Zawyj z wilkiem

Nigdy, ale to nigdy nie zapomnę pewnej nocy w Bieszczadach. Brnęliśmy w śniegu po pas, mróz trzaskający. Nagle zawyły wilki. Stracha miałem, jak nie wiem co.
Trzęsły mi się nogi i moim kolegom chyba też. Jeden z nich zaproponował nawet, żebyśmy poświecili w stronę wilków latarką, to może się przestraszą i uciekną. Ale latarka wysiadła. Gdyby jednak nawet działała, i tak wilków byśmy nie wypłoszyli, bo były parę kilometrów od nas. Ale to wycie zrobiło swoje, tak było mocne i przerażające. Nawet dziś, gdy wiem, że żaden zdrowy wilk nigdy nie zaatakuje człowieka, nogi mi miękną, gdy je słyszę. Dlaczego? Jak każdy Europejczyk wychowany na bajce o Czerwonym Kapturku mam podświadomego stracha przed wilkami.

Jednak z biegiem czasu słuchanie wilczego wycia to nie tylko nogi z waty, ale i fascynacja pięknym koncertem. Bo wycie to nie jest proste hauuuuu. To cała masa dźwięków wysokich i niskich, ciągłych i przerywanych, słabszych i mocniejszych. Na ogół koncerty dają nie pojedyncze wilki, ale cała wataha, w której są i stare, i młode. Te ostatnie poznacie od razu, bo ich wycie jest niepewne, rwące się. Można to jednak wychwycić, gdy jesteśmy dość blisko wyjącej gromady. Z daleka rzeczywiście przypomina niczym nieprzerwane zawodzenie, jakie można usłyszeć na filmach grozy.

Wsłuchiwanie się w wyjące - czy to daleko, czy blisko - wilki jest niepowtarzalnym i niezapomnianym przeżyciem. Warto się wybrać na taki koncert.

Oczywiście nie usłyszymy wilków pod Warszawą czy Krakowem. Musimy pojechać tam, gdzie jest ich stosunkowo dużo, czyli w Bieszczady albo do jednej z puszcz północno-wschodniej części Polski. Może to być moja ukochana Puszcza Białowieska, ale nie brak ich też w Knyszyńskiej, Augustowskiej i na bagnach biebrzańskich. Po tropach na śniegu zorientujemy się, czy przebywają w danej okolicy.

Jak je rozpoznać? Odróżnianie pojedynczych tropów wilczych od psich jest bardzo trudne. Ja robię to tak: gdy widzę odciski dużych łap kilku zwierząt niewiele różniące się wielkością i idących prosto, a nie kluczących, wiem, że to raczej wilki, a nie psy.

No dobrze, ale kiedy wilki wyją? Jeśli chodzi o porę roku, świetny jest wrzesień. Wycie jest próbą nawiązania kontaktu z osobnikami z własnej watahy, czyli rodziny, a właśnie na jesieni młode ruszają na łowy z resztą stada i dość często wyją. Najczęściej słyszałem wilki w lutym. Właśnie wtedy zaczyna się czas wilczej miłości, a zakochane zawodzą szczególnie często, najchętniej w mroźną, wyżową pogodę. Gdy wieje wiatr lub pada, wyją niechętnie.

Kiedy wsłuchamy się w wilczy koncert, spróbujmy złożyć dłonie i zawyć jak one. To świetna zabawa, a kto wie, może uda nam się przywabić wilka? Mnie to się parę razy udało. I nie dość, że zobaczyłem te wspaniałe zwierzęta, to jeszcze na pożegnanie urządziły mi koncert. Oczywiście takie wabienie nie jest proste. Jeżeli wiatr wieje od nas w stronę wilków, bardzo szybko się zorientują, z kim mają do czynienia, i stracą ochotę na rozmowę. Z tego samego powodu nie należy zbyt często wyć. Dwa-trzy razy wystarczy. Albo odpowiedzą, albo usłyszymy tylko nocną ciszę.