Turbulencje, mgła, awaryjne lądowania i inne sytuacje, których tak bardzo nie lubią pasażerowie samolotów

A które wcale nie są tak groźne, jak mogłoby się wydawać (a zazwyczaj wcale nie są groźne).
Chociaż od mojego pierwszego lotu minęło już wiele lat i w tym czasie byłam na pokładzie samolotu dziesiątki razy, to ten pierwszy pamiętam, jakby to było wczoraj. Oczywiście byłam podekscytowana i cieszyłam się, że lecę na wakacje, ale poza tym stres był ogromny.

Przerażało mnie to, że siedzę na wysokości skrzydła (ale tak samo bałabym się siedzieć w dowolnym innym miejscu) i przez całą noc nie zmrużyłam oka, wyczulona na najmniejszy podmuch wiatru uderzającego w tę "blaszaną mydelniczkę". Tak, właśnie tak wtedy myślałam o samolotach. Chociaż warunki atmosferyczne były dobre i lot przebiegał bez najmniejszych komplikacji, do końca nie wierzyłam, że się uda, jakby tamta podróż zależała wyłącznie od niezwykle szczęśliwego zbiegu okoliczności. Dopiero po wylądowaniu musiałam przyznać sama przed sobą, że tak naprawdę to mi się podobało, lot był bardzo miły, a nawet ekscytujący... Potem do końca wakacji z niecierpliwością czekałam na lot powrotny.

Nie wszyscy mają jednak tak, jak ja. Niektórzy boją się latać i po trzecim, i po dziesiątym razie. Rozumiem to - choć nie ma ku temu racjonalnych argumentów - bo lęk jest rzeczą irracjonalną. Można go jednak skutecznie oswoić przez doświadczenie - im więcej odbytych lotów i im więcej drobnych incydentów, które pokażą, że samolot i pilot w powietrzu, i na ziemi są przygotowani praktycznie na wszystko, tym większa staje się pewność, że żaden lot nie zależy od przypadku. I strach staje się mniejszy. Nawet jeśli teraz mi nie wierzycie, ta metoda świetnie działa.

A co może się zdarzyć, gdy jesteśmy w górze?

Turbulencje

"Jakoś dolecimy, byle tylko nie było turbulencji", "Stary, nie uwierzysz, jakie turbulencje przeżyłem!", "Czy ten pilot nie może lecieć tak, żeby nie trzęsło?" - takie i podobne komentarze przytrafiają się niedoświadczonym pasażerom dość często i trudno mieć im to za złe. Turbulencje są stresujące, bo kojarzą się z utratą kontroli, a liczne filmy katastroficzne tylko utwierdzają nas w przekonaniu, że z trzęsącą się maszyną musi się dziać coś bardzo złego. Tymczasem turbulencje, mimo iż czasem (rzadko!) nieprzyjemne, są jak najbardziej normalne i zdarzają się podczas każdego lotu.

Turbulencje powstają wtedy, gdy samolot przechodzi z jednego prądu powietrza w inny (np. wlatuje w strefę silniejszego wiatru). Zdarza się to w kilku sytuacjach: gdy samolot przelatuje przez chmury (tworzone przez tzw. prądy konwekcyjne, będące efektem działania Słońca), zatem praktycznie zawsze lekkie turbulencje odczuwa się na niższych wysokościach, kiedy samolot dopiero wznosi się na wysokość przelotową.

Turbulencje wywołują również gwałtownie zmieniające się wiatry (wiejące z większą/mniejszą siłą lub prędkością, co może się zdarzyć podczas startu i lądowania, ale także na dużej wysokości), burze (bo wtedy tworzą się pionowe masy powietrza) i wszelkie przeszkody geograficzne, które mogą być barierą dla przepływających mas powietrza (dlatego turbulencje odczuwa się czasem podczas przelatywania nad górami).

Większość tych turbulencji w ogóle nie jest groźna i nie zaskakuje pilotów, którzy posiadają systemy ostrzegania przed zmianami pogody, są też informowani o wszelkim ryzyku (np. uskokach wiatru) przez kontrolerów.

Niektórych turbulencji po prostu nie da się uniknąć (samolot musi np. wznieść się w górę pokonując chmury), dlatego warto wiedzieć, że zwykle są one czymś najzupełniej normalnym i nie powodują niebezpieczeństwa. Zwykle najgorsze, co może się przydarzyć pasażerom, to uderzenie w głowę albo to, że wypadnie na nich jakiś przedmiot ze schowka. Pilot wie o spodziewanych turbulencjach z wyprzedzeniem i na chwilę przed nimi włącza sygnalizację "zapiąć pasy". Aby mieć pewność, że nic nas nie zaskoczy (czasem zdarzają się turbulencje w tzw. "czystym powietrzu", których nie widać na radarach), najlepiej pasy mieć zapięte przez cały lot, a w górnych schowkach nie umieszczać ciężkich bagaży (jest na nie miejsce pod porzedzającym fotelem).

Awaryjne lądowanie

Już sam dźwięk tych słów u co bardziej wrażliwych pasażerów może spowodować szybsze siwienie. Awaryjne lądowanie przecież tak bardzo kojarzy się z awarią. Czyli niebezpieczeństwem i tym, że dosłownie sekundy dzielą nas od śmierci (wyobraźnia działa szybko). Tymczasem piloci decydują się na awaryjne lądowanie nie tylko wtedy, gdy rzeczywiście ma miejsce usterka, ale także wtedy, gdy istnieje najmniejsze jej podejrzenie. Lecą wówczas na najbliższe lotnisko, by sprawdzić, czy wszystko w porządku, nawet jeśli nie jest to konieczne.

Być może tych z Was, którzy boją się latać, pocieszy fakt, że przez wspomnianych kilkadziesiąt lotów, które odbyłam, jeszcze nie przytrafiła mi się taka sytucja. Co pokazuje, że większość samolotów jest naprawdę idealnie sprawna.

Mgła

Nawet dzisiaj, przy zaawansowanej technice, mgła potrafi sparaliżować pracę lotniska. Większy problem mają z nią lądujące samoloty, dla startujących praktycznie nie jest niebezpieczna. Ale kierowanie samolotu do lądowania na inne lotnisko to skrajność, by tak się stało, widoczność musi być praktycznie zerowa. Bo przy prawie zerowej pilot potrafi wylądować - w pas startowy trafia dzięki urządzeniu naprowadzającemu ILS.

Krążenie nad lotniskiem

Czasem zdarza się jednak, że lądowanie się opóźnia - godzina zakończenia rejsu mija, a samolot wciąż jest w powietrzu. Kapitan samolotu zwykle wtedy przejmuje mikrofon, by uświadomić zestresowanych pasażerów, co się dzieje. Powody mogą być różne, zwykle są prozaiczne: lądowanie może utrudniać wspomniana mgła (wtedy w skrajnych przypadkach, gdy nie ma zgody kontrolerów na posadzenie maszyny, pilot leci na inne najbliższe lotnisko) lub brak miejsca (w tym czasie ląduje i startuje wiele innych samolotów i pilot musi poczekać na swoją kolej). W takich sytuacjach zwykle pasażerowie stresują się tym, że może zabraknąć paliwa. Nie ma takiego zagrożenia, samolot zawsze leci z zapasem paliwa, który pozwala mu na wykonanie próby podejścia do lądowania i lot na inne lotnisko (w razie takiej konieczności). I nawet tam pilot nie ląduje na oparach - wciąż ma co najmniej 10-procentowy zapas.

Niepokojące dźwięki

U pasażerów, którzy są w samolocie po raz pierwszy lub nie wiedzą zbyt wiele o specyfice lotu i budowie samej maszyny, strach mogą wywoływać różne dźwięki, które towarzyszą lataniu. Każdy łoskot i szmer powoduje napięcie, bo na to wyczulone są uszy wystraszonych pasażerów (doskonale to pamiętam!). Tymczasem lecący samolot po prostu słuchać, tak jak słychać każdy inny środek transportu.

Najwięcej dzieje się podczas startu (chowanie podwozia i klap, zmiana mocy silników, bo do startu potrzebna jest moc maksymalna) i lądowania (wysuwanie podwozia, hamowanie, kolejna zmiana mocy silników). Dźwięk silnika zmienia się też w trakcie lotu właściwego (nie manewrów), bo na wysokości przelotowej nie muszą one pracować na najwyższych obrotach.

Niektóre z powyższych sytuacji zdarzają się zawsze ("dziwne dźwięki" w samolocie, lekkie turbulencje), inne (jak krążenie nad lotniskiem, gęsta mgła czy lądowanie) nie muszą przydarzyć się Wam nigdy, nawet jeśli odbędziecie setki lotów. Mam nadzieję, że uwierzyliście, że wszystko to jest normalne i wpisane w specyfikę latania. Samolot to nie "latająca mydelniczka", tylko stabilna, nowoczesna maszyna, za której sterami siedzą najlepsi piloci, cały czas wspierani przez kontrolerów o niekiedy nadludzkich umiejętnościach przewidywania wszelkiego ryzyka (w czym też pomaga im masa nowoczesnych technologii). Z taką wiedzą dużo łatwiej jest oswoić lęk, a nawet polubić latanie.

A jeśli nadal się boicie i macie dużo wątpliwości, zajrzyjcie jeszcze tutaj: Bezpieczeństwo podczas lotu, czyli najczęstsze fakty i mity na temat latania