia za pomocą rozsuwanych ścian systemowych. - Rozsuwamy je tylko przy szczególnych okazjach, takich jak urządzane co pięć lat uroczystości kolejnej rocznicy wskrzeszenia Senatu - opowiada Zawadzki.

W środkowym pomieszczeniu znajdziemy stół i komplet krzeseł z lat 50. o znakomitym designie. - Takie meble to pewnie zasługa PRL-owskiego premiera Józefa Cyrankiewicza, który był estetą. Proszę spojrzeć na rozterki czy też fantazyjne zaplecki fotela - zachęca.

Czytaj więcej w Spacerownikach Warszawskich - część I i II

Spacerownik Warszawski, część I / Kulturalnysklep.pl